Reklama

Był ikoną polskiego rocka, idolem nastolatek i symbolem szalonych lat 90. Robert Gawliński dziś z dystansem wraca do czasów, gdy Wilki przeżywały największą popularność, a koncerty zespołu przypominały sceny z filmów o światowych gwiazdach rocka. W szczerym wywiadzie wokalista opowiedział o rock’n’rollowym życiu w latach 90,. używkach, gigantycznej sławie i przełomie, który sprawił, że całkowicie zmienił swoje życie.

Wilki podbiły Polskę. „Wszyscy mnie kochali”

Początek lat 90. należał do Wilków. Zespół praktycznie z dnia na dzień stał się jednym z największych fenomenów polskiej sceny muzycznej. Debiutancki album sprzedał się w oficjalnym obiegu w nakładzie pół miliona egzemplarzy, a popularność grupy rosła z każdym miesiącem.
Robert Gawliński przyznał, że nie był przygotowany na skalę sukcesu, który nagle spadł na niego i cały zespół. „Niemalże z dnia na dzień stałem się Hermesem — urosły mi skrzydełka przy adidasach i zamiast chodzić, fruwałem nad ziemią. Wszyscy mnie kochali”, wspominał w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady.

Początkowo na koncerty Wilków przychodziła publiczność związana z jarocińską sceną alternatywną. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy „Son of the Blue Sky” trafił do radia i telewizji. Wtedy rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo. Zespół grał nawet po dwa koncerty dziennie dla kilku tysięcy fanek. Kolejne tłumy czekały pod halami, bo nie udało im się zdobyć biletów. Dla Gawlińskiego był to moment równie ekscytujący, co przytłaczający.

Czytaj też: Tak wyglądają synowie Moniki i Roberta Gawlińskich! Co dziś robią Emanuel i Beniamin?

scena z: Robert Gawlinski, ekslider Madame, Made on Poland, Wilki
scena z: Robert Gawlinski, Wilki AKPA
Robert Gawliński 2004
Robert Gawliński 2004 fot. Zawada/AKPA

Fanki Wilków doprowadziły do niebezpiecznych scen

Popularność Wilków bardzo szybko wymknęła się spod kontroli. Robert Gawliński wspomina dziś sytuacje, które momentami były wręcz niebezpieczne. Jedna z najbardziej pamiętnych wydarzyła się w Bielsku-Białej. Zespół pojawił się tam w sklepie sponsora trasy koncertowej. Początkowo spotkania przebiegały spokojnie, ale gdy fanki dowiedziały się, gdzie mogą spotkać muzyków, pod sklepami zaczęły pojawiać się tłumy. Po podpisywaniu autografów muzycy wsiedli do samochodu, by pojechać na próbę przed koncertem. Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. „Fanki tak napierały na nasze auto, że przewróciły je z nami w środku. To był jakaś totalna jazda po bandzie!”, opowiadał lider Wilków.

Jeszcze groźniej było podczas jednego z koncertów, gdy Gawliński zdecydował się wskoczyć w tłum. Dziewczyny stojące pod sceną nie utrzymały jego ciężaru. Wokalista upadł na ziemię i został przygnieciony przez fanów. Jak przyznał, po kilku sekundach nie był w stanie ruszyć ręką ani nogą. Bał się, że się udusi.

„Chciałem wstać i wyjść z tego tłumu, ale nie byłem w stanie. Te wszystkie nastolatki zaczęły się na mnie rzucać i skakać po mnie. Po 10 sekundach czułem się, jakbym zastygł w betonie. Nie mogłem ruszyć ani ręką, ani nogą. Towarzyszył mi potworny ból. Nasz perkusista zobaczył, co się dzieje i przerwał koncert. Ja wtedy resztą sił wykrzyczałem: "Kochani, k***a, zabijecie mnie!". I po chwili ludzie zaczęli ze mnie schodzić. Wszyscy byli przerażeni. Ja wstałem, otrzepałem się i wróciłem na scenę, żeby dokończyć koncert. […] Po tym incydencie przestałem skakać w publiczność”, relacjonował na łamach Plejady.

robert-gawlinski-301133-GALLERY600-bdc7746
Krzysztof Opaliński

Robert Gawliński o używkach: prowadził bardzo rock’n’rollowe życie

Za sukcesem Wilków kryło się jednak także życie pełne skrajności. Robert Gawliński nie ukrywa, że lata 90. były okresem intensywnych imprez i eksperymentowania z używkami.

„To były lata 90. Wszyscy wtedy chlali i ćpali. Wciągało się biały proszek do nosa i balowało przez dwie lub trzy noce, a potem odsypiało się przez dwa dni. Przynajmniej ja tak robiłem. Moich kolegów, którzy nie robili sobie przerw, nie ma już wśród nas. W ten sposób moje życie wyglądało przez jakieś trzy lata od debiutu Wilków”, przyznał bez ogródek Michałowi Misiorkowi.

Czytaj też: Hit Wilków nucisz od lat, refren znasz na pamięć, ale nie jego historię! Robert Gawliński odsłania sekret przeboju

Choć zdarzało mu się wychodzić na scenę pod wpływem substancji, podkreślał, że nigdy nie pozwalał sobie na utratę kontroli podczas koncertów. Jak podkreślił, po pewnym czasie sam zdecydował o zakończeniu tego etapu życia.

„Był czas, gdy potrzebowałem butelki whisky dziennie, żeby normalnie funkcjonować. Wypijałem ją, a mimo tego czułem się trzeźwy. Dziś praktycznie w ogóle nie sięgam po mocne alko*ole. Jakieś 15 lat temu przerzuciłem się na wino. Zdarza mi się wypić drink lub dwa, ale rzadko. Ani ko*aina, ani mocniejsze rzeczy nigdy specjalnie mnie nie kręciły. Bardziej grzybki psy*ocybki. Ale one rujnują wątrobę, więc z nich zrezygnowałem”, wyznał Michałowi Misiorkowi.

Przełomowym momentem dla Roberta Gawlińskiego okazało się ojcostwo. Lider Wilków przyznał, że właśnie narodziny synów sprawiły, iż postanowił całkowicie przewartościować swoje życie. Muzyk podjął decyzję o odejściu od używek i zmianie codziennych nawyków. Wtedy pojawił się sport oraz spokojniejsze życie rodzinne. To właśnie wtedy zaczął też coraz inaczej patrzeć na swoją karierę i przyszłość zespołu.

Szczęśliwie udało mi się nie uzależnić. Myślę, że duża w tym zasługa moich synów. Chwilę po tym, jak przyszli na świat, postanowiłem zatrzymać się i zmienić swoje życie. Zamiast sięgać po używki, zacząłem jeździć na rowerze. Okazało się, że jestem w stanie funkcjonować bez tych wszystkich substancji. Zbiegło się to też w czasie z rozstaniem z Wilkami”, relacjonował w rozmowie z Plejadą.

Czytaj też: Ten hit lat 90. kryje niezwykłą historię. Tytuł dla wielu osób do dziś nie jest zrozumiały

robert-gawlinski-z-zona-monika-i-synami-beniaminem-i-emanuelem-349785-GALLERY600-ec19421
Zosia Zija i Jacek Pióro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...