Reklama

Marek Kondrat wraca przed kamerę po latach przerwy i od razu wchodzi w sam środek jednego z najgłośniejszych projektów: nowej ekranizacji "Lalki" Bolesława Prusa. Zagra Ignacego Rzeckiego w filmie reżyserowanym przez Macieja Kawalskiego, produkowanym przez Radosława Drabika. O kulisach decyzji opowiedział publicznie podczas spotkania prasowego poświęconego tej produkcji.

Marek Kondrat otrzymał propozycję udziału w "Lalce": "zaćmienie umysłowe"

Decyzja nie miała formy wielomiesięcznych rozmów ani klasycznych negocjacji. Kondrat podkreślił, że Drabik nie dzwonił do niego z ofertą — to on sam pojawił się w restauracji producenta. Ten jeden impuls uruchomił rozmowę, która z czasem przerodziła się w realny powrót na plan.

"Radek nie dzwonił do mnie, tylko ja poszedłem do jego restauracji i on wykorzystał ten moment mojego zaćmienia umysłowego. W każdym razie, kiedy zwrócił się z tą ofertą, potraktowałem ją jak wiele innych, które do mnie docierały. Po prostu nie wyobrażałem sobie siebie w tej samej roli po tylu latach" — mówił aktor.

Aktor wyjaśniał, że początkowo potraktował propozycję jak wiele innych, które do niego docierały. Wątek uporu producenta wracał w jego opowieści kilka razy: mówił o przekomarzaniu się i o tym, że Drabik jest niesłychanie uparty, realizuje swoje zamiary i potrafi być w tym bardzo przekonujący.

"Tak się przekomarzaliśmy. Ale on jest niesłychanie uparty. To człowiek, który realizuje swoje zamiary i w tym jest bardzo przekonujący" — przyznał.

Na wydarzeniu byli obecni również aktorzy związani z nową ekranizacją: Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska, a także m.in. Maria Dębska i Agata Kulesza. Największe zainteresowanie i tak skupiło się na Kondracie, bo to jego powrót stał się symbolem tego, jak wysoką stawkę gra ta produkcja.

Marek Kondrat, Marcin Dorociński.
Marek Kondrat, Marcin Dorociński. Fot. Gałązka/AKPA

Dlaczego Marek Kondrat przyjął propozycję powrotu na plan?

Kondrat mówił o spotkaniu z przestrzenią utworu, który uznaje za najwspanialszy w polskiej literaturze, i o tym, że z "Lalką" obcował od bardzo wczesnych lat, przez ludzi, których spotykał w domu lub poza nim.

"Zacząłem sobie zdawać sprawę, co się w niej kryje. To było spotkanie z przestrzenią, począwszy od utworu, który jest dla mnie najwspanialszym dziełem polskiej literatury. Mam z nim do czynienia od momentu, gdy zacząłem rozpoznawać ludzi dookoła siebie. Wszyscy aktorzy ze wszystkich realizacji "Lalki" byli gośćmi mojego domu albo ja ich spotykałem. To była jakaś podróż" — tłumaczył.

Decydujący okazał się też bardzo osobisty szczegół: przypomniał sobie, że w pierwszej ekranizacji "Lalki" w reżyserii Wojciecha Hasa wystąpił jego ojciec, Tadeusz Kondrat: "Potem sobie zdałem sprawę, że w tej pierwszej realizacji mój ojciec grał Szlangbauma. Był wtedy młodszy ode mnie, miał 60 lat". Gdy te elementy połączyły się w całość, doszedł do wniosku, że właściwie nie ma argumentów przeciw.

Powrót Kondrata ma dodatkowy ciężar gatunkowy także dlatego, że jego przerwa trwała wyjątkowo długo. Po 2007 roku wycofał się z aktorstwa, a według podawanych informacji przez niemal 19 lat nie grał w filmach. Tym mocniej brzmi ocena Macieja Kawalskiego z planu: reżyser porównał wejście Kondrata do sytuacji, w której Ronaldo pojawia się na boisku — wystarczyło, że dotknął piłki, a wszystkim opadły szczęki.

Marek Kondrat.
Marek Kondrat. Fot. Gałązka/AKPA
Reklama
Reklama
Reklama