Lenka Klimentova ujawnia prawdę o dzieciństwie. Miała kilka miesięcy, gdy została adoptowana. Wspomina o biologicznych rodzicach
Lenka Klimentova zdecydowała się opowiedzieć o swojej przeszłości. W poruszających słowach wróciła do tematu dzieciństwa i relacji z rodzicami adopcyjnymi, odsłaniając fragmenty życia, o których rzadko mówi się publicznie. To wyznanie rzuca nowe światło na jej historię i emocje, które niosła przez lata.

Lenka Klimentova zyskała ogromną popularność dzięki programowi „Taniec z gwiazdami”. W jednym z najnowszych wywiadów postanowiła podzielić się swoją osobistą historią. W szczerej rozmowie opowiedziała o pobycie w domu dziecka, a także o decyzjach, które podjęli jej adopcyjni rodzice, by stworzyć jej bezpieczny i pełen miłości dom. Tancerka wyjawiła też, dlaczego nie szuka biologicznej rodziny. Jej historia to opowieść o sile, nadziei i nieoczekiwanych odkryciach, które odmieniły jej życie.
Lenka Klimentova o dzieciństwie i adopcji
Lenka Klimentova z niezwykłą szczerością dzieli się swoją poruszającą historią rodzinną, która dla niej stanowi fundament jej życia. Tancerka, w rozmowach z mediami, wielokrotnie podkreśla, jak bliska więź łączy ją z adopcyjnymi rodzicami, Yvetą Rucką i Romanem Tvrzem. To oni dmuchali w jej żagle i pomagali spełniać marzenia. A przede wszystkim, dali dzieciństwo, które, jak zaznacza, było pełne miłości i wsparcia.
W rozmowie z Wiktorem Słojkowskim dla Kozaczka wspominała moment, gdy trafiła do swojej rodziny. Z uśmiechem opowiada, jak jej adopcyjni rodzice, pełni determinacji, podjęli decyzję, która odmieniła jej życie. „Ja o nich bardzo lubię rozmawiać. Opowiadali, że w domu dziecka było kilkoro dzieci malutkich. Mnie adoptowali, jak miałam 4-5 miesięcy. Nie byłam po żadnych przejściach, albo być może coś tam się działo, ale nie wiem o tym i nigdy się nie dowiem. Przyszła pani, żeby powiedzieć mojej mamie i tacie: “To pani z panem sobie wybiorą”. Tata po prostu poszedł jak to mężczyzna taką mocną ręką: “Ty się do mnie uśmiechnęłaś, ja cię wziąłem na ręce. Bardzo się przytuliłaś. Ja mówię: To jest ona. Tą bierzemy”, opowiadała Lenka Klimentova. Jest świadoma, że jej historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. „Jakiś anioł stróż nade mną powiedział: “Teraz się uśmiechnij, teraz zawalcz, bo to może być twoja rodzina”. Zdaję sobie bardzo dobrze sprawę, że w ogóle tak nie musiało być. Gdyby się ich historia potoczyła inaczej, to ja bym dalej leżała tam. Nie wiadomo czy bym rodziców miała, czy nie. Ja jestem ogromnie wdzięczna za to”, dodawała w Kozaczku.

Tancerka mówi też o tym, jak budowano w domu rozmowę o adopcji. Rodzice mieli tłumaczyć jej temat delikatnie, w sposób dostosowany do wieku, po konsultacjach ze specjalistą. Dzięki temu adopcja nie była dla niej ciężarem ani wstydliwym sekretem, tylko częścią historii, którą oswaja się krok po kroku. „Tę bajkę pamiętam i chyba nigdy w życiu jej nie zapomnę. […] Miałam 3 czy 4 lata. […] Z psychologiem wymyślili po prostu taką bajeczkę, żeby to tak ładnie, łagodnie przejść i żebym z wiekiem zrozumiała, że to o to chodziło. No mama mnie nie urodziła, ale nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Słyszałam takie piękne zdanie: “Nie z brzuszka, tylko z serduszka”. Ważne jest, kto cię wychował, kto dał ci miłość i rodzinę”, opowiadała.
Jedna decyzja, która zmieniła wszystko: nowe imię po adopcji
Jednym z najbardziej poruszających wątków okazała się zmiana imienia. Lenka ujawniła, że zanim trafiła do nowego domu, nosiła inne imię: Katarzyna, a po czesku Katka. Po adopcji rodzice zdecydowali się nadać jej imię, z którym dziś kojarzy ją publiczność.
Ten szczegół wybrzmiewa mocno, bo dotyka tożsamości. Dla wielu osób imię jest pierwszą etykietą, jaką dostaje się od świata, a zmiana może budzić emocje i pytania. W przypadku Klimentovej nie jest to jednak opowieść o stracie, tylko o nowym początku, który zbiegł się z pojawieniem się bezpiecznej rodziny i stabilnego domu. Lenka wyraźnie daje do zrozumienia, że nie traktuje tego jako rany, lecz jako element drogi, która doprowadziła ją do miejsca, w którym jest dziś. „Mama mi zmieniła. Tego nawet nigdzie nie mówiła. Zmienili mi nawet imię. Nazywałam się po polsku Katarzyna, po czesku Katka”, zwierzyła się Wiktorowi Słojkowskiemu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Bilogiczni rodzice Lenki Klimentovej
W rozmowie pojawił się też wątek biologicznych rodziców i powracające pytanie, czy kiedykolwiek chciała ich odnaleźć. Klimentova nie ukrywa, że nie ma takiej potrzeby, bo czuje się spełniona i szczęśliwa w swojej rodzinie adopcyjnej. Podkreśla, że nigdy nie doświadczyła w domu sytuacji, w której ktoś wypominałby jej adopcję lub stawiał ją „na zewnątrz” rodzinnej wspólnoty.
Z dokumentów interesowała ją przede wszystkim jedna informacja: jej biologiczny ojciec był Kubańczykiem. Ten fakt traktuje jako ciekawy trop o pochodzeniu, a jednocześnie coś, co w jej odczuciu splata się z życiową pasją. Nie rozbudowuje tego w sensacyjnym tonie i nie dopisuje brakujących elementów. Zostaje przy tym, co wie, i przy własnym wyborze: nie drążyć przeszłości tylko po to, by ryzykować spokój, który daje jej obecne życie.
„Zawsze jest to ciekawa historia, że nie znasz swoich biologicznych rodziców. Nie da się tego chyba wytłumaczyć zupełnie, bo nikt tego nie poczuje. Ja to tłumaczę tym, że po prostu, jeżeli jesteś szczęśliwy to, po co grzebać się w czymś, żebyś nie był szczęśliwy. Nie, po co mi to. Po co mi to, jak ktoś mnie nie chciał, nie wiem z jakiego powodu. To po co szukać. Wiem, że zawsze mogę liczyć na moją rodzinę, swoją mamę. Jedyne co mnie interesowało z papierów to, że prawdziwy ojciec był Kubańczykiem. Te korzenie kubańskie zawsze czułam, ten taniec”, dodawała.
Czytaj też: Lenka Klimentova o narodzinach synka: „Dla nas obojga jest to przeżycie, jakiego dotąd nie doświadczyliśmy”
Znana z parkietu, mocna w życiu prywatnym
Lenka Klimentova od lat buduje wizerunek profesjonalistki: reprezentuje najwyższą międzynarodową klasę „S” w tańcach latynoamerykańskich. A także jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy programu „Taniec z Gwiazdami”. Wspiera ją mąż, Jan Kliment. W 2022 roku na świecie pojawił się ich syn Cristian.
Jej opowieść o adopcji wybrzmiewa więc jak dopięcie klamry: od niemowlęcego startu w domu dziecka po dorosłość, w której sama tworzy stabilny dom i głośno mówi o tym, że szczęście nie zawsze idzie za biologicznym pokrewieństwem, ale za relacją, którą buduje się latami.

