Manuela Michalak
Fot. KAMIL PIKLIKIEWICZ/Dzien Dobry TVN/East News
TYLKO U NAS!

Studia psychologiczne i kilka różnych prac. Jak wygląda życie Manueli po Big Brotherze

Ulubienica widzów opowiedziała nam też o tajemnicach programu i miłości...

Rafał Kowalski 7 marca 2021 09:54
Manuela Michalak
Fot. KAMIL PIKLIKIEWICZ/Dzien Dobry TVN/East News

Nie wygrała pierwszej edycji Big Brothera, ale to jej charakterystyczną postać widzowie TVN zapamiętali najbardziej. Teraz, po 20 latach od wyjścia z domu Wielkiego Brata, życie Manueli Michalak nie jest związane z telewizją. Zostały za to jej humor i chęć życia na sto procent. Z ulubienicą publiczności porozmawialiśmy o tym, jak zmieniło się jej życie po udziale w popularnym show. Czym dziś się zajmuje Manuela, jak wygląda jej życie prywatne i jak wspomina przygodę z Big Brotherem? Kilku rzeczy nie wiedzieliście na pewno!

Rozmowę przeprowadziliśmy w dwa lata temu, w marcu 2019 roku.

20 lat po Big Brotherze. Wywiad z Manuelą Michalak

Rafał Kowalski, VIVA.pl: Najbardziej widzów interesuje zawsze to, czego nie widać w telewizji. A skoro już cofamy się o osiemnaście lat, to proszę mi powiedzieć, jaką była pani dziewczyną, gdy wchodziła do domu Wielkiego Brata.

Manuela Michalak, zdobywczyni drugiego miejsca 1. edycji Big Brothera, bizneswoman: Byłam taką samą dziewczyną, jaką jestem teraz. Tylko byłam trochę chudsza. (śmiech)

I wizerunek też miała Pani tak kolorowy, jak podczas programu i dziś?

- Od dziecka byłam indywidualistką, co przejawiało się także w moim ubiorze. Jak wszyscy zakładali bluzkę na górę a spodnie na dół, to ja robiłam odwrotnie. Z t-shirtu spódniczkę, a ze spodni katanę na wierzch. Do dziś lubię się wyróżniać, czego nie da się ukryć. (śmiech) Miałam już włosy niebieskie, różowe, fioletowe, czerwone… Niedługo chcę mieć aż 80-centymetrowe, więc ciągle coś zmieniam.

A w głowie przed rozpoczęciem show nie było jakiejś bojaźni związanej z zostawieniem bliskich, strachu przed tym, co Panią spotka?

- Nie, ja nigdy nie miałam czegoś takiego. Może dlatego, że ja zaraz po maturze wyjechałam do Belgii. Z dnia na dzień zostawiłam wszystko. Wiedziałam już wtedy, że nie będę mogła zostać lekarzem, o czym zawsze marzyłam, bo cierpię na atopowe zapalenie skóry. Ja nie stanowiłabym dla pacjentów zagrożenia, ale oni dla mnie już tak. Przez mikropęknięcia na moim ciele, w skutek zakażeń wewnątrz szpitalnych, mogłabym łatwo złapać infekcję. Stąd Belgia, w której nie tylko nieźle zarobiłam, ale i mogłam pomyśleć, co innego robić w przyszłości. Gdybym się bała, to bym tego nie uczyniła.

Piotr Gulczyński, Manuela Michalak, Janusz Dzięcioł, Big Brother
Fot. Instagram @manuela_bbf

I chwilę później wpadła pani na pomysł, by wziąć udział w Big Brotherze?

To nawet nie był pomysł, tylko w którąś niedzielę szykowałam się na imprezę w poznańskim klubie studenckim Trops i nagle zobaczyłam jednym okiem, że pojawiła się jakaś zajawka tego programu w telewizji. Żeby wziąć udział w castingu, trzeba było napisać list. Stwierdziłam, że zabiorę się za to od razu. A jakoś tak mnie pochłonęła ta twórczość, że w końcu na tę imprezę nie poszłam, tylko do północy pisałam wspomniany list. W sumie wyszły mi dwie strony tekstu albo jedna, i jedna dodatkowa ze zdjęciami.

Myśli pani, że już wtedy, w samym liście udało się przemycić jakiś humor?

O, to na pewno, bo w tych sprawach jestem od zawsze uzdolniona. Pamiętam nawet, że za czasów szkolnych miałam specjalne zeszyty, w których notowałam najlepsze dowcipy. Pamiętam, jak raz mój tata wybierał się na wycieczkę z kolegami i poprosił mnie, żebym pożyczyła mu któryś notesik z kawałami. Wymyślił sobie, że będzie je czytał i rozbawi towarzystwo. Przyrzekam, że dowcipy były wspaniałe, po prostu najlepsze, crème de la crème. Niestety ostatecznie nikt nie miał okazji się o tym przekonać, bo nie dało się mnie rozczytać. Mówiłam, że powinnam zostać lekarzem! (śmiech)

Ale zanim wybrano panią do domu Wielkiego Brata, trzeba było wziąć udział w przesłuchaniach. Czytałem, że pan Janusz Dzięcioł miał ich aż 13! A Pani?

- Nawet nie wiem, czy powinnam to mówić, bo trochę mi głupio teraz, ale ja byłam w Warszawie na castingu chyba tylko dwa razy. (śmiech) Musiałam wykonywać różne testy psychologiczne, na kreatywność, sprawnościowe. W specjalnie zaaranżowanych sytuacjach sprawdzano, jak zachowuję się w grupie. Badano także moje zdrowie. I jakoś tak udało się trafić do 12 uczestników.

Nam przez 90 dni serwowano na ekranie najciekawsze momenty programu i bawiliśmy się świetnie, ale Gulczas wspominał w wywiadach, że Państwo to się tam nudziliście! Z kolei pani  wielokrotnie udowodniła, że potrafi nakręcić pozytywnym, kreatywnym duchem nie tylko siebie, ale i całą grupę. Zdarzyły się Pani jakieś kryzysowe momenty w trakcie programu?

- Właściwie to bardzo długo zajmowałam się tymi aktywnościami, które sobie wymyślałam albo o które prosił nas Wielki Brat, przez co nie zajmowały mnie ponure myśli. Aż do pewnej nocy, kiedy inni już spali, a ja nie. Powoli już świtało. Wyszłam wtedy przed dom zapalić papierosa, bo jeszcze paliłam, i nagle usłyszałam jadące gdzieś w oddali szosą samochody. I wtedy sobie pomyślałam: ta ulica jest tak blisko a jednocześnie tak daleko. Wtedy pierwszy raz uzmysłowiłam sobie, jak bardzo tęsknię. Dotarło do mnie, że tylko ja sama jestem sobie przeszkodą, by wrócić do domu. W końcu oddzielał mnie od niego tylko mur i 300 kilometrów trasy. Uroniłam wtedy nawet nie jedną łzę.

Ale państwo chyba mogli w każdym momencie poprosić o wyjście z domu wielkiego brata. Nie chciała pani z tego prawa skorzystać?

- Nie, nie chciałam. W końcu sama postanowiłam wziąć udział w programie i dałam słowo, że wytrzymam. A dla mnie każdy rodzaj umowy to świętość. Poza tym lubię rywalizację.

I przez 90 dni naprawdę nie spotkała pani żadnego członka ekipy programu lub innego przypadkowego człowieka?

- Wspomniałam już, że u mnie ze snem no bywa różnie, jestem nocnym markiem. W programie po pozycji słońca zdołałam sobie obliczyć, że my bardzo późno wstajemy. Dlatego chciałam kiedyś wstać o wiele wcześniej I sprawdzić czy wtedy naprawdę nikt z ekipy nie kręci się obok domu. Pewnego wieczoru więc opiłam się wody, tylko po to, by bardzo wcześnie wstać. Proszę sobie wyobrazić w jakim byłam szoku, jak wyszłam na podwórko, a tam na dachu budynku jakiś technik poprawiał kable. To jedyna sytuacja kontaktu z osobą spoza domu Wielkiego Brata? Żeby kogoś zobaczyć czy z nim porozmawiać to tak. Ale nad nami czasami latały też helikoptery, z tymi, którzy chcieli nas podglądać. Zdarzało się także, że przez mur okalający dom ludzie wrzucali nam piłeczki tenisowe. W większości z nich były ukryte różne wiadomości lub przedmioty. Ja na przykład do dzisiejszego dnia nie wiem od kogo dostałam ukryty w piłce liścik i lakier do paznokci. Piękny, różowy… Zachowałam go sobie jako pamiątkę i mam go do dziś. Mam nadzieję że moje słowa czy ta osoba, która podarowała mi ten lakier. Chętnie ją poznam.

Wyjście z domu wielkiego brata okazało się dla państwa chyba jeszcze większym przeżyciem, niż wejście do niego. Finał programu oglądała jedna trzecia wszystkich Polaków i domyślam się, że pierwsze tygodnie po powrocie do rzeczywistości tak samo jak radosne, mogły być dla pani trudne...

- Mi się w ogóle na początku wydawało że ja wezmę walizeczkę, wyjdę z programu i pojadę do domu na rosołek. A prawda była taka, że do domu już na stałe po zakończeniu programu to ja wróciłam po około trzech latach. Okazało się że każdy chce nas dotknąć, polizać, poznać… Posypały się też liczne propozycje wywiadów, sesji... Za chwilę się też okazało, że wszyscy mamy angaż do filmu i to nie u byle kogo, tylko u samego Jerzego Gruzy, co było dla mnie ogromnym zaszczytem. Prowadziłam też przez 3 lata program Maraton uśmiechu. Wspaniała przygoda, ale okupiona tym, że mnie wiele rzeczy z życia rodzinnego, prywatnego po prostu ominęło. No właśnie, bo jak rozumiem nie było w ogóle czasu, by nadrobić te trzy miesiące, które spędziła Pani w odcięciu od świata. Powiem Panu do jakiego to stopnia doszło! Miałam w rodzinie ciocię, którą uwielbiałam. Będąc w domu Wielkiego Brata miałam poczucie, że coś niedobrego dzieje się w mojej rodzinie. Poprosiłam więc w pokoju zwierzeń o informację, co u moich bliskich. Zostałam zapewniona, że u mojej najbliższej rodziny wszystko jest w porządku. Nie wyłapałam jednak słowa „najbliższej” i dalej uczestniczyłam w programie będąc przekonana, że nie mam się czym martwić. I gdy po kilku miesiącach, a może nawet roku, cała rodzina przygotowała dla mnie powitalne przyjęcie to ktoś zapytał mnie z nich, jak zareagowałam, gdy dowiedziałam się, że ciocia Lala nie żyje. Ja w tamtym momencie zjechałam prawie z krzesła. Mój świat się załamał. Aż do tego stopnia nie docierały do nas w Big Brotherze żadne informacje. A akurat ta mogła zadecydować o moim być albo nie być dalej w programie.

Powrócę na chwilę do wszystkich zajętości, które czekały Panią po programie. Między nimi jednak udało się wziąć ślub w 2002 roku...

- Owszem, był, ale dziś z Tomaszem łączy nas jedynie przyjaźń. Moje serce jest otwarte na nowe relacje. Jest w nim dużo miejsca, dla każdego, kto chciałby się tam znaleźć, ale przede wszystkim dla tej jednej osoby. Absolutnie nie zamykam się obecnie na budowanie nowych relacji, choć jestem bardzo zajęta zawodowo.

O pani pracy, a właściwie kilku pracach krążą już legendy. Wypunktujmy zatem, czym się Pani zajmuje 18 lat po Big Brotherze.

- Do tej pory stawiałam kroki w biznesie dość nieśmiało. Ale ktoś mi powiedział, że ten rok w chińskim horoskopie jest rokiem świni, a to oznacza dla mnie, że wszystko mi się powiedzie. Z resztą już jego pierwsze dni spędziłam cudownie, bo najpierw Miami, potem Bahamy... Wracając do spraw zawodowych robię teraz mnóstwo rzeczy naraz. Właśnie otwieram swoje biuro, w którym ja i mój zespół zajmujemy się dystrybucją suplementów zdrowia. Jestem też generalnym ogólnopolskiej firmy, która jest częścią dużej włoskiej firmy sprzedającej włosy do przedłużania. Właśnie zamieniam stronę internetową w sklep, bo tego rodzaju sprzedaż wiadomo, że cieszy się największym powodzeniem. Żeby było weselej to niedawno znajomy zapytał czy nie podjęłabym się pracy w branży inwestycyjno-ubezpieczeniowej. A że w tym roku jestem ze wszystkim na tak to odpowiedziałam, że „ależ oczywiście”! Nigdy nie pracowałam w korporacji, ale już po kilku miesiącach posunęłam się w hierarchii i jestem już liderem sprzedaży oraz menedżerem zespołu. Jeżeli tak dalej pójdzie to niedługo zostanę dyrektorem. Biuro, które sobie urządzam, przyda się do wszystkich biznesów. W przedniej części sprzedaż włosów, dalej spotkania z klientami, którzy często podejmują poważne decyzje na całe życie. Wielość zadań, od lewej do prawej, ale dobrze mi z tym. To cała ja.

Kobieta wielu talentów…

- Ale ja jeszcze nie skończyłam wymieniać! (śmiech) Właśnie skończyłam studia psychologiczne, przede mną jeszcze tylko obrona pracy magisterskiej. Gotowa, napisana, czeka na termin. Jest o zmianie nastrojów w krótkiej perspektywie czasu. Więcej szczegółów wyjawić nie mogę, ponieważ to pierwsza taka praca badawcza na świecie. Wszystko jest owiane tajemnicą, dopóki nie opublikuję całości.

Mam wrażenie, że jedno Pani życie starczyłoby dla pięciu innych osób.

- Ludzie zapomnieli, że to oni powinni być dla siebie najważniejsi, a nie ktoś inny. Całą energię należy przeznaczyć na to by ulepszać i uszczęśliwiać siebie. Marnowanie siły na toczenie wojen czy układanie sobie życia w sposób tradycyjny, ale niekoniecznie zgodny z nami, to najgorszy z możliwych pomysłów. W końcu nikt nie przeżyje życia za mnie. 

Manuela z Big Brothera 2019
Fot. Piotr Molecki/East News

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Manuela Michalak (@manuela_bbf)

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

AGNIESZKA CEGIELSKA: „»Stary świat nie wróci«, napisałam to dwa lata temu w mojej książce »Naturalnie«, mówi dziennikarka, specjalistka od zdrowego żywienia. PATRYCJA WOY-WOJCIECHOWSKA, fotografka, autorka książek dla dzieci, dziewczyna z wielkiego miasta, zaczęła drugie życie na Mazurach. Jak ono wygląda? PROFESOR KRZYSZTOF SIMON – słynie z ciętego języka i tego, że nie owija w bawełnę. Właśnie został odznaczony medalem 75-lecia misji Jana Karskiego za wkład w walkę z pandemią. A także: Dlaczego robimy z naszej planety wielkie wysypisko śmieci? Czy mogę wpłynąć na los Ziemi, będąc w domu? Czy luksusowe hotele mogą być eko?