TYLKO U NAS!

Mama Joanny Krupy o byłym zięciu: „Nigdy nie powiem złego słowa o Romku”

Jak przeżyła rozwód córki i czego życzyła jej na drugim ślubie z Douglasem Nunesem?

Beata Nowicka 20 marca 2019 18:45

Joanna Krupa bardzo często podkreślała, że jej mama uwielbia – zresztą z wzajemnością- jej pierwszego męża Romain Zago. Tylko Beacie Nowickiej mama gwiazdy po raz pierwszy opowiada, jak przeżyła rozwód córki i czego życzyła Joasi na drugim ślubie z Douglasem Nunesem.

Kiedy Joasia w 2013 roku wychodziła za mąż za Romaina, czego jej Pani życzyła?

Jolanta: Jak pani wie, jeśli chodzi o życie małżeńskie nie miałam dobrych doświadczeń, bo mojego małżeństwa jakby w ogóle nigdy nie było, więc nie mogłam jej poradzić nic pożytecznego. Chciałam, żeby się kochali i szanowali, to bardzo dużo. Asia z Romkiem zanim się pobrali byli razem bardzo długo, dlatego dla mnie ich ślub był jak zapięcie ostatniego guzika. Dopełnieniem. Uważam, że Roman był i jest wartościowym, fantastycznym człowiekiem, dla którego stałam się - drugą po Aśce - najważniejszą osobą w życiu. Zostałam jego „mamą Jolą” na zawsze. Nigdy nie powiem złego słowa o Romku. Rozwód był błędem i on za ten błąd zapłacił.

Uważała Pani, że powinni ratować małżeństwo?

Jolanta: Aśka próbowała ratować, co najmniej przez sześć miesięcy. To, co ona wtedy przeżywała, jeden Pan Bóg wie, bałam się, że znajdzie się w wariatkowie. Wtedy byłam zła i mówiłam do Romka: „Co ty wyprawiasz, człowieku?! Weź się w garść!”. Miał szansę spróbować, nie spróbował, a jak poszedł po rozum do głowy, było już za późno. Aśka w końcu przegryzła w sobie rozpacz i stanęła z powrotem na nogi, a wtedy Romek zapragnął powrotu. Nawet mówiłam: „Może, córka, spróbujesz?”. Ale powiedziała: „Mama, teraz już nie dam rady”.

A na ślubie z Douglasem co jej Pani powiedziała?

Jolanta: Wierzę, że im się uda, ale życie samo układa scenariusz. Nie ma ideałów, to po pierwsze, a po drugie myślę, że mąż, którego ma obecnie jest bardzo ciepłym człowiekiem, odpowiedzialnym, który tworzy z nią fajną rodzinę. Kocha ją i szanuje, czegóż chcieć więcej?

Joanna: Dla mamy najważniejsze jest, żebym była szczęśliwa, obojętnie z kim bym się związała. No i żeby wreszcie miała wnuki (śmiech). Kiedy tak z tobą rozmawiamy o nas, uświadomiłam sobie, że nasze relacje w ogóle się nie zmieniły. Mama wyprowadziła się ode mnie dopiero w listopadzie, z Los Angeles z powrotem wróciła do Chicago, ale tak naprawdę przez te 39 lat z krótkimi przerwami, cały czas byłyśmy razem. Jesteśmy przyjaciółkami, to się nigdy nie zmieni.

Czego mama w Tobie nie lubi?

Joanna: Chyba przeklinania (śmiech). Ja lubię sobie poprzeklinać, a mamie strasznie się to nie podoba. Setki razy mi powtarzała: „Dziewczyno, masz wygląd pięknej kobiety z klasą, a takie brzydkie słowa wychodzą z twoich ust. To nie wypada!”. W tym jesteśmy kompletnie inne.

W czym jesteście do siebie podobne?

Joanna: Mama jest uparta, tak jak ja i nie znosi, kiedy ktoś jej coś narzuca, zmusza do zrobienia rzeczy, na które nie ma ochoty. Obie mówimy co myślimy, nie chowamy swoich emocji, nie boimy się konsekwencji.

Jolanta: Chyba najbardziej jesteśmy podobne w odwzajemnianiu uczuć, pomaganiu innym i ogromnej miłości do zwierząt. Poza tym ja nigdy w życiu nikomu niczego nie zazdrościłam. Tak jak Aśka. Nie jesteśmy materialistkami, ja potrafię cieszyć się byle czym: że deszcz pada, trawa rośnie. Zawsze myślę tylko i wyłącznie pozytywnie. Uważam, że z każdej sytuacji jest wyjście, tylko trzeba mocno w to wierzyć. Nie załamywać się. No, twardzielka jestem (śmiech).

Joasia też jest twardzielką?

Jolanta: O tak! Jesteśmy twardzielkami, ponieważ sytuacja nieraz zmusza nas do tego, żeby podejmować trudne decyzje, żeby się nie poddawać. Ale w środku jesteśmy bardzo miękkie i czułe.

Joanna: Próbuję być twarda i ciężko pracuję, jak mama. Myślę, że mój sukces zawdzięczam w jakimś sensie mamie, bo gdyby nie miała odwagi, żeby wyjechać i zbudować od początku swoje życie w Ameryce, nie wiadomo gdzie bym teraz była? Wzięła swój los w swoje ręce i ja to obserwowałam z bliska. To mama wychowała mnie na mocną kobietę.

W pakiecie z sukcesem Joanny, w Waszym życiu pojawił się luksus.

Joanna: Zawsze wiedziałam, że jeśli będę miała pieniądze, odwdzięczę się za to, co mama i tato dla nas poświęcili. Kiedy osiągnęłam sukces, cieszyłam się, że mogę mamie zapewnić lepsze życie, wolne od kłopotów. Mieszkałyśmy razem, w cudownych miejscach, mogłam spełniać jej życzenia, kupować piękne ubrania, kosmetyki, ale mama nie miała dużych wymagań, zawsze uważała, że w życiu są ważniejsze rzeczy niż torebka Louis Vuitton za 10 tysięcy, czy buty od Louboutin za 15 tysięcy.

Do którego prezentu jest Pani szczególnie przywiązana?

Jolanta: Ona jest moim prezentem. Bardzo dużo od niej dostaję i dostawałam, ale najważniejsze jest to, że mam taką córkę. Zawsze jest dla mnie, ma czas, zadzwoni, zapyta czego potrzebuję, jak się czuję, gdzie razem pójdziemy, dla nas takie rzeczy są ważne. Jedyny prezent, który kocham, wręcz uwielbiam to wyjazdy na Boże Narodzenie w góry, gdzie jest mnóstwo śniegu i przepiękne widoki. Jeździliśmy tam z Romkiem, a ostatnie dwa lata spędziliśmy u Marty. Kocham góry, śnieg, uwielbiam śnieżyce, jestem szurnięta na tym punkcie (śmiech). Córki o tym wiedzą, dlatego zabierają mnie w góry od dziesięciu lat i robią to głównie dla mnie, bo same nie przepadają za zimnem. Dla nich ja jestem najważniejsza i to jest niesamowity prezent.

Cały wywiad w nowym numerze VIVY! w kioskach już od 21 marca!  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.