Simona Kossak
Fot. PAP/Maciej Musiał
NIEZWYKŁE HISTORIE

Mieszkała w puszczy ponad 30 lat, to tam poczuła się wolna. Życie Simony Kossak

Mówiono o niej czarownica, bo znała mowę zwierząt

Dorota Falkowska 14 lipca 2021 14:19
Simona Kossak
Fot. PAP/Maciej Musiał

Simona Kossak urodziła się 30 maja 1943 w Krakowie. Zawsze marzyła, żeby zostać biologiem i zgłębiać psychologię zwierząt. Wszystko udało jej się spełnić z nawiązką. Otrzymała tytuł profesora doktora habilitowanego nauk leśnych. Sama siebie nazywała zoopsychologiem. Pochodziła z Krakowa, ale większość życia spędziła w Białowieży. Dzisiaj słynie jako ikona Podlasia. Tamtejsza lokalność Białowieży i Hajnówki z dumą wspomina ją jako „ich Simonkę”. 

Dzieciństwo Simony Kossak 

Simona urodziła się w znanej, artystycznej rodzinie. Była córką Jerzego Kossaka, wnuczką Wojciecha Kossaka i prawnuczką Juliusza Kossaka – malarzy batalistów, którzy słynęli ze swojego zamiłowania do koni. Była także bratanicą poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz pisarki Magdaleny Samozwaniec. Siostra Simony, Gloria Kossak, została malarką i poetką. Simona nie miała zdolności artystycznych, ale jej pech zaczął się już na długo, zanim to odkryła, bo od momentu urodzin. Nie urodziła się chłopcem, na czym rodzinie Kossaków bardzo zależało. Chłopiec W dzieciństwie szybko odkryła, że jest we wszystkim gorsza od starszej siostry. Nie ma malarskich talentów ani też nie jest tak ładna i zgrabna jak Gloria. W dodatku urodziła się z rozszczepieniem podniebienia, mówiła niewyraźnie i miała krzywicę nóg. Właściwie w żadnym punkcie nie spełniała oczekiwań rodziny i została całkowicie odrzucona. Siostry się nie znosiły, a starsza zawsze dawała odczuć młodszej, że jest od niej lepsza. 

Mieszkając jeszcze w Kossakówce, osamotniona, zaczęła coraz więcej swojego czasu poświęcać zwierzętom, których w tamtych okolicach nie brakowało. To one obdarzyły ją akceptacją, której zabrakło ze strony jej najbliższych. Kiedy przyszło Simonie wybierać kierunek studiów, bardzo chciała iść na biologię, ale wiedziała, że będzie musiała podejść do wstępnych egzaminów z matematyki i fizyki, a przedmioty ścisłe były jej piętą achillesową. Zrezygnowała z tego pomysłu i zdawała do szkoły aktorskiej. Nie udało się przez wadę wymowy. Trzecim pomysłem była polonistyka, Simona lubiła czytać, dobrze pisała, więc ten kierunek wydawał się być dla niej. Po roku jednak zrezygnowała i postanowiła zmierzyć się ze znienawidzonymi matematyką i fizyką. „Wykuła” je i zdała. Poszła na wymarzony kierunek, aby zgłębiać swoją pasję, czyli psychologię zwierząt. 

Zobacz też: Alkoholizm, przedawkowanie leków, depresja, niespełniona miłość. Smutne życie Marka Hłaski

Simona Kossak
Fot. PAP/Maciej Musiał

Serce zmielone na miazgę 

Simona miała na studiach wielu znajomych, dobrze odnajdowała się wśród rówieśników, ale adoratorów miała jak na lekarstwo. Za to wokół jej siostry było ich na pęczki. Pewnego dnia Gloria założyła się z pewnym chłopakiem z krakowskiej arystokracji, przystojnym łamaczem serc, że ten nie ma szans u Simony i żeby o niej zapomniał. Chłopak poczuł przypływ ambicji i założyli się oboje o skrzynkę wódki, że Simona będzie nim zainteresowana. Całe miesiące zdobywał jej uwagę, zapraszał do kina, na spacery i przejażdżki konne. W końcu, po 9 miesiącach poprosił ją o rękę. Przyszedł z kwiatami do mamy Simony i oficjalnie zapytał o rękę córki. Simona na początku podchodziła do całej sprawy jego zalotów z dystansem, znała go i wiedziała, że to kobieciarz, ale po miesiącach jego starań, uwierzyła mu. Zgodziła się na ślub. Kiedy Gloria dopytała Simonę, czy ta aby na pewno powiedziała „tak”, nastąpił szereg niezrozumianych przez dziewczynę zdarzeń. Jej narzeczony wybuchł śmiechem i zaczął krzyczeć, że wygrał zakład, więc poprosi teraz o swoją skrzynkę wódki. 

Na szczycie wielu przykrych wydarzeń rodzinnych, to wydawało się zwieńczać całe zło, które Simona otrzymała od ludzi. Kiedy owo upokarzające wydarzenie roztrzaskało jej młode serce na kawałki, postanowiła uciec. Chciała pojechać w Bieszczady albo Tatry, ale nie było tam wolnego etatu dla naukowca. Był za to w Białowieży. Gdy otrzymała propozycję pracy w tamtejszym Zakładzie Badania Ssaków Polskiej Akademii Nauk, nie zwlekała z decyzją. 

Nowe życie w puszczy 

Simona zamieszkała w rezerwacie Białowieskiego Parku Narodowego w leśniczówce o wdzięcznej nazwie Dziedzinka. Nie było tam prądu i wody, ale był las i zwierzęta. Raj na ziemi. I przede wszystkim: absolutne pustkowie, żadnych ludzi. Poza jednym wyjątkiem. Okazało się, że Simona będzie miała lokatora. Leśniczówka była podzielona na dwa mieszkania. Drugie zajmował fotograf przyrody i pisarz z Warszawy, Lech Wilczek. Na początku bardzo się nie lubili, jedno czekało, aż drugiemu zbrzydnie życie w dziczy i ucieknie za cywilizacją. Ale tak się nie stało. 

Po pewnym czasie zbliżyła ich miłość do zwierząt. Oboje uwielbiali je wszystkie, ale zwłaszcza te dzikie. Leczyli je, czasami oswajali. W każdym razie kiedy tylko wyczuli, że jakiś dzik lub ryś potrzebuje ich pomocy, robili co w ich mocy. W tej wspólnej pasji odnaleźli się jako przyjaciele, a z czasem jako partnerzy życiowi. To Lech robił Simonie wszystkie te niesamowite zdjęcia, na których uwieczniał ją ze zwierzętami. Ich związek trwał 36 lat, a Leszek określał go jako „układ metafizyczny”. 

„Simona żyła w raju”

Simona pokochała swoje nowe życie w leśniczówce. Nie było w niej wygód, ale kiedy już się urządziła i wszystko było po jej myśli, poczuła, że w końcu jest w domu. Z dala od apodyktycznej matki (chociaż ta z czasem zakochała się w Dziedzince i często przyjeżdżała do Simony w odwiedziny), od awanturującego się ojca, złośliwej siostry i wiecznej walki o majątek wreszcie poczuła się wolna.

Mieszkanie w leśniczówce nie tylko sprzyjało jej życiu osobistemu, ale także zawodowemu. Szybko pięła się po stopniach naukowych, zdobywając kolejne. W 2000 r. otrzymała tytuł naukowy profesora nauk leśnych, a rok później zaczęła prowadzić audycję „Dlaczego w trawie piszczy”, pełną humoru i ciekawych anegdot. 

„To był raj, Simona żyła w raju! (...) To niezwykłe miejsce ją samą stwarzało i zmieniało. Wiele razy zresztą mówiła o tym, że nie mogłaby żyć gdzie indziej i jak bardzo dużo dała jej Puszcza Białowieska”, mówiła Beata Hyży-Czołpińska, autorka filmu „Miejsce w raju”, która z pełnym przekonaniem mówiła, że nie byłoby Simony Kossak, jaką wszyscy znamy, gdyby nie ta magiczna leśniczówka. 

Simona Kossak
Fot. Darek Majewski/Forum

Zwierzęta Simony Kossak

Kto zamieszkiwał ją razem z Simoną? Między innymi locha o imieniu Żabka. Zwierzę chowane było w leśniczówce od warchlaka i wyrosło na potężnego dzika w rozmiarze XXL, ale zachowywało się jak udomowiony pies; chodziło z Simoną na spacery, warowało przy nodze, a nawet spało w łóżku razem z właścicielką. Drugim bohaterem był kruk Korasek, który należał do czarnych charakterów leśniczówki. Bało się go większość mieszkańców Białowieży, bo potrafił porządnie uprzykrzyć życie. Atakował ludzi, rozpruwał siodełka, kradł robotnikom jedzenie, a nawet wypłatę z kieszeni. Poza krukiem, Simonę można było też spotkać w towarzystwie dwóch łosich bliźniaków: Pepsi i Coli, którym matkowała oraz zaprzyjaźnionej rysiczki Agatki. 

Przeczytaj również: Ich karierę zniszczył skandal. Tak dziś wygląda życie Hanny i Antoniego Gucwińskich

Simona Waleczna

Kochała zwierzęta. Uwielbiała się od nich uczyć. Pragnęła je też za wszelką cenę uchronić. Walczyła z niehumanitarnymi metodami badań naukowych, które przeprowadzano na niewinnych stworzeniach. Walczyła o wycinane w puszczy drzewa. Była niezwykle waleczna i podejmowała wiele działań na rzecz ochrony przyrody, zwłaszcza Puszczy Białowieskiej.

Miłośniczka zwierząt walczyła również o swoje zdrowie. Po długiej i ciężkiej chorobie zmarła 15 marca 2007 r. w białostockim szpitalu klinicznym. Pochowano ją na cmentarzu parafialnym w Porytem k. Stawisk – miejscowości, w której wzięli ślub jej dziadek, Wojciech Kossak i babka, Maria z Kisielnickich. W Puszczy Białowieskiej jej imieniem został nazwany dąb. 

Simona Kossak
Fot. MICHAL KOSC/REPORTER

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.