WSPOMNIENIE

Łączył alkohol z narkotykami, w jego życiu było wiele kobiet. „Ostre życie” Tomasza Stańki 

„Najtrudniej było rozstać się z haszyszem”

Monika Katarzyna Krupska 1 listopada 2018 06:34

Mówili o nim: legenda polskiego jazzu, ikona, wspaniały człowiek. Tomasz Stańko znakomity jazzman odszedł w ostatnią niedzielę lipca w wieku 76 lat. Jego życie było zajmujące, bardzo skomplikowane i niekiedy wręcz przerażające. Muzyk Sylwii Borowskiej przyznał się do wielu nałogów, choć o niektórych rzeczach wolał nie mówić. 

Walka z uzależnieniami  

Tomasz Stańko przez piętnaście lat był uzależniony od wielu używek. W wieku około 50. lat rozpoczął swoje oczyszczanie. „Najpierw zrezygnowałem z alkoholu, bo najbardziej przeszkadzał mi w życiu. Jako dipsoman byłem albo kompletnie naprany, albo kompletnie trzeźwy. Potem skończyłem z amfetaminą, która skręca mózg. Wydaje ci się, że jesteś normalny, a już dawno nie, skoro organizm nie śpi trzy doby. Kokaina jest groźniejsza, bo delikatniejsza. Czujesz się normalnie, tylko masz to niesamowite poczucie władzy. Najtrudniej było rozstać się z haszyszem. Jakże miło rozpoczynać dzień od haszyszu. Na końcu rzuciłem papierosy. A paliłem mocne”, powiedział muzyk.

Narkotyki pomagały Stańce również z nieśmiałością. „Brałem, żeby było mi ogólnie lepiej. To nie było nic innego, jak robienie sobie dobrze. Czysty hedonizm. Nie ma tutaj żadnej filozofii. Proszę nie wierzyć w bajki o inspiracji na haju. Narkotyki nazywam pokarmem bogów. Jeśli ktoś zaczął żreć boże jedzenie, to albo musi zostać trochę bogiem, albo go to zniszczy. Chyba tylko raz wziąłem kokainę dla kurażu. Szedłem coś załatwić i kupiłem działkę. Emanowała ze mnie taka pewność siebie, że jeszcze nie dotarłem do gabinetu, a już załatwiłem sprawę”, mówił. 

Muzyk rzucił narkotyki, ponieważ szedł coraz dalej. Aby nadal brać musiałby brać takie ilości, ktore zabiłyby go. „Zostawała już tylko heroina”, powiedział. Zapytany, czy próbował, wyznał, że tak. 

„Jak nie? Próbowałem. Pamiętam, jak kiedyś pogotowie zgarnęło mnie z Krakowskiego Przedmieścia. Było mi mało i poszedłem dorżnąć się heroiną. Wtedy naprawdę ostro żyłem. W moim przypadku nie było żadnego przełomowego momentu. Lubiłem ten swój desperacki tryb życia”, dodał Tomasz. 

Jazzman nie wstydził się swojego uzależnienia. Dwa razy był na spotkaniu AA, jednak po przedstawieniu się, opuścił salę. Dlaczego? „Bo ja naprawdę lubiłem tamto życie. Nie wstydziłem się tego, że byłem uzależniony. Za to od jakiegoś czasu starałem się zrozumieć, co się ze mną dzieje. Dlaczego to robię? Konsultowałem się z lekarzami. Jeden z terapeutów powiedział mi: „Z tego, co pan mówi, nadaje się pan na 10 lat leczenia klinicznego w zamknięciu, bez gwarancji sukcesu. Więc musi pan sobie sam wymyślić, jak rozwiązać ten problem”. Pomyślałem wtedy, że skoro fachowiec nie daje gwarancji, to musi być już źle”, powiedział.  

Muzyka pozwalała trzymać się Tomaszowi na nogach. Artysta pozbawił się wszystkich nałogów. Została mu tylko kawa. „Przeszedłem na dietę makrobiotyczną, zacząłem biegać, kolega robił mi masaże shiatsu”, powiedział. Dodał, że codziennie biegał taki sam dystans, nie korzystał z windy, wszędzie poruszał się pieszo. „Nie czuję wieku w trasie. W ogóle go nie czuję”, mówił 10 lat temu. 

„To było przyjemne zdobywać nielegalnie haszysz, bez względu na porę dnia i miejsce. Miałem przebitkę, bo byłem znanym artystą. Moja ówczesna dziewczyna mówiła: „Ciebie policja powinna przesłuchać, bo znasz całą siatkę handlarzy w Warszawie”. Kiedy przestałem brać, najbardziej brakowało mi tych handlarzy. Szczególnie jednego faceta, który miał w domu bulteriera. Trzymał go w klatce, ale kiedy wchodziłem, wypuszczał, twierdząc, że mnie lubi. Ten pies, z łbem jak świnia, ciągle trącał mnie, żebym go głaskał. Handlarz trzymał „materiał” pod prawdziwym wężem boa i mieszkał na Starówce ze swoją dziewczyną, która miała 16 lat i uciekła z domu. Nie brała i uczyła się wieczorowo. Taki dom.”, opowiadał. 

O relacji z bliskimi 

Pomimo burzliwego życia artysty nie opuszczały go kobiety. „Wy, kobiety, kochacie opiekować się mężczyznami, a jeszcze lepiej takimi desperatami. Fanki muzyki zawsze się gdzieś kręciły. Miałem świadomość, że moja muzyka była najlepszym afrodyzjakiem”, opowiadał. 

Dodał, że choć jego małżeństwo rozpadło się, wciąż ma dobre relacje z byłą żoną. „To silna kobieta”, zdradził. Uważał, że małżenstwo jest piękne, ale niestety nie dla niego. „Jestem typem samotnika. Może dlatego, że ojciec z matką kłócili się cały czas, choć bardzo się kochali. Nie wytrzymałbym, jak by mi ktoś się cały czas kręcił po domu. Chcę się budzić i chodzić spać, o której chcę. Jestem egoistą. I nie udaję, że jest inaczej”, powiedział. Muzyk rozszedł się z żoną, gdy ich córka Ania miała około 3-4 lat. Zawsze starał się utrzymać z dzieckiem kontakt. Gdy Anna skończyła socjologię została menedżerką ojca.  

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.