Kazimierz Deyna
Fot. PAP/CAF/Janusz Uklejewski
Wspomnienie

Kazimierz Deyna: jeden z największych polskich piłkarzy XX wieku poza piłką kochał także kobiety

„Uwielbiał tylko bliskie spotkania trzeciego stopnia”

Marta Nawacka 1 września 2022 12:50
Kazimierz Deyna
Fot. PAP/CAF/Janusz Uklejewski

Był jednym z najlepszych polskich piłkarzy w historii. Cały świat był pod wrażeniem jego talentu i sposobu gry, który sprawiał, że był dość flegmatyczny i wyglądał na zmęczonego. Jednak w jego ruchach nic nie było przypadkowe, a każdy błąd rywala bez skrupułów wykorzystywał przeciwko niemu. Kazimierz Deyna poza piłką nożną uwielbiał także kobiety, które... musiał odganiać od niego trener. Dziś mija 33. rocznica śmierci znanego piłkarza. 

Kazimierz Deyna – jak rozpoczęła się jego kariera

Przyszły piłkarz urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim, a właściwie wtedy jeszcze w Starogardzie. Jego ojciec, Franciszek, pracował w spółdzielni mleczarskiej, a matka zajmowała się domem i dziesięciorgiem dzieci. „Kaka”, jak go później nazywano, miał ośmioro rodzeństwa i jedną przybraną siostrę – siostrzenicę ojca, której rodzice zginęli podczas wojny. Podobno to właśnie dzięki braciom i siostrze Teresie Kazimierz Deyna zainteresował się sportem. Choć zaczynał od piłki ręcznej i skoku wzwyż, ostatecznie związał swoją karierę z piłką nożną, a nie lekką atletyką. Jako 11-latek zaczął treningi we Włókniarzu Starogard, by po czterech latach zostać reprezentantem trzecioligowej drużyny seniorów.

We Włókniarzu grał aż do 1966 roku, kiedy to przeprowadził się do brata do Łodzi i tam wstąpił do Łódzkiego Klubu Sportowego (ŁKS). Gdy miał 18 lat powołano go na centralny obóz sportowy w Warszawie. Wśród wszystkich juniorów wyróżniających się wybitnym talentem wyłaniano zawodników do kadry Polski juniorów. Po krótkim epizodzie w ŁKS przeszedł do Legii Warszawa, a transfer ten był również formą odbycia przez Kazimierza Deynę zasadniczej służby wojskowej. Czasy spędzone w Legii Warszawie były najlepszymi w jego karierze. Podczas tych 12 lat zdobył dwa mistrzostwa kraju – w 1969 i 1970 roku, dwa Puchary Polski – za 1966 i 1973 rok i znalazł się w półfinale Pucharu Klubowych Mistrzów Europy edycji 1969/1970. Na swoim koncie słynny piłkarz ma aż 390 rozegranych spotkań w tamtym okresie. Zdobył w nich 141 bramek.

Szybko dostrzeżono wybitny talent młodego piłkarza. Od 1974 roku zaczęły się o niego starać takie kultowe kluby, jak: Inter Mediolan, AC Milan, Real Madryt czy Bayern Monachium. Jednak Kazimierz Deyna, jako oficer Ludowego Wojska Polskiego, nie mógł wyjeżdżać do krajów NATO. Od 1965 roku rozgrywał spotkania w reprezentacji juniorskiej, zaś w 1968 roku powołano go do seniorskiej drużyny narodowej. Na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 roku „Kaka” stał się prawdziwą gwiazdą. Polska przegrywała mecz 0:1, a Kazimierz Deyna po przerwie i otrzymanej reprymendzie doprowadził do wyrównania, by po 15 minutach strzelić kolejnego gola i finalnie wygrać spotkanie. W całym turnieju zdobył aż 9 bramek, zyskując tym samym tytuł króla strzelców. Z Kazimierzem, jako kapitanem drużyny, Polska zdobyła wtedy złoty medal Igrzysk Olimpijskich.

Zobacz też: Agata Wróbel – jak dzisiaj wygląda życie najpopularniejszej niegdyś sztangistki i mistrzyni świata?

Kazimierz Deyna podczas treningu, 1973
Fot. PAP/Zbigniew Matuszewski

Kazimierz Deyna na treningu, 1973 rok

Kazimierz Deyna – mistrz światowej klasy 

Po raz kolejny pokazał się jako mistrz w 1974 roku na Mistrzostwach Świata w Niemczech. Zdobył wtedy trzy bramki i tak rewelacyjnie kierował drużyną, że ta znalazła się na podium. Zyskał miano najlepszego pomocnika mistrzostw oraz trzeciego piłkarza Europy. „Nie bacząc na ostateczne wyniki turnieju, dla mnie największą gwiazdą mistrzostw świata jest Deyna. Znaliśmy przed turniejem wielu świetnych piłkarzy z Cruyffem na czele, których potem zobaczyliśmy na boiskach RFN, ale to, co pokazał nam dwudziestosiedmioletni polski zawodnik, było najwyższej marki”, powiedział o nim sam Pele. W letnich Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, polski piłkarz zdobył z drużyną srebrny medal. W 1977 roku wykazał się kolejnym niesamowitym wyczynem, strzelając gola Portugalii bezpośrednio z rzutu rożnego, czym zapewnił Polsce awans do mistrzostw świata.

Kazimierz Deyna błyskawicznie stał się światowej klasy gwiazdą i niekwestionowanym idolem. Na boisku był genialnym strategiem, a jego gra była dopracowana w każdym szczególe. Potrafił wykorzystać przeciwko rywalom ich każdy, nawet najmniejszy błąd. W 1976 roku wraz z polską drużyną wygrał 4:1 w meczu z Holandią, tym samym zapewniając reprezentacji awans do Euro. „Wielki strateg, jednym nieszablonowym podaniem często dezorganizował holenderską obronę”, pisał o nim komentator „Przeglądu Sportowego”. W 1978 roku w meczu z Argentyną nie wykorzystał jednak karnego, a Polska przegrała 0:2. Dziennikarze obarczyli winą Kazika, a on sam niedługo później zrezygnował z gry w reprezentacji. Po Mistrzostwach Świata w 1978 roku przeszedł do Manchesteru City, gdzie spędził trzy lata. W tym czasie zagrał tylko 38 spotkań, zdobywając 12 bramek, a większość czasu przesiedział na ławce rezerwowych, gdyż trenerzy nie mogli znaleźć dla niego odpowiedniej pozycji. Dopiero w kalifornijskim San Diego Sockers „Kaka” rozkwitł na nowo. Zagrał 105 spotkań i zdobył 49 goli. Od 1984 roku reprezentował klub w amerykańskiej lidze halowej MISL. Cieszył się wielkim uznaniem kibiców. 31 maja 1987 roku zagrał w tym klubie ostatni mecz...

Czytaj również: Władysław Komar i Tadeusz Ślusarski: razem na mecie życia. Sportowcy odeszli razem w tragicznym wypadku

Kazimierz Deyna na stadionie Legii, 1973
Fot. PAP/Jan Morek

Kazimierz Deyna na stadionie Legii w 1973 roku

Życie prywatne Kazimierza Deyny. Kochał kobiety 

Poza piłką nożną Kazimierz Deyna kochał także... kobiety. Zawsze otaczało go tak sporo wielbicielek, że podobno trener Legii musiał je odpędzać. „Nigdy nie palił, jeszcze wtedy prawie nie pił. Uwielbiał tylko bliskie spotkania trzeciego stopnia z kobietami”, pisał Stefan Szczepłek w biografii „Kaki”, „Deyna, Legia i tamte czasy”. W 1969 roku poznał Mariolę Polasik, swoją przyszłą żonę, a 25 lipca 1970 roku stanęli na ślubnym kobiercu. W 1973 roku urodził im się syn, Sebastian Deyna. Jeszcze gdy grał w Manchesterze City, brak dogadywania się w drużynie przekładał się na problemy Kazika i Marioli w związku. „2:30 nad ranem awantura: pobicie i kopanie, połamanie stolika, pijany”, pisała w swoim dzienniku we wrześniu 1980 roku kobieta. Wtedy też utalentowany piłkarz stracił prawo jazdy za wypadek spowodowany po spożyciu alkoholu.

Kazimierz Deyna miał w swojej karierze także epizod filmowy. Wystąpił w obrazie „Ucieczka do zwycięstwa” obok aktorów takich jak: Sylvester Stallone, Max von Sydow, Michael Caine oraz byłych piłkarzy: Pelego, Bobby'ego Moore'a, Osvaldo Ardilesa i Paula van Himsta. Prawie wszystko, co udało mu się zarobić podczas gry w amerykańskich klubach, mężczyzna stracił, oszukany przez swojego menedżera... Problemy zaczęły się pogłębiać. „Kaka” zaczął nadużywać alkoholu, uzależnił się od hazardu, a z żoną zaczął żyć w separacji. Próbował stworzyć w Kalifornii szkółkę piłkarską. Miał także nadzieję, że zaangażują go do promocji mundialu organizowanego w 1994 roku w USA.

1 września 1989 roku, San Diego w Kalifornii, o godzinie 1:25 Kazimierz Deyna po raz trzeci stanął twarzą w twarz ze śmiercią. Pierwszy raz jako mały chłopiec ledwo udało mu się zwalczyć zapalenie płuc, drugi raz wpadł do wody, gdy załamał się pod nim lód. W obydwu przypadkach cudem go uratowano, tym razem jednak nie udało mu się wyjść cało z tego spotkania. Najlepszy ówczesny polski piłkarz wjechał w stojącą na poboczu ciężarówkę, mając we krwi dwa promile alkoholu i jadąc z nadmierną prędkością. Na autostradzie nie znaleziono śladów hamowania. Prawdopodobnie przyczyną było zaśnięcie za kierownicą, ale nie wyklucza się także samobójstwa. Kluczem w identyfikacji jego ciała był sygnet z niebieskim szafirem, który „Kaka” dostał od prezesa San Diego Soccers, gdy zdobył tytuł halowego mistrza Stanów Zjednoczonych. „Grał, bo musiał, nie umiał robić nic innego i stanowiło to jego jedyne źródło utrzymania”, pisał o nim Stefan Szczepłek.

Czytaj też: „Kama nad nami czuwa...”. Tak Kamilę Skolimowską zapamiętała jej mama Teresa

Kazimierz Deyna, 1973
Fot. PAP/Stanisław Dąbrowieck

Kazimierz Deyna w 1973 roku

Kazimierz Deyna pożegnanie

9 września 1989 roku w San Diego odbył się pogrzeb słynnego polskiego piłkarza. 6 czerwca 2012 roku, po latach, w końcu udało się sprowadzić z USA jego prochy, by Kazimierza Deynę pochować na warszawskich Wojskowych Powązkach. Chwilę „powrotu” fenomenalnego sportowca do Warszawy upamiętniono, odsłaniając jego pomnik. Usytuowano go przed wejściem, na trybunie nowego stadionu Legii, nazwanej jego imieniem. Kibice zaśpiewali na jego cześć pieśń powstałą w 1973 roku: „Kazimierz Deyna naszym przyjacielem jest, jego duch żyje pośród nas”. W 2006 roku kibice wnieśli o to, by numer „10”, z którym grał Kazimierz Deyna, został zastrzeżony. Od tego czasu żaden piłkarz Legii nie dostał „dziesiątki”. Ten numer na zawsze został przypisany niezapomnianej legendzie polskiej piłki nożnej...  

Zobacz także: Kuba Błaszczykowski zniknął przez problemy zdrowotne. Czy jeszcze wróci na murawę?

Kazimierz Deyna, Mistrzostwa świata w piłce nożnej Polska - RFN, 1974
Fot. PAP/CAF/Stanisław Jakubowski

Kazimierz Deyna na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej,  RFN 1974 rok

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Czy czas zabliźnia rany, zaciera pamięć? Co sądzą o filmie „Ania”? BLISCY ANNY PRZYBYLSKIEJ w poruszającej, intymnej rozmowie. BARBARA ROMANOWICZ-TORZEWSKA I MAREK TORZEWSKI: słynny polski tenor i aktorka. Od 40 lat razem. Na dobre i na złe. Niezmiennie w sobie zakochani. Ich wyznania brzmią jak piękna miłosna aria. DOROTA GARDIAS: wydawałoby się, że ma wszystko: urodę, talent, popularność, miłość widzów i udaną córeczkę Hanię. A jednak los jej nie rozpieszcza… RADOSŁAW ŚMIGULSKI zarządza Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Czy sam jest… fanem kina? KRÓLOWA ELŻBIETA II i jej wielkie miłości…