Juliane Koepcke
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News
O TYM SIĘ MÓWI

Dziewczyna, która spadła z nieba i... przeżyła. Historia Juliane Koepcke

Jako jedyna przeżyła katastrofę samolotu w Peru. Tego dnia skończyło się jej dzieciństwo…

Gabriela Czernecka 21 października 2021 20:01
Juliane Koepcke
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News

Tego dnia skończyło się jej dzieciństwo. Siedemnastoletnia Juliane Koepcke obudziła się przypięta do siedzenia samolotu w samym środku amazońskiej dżungli. Szybko okazało się, że jako jedyna z ponad dziewięćdziesięciu osób przeżyła katastrofę samolotu w Peru. Samo przeżycie to jedno, a znalezienie ratunku to już inna historia. Pośród dzikich zwierząt i tropikalnych lasów deszczowych przetrwała dziesięć dni. Jak jej się to udało? Oto niezwykła opowieść o dziewczynie, która spadła z nieba.

Historia Juliane Koepcke

Był rok 1971. Wigilia. Samolot Lansa 508 miał wystartować siedem godzin temu. Opóźnienie dawało się we znaki podróżnym, którzy chcieli zasiąść tego wieczoru do świątecznego stołu z rodziną. W końcu 92 osoby - 86 pasażerów i 6 pracowników załogi zasiadło wygodnie w swoich fotelach pasażerskich. Lot miał trwać niecałą godzinę, więc siedemnastoletnia Juliana Keopcke siedząc obok mamy, spokojnie odliczała minuty do spotkania z ojcem. Samolot oderwał się od ziemi chwilę po dwunastej lokalnego czasu. W wyniku szalejącej nad Limą burzy pilot już po kilku minutach od wystartowania zaczął mieć problemy z utrzymaniem kontroli nad samolotem. Maszyna wpadła w turbulencje. Gdy pół godziny później samolot przelatywał nad częścią dżungli amazońskiej, trafił w niego piorun. Maszyna rozpadła się na kawałki z wysokości ponad trzech kilometrów spadła w okolice miejscowości Perto Inca. 

ZOBACZ: Jerzy Kulej: najlepszy pięściarz w historii Polski. Mimo wielu życiowych ciosów nigdy się nie poddał

Siedemnastoletnia Juliane Koepcke jako jedyna przeżyła katastrofę. Ocknęła się dopiero na drugi dzień w samym środku amazońskiej dżungli. „Wołałam moją matkę, ale jedyne co słyszałam to odgłos dżungli. Wiedziałam, że jestem sama”. Wszędzie leżały ciała pozostałych pasażerów i kawałki samolotu, a wokół niej rozciągała się dżungla. Sama Juliane doznała urazu ramienia - złamała obojczyk i miała sporo skaleczeń na nogach, ale jej obrażenia nie wyglądały poważnie. Dopiero później zdała sobie sprawę z tego, że zerwała więzadło w kolanie.

Adrenalina była jednak tak duża, że nie odczuwała bólu i wciąż mogła chodzić. Szybko podjęła decyzję - by przeżyć, musi zacząć szukać pomocy. Zanim ruszyła w poszukiwaniu rzeki, znalazła u jednego z pasażerów opakowanie cukierków, które wzięła ze sobą. Była zdana na siebie, ale dzięki temu, że przez lata mieszkała z rodzicami, którzy byli przyrodnikami, doskonale znała prawa, jakimi rządzi się tropikalny las deszczowy. Wiedziała, które zwierzęta zagrażają jej życiu i jak się przy nich zachowywać. 

Juliane Koepcke
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News

Jak Juliane Koepcke przetrwała w amazońskiej dżungli?

„Czwartego dnia marszu usłyszałam odgłos lądującego sępa królewskiego. Bałam się, bo wiedziałem, że te ptaki lądują tylko wtedy, gdy jest dużo padliny. Musiały poczuć ciała ofiar wypadku. Gdy weszłam do rzeki, zobaczyłam trzy fotele z przypiętymi ciałami ofiar. Uderzenie musiało być tak duże, że te osoby wbite były głowami w ziemię. Stałam jak sparaliżowana”, wyznała w rozmowie z BBC. Mimo to bez kompasu ani mapy jedynie z garścią cukierków w ręce, w cienkiej sukience z jednym sandałem na stopie nie miała zbyt wielu szans na przeżycie. Przetrwała tylko dzięki temu, że się nie poddała i zachowała spokój

Zobacz: Dziewięć żyć Maty Hari – kim naprawdę była najsłynniejsza kobieta szpieg?

Gdy znalazła rzekę, zaczęła iść wzdłuż niej, licząc na to, że w końcu kogoś napotka. Jej marsz trwał dziesięć dni. W tym czasie nie pojmowała jeszcze powagi sytuacji. Po prostu szukała schronienia i trzymała się nadziei, że wkrótce ktoś ją odnajdzie. Gdy cukierki się skończyły, próbowała pić błotnistą wodę. Wolała nie ryzykować, jedząc rośliny, o których wcześniej nie słyszała. Bała się, że mogą być trujące. 

Strach przed wężami i krokodylami sprawiał, że nie pozostawała długo przy rzece w tym samym miejscu. Czuła ogromne zmęczenie, nocami śniła o wykwintnych potrawach i każdego dnia zastanawiała się, czy jest sens iść dalej. Próbowała odgonić złe myśli, snując plany na temat tego, co zrobi w przyszłości. Stwierdziła, że poświęci się czemuś wielkiemu, co przyniesie korzyść ludziom i przyrodzie.

Dziesiątego dnia swojego marszu zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, jak zła jest jej sytuacja: „Zaczęłam sobie uświadamiać, że umrę z głodu, bo długo nic nie jadłam”, pisze w książce Kiedy spadłam z nieba. Wtedy zdarzył się cud - u brzegu rzeki dostrzegła  łódkę. Chciała ją zabrać, ale nie miała zbyt dużo siły i stwierdziła, że ktoś z pewnością po tę łódkę wróci. I tak też się stało. Następnego dnia z lasu wyłoniło się trzech mężczyzn. Gdy ją dostrzegli, myśleli, że zobaczyli ducha lub potwora z legend. Gdy wyjaśniła, że jest ofiarą wypadku samolotowego, została opatrzona, nakarmiona i przewieziona do szpitala. Powoli szok i przerażenie zaczęły mijać, a sama Juliane dostała gorączki. Po kilku dniach jej stan się ustabilizował, ale gdy lekarz zobaczył jej spuchnięte kolano, był w szoku, że była w ogóle w stanie postawić krok: „Z medycznego punktu widzenia to niemożliwe”, wyznał. 

Juliane Koepcke
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News

Co dziś robi Juliane Koepcke?

Juliane Koepce już następnego dnia spotkała się z ojcem. Ciało jej matki znaleziono dopiero po kilku dniach. Okazuje się, że podobnie jak córka przeżyła katastrofę, ale niestety jej urazy były tak poważne, że zmarła po kilku dniach. Ojciec Juliane długo nie mógł pogodzić się ze stratą żony. Jego relacje z córką stawały się coraz gorsze, ale ostatecznie uległy poprawie.

Juliane, która jako jedyna przeżyła katastrofę samolotu, żyje do dziś. Nosi nazwisko Diller, mieszka w Monachium, gdzie pracuje w bibliotece Państwowego Muzeum Zoologicznego. Kieruje też stacją badawczą w peruwiańskim lesie deszczowym, którą założyli przed laty jej rodzice. Spełniła daną samej sobie obietnicę, by działać na korzyść środowiska. Obecnie prowadzi też wykłady naukowe, w których szerzy wiedzę o ochronie środowiska, istocie lasu deszczowego i opowiada swoją historię, która wciąż porusza ludzi na całym świecie.  

Juliane Koepcke dzisiaj
Fot. Müller-Stauffenberg/ullstein bild via Getty Images

Źródła: BBC

Wideo

Urszula Dudziak ma 78 lat i mnóstwo pięknych planów: „Rozkwitłam na nowo po menopauzie”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Co powie tata? JAROSŁAW I OLIWIA BIENIUK we wzruszającej rozmowie o wchodzeniu córki w dorosłość, układaniu życia na nowo, sile wspomnień i ojcowskiej miłości. ALEKSANDRA KURZAK: „lubię być diwą”. O błyskotliwej karierze, zaręczynach po 10 dniach znajomości i intymności. DOROTA I CZESŁAW MOZILOWIE razem pracują, podróżują, oglądają seriale, tańczą... Co jest receptą ich udanego związku? WOJCIECH MECWALDOWSKI to artysta, aktor i... introwertyk. Co oznacza dla niego „życie pełną gębą”? Ikar polskiego dziennikarstwa... Jaki był prywatnie? Wzloty i upadki KAMILA DURCZOKA.