O NIEJ JEST GŁOŚNO

Lady Gaga od lat szokuje... Jak wyglądały początki jej kariery?

Budzi skrajne emocje, ale nikogo nie pozostawia obojętnym...

Monika Kotowska 22 lutego 2019 08:53

Kiedy Lady GaGa pojawiła się w show-biznesie budziła skrajne emocje, ale nikogo nie pozostawiała obojętnym. Szokowała ekstrawaganckimi stylizacjami, a jej kolejne piosenki podbijały listy przebojów. Przez jej skandaliczny wizerunek łatwo było jednak nie zauważyć, że ma ogromny talent i jest posiadaczką mocnego, charakterystycznego głosu.

Od paru miesięcy jest o niej głośno za sprawą aktorskiego debiutu. Rola u boku Bradleya Coopera w filmie Narodziny gwiazdy okazała się nowym rozdziałem z jej karierze. Gwiazda pokazała się w nim w naturalnej wersji i bez makijażu. Taka jak jest naprawdę! Jaka była, kiedy zaczynała śpiewać?

Lady GaGa, czyli nieustraszona panna

Lady GaGa o tym, że nie boi się wyróżniać z tłumu, wiedziała już od dziecka. Choć rodzice, Włosi z pochodzenia, posłali ją do katolickiej szkoły na Manhattanie (tej, którą kończyły także dziedziczki Hilton), nie udało im się stłumić temperamentu córki. Stefani Germanotta (bo tak naprawdę nazywa się Lady Gaga) ani myślała o modlitwie.

„Urodziłam się, żeby zabawiać ludzi”, przyznaje dziś. A wtedy? Przekrzykując trzeszczący magnetofon kasetowy, wyśpiewywała przeboje Cyndi Lauper, Madonny i Michaela Jacksona. Zaraz po lekcjach biegła do jednego z tych klubów, gdzie każdy mógł zaprezentować przed publicznością, co potrafi.

Na fortepianie grała ze słuchu, odkąd skończyła cztery lata. Gdy była nastolatką, zaśpiewała pierwszą skomponowaną przez siebie balladę. Na pytanie, czy scena jej nie onieśmiela, wzruszała ramionami. Lady GaGa uwielbiała startować w konkursach. I wygrywała. Bo cokolwiek można dziś przeczytać o tej ambitnej 32-latce i jak wielkim dziwadłem może się wydawać dla niektórych to… ma talent.

„Moja rodzina jest cool. Tata pochodzi z New Jersey, sam grał w zespołach, chciał iść w ślady Bruce’a Springsteena”, śmieje się. „Pociąg do występów, jak widzisz, mam we krwi. A rodzina zaszczepiła mi do tego etos ciężkiej pracy. Jestem całkiem nieustraszoną panną. Nie ma znaczenia, ile razy zostanę odrzucona – i tak wrócę”.

Sukces jak narkotyk: pierwszy bunt Lady GaGi

Siedemnastoletnia Lady GaGa znalazła się w ekskluzywnym gronie 20 młodych muzyków z całego świata zaproszonych do programu w Tisch School of Arts na New York University, firmowanego nazwiskiem samego Clive’a Davisa. Od lat związany z branżą, miał pod swoimi skrzydłami takich artystów, jak Janice Joplin, Carlos Santana, Aretha Franklin, Alicia Keys czy zespół Aerosmith.

Germanotta muzyczne studia rzuciła po dwóch latach. Zwyczajnie doszła do wniosku, że wie już wszystko, by nie zginąć w show-biznesie. I choć jej pierwszy kontrakt wytwórnia Def Jem rozwiązała po zaledwie trzech miesiącach, nie załamała się. Przeciwnie. Szalała. Spała w dzień, by nocami występować w nowojorskich klubach. Była wokalistką wielu rockowych kapel. Ale dopiero kiedy poznała didżejkę, tancerkę go-go Lady Starlight, zaczęła wypracowywać swój sceniczny image. Mocny makijaż i prawie gołe ciało. Na scenie przytulały się, obejmowały, na widowni wrzało. Pokochało je środowisko homoseksualne. A one odwzajemniały te emocje. Starlight układała choreografię. GaGa śpiewała. Dogadywały się świetnie.

Lady GaGa: historia pseudonimu

Coraz trudniej było za to Stefani znaleźć wspólny język z rodzicami. „Występowałam w skórzanych stringach, dla taty to było trudne. Nie potrafił mnie zrozumieć”, wspomina. A przecież to takie proste. „Zespół Queen i David Bowie są do mnie kluczem”, tłumaczy Lady GaGa. „Gdy grałam w klubach, dużo ludzi z branży mówiło, że jestem zbyt teatralna; kiedy zaczęłam eksperymentować z muzyką, słyszałam: to takie popowe. Zupełnie nie wiedziałam, co zrobić, dopóki nie odkryłam utworów Bowiego i Queen. Byli idealną kombinacją popu i teatru. I to był punkt wyjścia”. To właśnie fascynacja piosenką Freddiego Mercury’ego „Radio Ga Ga”, którą do znudzenia nuciła pod nosem, sprawiła, że przylgnął do niej artystyczny przydomek. Narodziła się Lady GaGa.

Ale ten czas w jej życiu naznaczony jest też innymi eksperymentami. Zaczęło się niewinnie, od paru jointów wypalonych w trakcie długiego wieczoru na scenie, skończyło na uzależnieniu. Na szczęście potrafiła powiedzieć stop. „Mogłam umrzeć. Ale otrzeźwiałam. To, co za mną, pozwoliło mi stać się tym, kim dziś jestem”.  To chyba najmroczniejsza twarz Lady GaGi. Stara się o niej zapomnieć. Kiedyś publicznie podziękowała ojcu za pomoc w walce z uzależnieniem. Na szczęście rozpędzająca się kariera daje jej wystarczający „speed” do pracy. Narkotykiem stał się sukces.

To idzie sława

Wszystko zmieniło się, gdy spotkała na swojej drodze producenta Vincenta Herberta.  Od stycznia 2008 roku była artystką słynnej Interscope. Wytwórni, która w swojej stajni miała między innymi Sheryl Crow, Nelly Furtado, U2 czy Stinga. To zaowocowało zupełnie niespodziewanie. Lady GaGa ma dar do komponowania piosenek, które z miejsca wpadają w ucho, o takich mówi się „hity”.

Zaczęła pisać dla innych. Najpierw dla gwiazdy R&B – Akona, a potem Britney Spears, Pussycat Dolls, Fergie, New Kids on the Block. Równocześnie pracowała nad materiałem na własną płytę. Wpadła w sam środek artystycznego tygla, ale to wcale nie znaczy, że zapragnęła bratać się ze wszystkimi i stała się maskotką hollywoodzkich przyjęć.

„Jestem outsiderką, zawsze nią byłam”, tłumaczy. „Nie przepadam za towarzystwem znanych ludzi i nie potrafię wpasować się w ich świat. Jestem dla nich zbyt dziwaczna. W ogóle mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, lubię być inna niż wszyscy”.

Na parę miesięcy przeniosła się z Nowego Jorku do Los Angeles i tam miksowała swoje retro dance’owe bity z popem i szczyptą rock’n’rolla. Debiutancki krążek rzuciła w świat latem 2008 roku, nazywając go „Fame”, czyli sława. Nie pomyliła się. Single „Just Dance” i „Poker Face” odniosły oszałamiający sukces, otrzymując nominacje do Grammy i zajmując pierwsze miejsca na liście „Billboardu”.

Lady GaGa, odpowiadając na pytanie dziennikarza o sławę, mówi z dystansem: „Nie myślę tak, jak niektórzy dorobkiewicze z Hollywood, którym wystarcza, że nagrają jedną piosenkę, wystąpią w filmie i mają cały świat u swoich stóp. Ktoś musi docenić to, czym się zajmujesz, uznać, że masz talent i osobowość. Jeśli takie głosy słyszysz wokół siebie nie raz i nie dwa, wtedy możesz uznać, że jesteś sławny”.

Lady GaGa ikoną stylu

„Moda uratowała mi życie”, przyznaje GaGa. „Dzięki niej poczułam się absolutnie wolna, silna i odporna na krytykę. Jennifer Aniston, na przykład, jest piękna. Ale ja wolę być interesująca niż tylko ładna”.

Na okładce „Rolling Stone” pokazała się ubrana jedynie w bańki mydlane. Przezroczyste bąbelki, które wyglądają, jakby mogły ulecieć z najlżejszym podmuchem wiatru. GaGa bawi się swoim wizerunkiem i wiele chce nim przekazać. „Kiedy komponuję piosenkę, od razu zastanawiam się, w czym do niej wystąpię”, mówi. „To dla mnie bardzo ważne, to działa tylko razem”.

Często odstraszała swoim ekscentrycznym wyglądem, ale po sukcesie płyty to się zmieniło. „Ubierałam się tak samo i wydaje mi się, że to onieśmielało mężczyzn. Niedawno udzielałam wywiadu w radiu. Miałam na głowie fryzurę w kształcie stożka. Didżej powiedział mi poza anteną, że jestem bardzo seksowna”, śmieje się. „Nie mogę uwierzyć, że nareszcie kogoś kręci mój stożek. Jeszcze całkiem niedawno byłam uważana za dziwadło, a dziś podobam się mężczyznom”.

I nie tylko. Artystka została uznana za ikonę stylu. „Gdy wydaje się, że widzieliśmy już wszystko w kwestii oryginalności, znowu pojawia się Lady GaGa. Ludzie starają się przewidzieć, co na siebie włoży. Ekscytujące jest oglądanie kogoś, kto w tak przemyślany sposób włączył dodatki do swojej garderoby”, uzasadniała werdykt jury Accessories Council Excellence Karen Giberson.

Lady GaGa jak... Madonna?

GaGa jest piosenkarką, pianistką, tekściarką, fashionistką. Czy będzie wielką gwiazdą na miarę Madonny, do której z racji włoskich korzeni i fascynacji modą lubi się porównywać? Madonna ma swoje zdanie w tej sprawie: „Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, jej show był niedopracowany, pewnie przez brak pieniędzy. Miała dziurawe kabaretki, wszędzie aż roiło się od błędów. Ale już wtedy wiedziałam, że ona ma w sobie to »coś«. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć Lady GaGę w stanie »surowym«”. Te słowa królowej popu były jak namaszczenie.

Już wiadomo, że GaGa może i będzie szokować. Kiedy we wrześniu 2009 roku podczas ceremonii MTV Video Music Awards, śpiewając swój hit „Paparazzi”, odegrała własną śmierć, przybierając teatralne  pozy i rozmazując czerwoną farbę na ciele, pełno było oburzenia i krytyki. „Takie występy nie powinny się zdarzać!”, obruszyła się część widzów. „Poprawność nie jest w jej stylu. Dopóki będzie występować, musicie być przygotowani na szok” – odpowiedź była natychmiastowa.

„Fascynuje mnie Andy Warhol, chciał sprawić, by sztuka komercyjna była traktowana tak samo poważnie, jak sztuki piękne. Dobra popowa piosenka może być grana w każdym miejscu na świecie i, do diabła, sprawi, że ludzie będą chcieli tańczyć”, mówi GaGa. I ciężko pracuje. Możemy być pewni – ta dziewczyna nie da o sobie zapomnieć. 

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Blanka Lipińska  o swojej misji, seksualnych preferencjach i związku, Andrzej Chyra o ojcostwie po 50-tce i Roksana Węgiel o zwycięstwie w Eurowizji Junior i cenie sławy.