Jarosław Boberek, nagranie programu „Pytanie na śniadanie”, Warszawa. 10.11.2007 rok
Fot. Krzysztof Kuczyk / Forum
NIEZWYKŁE HISTORIE

Jarosław Boberek: „Próbowano mi wybić z głowy aktorstwo, bo przecież aktor to nie jest zawód dla mężczyzny"

Dubbingowiec kończy dzisiaj 59 lat!

Karol Sowa 14 czerwca 2022 18:58
Jarosław Boberek, nagranie programu „Pytanie na śniadanie”, Warszawa. 10.11.2007 rok
Fot. Krzysztof Kuczyk / Forum

Jarosław Boberek urodził się 14 czerwca 1963 roku w Szczecinku. Jest polskim aktorem filmowym oraz teatralnym. Wiele osób może go kojarzyć również z dubbingu. Użyczył on głosu aż 600 postaciom z filmów, seriali oraz bajek! Ogromną popularność przyniosła mu rola Posterunkowego w „Rodzinie zastępczej”. Młodsze pokolenie na pewno go zna jako króla Juliana z bajki pod tytułem „Madagaskar”. Jak wygląda życie mistrza dubbingu oraz co dzisiaj robi? 

Życie prywatne Jarosława Boberka 

Ojciec aktora był z zawodu żołnierzem. Z tego powodu cała rodzina była zmuszona na częstą zmianę miejsca zamieszkania. W Wielu wywiadach mówił, że wychowywał się w miejscu, gdzie nie było żadnego teatru. Ukończył on liceum w Gdańsku. Był on wtedy w klasie biologiczno-chemicznej, ponieważ jego mama dostrzegała w swoim synu przyszłego lekarza. On jednak nie był z tego zadowolony i nie chciał realizować planów swojej mamy. W mieście, gdzie zdobywał wiedzę, po raz pierwszy miał styczność z prawdziwym teatrem. Poczuł tam magiczną atmosferę, której nigdy nie zapomniał. To wydarzenie odmieniło jego myślenie. Podczas wyboru zawodu zdecydował się pójść na architekturę. Miał on talent do rysowania, więc nie czuł ograniczenia. Z tego powodu zaczął uczęszczać na lekcje rysunku w Sopocie. Miało to na celu przygotowanie Jarosława do rekrutacji na studia. Niestety, jego plan się nie powiódł.

Zdecydował, że pójdzie do policealnego studium budowalnego, w którym uczył się fachu. To właśnie tam po raz kolejny zetknął się z aktorstwem. W szkole był amatorski teatrzyk „Stajnia Pegaza”. „W życiu nie ma przypadków. Wszystko ma swoje miejsce i jest „po coś”, choć nie od razu to sobie uświadamiamy. Jeśli chodzi o aktorstwo, z prawdziwym instytucjonalnym teatrem zetknąłem się dość późno. Mieszkałem w małej miejscowości, gdzie nie było stacjonarnego teatru, a artyści przyjeżdżali na – jakbyśmy to dziś powiedzieli – chałtury. Kiedy więc po raz pierwszy poszedłem do prawdziwego teatru, z jego magiczną atmosferą, grubymi kotarami, kulisami, dźwiękiem, popularnymi aktorami, było to dla mnie ogromnym przeżyciem. Chłonąłem tę sztukę, mając przeświadczenie, że coś bardzo ważnego dzieje się tam, na scenie. Później pojawiła się kwestia wyboru zawodu, a mnie pociągała architektura. Ponoć nieźle rysowałem i rzeczywiście planowałem zostać architektem. Przy okazji realizowania tych zainteresowań spotkałem ludzi, którzy „bawili się” w teatr. Na chwilę z nimi przystanąłem, ktoś mnie zobaczył i doradził, abym poszedł w tym kierunku. Namawiano mnie do zdawania do szkoły teatralnej, ale ja wtedy nawet nie wiedziałem, w jakich miastach znajdują się takie szkoły. Z drugiej strony silne wrażenie, jakie wywarł na mnie teatr, cały czas nie pozwalało o sobie zapomnieć. Kiedy zwierzyłem się w domu ze swoich rozterek, rodzice zaoponowali. Próbowano mi wybić z głowy aktorstwo, bo przecież aktor to nie jest zawód dla mężczyzny. Lekarz, prawnik, w ostateczności architekt – to co innego. Ale nie aktor! Aby jednak nie wyrzucać sobie kiedyś zmarnowanej szansy zdecydowałem się zdawać do szkoły teatralnej. No i stało się, zostałem przyjęty”, mówił aktor w rozmowie z Jolantą Tokarczyk.  

Jako nastolatek bardzo interesował się książkami, rysunkami oraz muzyką. Kiedyś powiedział, że w jego rodzinie zawód aktora nie był traktowany jako miejsce dla mężczyzny. Właśnie dlatego nie mógł się zdecydować na udział w rekrutacji do szkoły teatralnej. Powodem był też dostęp do informacji. Wtedy nie miał pojęcia, jakie są wymogi oraz gdzie takich szkół można szukać. Po jakimiś czasie spotkał na swojej drodze odpowiednich ludzi, którzy doradzili mu, aby spróbował swoich sił w aktorstwie. I tak właśnie zrobił. W 1990 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu. 

ZOBACZ TEŻ: Dzieciństwo Kory było pełne traum... „Zakonnice były dla nas w patologiczny sposób okrutne”

Jarosław Boberek, nagranie programu Pytanie na śniadanie", Warszawa. 12.01.2008 rok

Jarosław Boberek, nagranie programu „Pytanie na śniadanie”, Warszawa. 12.01.2008 rok
Fot. Krzysztof Kuczyk / Forum

Początki w zawodzie aktora oraz dubbingowca 

Start w zawodzie nie był łatwy. Kiedy zakończył PWST we Wrocławiu, poszedł do Teatru Wybrzeże. Jednak zamiast niego, przyjęto inną osobę, a on otrzymał propozycję w teatrze w Elblągu. „Pierwsze lata w aktorstwie były bardzo trudne. Podobnie jak wszystko, z czym musimy się mierzyć pierwszy raz. Jeśli robimy to z głębokiej wewnętrznej potrzeby, towarzyszą nam ogromne emocje, bo młody człowiek zazwyczaj niewiele umie. Szkoła wyposaża nas w narzędzia, ale zawodu uczymy się dopiero w praktyce. Tak przecież jest nie tylko w aktorstwie, dotyczy większości dziedzin życia. Wszystko, co pierwsze odciska na nas swoje piętno, pozostawia po sobie smak sukcesu albo porażki, kompromitacji albo radości. Mnie bardzo zależało na tym, aby po szkole zaangażować się w teatrze, bo wydawało mi się, że teatr jest tym miejscem, które najbardziej rozwija aktora. Przekonałem się, o prawdziwości tych słów, ale też prawdą jest, że w teatrze nie nauczysz się tego co w filmie, a w filmie nie nauczysz się tego, czego w radiu przed mikrofonem. Każda z tych dziedzin rządzi się swoimi prawami, ale żadnej nie gloryfikuję ani nie deprecjonuję. Gdzieś jednak trzeba zarzucić kotwicę i od czegoś zacząć. Byłem już po słowie z dyrektorem Teatru Wybrzeże w Gdańsku i pojechałem tam, myśląc, że będę mógł się zatrudnić. Niestety okazało się, że w teatrze nie ma już etatów i dyrektor poradził, abym się zaangażował się do jednego z teatrów ościennych. To sformułowanie „Teatr ościenny” do dziś mi towarzyszy. Zapytałem więc wtedy, gdzie znajduje się taki „teatr ościenny”, bo przecież ten w Gdyni nie najlepiej sobie radził, a najbliższy był w Elblągu. … No tak w Elblągu – podchwycił dyrektor i tam mnie skierował. Nie pojechałem jednak do Elbląga, ale do Łodzi i tam się zaangażowałem. W Łodzi spędziłem trzy sezony. Początkowo wydawało mi się, że jest to czas stracony. Z perspektywy kolejnych doświadczeń przekonałem się, jak bardzo się wówczas myliłem. Byłem niepokorny, niecierpliwy i głodny pracy, chciałem zmieniać świat – jak każdy młody człowiek. Wreszcie trafiłem do Warszawy i tu zostałem”, mówił w tej samej rozmowie. 

Z czasem pojawił się na deskach teatru w Łodzi. Grał tam przez trzy sezony. Później przeprowadził się do Warszawy. A jego marzenia zaczęły się powoli spełniać. Jak wiadomo występował w Teatrze Studio, Teatrze Praga w Fabryce Trzciny oraz w Teatrze Capitol. Następnie dostawał coraz więcej propozycji w filmach i serialach. Przez jedenaście lat wcielał się w Posterunkowego w „Rodzinie zastępczej”. „To była ważna rola, bo pierwsza moja wieloletnia praca w serialu i świetny poligon doświadczalny dla aktora. Dawała możliwość pracy przed kamerą i spotkań z wybitnymi kolegami, oddychania tym samym powietrzem co oni. Super doświadczenie”, mówił.

Ta produkcja otworzyła mu drzwi do kariery. Dał się ludziom poznać w: „Łowca. Ostatnie starcie”, „Pułkownik Kwiatkowski”, „Twarzą w twarz” czy „Wataha”. Jego charakterystyczny głos doprowadził go do dubbingu. Król Julian to tylko jedna z ponad 600 postaci. Użyczał głosu w takich produkcjach jak: „101 Dalmatyńczyków”, „Epoka lodowcowa”, „Gwiezdne wojny”, „Władca pierścieni”, „Flintstonowie”, „X-man”, „Batman” i wielu innych. Użyczał swojego niezwykłego głosu również w grach, takich jak: „Star Craft II”, „Diablo III”, „Wiedźmin 3: Krew i wino”, etc. „Często jest bardzo podobnie, ponieważ podkłada się głos pod istniejące już filmy, które wymagają od aktorów pełnego synchronu. Na ogół jednak gramy wszystkie kwestie naszej postaci, zebrane z całej gry, zazwyczaj nie znając kontekstu, w jakich padają te kwestie”, czytamy. 

„Aż strach było radio włączyć, bo ludzie chcieli wyjechać na wczasy, odpocząć, zapomnieć, a tam pan za płotem uparcie puszczał Wyginam śmiało ciało. I nic nie można było mu zrobić”, opowiadał aktor w rozmowie z Andrzejem Sołtysikiem.  

Od 20 lat jest również reżyserem innych aktorów dubbingowych, między innymi: „Warcraft III: Reign of Chaos”, „Pingwiny z Madagaskaru” czy „Fantastyczna czwórka”. Od 2008 roku nagrywa również audiobooki: „Gra o tron” czy „Kocie historie”. Na swoim koncie ma również udział w wielu reklamach najbardziej znanych firm w Polsce.  

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Romans pani prezydent i jej ochroniarza? Magdalena Różczka i Paweł Deląg w audioserialu "Jedno słowo"

Jarosław Boberek. 29.08.2020 Wroclaw 9. edycja Europejskiej Nocy Literatury

Jarosław Boberek
Fot. PIOTR ZAJAC/REPORTER

Jak wygląda dzisiaj życie Jarosława Boberka?

Aktor był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną doczekał się syna, który ma na imię Mateusz. Z drugą żoną, czyli Iloną Kucińską ma dwóch synów: Franciszka oraz Jana, którzy również pracują w dubbingu. To ostatnie małżeństwo zakończyło się w 2015 roku. Do niedawna mówiło się o związku z młodszą o 20 lat Magdaleną Turczeniewicz. Aktor cały czas jest aktywny zawodowo. 

Jarosławowi Boberkowi z okazji urodzin życzymy wszystkiego, co najlepsze oraz wielu niezapomnianych przygód zarówno w aktorstwie, jak i w dubbingu. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Internauci zarzucili Alicji Bachledzie-Curuś, że jej syn prawie nie mówi po polsku. "Poszłam na kompromis"

Jarosław Boberek.  Warszawa, 18.08.2021. Uroczysta premiera filmu The End w rezyserii Tomasza Mandesa

Jarosław Boberek
Fot. Pawel Wodzynski/East News

Jarosław Boberek. Warszawa 8.01.2019 Premiera filmu Underdog

Jarosław Boberek
Fot. Kamil PIKLIKIEWICZ/East News

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

„Miałem szczęście do kobiet”… Jerzy Stuhr o mamie i babci w ostatnim wywiadzie dla VIVY.pl

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA SOKOŁOWSKA zdobyła sympatię widzów jako Zuza w „Przyjaciółkach”. Wytańczyła Kryształową Kulę. Teraz przyszedł czas na realizowanie swoich projektów i marzeń. URSZULA DUDZIAK I GRZECH PIOTROWSKI: dwie silne osobowości, dwa pokolenia. Diwa jazzu i wirtuoz saksofonu połączyli siły w niesamowitym projekcie „WE” dla pokoju na świecie. KRZYSZTOF MIRUĆ: architekt z wykształcenia, osobowość telewizyjna, z zamiłowania projektant wnętrz o swojej drodze do sukcesu.