Mariusz Treliński, Viva! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM
Ze świata opery

„Opowiadam o miejscu i czasie, w którym żyję”. Mariusz Treliński obchodzi 54. urodziny

Weronika Kostyra 28 marca 2016 21:04
Mariusz Treliński, Viva! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Mariusz Treliński, reżyser i wizjoner Opery Narodowej kończy dzisiaj 54 lata. Jego spektakle są doceniane nie tylko w Polsce, ale także są znane na całym świecie, a nazwisko Trelińskiego stało się marką. On sam nie lubi słowa „kariera”, ale to dzięki niemu Polska zyskała artystę o globalnym zasięgu. Niedawno w Warszawie odbyła się polska premiera „Salome” Straussa. Został też nominowany do nagrody International Opera Award, czyli operowego Oscara. Na jesieni z kolei jego interpretacja „Tristana i Izoldy” otworzy sezon w The Metropolitan Opera w Nowym Jorku. W jego życiu dzieje się bardzo dużo i wciąż podróżuje.  Najczęściej ze swoją partnerką, Edytą Herbuś.


Mariusz Treliński: Tęsknię czasem za swoim synem, który zostaje w Warszawie. Natomiast kiedy pracuję gdzieś dłużej, moja partnerka Edyta jest przy mnie. Tak próbujemy budować ruchomy dom. Da się żyć w taki sposób, chociaż to niełatwe. Kiedy jestem sam, najgorsze jest napięcie, którego nie da się usunąć.

 

Życzymy mu dalszych sukcesów i składamy najlepsze życzenia. Co jeszcze powiedział rok wcześniej w wywiadzie dla Vivy!?

 

Mariusz Treliński, Viva! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 

Mariusz Treliński: Odkąd zacząłem jeździć po świecie, zrozumiałem, jak bardzo jestem Polakiem. W Waszyngtonie zrobiłem operę „Andrea Chénier”, która w mojej inscenizacji stała się wędrówką przez wszelkie totalitaryzmy – od rewolucji francuskiej po faszyzm i komunizm. Wydawało mi się, że myślę kosmopolitycznie, a wszystkie recenzje podkreślały bardzo polskie ukąszenie historią. Dla nich było wartością, że mówi do nich człowiek z kraju głęboko doświadczonego przez historię, przytaczano Mrożka, Kapuścińskiego, Swinarskiego, a ja zrozumiałem, że – chcąc czy nie chcąc – przywiozłem tę Polskę w sobie.


Czy czuje się ambasadorem polskiej kultury?

Mariusz Treliński: Odpowiem uczciwie, ja o swojej sztuce myślę w wymiarze intymnym. Wierzę w prosty dialog z człowiekiem. Historia, ojczyzna, polskość – to pojęcia stanowczo u nas nadużywane. Kpił już z tego Gombrowicz. Ja wolę dotykać szczegółu, człowieka, który żyje oczywiście w konkretnym kraju. Czy chcę, czy nie chcę, moje myślenie wynika z tego miejsca i nawet opowiadając o sprawach głęboko intymnych, bezwiednie opowiadam o miejscu i czasie, w którym żyję. Ale to przełożenie jest dla mnie kluczowe. Mogę wypowiadać się tylko w imieniu pojedynczej osoby. Moja wiara w zbiorowość została skażona w młodości, kiedy obserwowałem ludzi głosujących zgodnie w 99,9 procentach. Źle się czuję w tłumie. Jako reżyser wystrzegam się mówienia w imieniu zbiorowości. Staje to w pewnym konflikcie z funkcją dyrektora artystycznego opery, bo jako dyrektor walczę, żeby nazwa Teatr Wielki – Opera Narodowa znaczyła w świecie jak najwięcej. Ale osiągam to, zapraszając do współpracy fascynujących ludzi, osobowości, których wizje mają w sobie charakter, a to pracuje na całość.


Mówi się, że kreacja jest jego życiem, a to wynika z jego charakteru. Czy oddziela sztuczność i konwencję, które otaczają go w pracy od prawdziwego życia?

Mariusz Treliński: Syn miał 10 lat, jak razem zaczęliśmy oglądać „Ojca chrzestnego”. Tłumaczyłem mu, że ta „krew” jest sztuczna, że to kreacja, prosty keczup. Oglądaliśmy brutalne sceny, on spoglądał na mnie i mówił: „keczup!”. Rozpoznawał konwencję. Ale konwencja tak naprawdę nie broni przed niczym. Przed nami stają w całej okazałości mroki naszego umysłu. Woyzeck przestrzegał: „Ciemność. W głowie się kręci, kiedy tam spojrzeć”. Niestety, jak dotąd nie wymyśliłem niczego bardziej interesującego.

 

Zobacz także: Opera od stóp do... stóp! Niezwykła wystawa butów z operowych spektakli. Filmowa relacja z wernisażu.

Wideo

Justyna i Jakub Przygońscy: „jesteśmy zapracowanymi rodzicami”. Tak zmieniły ich dzieci

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Co powie tata? JAROSŁAW I OLIWIA BIENIUK we wzruszającej rozmowie o wchodzeniu córki w dorosłość, układaniu życia na nowo, sile wspomnień i ojcowskiej miłości. ALEKSANDRA KURZAK: „lubię być diwą”. O błyskotliwej karierze, zaręczynach po 10 dniach znajomości i intymności. DOROTA I CZESŁAW MOZILOWIE razem pracują, podróżują, oglądają seriale, tańczą... Co jest receptą ich udanego związku? WOJCIECH MECWALDOWSKI to artysta, aktor i... introwertyk. Co oznacza dla niego „życie pełną gębą”? Ikar polskiego dziennikarstwa... Jaki był prywatnie? Wzloty i upadki KAMILA DURCZOKA.