Elżbieta Czyżewska, 02.07.2003
Fot. Piotr Fotek/REPORTER
WSPOMNIENIE

Alkoholizm, depresja, pobyt w domu dziecka. Złamane życie Elżbiety Czyżewskiej

Od śmierci aktorki mija 10 lat

Konrad Szczęsny 17 czerwca 2020 17:46
Elżbieta Czyżewska, 02.07.2003
Fot. Piotr Fotek/REPORTER

Była nazywana „polską Marylin Monroe”, zaś za zachodnią granicą „królową bez kraju”. Elżbieta Czyżewska w latach 60. wspięła się na szczyt popularności. Grała u Wajdy, Hassa, Kutza. W genialny sposób odtwarzała zarówno role komediowe, jak i dramatyczne. Niestety, jej życie osobiste pełne było osobistych dramatów. Matka oddała ją oraz siostrę do domu dziecka, porażki w życiu zawodowym i miłosnym sprawiły, że popadła w szpony nałogu. Genialna aktorka odeszła 10 lat temu, 17 czerwca 2010 roku w szpitalu w Nowym Jorku. Przegrała walkę z nowotworem. Miała 72 lata.

Elżbieta Czyżewska: smutne dzieciństwo i pobyt w domu dziecka

Od najmłodszych lat jej życie było naznaczone stratą. Elżbieta Czyżewska przyszła na świat 14 kwietnia lub 14 maja (źródła nie są co do tego zgodne) 1938 roku w Warszawie. Niestety, ojciec Jan w trakcie II wojny światowej zginął. Matka Jadwiga Gimpel, z zawodu krawcowa, nie potrafiła udźwignąć ciążącej na niej odpowiedzialności, także finansowej. Cała rodzina żyła w wielkiej biedzie. Mieszkali w suterenie na Tamce, bez bieżącej wody i elektryczności. Mała Ela miała do dyspozycji klaustrofobicznych rozmiarów pokoik. Matka szukała ukojenia i odskoczni od brutalnej rzeczywistości w alkoholu. Wdawała się w przelotne romanse, nie potrafiła zapewnić dziewczynkom  (przyszła aktorka miała siostrę) stabilizacji. Z uwagi na trudną sytuację osobistą i nałóg, oddała w końcu córki do domu dziecka w Konstancinie. Elżbieta i Krystyna stały się sobie wówczas bardzo bliskie. Mogły liczyć wyłącznie na siebie...

A to okazało się tak samo błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Dzieciństwo było przez długi czas dla przyszłej gwiazdy tematem tabu. Wstydliwą raną, którą spycha się w niebyt. Niechętnie wracała do tych czasów, długo nie było wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się w jej młodości... Z drugiej strony było silnym bodźcem, by wyrwać się z biedy i zawalczyć o marzenia.

Gdy były już nastolatkami, Jadwiga Gimpel odebrała córki z placówki opiekuńczo-wychowawczej, mimo że jej sytuacja wcale nie przedstawiała się znacznie lepiej. Pobyt w domu dziecka położył się cieniem na dalszym życiu Elżbiety Czyżewskiej. Wiecznie niespełniona, czuła się gorsza, mimo zachwytów publiczności i krytyków. Potrzebowała nieustannej uwagi i zapewnień, którymi nieskutecznie łatała niskie poczucie własnej wartości. I to właśnie ono ostatecznie wpłynęło destrukcyjnie na jej dalsze losy...

Elżbieta Czyżewska: trudne początki i przyjaźń z Beatą Tyszkiewicz

Na tym etapie życia była jednak zdeterminowana. Już w liceum zaczęła wykazywać talent aktorski i wokalny. Brała udział w szkolnych akademiach oraz uzależniła się od... czytania. Być może wynikało to z warunków, w jakich żyła i chęci nadrobienia braków w edukacji. Książki nosiła ze sobą dosłownie wszędzie.

O jej dalszych losach zdecydował przypadek. Do egzaminów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej przystąpiła za namową znajomych z kółka recytatorskiego. Jak na ironię, oni odpadli w przedbiegach, ona zaś z miejsca zachwyciła komisję i już wiedziała, co chce robić w życiu. Studia ukończyła w 1960 roku, była na roku m.in. z Januszem Głowackim. Podkreślał, że od początku wykazywała się niezwykłym talentem i wyczuciem w kreowaniu postaci. Z pewnością pomagała jej nietuzinkowa, zniewalająca wręcz uroda. Agnieszka Osiecka nazywała jej biust „obłędnym”, zaś Beata Tyszkiewicz nie miała wątpiła, że Elżbieta Czyżewska jest posiadaczką „najpiękniejszych nóg” w Polsce.

Wyrwanie się z biedy nie było jednak takie proste. Z pomocą przyszła właśnie Beata Tyszkiewicz. Wiedziała, że warunki, w których mieszka uzdolniona przyjaciółka, są skandaliczne. Maleńki pokoik musiała dzielić z siostrą, co nie pozwalało na rozwijanie talentu w trakcie studiów. Tak mówiła o wizycie w jej rodzinnym mieszkaniu w książce „Zachłanne na życie” Sławomira Kopera.

„(...) zobaczyłam, że ona nie ma nie tylko swojego pokoju, ale nawet swojego kąta. Poszłam więc do prorektora Baczyńskiego, prosząc, aby w tak wyjątkowej sytuacji przyznał jej miejsce w „Dziekance”. Udało się i od tej pory mieszkała razem ze mną w pokoju”.

Dzięki temu Elżbieta Czyżewska mogła poświęcić się ćwiczeniom. I rozkwitła w iście gwiazdorskim stylu...

Elżbieta Czyżewska: pierwsze role i rozkwit kariery

Pierwszą rolę również otrzymała przypadkiem. W połowie lat 50. przebywała z koleżankami z roku na wakacjach na Mazurach. Tam swój film dokumentalny kręcił Jerzy Łomnicki, którego asystentem był Stanisław Bareja. Dzięki uporowi i wrodzonemu wdziękowi otrzymała angaż i zagrała „dziewczynę przechadzają się w tle”.

Szybko stało się jasne, że odniesie spektakularny sukces. Ten przyszedł dosyć szybko. W 1960 wcieliła się w uwodzicielską Renatę w „Mężu swojej żony” Stanisława Barei, u tego samego reżysera zagrała jeszcze w „Żonie dla Australijczyka” (1963) i „Małżeństwie z rozsądku” z 1966, gdzie wystąpiła u boku Daniela Olbrychskiego i Bohdana Łazuki.

Ogromną popularność dały jej role w komediach „Giuseppe w Warszawie” (1964) oraz „Gdzie jest generał...” (1963). Obie poruszały w zabawny sposób tematykę wojenną i sprawiły, że gwiazda Czyżewskiej rozbłysła w pełni. Nazywano ją „królową polskich komedii”, była świetnie przyjmowana jako aktorka teatralna, serialowa i komediowa. Wydawało się, że dobrej passy nic nie jest w stanie zatrzymać. Tym bardziej, że zabiegali o nią czołowi reżyserzy. Zagrała w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa z 1964 oraz „Milczeniu” Kazimierza Kutza (1963). Wisienką na torcie było poprowadzenie u boku Lucjana Kydryńskiego międzynarodowego festiwalu w Sopocie.

Jak zauważa w swoim artykule na łamach Gazeta.pl Natalia Jeziorek, tak wielka popularność Czyżewskiej wynikała z jej bardzo indywidualnego podejścia do kreowanych postaci. W pewnym momencie nie wyobrażano sobie hitowej produkcji bez udziału seksbomby! Tak pisał o tym fenomenie Bogdan Łazuka w książce „Przypuszczam, że wątpię”. 

„Przy omawianiu obsady do nowego filmu padało zwykle stwierdzenie: Tylko nie Czyżewska, bo tak dużo grała. Po półgodzinnej dyskusji cała ekipa filmowa orzekała jednak: Tylko Czyżewska, dzwońcie do niej”.

Na jej punkcie szaleli i mężczyźni, i kobiety. Te ostatnie chciały wyglądać i zachowywać się jak ona. Stała się niekwestionowaną ikoną stylu, każda jej kreacja wywoływała jęki zachwytu na salonach. Inspirowano się nawet sposobem jej uczesania!

W życiu prywatnym również odniosła sukces. Wyszła za mąż za początkującego wówczas Jerzego Skolimowskiego. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Szybko zaczął mieć wpływ także na jej życie zawodowe i wybór ról. Angażował ją zresztą do swoich produkcji. Wystąpiła m.in. w „Rysopisie” z 1964 oraz Walkowerze (1965). Jednak w tym samym roku rozwiodła się. Dlaczego? Różnica charakterów, problemy z dochowaniem wierności... Jednak Elżbieta Czyżewska długo nie pozostawała samotna. W tamtym czasie poznała amerykańskiego dziennikarza – Davida Halberstama. Fatalne zauroczenie czy miłość na przekór światu? Jedno jest pewne: gdyby nie on, z pewnością jej całe życie potoczyłoby się zupełnie inaczej...

Błogosławieństwo i przekleństwo. Małżeństwo Elżbiety Czyżewskiej z Davidem Halberstamem

Był uznanym na świecie dziennikarzem „New York Times” z Pulitzerem na koncie. Do Polski przybył w połowie lat 60., a więc u szczytu kariery Czyżewskiej. Poznali się na przyjęciu po premierze spektaklu „Po upadku”, adaptacji głośnej sztuki Arthura Millera, w Warszawie. Zagrała w nim rolę Maggie i dzięki niej zyskała miano „polskiej Marylin Monroe”. Między aktorką a Amerykaninem z miejsca zaiskrzyło. Pod jego wrażeniem było wówczas całe środowisko artystyczne stolicy oraz... władze Polski Ludowej! 

Jego urokowi uległa także wówczas niespełna 30-letnia Elżbieta. Ślub wzięli 13 czerwca 1965 roku. Wydawali się parą idealną: ona atrakcyjna, niesamowicie popularna o zniewalającej urodzie i uroku osobistym. On uznany dziennikarz, ceniony na świecie, za którym oglądały się wszystkie kobiety. Mieli wszystko. Przywileje, pozycję, luksusy zarezerwowane tylko dla najbogatszych. Do czasu...

David Halberstam opublikował na łamach „New York Times” artykuł, krytykujący politykę ówczesnego I sekretarza KCPZPR Władysława Gomułki. Z dnia na dzień stał się nad Wisłą persona non grata. Opuścił Polskę w 1967 roku. Dla Czyżewskiej stało się jasne, że ona także musi podjąć decyzję. Jednak żal jej było wszystkiego, co do tej pory osiągnęła, w tym kontraktu z Teatrem Dramatycznym. Postanowiła przeczekać. Niestety, władze komunistyczne nie zapomniały, co zrobił jej ukochany. W odwecie to ona znalazła się na ich celowniku.

Wydarzenia z marcu 1968 roku nie poprawiły sytuacji. Wręcz przeciwnie. W prasie zaczęły ukazywać się niepochlebne artykuły na temat Elżbiety Czyżewskiej. Kreowano ją na wroga narodu. Stało się jasne, że wyjazd do USA był jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji.

Pierwszą próbę podjęła 6 kwietnia. Jednak na Okęciu zgotowano jej rewizję osobistą, która według świadków miała być jedynie formą upokorzenia. Koniec końców granice Polski aktorka opuściła 22 kwietnia 1968 roku.

W USA uczyła samą Meryl Streep. Ale wielkiego sukcesu nie odniosła

Zamieszkała na Manhattanie w Nowym Jorku. Grywała w tamtejszych teatrach. Do Polski wróciła w połowie grudnia 1968 na zaproszenie Andrzeja Wajdy. Wybrał ją do głównej roli, Eli, we „Wszystko na sprzedaż”. Władze były oburzone, wysyłały listy, potępiające tę decyzję. Na próżno. Po skończonych zdjęciach wróciła za ocean. I przez kolejnych 11 lat nie pojawiła się nad Wisłą...

Jej amerykański sen nie spełnił się jednak tak, jak być może zakładała. Grywała głównie w teatrach. Wszystko za sprawą wyraźnego słowiańskiego akcentu i słabości do napojów wyskokowych.

Jednak w 1974 roku na deskach Yale Repertory Theatre otrzymała angaż w spektaklu „Biesy” Dostojewskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy. W tej samej sztuce zagrała również... młodziutka Meryl Streep. Gdy zobaczyła Elżbietę Czyżewską na scenie, nie kryła zachwytu. Poprosiła ją o prywatne lekcje. Polka zgodziła się. Krytycy nie mają wątpliwości, że to dzięki temu spotkaniu udało się Streep stworzyć fantastyczną kreację Zofii Zawistowskiej w „Wyborze Zofii”, dramacie z 1982 roku. Za rolę tę otrzymała zresztą Oscara. To właśnie Elżbieta Czyżewska nauczyła ją mówić z wyraźnym polskim akcentem.

Niestety, w 1977 roku małżeństwo Polki i Davida Halberstama przeszło do historii. Zrozpaczona aktorka zaczęła bez opamiętania topić smutki w alkoholu. Jej kariera po raz kolejny załamała się. Brak odpowiednich środków wpędził ją w duże problemy finansowe. I był to początek końca Elżbiety Czyżewskiej. 

Elżbieta Czyżewska
Fot. ONS

Elżbieta Czyżewska w Międzyzdrojach, 2003 rok

Powrót do Polski, przyjaźń z Joanną Pacułą i... „Seks w wielkim mieście”

Dzięki sierpniowi 1980 roku mogła wrócić do Polski. Uznani twórcy nie zapomnieli o niej, dlatego zagrała w „Debiutantce” Barbary Sass oraz w „Limuzynie Daimler-Benz” Filipa Bajona. Z kolei w roku 1982 pojawiła się w obrazie „Odwet” Tomasza Zygadły.

Rok temu przyniósł również niezwykłe spotkanie Elżbiety Czyżewskiej z Joanną Pacułą. To jeden z najbardziej zagadkowych i niewyjaśnionych epizodów w życiu obu pań. Młoda wówczas aktorka przyszła do 44-letniej koleżanki z prośbą o pomoc. Ta zgodziła się, udzieliła jej schronienia i zajęła się karierą 25-latki. Umawiała na castingi, poznawała z wpływowymi osobami z branży, sprawiła, że Pacuła szybko zaczęła być kojarzona za oceanem. To dzięki Czyżewskiej otrzymała rolę w „Parku Gorkiego” z 1983 roku. Za sprawą tej kreacji aktorskiej była nominowana do Złotego Globu za najlepszą rolę drugoplanową.

Sielankę przerwała kłótnia obu pań. Jej przyczyny do dziś owiane są tajemnicą. Wiadomo jedynie, że Joanna Pacuła podjęła decyzję o wyjeździe do Los Angeles. Jej starsza koleżanka ponownie została sama... Relacja ta stała się inspiracją dla Agnieszki Holland i Jerzego Bogajewicza do nakręcenia filmu „Anna”. Elżbieta Czyżewska miała nawet zagrać w nim główną rolę, jednak na skutek nieporozumienia, nigdy do tego nie doszło. Otrzymała jednak pewne wynagrodzenie. Jak na ironię, w tytułową rolę wcieliła się Sally Kirkland, która... wypadła znakomicie. W konsekwencji na jej konto powędrował Złoty Glob, jak również nominacja do Oscara.

I choć w kolejnych latach Polka nadal pozostawała aktywna zawodowa, jej gwiazda zaczęła blednąć. Na uwagę zasługuję jeszcze kreacje w takich filmach, jak „Stracone lata” Sidneya Lumeta oraz „Niewłaściwe miejsce” – była to pierwsza rola pierwszoplanowa w filmie od jej przyjazdu do Ameryki.

Grała w spektaklach teatralnych oraz w rodzimych produkcjach. Świetnie przyjęto jej kreację w „Polowaniu na karaluchy” i „Antygonie w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego. W 1996 roku można było podziwiać ją na dużym ekranie u boku Jeanne Moreau w komedii „I Love You, I Love You Not”, zaś w 1999 roku pojawiła się w jednym z odcinków „Seksu w wielkim mieście”! Wcieliła się w doktor Shapiro, seksuolożkę.

W Polsce o Elżbiecie Czyżewskiej nigdy nie zapomniano. W 1997 roku było członkinią Jury Konkursu Głównego 22. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Sześć lat później uhonorowano ją w sposób szczególny. Odcisnęła wówczas swoją dłoń na Promenadzie Gwiazd w Międzyzdrojach. z kolei w 2005 roku otrzymała Krzyż za zasługi kulturalne w Polskim Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku.

Rok później zagrała nieznajomą z Nowego Orleanu w „Samotności w sieci”. Nadal grywała w teatrach, także rodzimych, jednak w 2007 spadł na nią podwójny i ostateczny cios...

Dwie śmierci, choroba i ostatnie lata życia Elżbiety Czyżewskiej

Wtedy zmarła jej ukochana siostra Krystyna, zaś chwilę później były mąż, z którym była związana przez 12 lat, David Halberstam. Mężczyzna zginął w wypadku samochodowym. Elżbieta Czyżewska nigdy nie poradziła sobie z tymi stratami. Popadła w głęboką depresję.

W ostatnich latach wycofała się z życia publicznego. Zmagała się z chorobą: nowotworem przełyku. Nikogo, kto ją znał, aż tak to nie dziwiło. Jej nieodłącznym atrybutem była papierośnica. Zabierała ją ze sobą dosłownie wszędzie. Walki z rakiem nie udało jej się wygrać. zgasła w New York Presbyterian Hospital na Manhattanie 17 czerwca 2010 roku.

Jej pamięć uczcił m.in. „New York Times” i to właśnie w ich publikacji została nazwana „królową bez kraju”. Pogrzeb aktorki odbył się cztery miesiąca później. 18. października 2010 roku została pochowana na warszawskich Powązkach. W ostatniej drodze towarzyszyli jej m.in. Janusz Głowacki, Joanna Szczepkowska i Daniel Olbrychski. Ten ostatni mówił o tej chwili:

„Nie spodziewałem się takich tłumów jak na pogrzebie Zbyszka Cybulskiego, ale skromność tej uroczystości mnie zasmuciła. Gdy spotkamy się ponownie, powiem Elżbiecie, że na widowni był komplet”. Odeszła tak, jak żyła – samotnie...  

Elżbieta Czyżewska, 2 lipca 2003 roku. 7 lat przed śmiercią:

Elżbieta Czyżewska, 02.07.2003
Fot. Piotr Fotek/REPORTER

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.