ANTONI I HANNA GUCWIŃSCY
Fot. Tomasz Holod/Polska Press/East News
O tym się mówi

Ich karierę zniszczył skandal. Tak dziś wygląda życie Hanny i Antoniego Gucwińskich

Przez lata program „Z kamerą wśród zwierząt” cieszył się wielką popularnością...

Katarzyna Piątkowska 2 października 2021 16:53
ANTONI I HANNA GUCWIŃSCY
Fot. Tomasz Holod/Polska Press/East News

Antoni Gucwiński przez 55 lat rządził we wrocławskim zoo. Wraz z żoną Hanną poświęcili życie zwierzętom, ktore traktowali je jak własne dzieci. Prowadzili również program „Z kamerą wśród zwierząt”. Jednak odeszli w atmosferze skandalu. Co się stało? Co dzisiaj słychać u byłego dyrektora wrocławskiego zoo i jego ukochanej? 15 lat temu spotkała ich wielka niesprawiedliwość. Oto mniej znana historia państwa Gucwińskich.

Skandal z udziałem państwa Gucwińskich: sprawa misia Mago

Gdy w 2006 roku obrońcy praw zwierząt zobaczyli, w jakich warunkach żyje we Wrocławiu niedźwiedź brunatny o wdzięcznym imieniu Mago, natychmiast złożyli doniesienie do prokuratury. Antoniego Gucwińskiego, wieloletniego dyrektora wrocławskiego ZOO, oskarżono o znęcanie się nad zwierzęciem.

Przez siedem lat miś Mago trzymany był w betonowym boksie, za małym zakratowanym okienkiem i bez dostępu do wybiegu. Dziewięć lat miś Mago nie widział słońca. Dziewięć lat nie biegał, ani nie miał możliwości przyjmowania naturalnych dla niego póz. Dziewięć lat siedział zamknięty. Gdy nowy dyrektor ZOO zadecydował o wypuszczeniu go na wybieg, miał tak słabe mięśnie, że poruszał się bardzo powoli. Szybko jednak doszedł do siebie.

Zobacz: Bibi i Poldi rozstali się po... 115 latach bycia w związku!

Antoni Gucwiński, broniąc się, twierdził, że starał się poprawić jego warunki bytowe, szukał pieniędzy na unowocześnienie wybiegu lub miejsca dla Mago w innym europejskim zoo. Przez dziewięć lat się to nie udało.
Za co Miś Mago trafił do takiej małej klatki? Po pierwsze był duży, a wybieg niewystarczająco zagrodzony. Dla Gucwińskiego dobro zwiedzających w tym przypadku okazało się ważniejsze niż godne warunki życia zwierzęcia. Mago miał też zapędy kazirodcze. Skazano go na „więzienie”, by uniknąć zabiegu kastracji.

Sprawa sądowa. Koniec kariery państwa Gucwińskich

W 2009 roku Antoni Gucwiński został uniewinniony, bo część powołanych ekspertów nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w jego postępowaniu. Jeszcze w tym samym roku Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający i oddał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Tym razem zapadł wyrok niekorzystny dla Gucwińskiego. Został uznany winnym znęcania się nad Mago, ale odstąpiono od wymierzenia mu kary. Musiał przekazać jedynie tysiąc złotych na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Paweł Kisiela i Radosław Szymczak, ekolodzy związani z magazynem „Dzikie Życie” uważali, że sprawa ma podłoże polityczne. Lewicujący Gucwińscy nie podobali się prawicującym władzom Wrocławia. Poza tym głośno protestowali przeciwko sprzedaży gruntów przylegających do zoo prywatnym inwestorom. Podobno poprzednie władze obiecały te grunty przekazać właśnie Ogrodowi Zoologicznemu.

Po dziesięciu latach od tej sprawy Hanna i Antoni Gucwińscy nadal zajmują się zwierzętami, ale już nie tymi z zoo. Odkąd zostali wyrzuceni, ich noga nie stanęła więcej w miejscu, któremu poświęcili 55 lat życia. „Dostałem wypowiedzenie z adnotacją, że nie nadaję się do XXI wieku”, żalił się „Gazecie Wrocławskiej” były dyrektor. Przyznaje jednak, że przechodząc czy przejeżdżając obok zoo, musi się bardzo pilnować, by nie skręcić do bramy wejściowej.

Hanna i Antoni Gucwińscy w zoo
Fot. East News

Z kamerą wśród zwierząt: hitowy program państwa Gucwińskich

Hannę i Antoniego Gucwińskich znają nie tylko wrocławianie. Właśnie minęło 50 lat od wyemitowania pierwszego odcinka słynnego programu „Z kamerą wśród zwierząt”. Zwierzęta i ogród to było całe ich życie. Dlatego widzowie polubili ich za poświęcenie, miłość do zwierząt i ogromną wiedzę.

Zobacz także: Zdjęcie pary pingwinów poruszyło świat! Przytulone mogą godzinamipatrzeć w dal....

W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wrocławskiej” wspominali: „Nagrywanie tego programu było bardzo trudne, bo żony i mnie nikt wcześniej telewizji nie uczył. A poza tym przy dzikich zwierzętach najlepiej być samemu. A tymczasem do nakręcenia takiego programu potrzebna była ekipa: kamerzysta, oświetleniowiec, dźwiękowiec. Zwierzęta się bały, musiały się oswoić z obcymi ludźmi. Musieliśmy zmienić sposób myślenia, jaki panował w TV.

To kamera musiała się dostosowywać do zwierzęcia, a nie na odwrót. Kamera miała filmować to, co się dzieje. Być, towarzyszyć. Bez nadmiernej ingerencji. A żeby było łatwiej, żeby jak najwięcej pokazać naturalnych zachowań zwierząt, niejednokrotnie sam chwytałem za kamerę i filmowałem zwierzęta, bo mnie znały. Zależało nam, żeby pokazywać świat zwierząt takim, jaki jest. Żeby nie było niczego sztucznego".

Zobacz także: Oto mroczne sekrety małżeństwa Elżbiety II i księcia Filipa. Z kim zdradzał królową?

Na własnej piersi wychowane

„W Czechach, w zoo, jest gorylek, którego żona nosiła, gdy był mały i ważył pięć kilogramów. Teraz ma około 300 kilogramów. I on cały czas był bardzo wstydliwy. W domu, jak był u nas, to cały czas się chował za szafę. I jak nie tak dawno byliśmy w Czechach, to gdy nas zobaczył, to poznał i od razu schował się za drzewo. Nadal nieśmiały… Niestety zwierzęta, które odchowaliśmy, wychowaliśmy, umierają powoli. Wiele jest porozsyłanych po innych ogrodach zoologicznych”, opowiadali „Gazecie Wrocławskiej”.

Hanna Gucwińska z szympansem
Fot. East News

Hanna Gucwińska z szympansem.

Antoni Gucwiński dodawał: "Mamy tę świadomość, że swoją pracą, tym, co robiliśmy w TV, wytworzyliśmy dobry klimat dla zwierząt. Szacunek do nich. Uczyliśmy Polaków kochać zwierzęta, kochać mądrze. Bo zwierząt nie można traktować jak maskotki".

Zobacz także: Wielkie uczucie i wielka namiętność, czyli zakazana miłość Jackie Kennedy i Roberta, brata jej męża...

Antoni Gucwiński z szympansem
Fot. East News

Antoni Gucwiński z szympansem

Historia jak z horroru: morderstwo w ogrodzie zoologicznym

Państwo Gucwińscy wspominali też o morderstwie, które miało miejsce na terenie ogrodu zoologicznego. Podobno jeden z pracowników zamordował zwiedzającą dziewczynę. Weszła do pawilonu, do którego był zakaz wstępu. Nie słuchała jego próśb o wyjście. Złapał ją od tyłu za szyję i udusił. Antoni wspominał: „I on jej zwłoki zaciągnął do kotłowni, tam ją obłożył elementami drewna z klatek i palił.

Spalił ją całą i została z niej tylko ręka, która zsunęła się na bok. Znaleziono tę rękę i myślano, że to ręka małpy. Zbadano i okazało się, że ręka jest ludzka. Zaczęło się śledztwo. Koszmar to był. Sprawca został złapany, był proces, dostał 12 lat, cztery przesiedział, wyszedł. Dziś jest ojcem trójki dzieci".

Tragiczna miłość makaka Augusta

Hanna Gucwińska opowiedziała historię makaka, który się zakochał. „Była piękna małpa, makak, złota cała. I pewnego ranka przychodzę pod klatki małp, a tam pełno krwi. Okazało się, że ten makak zakochał się w innej małpie i pożarł wszystkie małpy, które były w klatce z jego ukochaną. Z zazdrości. August się nazywał. Okropny był, wszystkich gryzł. A ludzi nie znosił”. A jej mąż twierdzi, że praca w zoo jest bardzo ciężka i odpowiedzialna. „Ogród zoologiczny, wbrew pozorom, to jest bardzo ciężkie miejsce pracy. Dziś z ulgą mogę powiedzieć, że cieszy mnie jedno na emeryturze: że już nie muszę tymi problemami zawracać sobie głowy".

Hanna i Antoni Gucwińscy z wężem i krokodylem
Fot. East News

Hanna i Antoni Gucwińscy dzisiaj - jak wyglądają?

Dokładnie 15 lat temu małżonkowie zostali zmuszeni do ustąpienia ze stanowisk dyrektorskich wrocławskiego zoo, a także do opuszczenia mieszkania, które znajdowało się na terenie ogrodu. „Niedźwiedź Mago był tylko pretekstem, żeby się nas pozbyć”, przyznawał po latach Antoni Gucwiński w jednym z wywiadów. 

Małżonkowie mieszkają na wrocławskim Biskupnie, blisko zoo. W domu mają całe mnóstwo zwierząt - jeże zwykłe i pigmejskie, papugi, psy, wodne żółwie, które z fosy wyciągnęli strażnicy miejscy i przywieźli do nich. W gospodarstwie w Bukowicach hodują konie haflingery, kucyki i oślicę. To Hanna Gucwińska bardzo chciała ją mieć. Twierdzi, że to właśnie oślica rządzi całym stadem i Gucwińskimi też. „Gdy zabroniłam jej wchodzić do domu, bo była śliska podłoga i bałam się, że połamie nogi, po prostu się na mnie obraziła i ugryzła mnie w ramię”, ze śmiechem opowiada o podopiecznej. Mówią, że żyją skromnie, bo taka gromada wymaga ogromnych nakładów finansowych.

Dla swoich milusińskich robią jednak wiele. „Doznaliśmy w życiu wiele złego od ludzi. Zwierzęta nigdy nas nie zawiodły. Są wierne, czułe i kochające, a my po prostu staramy się odwdzięczyć im za bezinteresowną przyjaźń i miłość”, tłumaczy swoją decyzję o posiadaniu wielu zwierząt pani Hanna.

Po 55 latach spędzonych w ogrodzie zoologicznym od 15 lat małżonkowie cieszą się, że mają mniej obowiązków, ale tęsknią za swoimi zwierzętami. Hanna twierdzi: „I bez miłości do zwierząt by nic nie wyszło. Sam pan widzi, jak jest u nas w domu: tu odrapane, tam obżarte meble, no ale ja wolę zniszczony tapczan niż brak kota w domu”. 

Wideo

Justyna i Jakub Przygońscy: „jesteśmy zapracowanymi rodzicami”. Tak zmieniły ich dzieci

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

One nas inspirują! Kobiety sukcesu, w wieku od 30 plus do 70 plus: KAMIŃSKA, DERESZOWSKA, SWOROWSKA, KASPRZYK, DUDZIAK w szczerych, zaskakujących rozmowach o dojrzałości, poczuciu atrakcyjności i seksualności. „Wiek nie ogranicza apetytu na seks”, mówi wybitny seksuolog ANDRZEJ DEPKO i przełamuje tabu. IRIS APFEL ikoną stylu została po... osiemdziesiątce. Prowokuje: „Młodość jest przereklamowana!”. 88-letnia JOAN COLLINS i 56-letni PERCY GIBSON burzą stereotypy o związku starszej kobiety z młodszym partnerem. W cyklu PODRÓŻE wyprawa do indyjskich spa i centrów duchowych po młodość.