Królowa Rania
Fot. Instagram @queenrania
KRÓLEWSKIE ŻYCIE

Wygląda jak gwiazda Hollywood i walczy o prawa arabskich kobiet. Kim jest królowa Jordanii?

Poznajcie bliżej królową Ranię

Jakub Biskupski 2 lutego 2020 17:51
Królowa Rania
Fot. Instagram @queenrania

Wygląda jak gwiazda Hollywood. A figury mogą jej pozazdrościć supermodelki. Ale Rania, królowa Jordanii, ma dużo ważniejsze sprawy na głowie, niż tylko dbanie o urodę. Od lat angażuje się w walkę o prawa arabskich kobiet i walczy z terrorem Państwa Islamskiego. Bez tradycyjnego hidżabu na głowie chce zmienić wizerunek muzułmanów na świecie. „Ta ideologia dociera przede wszystkim do biednych, zagubionych osób. Takie jednostki łatwo indoktrynować. Zapewnijmy młodym swobodny dostęp do nauki, stwórzmy dla nich miejsca pracy, tak by po skończonej edukacji mogli zacząć dorosłe, samodzielne życie. Wtedy nikt ich nie przekona do wstąpienia w szeregi dżihadystów”, mówi jordańska monarchini.

Najmłodsza królowa w historii

Rania sama dobrze wie jak to jest uciekać przed wojną. Pochodzi z pakistańskiej rodziny, a jej ojciec, szanowany w Kuwejcie lekarz, wywiózł bliskich czasie konfliktu w Zatoce Perskiej w 1990 roku. Tak, jak setki tysięcy innych Palestyńczyków zagrożonych ludobójstwem wybrał Jordanię. Córka Faisala Sedkiego al-Yassina studiowała wtedy zarządzanie biznesem na Amerykańskim Uniwersytecie w Kairze i po zakończeniu nauki od razu dołączyła do rodziny.

Karierę zawodową zaczęła od stażu w dziale marketingu Citibanku, ale gdy nie dostała obiecanego etatu przeniosła się do firmy Apple. Czy już wtedy nie nosiła hidżabu? O tym Rania nie wspominała, pewne jest jednak to, że kiedy została przedstawiona księciu Jordanii, potomkowi proroka Mahometa (w 42 pokoleniu) arystokrata był pod wielkim wrażeniem jej pewności siebie i otwartości.

Poznali się w styczniu 1993 roku. Przyszła monarchini towarzyszyła jednemu z pracowników Apple, który został zaproszony na uroczysty obiad do pałacu króla Husseina. A kiedy piękna dziewczyna weszła do sali bankietowej... Ta historia przypomina baśń Disneya. „Spojrzeli tylko na siebie i resztę wieczoru spędzili razem. To miłość od pierwszego wejrzenia”, donosiły kolorowe magazyny z całego świata. Niewiele ponad miesiąc później król Hussein ogłosił zaręczyny syna. Ślub Ranii i Abdullaha odbył się pół roku po tym, jak się poznali.

Nigdy nie myślała o sobie jak o przyszłej królowej. Mimo że jej mąż był najstarszym synem króla Husseina, jego ojciec zmienił prawo tak, by tron objął wuj Abdullaha. Z tej decyzji wycofał się dopiero na łożu śmierci w 1999 roku. Po śmierci starego i koronacji nowego monarchy, Rania stała się najmłodszą królową w historii. Miała wtedy 28 lat.

Baśń tysiąca i jednej nocy?

Życie u boku Abdullaha przypominało raj. Miała dostęp do wszelkich luksusów. Służący spełniali każde jej zachcianki. Jednak Rania nie chciała tylko brać. Mając taką pozycję, dostęp do wielkich funduszy wiedziała, że może skutecznie pomagać najbardziej potrzebującym. Kiedy media na całym świecie zachwycały się jej urodą, ona walczyła o prawa muzułmańskich kobiet. Kiedy pisano o fortunie królewskiej rodziny, ona przeznaczała miliony na pomoc dzieciom z najuboższych rodzin. Budowała szkoły, szkoliła nauczycieli. Takim bezkompromisowym działaniem oprócz wielu zwolenników, narobiła sobie też mnóstwo wrogów.

„Kiedy zaczynałam swoją misję, w terminologii nie było nawet takiego określenia jak przemoc wobec najmłodszych. Ludzie żyli w zgodzie z tradycją. A według niej rodzice mają pełną władzę nad swoimi dziećmi”, skarżyła się. Ci najbardziej ortodoksyjni do tej pory mają jej za złe, że zwróciła uwagę świata na problem „honorowych zabójstw” - zabójstw na dzieciach dokonywanych przez rodziny upokorzone ich niegodnym zachowaniem. „Często były to błahe przewinienia. Dziewczyna zakochała się w nieodpowiednim chłopaku, nie chciała nosić hidżabu... To barbarzyństwo”, mówiła dalej Rania. Stopniowo jej działania zyskiwały coraz większe poparcie. Nie tylko u męża, ale także u ówczesnego króla Jordanii, Husseina.

Nikt nie powiedział tego głośno, ale na dworze od dawna plotkowało się, że to właśnie osoba Ranii sprawiła, że monarcha zmienił decyzję i przekazał tron synowi. Był pod dużym wrażeniem jej odwagi i determinacji. Doceniał też fakt, że mimo nowoczesnych poglądów, księżniczka jest bardzo rodzinna. Przed śmiercią doczekał dwojga wnucząt – księcia Husseina, który teraz jest oficjalnym następcą tronu, oraz księżniczki Iman. Rania i Abdullah mają jeszcze dwoje dzieci, księżniczkę Salmę i księcia Hashema.

Typowa miliarderka

Nie lubi gdy ludzie traktują ją z dystansem. Mimo że jest królową, podkreśla, że prowadzi bardzo normalne życie. Sama jeździ samochodem. Wtedy najczęściej słucha Lauryn Hill i zdarza jej się śpiewać za kierownicą. „Jestem żoną, mamą, a dopiero później działaczką społeczną, bizneswoman, monarchinią”, przekonywała. „Mamy czworo dzieci. Mogę oczywiście liczyć na pomoc przy opiece nad nimi, ale są pewne rzeczy, w których nikt mnie nie wyręczy”, dodała. Jest dumna, że wychowała ich na wrażliwych młodych ludzi. Starsi, Hussein i Iman regularnie towarzyszą jej podczas oficjalnych wyjazdów, a z młodszymi Salmą i Hashemem często rozmawia o problemach Jordanii i świata. „Wiedzą, że nie żyjemy w raju. Że mimo starań ich ojca, ludzie wciąż mają dużo problemów. Ale wiedzą też, że żeby to zmienić trzeba bardzo ciężko pracować”, tłumaczyła.

Krytycy monarchii wytykają jej jednak, że prowadzi tylko pozorne działania. Że z królewskiego pałacu nie jest w stanie zrozumieć problemów zwykłych ludzi. Że jeździ po świecie głosząc piękne hasła, a tak naprawdę zależy jej tylko na załatwieniu swoich interesów. Majątek królowej szacowany jest na prawie ćwierć miliarda dolarów, a jej męża na trzy razy więcej. A przecież Jordania nie ma na swoim terytorium ropy naftowej. „Rania zarabia na lukratywnych kontraktach, reklamowała kosmetyki CoverGirl, ma własną linię perfum i kolekcję ubrań. Sygnuje też swoim nazwiskiem luksusową wódkę i jest właścicielką drużyny piłkarskiej. Jest autorką książek dla dzieci. Jedna z nich znalazła się nawet na liście bestsellerów New York Timesa”, wyliczał magazyn People.

Ona sama jednak nie przejmuje się słowami krytyki. Powtarza, że o człowieku najlepiej świadczą jego czyny. Za swoje największe osiągnięcie uważa to, że od ponad dwudziestu lat niestrudzenie walczy o lepsze postrzeganie muzułmanów i Arabów w świecie.

Jej prywatna wojna

Od lat niestrudzenie walczy też z terroryzmem. Kiedy jordański pilot został spalony żywcem przez członków IS, od razu pojechała do jego domu, by pocieszyć wdowę. Obiecała jej, że śmierć męża nie pójdzie na marne. Mimo niebezpieczeństwa zamachu wzięła też udział w marszu przeciwko fundamentalistom, który odbył się na ulicach Ammanu. W każdej swojej wypowiedzi, określa ich pogardliwym słowem „Daesh”, co oznacza między innymi „zmiażdżyć”, „zniszczyć”, czy „rozszarpać”. I apeluje, by nie nazywać tego tworu Państwem Islamskim. „Usuńcie islam z nazwy. Oni nie mają nic wspólnego z tą religią. Nie nadawajcie im też godności państwa”, przekonywała. „Jedynym ich zadaniem jest wywołanie wojny między muzułmanami, a zachodnim światem”, dodała.

Obserwatorzy są zgodni. Jordańska królowa ma więcej odwagi, niż niejeden polityk. Mimo że jej państwo aktywnie działa w koalicji przeciwko terrorystom, ona, wróg numer jeden wszystkich ekstremistów w regionie, nie zamierza się ukrywać w betonowym bunkrze. Rania razem z dziećmi bierze udział we wszystkich publicznych uroczystościach i wydarzeniach. Na każdym kroku manifestuje swój stosunek do wszelkich przejawów nietolerancji. Jako muzułmanka nie nosi chusty zasłaniającej włosów i szyi. „Wielokrotnie byłam z tego powodu atakowana. Ale moja religia nie wymaga ode mnie zakrywania twarzy czy włosów. To wolny wybór każdej kobiety. I ja zdecydowałam się nie nosić hidżabu”, tłumaczyła swoją decyzję. A fakt, że podejmuje takie decyzje samodzielnie, nie oczekując na zgodę męża jest wystarczającym powodem do nienawiści ze strony islamistów.

Gwiazda internetu

Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 5,1 miliona internautów. Rania pokazuje tam zdjęcia z oficjalnych wystąpień, ale też takie, na których jest z najbliższymi. To jej sposób, by przekonać do siebie młodych ludzi. „Ona nie jest tylko sztywną królową, w pięknych szatach i koronie na głowie. To kobieta, która nie ma problemu, by wrzucić zdjęcie z olbrzymim hamburgerem, albo ze spotkania ze znajomymi, na którym zajadają się hummusem i falafelami”, komentował portal telewizji CNN. Na Facebooku ma jeszcze więcej fanów. Profil Ranii lubi ponad 16 milionów osób. Ta porównywana z kontami gwiazd show-biznesu popularność to zasługa jej wielkiego zaangażowania, odważnych czynów i braku obaw przed wypowiadaniem nawet najbardziej krytycznych sądów.

Kiedy wybuchł syryjski konflikt, Rania nie zamknęła granic przed uchodźcami. „Ci ludzie nie wyjeżdżają z ojczyzny, bo chcą zmienić swój status materialny. Oni muszą z niej uciec, by zachować życie. Trzeba im pomóc”, apelowała na spotkaniach ze światowymi politykami. I razem z mężem zobowiązali się zapewnić wszystkim potrzebującym opiekę zdrowotną i świadczenia socjalne, tak by na nowo mogli rozpocząć normalne życie.

Rania ma opinię wizjonerki, kobiety, która działa ponad wszelkimi podziałami. Nie ukrywa, że jest bardzo wierząca, ale to nie przeszkadza jej krytykować najbardziej kontrowersyjnych zasad islamu. Nie zgadza się, by kobieta bezwarunkowo podlegała mężczyźnie, a dzieci rodzicom. „Każdy człowiek ma prawo stanowić o własnym życiu”, powtarza piękna królowa. I wierzy, że szerząc takie poglądy może być bardziej skuteczna w walce z religijnymi fundamentalistami, niż kolejne naloty na zajmowane przez nich terytorium. 

Królowa Rania
Fot. Instagram @queenrania

Królowa Rania
Fot. Instagram @queenrania

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam…”, mówi AGNIESZKA MACIĄG. Kraśko, Olejnik, Rodowicz, Rusinek, Szczygieł, Wojciechowska… o emocjach i rodzinnych relacjach w izolacji domowej. JACEK SANTORSKI radzi, jak nie zwariować w czasie pandemii. Zmierzch zachodniej cywilizacji? Beata Pawlikowska w egzystencjalnych rozważaniach w dobie koronawirusa.