Marek Frąckowiak Ewa Złotowska historia miłości
Fot. MARCIN SMULCZYNSKI/East News
HISTORIA MIŁOŚCI

Przed śmiercią żona Marka Frąckowiaka nie odstępowała go na krok: „Bez Ewy moje życie miałoby inny smak, inny zapach i inną wartość”

Marek Frąckowiak i Ewa Złotowska byli zgodnym małżeństwem przez 25 lat

Weronika Kostyra 16 sierpnia 2022 19:00
Marek Frąckowiak Ewa Złotowska historia miłości
Fot. MARCIN SMULCZYNSKI/East News

Marek Frąckowiak odszedł 6 listopada 2017 roku po przegranej walce z nowotworem. Choroba zaatakowała go nagle i gwałtownie. Podczas walki z rakiem cały czas wspierała go ukochana żona, aktorka Ewa Złotowska. Wiadomość o jego śmierci była ogromnym zaskoczeniem, ponieważ jeszcze kilka miesięcy przed śmiercią żona informowała, że aktor czuł się lepiej. Dziś artysta skończyłby 72 lata. Przypomnijmy niezwykłą historię miłości, która przetrwała wszystkie przeciwności losu.

Historia miłości Marka Frąckowiaka i Ewy Złotowskiej

Aktor był wcześniej żonaty, lecz o pierwszym małżeństwie niewiele wiadomo. W wywiadzie dla magazynu „Dobry Tydzień” wyznał, że była to jedna z rzeczy, które w życiu popsuł: „Pewnie drogę zawodową trochę sobie wykrzywiłem. Pierwsze małżeństwo... Choć nie wiem, czy to ja popsułem? Alkohol w pewnym momencie życia stał się dominujący, co mi nie pomogło. Ale powtarzam, nie narzekam, taką drogę miałem przejść, żeby wyciągnąć wnioski”, czytaliśmy.

Wtedy los postawił na jego drodze Ewę Złotowską, aktorkę, której głos znała cała Polska, ponieważ to ona udzieliła go postaci pszczółki Mai w popularnym serialu animowanym. Niemal od razu wiedział, że to „ta jedyna”: „Spotkaliśmy się we właściwym momencie. Ewa to bardzo mądra osoba. Wtedy głośno powiedziałem: z tą panią chciałbym ułożyć sobie życie. Za co kocham Ewę? Za ogromną uczciwość, lojalność, mądrość... To chodząca kobiecość, ten błysk w oku i biust, jak Sophia Loren, tylko w mniejszych rozmiarach. Wspólne życie to suma kompromisów, które razem się podejmuje. To nie może być mecz: dzisiaj 1:0 dla mnie, jutro 2:0 dla ciebie”, opowiadał w wywiadzie. Podobno na ich znajomość bardzo duży wpływ miał pewien czworonóg. Aktor opowiedział tę anegdotę w wywiadzie dla „Gazety Olsztyńskiej”: „Poznaliśmy się bez psiaka, ale Felek bardzo mnie pokochał, a Ewa kochała Felka i nie chciała mu sprawić przykrości (śmiech). A później pojawiły się inne zwierzęta”, wyznał aktor.

Miłość do zwierząt pozostała jedną z ich wielkich pasji. Zawsze opiekowali się kilkoma psami i kotami w swoim domu z ogrodem w podwarszawskim Powsinie. Marek Frąckowiak i Ewa Złotowska pobrali się w 1992 roku. Byli zgodnym małżeństwem przez 25 lat. Choroba aktora nie była pierwszym dramatem, jaki ich spotkał. W 2002 roku pani Ewa brała udział w poważnym wypadku samochodowym. Doszło do zderzenia czołowego i aktorka dochodziła do zdrowia przez wiele miesięcy. Mogła wtedy liczyć na miłość i wsparcie męża, który opiekował się nią, kiedy nie mogła poruszać się o własnych siłach. „Poskładali mnie z wielu kawałków”, powiedziała potem o swojej rekonwalescencji w wywiadzie dla „Super Expressu”.

ZOBACZ TAKŻE: Maria Szabłowska i Marek Lipiński: nieraz spierali się w pracy, potem zostali małżeństwem

Ewa Złotowska, Marek Frąckowiak, Impreza z okazji 1000 odcinka serialu Plebania, Palac Prymasowski, 02.01.2008
Fot. Diana Domin / Studio69 / Forum

Marek Frąckowiak i Ewa Złotowska byli zgodnym małżeństwem przez 25 lat

Para nie doczekała się dzieci, lecz w wywiadach unikali tej kwestii: „To nie jest miły temat. Trudno, tak się potoczyło, nie zmienię tego... Za to jestem dziewięciokrotnym wujkiem, kochanym, i z tego co mówią mi moi siostrzeńcy, bardzo ważną dla nich osobą”, powiedział aktor „Dobremu Tygodniowi”. Najważniejszą osobą w jego życiu była żona, o której mówił w „Gazecie Olsztyńskiej”: „Bez Ewy moje życie miałoby inny smak, inny zapach i inną wartość”.

Marek Frąckowiak: choroba

Sam zachorował w 2013 roku tuż przed Wielkanocą. Rak dał o sobie znać nagle – pewnego dnia aktor upadł i doznał ogromnego bólu. Musiał poruszać się na wózku inwalidzkim, kiedy zdiagnozowano u niego nowotwór kręgosłupa. Szybko poddano go operacji i guz został usunięty. „Trochę gipsu wlano mi do kręgów, druty kobaltowe mnie usztywniają. Kiedy wiem, że będę musiał podbiec, schylać się, zakładam na tułów stabilizator. Stopień bólu od drętwoty do uciążliwego mam wpisany w życiorys do końca”, mówił wtedy w wywiadzie dla „Życia na gorąco". Wkrótce okazało się jednak, że w ciele aktora pojawiły się przerzuty. Konieczna była chemioterapia, która dała dobre wyniki. W maju Marek Frąckowiak znów trafił do szpitala. Żona nie odstępowała go na krok, ale w prasie uspokajała: „Mąż jest w szpitalu. Był niedokrwiony. Potrzebna była transfuzja. W dobrej formie nie jest, ale poczuł się lepiej”, powiedziała wtedy „Dobremu Tygodniowi”. Choroba niestety okazała się silniejsza.

W wywiadzie, którego aktor udzielił magazynowi w 2016 roku, powiedział, że nie boi się śmierci i odpowiedział na pytanie, czy myśli o rzeczach ostatecznych: „Bardzo często. Człowiekowi, zanim nie doświadczy podobnych historii, wydaje się, że jest nieśmiertelny. O wszystkim myśli, ale nie o śmierci. Po takiej „przygodzie” dochodzi się do wniosku, że nic nie zagwarantuje długiego życia, żadne zdrowe odżywianie, żadne gimnastyki... Podpisujemy z Panem Bogiem umowę na czas określony i wiemy, że kiedyś ta umowa się skończy. I nie mamy na to żadnego wpływu”, wyznał Iwonie Spee.

ZOBACZ TEŻ: Miał wszystko: urodę, talent, uznanie. Niezwykłe życie Gerarda Wilka

Ewa Złotowska, Marek Frąckowiak, 2015 rok
Fot. Niemiec/AKPA

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

LENKA I JAN KLIMENTOWIE o trudnej drodze do rodzicielstwa i o tym, jak narodziny Cristiana zmieniły ich związek. ANDRZEJ SEWERYN: czy czuje się autorytetem, czym jest dla niego sztuka i najważniejsze życiowe role. HELENA ENGLERT: dlaczego wolała studiować w Stanach, a potem wróciła do Polski i czy znane nazwisko to atut? LISA MARIE PRESLEY miała bajkowe dzieciństwo, które zakończyło się wraz ze śmiercią ojca, i smutne życie, bo znane nazwisko nie przyniosło jej szczęścia.