• VIVA!ART
  • VIVA!MODA
  • VIVA!LIFESTYLE
  • VIVA!MAN
  • VIVA!PEOPLE POWER
  • VIVA!ITAKA
  • MAGAZYN VIVA!
viva
viva
viva
  • Gwiazdy
  • Ludzie
  • Moda
  • Uroda
  • Styl życia
  • Kultura
  • Wideo
  • Nasze akcje
  • VIVA!ART
  • VIVA!MODA
  • VIVA!LIFESTYLE
  • VIVA!MAN
  • VIVA!PEOPLE POWER
  • VIVA!ITAKA
  • MAGAZYN VIVA!
player placeholder
  1. Viva.pl
  2. Ludzie
  3. Newsy
  4. Pokonała guza mózgu. Została mamą i triathlonistką. Poruszający wywiad z autorką bloga „TriMama”

Pokonała guza mózgu. Została mamą i triathlonistką. Poruszający wywiad z autorką bloga „TriMama”

Natalia Wodyńska-Stosik, Uroda Życia sierpień 2016

Maciej Zienkiewicz

A L
sobota, 16 lipca 2016 17:45
Obserwuj nas w Google

Galeria (6 zdjęcia)

1 / 6
Natalia Wodyńska-Stosik, Uroda Życia sierpień 2016

Maciej Zienkiewicz

Natalia Wodyńska-Stosik, Uroda Życia sierpień 2016

„Bałam się, że stracę wzrok albo że zrobią ze mną coś takiego, po czym nie będę już sobą, nie będę potrafiła kochać, będę inną matką” - Natalia Wodyńska-Stosik, mama dwóch córek i zapalona triathlonistka, która cztery lata temu pokonała guza mózgu, a o swoim życiu pisze na inspirującym blogu „TriMama”. O życiowej odwadze, walce z lękiem i szczęściu, które dało jej macierzyństwo opowiedziała Annie Maruszeczko w najnowszej „Urodzie Życia”.

- Takie pytanie na rozbieg – czym się pani kieruje w życiu?
Natalia Wodyńska-Stosik:
Sercem przede wszystkim. Ufam ludziom. Chciałabym, żeby świat był dobry, kolorowy, żeby wszyscy byli zdrowi. (śmiech) I głową, ważne jest nastawienie. Czasami mówię sobie: „Nie wystartuję w tych zawodach. Nie jestem przygotowana, za mało trenowałam”, ale potem, gdy już dobiegam do mety i rozpiera mnie szczęście, dochodzę do wniosku, że udało się, bo ja naprawdę chciałam, czułam, że mogę. I to właśnie za sprawą mojego serca i głowy, one mnie niosły.

- Wyczytałam u pani na blogu, że zaczynając przygotowania do triathlonu, pływała pani „niedzielną żabką”. (śmiech)
Natalia Wodyńska-Stosik:
Moja historia dowodzi, że naprawdę można zacząć od zera. Ja specjalnie nie mam na to czasu, bo przede wszystkim jestem matką. Nigdy nie poświęcę domu, rodziny. Bywa, że już wychodzę pobiegać, a Marysia mówi: „Mamo, zostań” i zostaję. Doba jest dla mnie za krótka, ale startuję, bo lubię, bo to sprawia mi przyjemność. Naprawdę bałam się zanurzyć głowę w wodzie, a po pół roku przygotowań przepłynęłam kraulem prawie kilometr w morzu.

- W morzu?! W zimnym Bałtyku? To nie to samo, co równa tafla wody w basenie.
Natalia Wodyńska-Stosik:
Mimo że to taka wielka przestrzeń, po horyzont, czułam, że to moje morze. W końcu jestem dziewczyną z Gdańska. Nauczyłam się, że ono wymaga szacunku i pokory. Na starcie czułam spokój, wiedziałam, że to jest wyzwanie, na które czekałam. Z roweru można zsiąść, z trasy biegowej można zejść, ale z wody trzeba najpierw wypłynąć. Mieliśmy parę treningów open water, więc jak już byłam na starcie i stałam na plaży, a obok mnie był mój mąż, wiedziałam, że jakoś to będzie. Zawsze mam tak, że „jakoś to będzie” – jakoś dopłynę, mogę nawet cały dystans zrobić żabką.

- Mąż na brzegu... czuwa?
Natalia Wodyńska-Stosik:
On zawsze jest. Czuwa na brzegu, w różnych sytuacjach życiowych mogę na niego liczyć. Poznaliśmy się w gdańskiej Topolówce i od 20 lat jesteśmy razem. To on zaraził mnie triathlonem i zainspirował TriMamę (T jak treningi, R jak rodzina, I jak inspiracje), pod koniec mojej drugiej ciąży, niespełna półtora roku po operacji! Pamiętam, jak w Nowy Rok powiedział: „To będzie twój rok”. I miał rację. Wszystkie nasze wspólne lata były super, nawet ten rok 2012. Oprócz bólu i strachu wydarzyło się też dużo dobrego. Na onkologii poznałam wartościowych, pozytywnych ludzi. Teraz kiedy mówię albo słyszę: „Życzę zdrowia”, to jest to naprawdę wypełnione treścią.

Polecamy też: „Żadna kobieta nie gra w piłkę dla pieniędzy" - mówi najlepsza polska piłkarka Kasia Kiedrzynek. Czy zazdrości facetom?

2 / 6
natalia-wodynska-stosik-365444-GALLERYBIG-7386e6f

Maciej Zienkiewicz

natalia-wodynska-stosik-365444-GALLERYBIG-7386e6f

- Co się wydarzyło w 2012 roku?
Natalia Wodyńska-Stosik:
Byłam w ciąży. Po bardzo aktywnym zawodowo okresie w Warszawie postanowiłam wrócić do Gdańska. Chciałam, żeby Marysia była gdańszczanką. Pamiętam, że wzięłam ze sobą mnóstwo gazet. „Będę czytać” – taki miałam plan na finisz. Ale okazało się, że przez ostatni miesiąc nic nie mogłam czytać, wszystko było rozmazane, widziałam jak za mgłą. Miałam okropne bóle głowy. Zdecydowano, że muszę mieć cesarskie cięcie. Nikt nie wiedział, co mi jest. Łudziliśmy się, że to hormony, ciąża... Urodziłam Marysię, wzrok wrócił do normy już następnego dnia, ale bóle głowy nie ustąpiły, były nie do zniesienia. Po trzech tygodniach zrobiłam rezonans. Poszłam z mamą. Po badaniu radiolog zaprosił ją do gabinetu i ona od razu pewnie coś wiedziała, rodzice są lekarzami, ale nie zdradziła się. Następnego dnia miałam przyjść i powtórzyć badanie z kontrastem.

Nie ma nic gorszego niż czekanie... To chyba była najgorsza noc mojego życia. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałam na ile. Powiedziano mi, że po podaniu kontrastu nie będę mogła karmić przez 48 godzin. Mama zajmowała się Marysią, a ja ściągałam pokarm i płakałam. Łzy mieszały się z mlekiem. Emocje we mnie buzowały, hormony szalały – z jednej strony radość z macierzyństwa, z drugiej – strach.

- Co się okazało?
Natalia Wodyńska-Stosik:
Pamiętam opis: „guz 3–3,5 cm, umiejscowiony na podstawie czaszki”... Widziałam zdjęcia – takie dużo jajo gdzieś w mózgu. Prawdopodobnie oponiak, niezłośliwy, ale niestety położony w bardzo złośliwym miejscu, bo przy skrzyżowaniu nerwów wzrokowych, nie wiadomo było, jak do niego dojść.

- Czekała panią ryzykowna, ale nieodzowna operacja?
Natalia Wodyńska-Stosik:
Zależało mi na tym, by karmić Marysię, jak najwięcej i jak najdłużej, powiedziano mi, że mogę jeszcze chwilę poczekać. Przeciągnęłam tę chwilę o 10 miesięcy. W listopadzie 2012 roku w Warszawie, w Centrum Onkologii byłam operowana i usunięto guza w całości. I już wiedziałam na pewno, że to oponiak, badania histopatologiczne to potwierdziły. Jeszcze 20 lat temu takie guzy były nieoperowalne. Strach myśleć.

- A więc wszystko dobrze?! Co to za uczucie?
Natalia Wodyńska-Stosik: Czujesz, że teraz możesz wszystko. Mam bliznę na głowie, od ucha do ucha, ale przecież jej nie widać. Koleżanki śmieją się, że lekarze wygładzili mi czoło, naciągając skórę na czaszce. Leżałam w sali pooperacyjnej, nie mogłam się ruszyć, cała w bandażach i drenach, ale mogłam otworzyć oczy! Co za ulga! Miałam tam krem waniliowo-miodowy, wzięłam go, posmarowałam sobie ręce i mówię: „Jezu, ja nie czuję tego zapachu…”. Tak się dowiedziałam, że widzę, ale straciłam węch. I smak. Lekarze mówili że to może wróci, że są szanse, trzeba czekać do pół roku po operacji. Ale do tej pory nic.

- W życiu bym nie powiedziała! Pani wydaje się taka sensualna.
Natalia Wodyńska-Stosik: To tak chyba jest, że jak się coś traci, to inne zmysły się wyostrzają. Na szczęście noszę w pamięci mnóstwo zapachów. W szpitalu, po operacji, marzyłam, żeby w końcu zjeść mozzarellę z pomidorem i bazylią. Wróciłam do domu i mama codziennie przygotowywała mi to na kolację. Gdy widzę jakieś perfumy, których kiedyś używałam, jestem w stanie przywołać w pamięci ten zapach. Radzę sobie z tym naprawdę dobrze, jednak chciałabym czasami poczuć wiosnę, pranie rozwieszone na wietrze, baby powder… Ja nawet kupuję świeczki zapachowe. Świeże kwiaty w wazonie latem muszą być! Podziwiam je i słyszę: „Pani powącha”. Kupuję i cieszę się tym. Ale zaczęło się od problemu ze wzrokiem. Przecież mogła pani stracić wzrok. Dlatego teraz myślę, że zapłaciłam najmniejszą cenę.

Polecamy też: „Niech pani nie liczy, że z niej coś będzie” - usłyszała mama Karoliny Szostak po wypadku córki

3 / 6
natalia-wodynska-stosik-365443-GALLERY600-203aa96

Maciej Zienkiewicz

natalia-wodynska-stosik-365443-GALLERY600-203aa96

- Jak pani przeżyła te 10 miesięcy do operacji?
Natalia Wodyńska-Stosik: Ta noc po rezonansie była najgorsza, a potem jakoś to szło. Mieliśmy jeszcze superwakacje, pojechaliśmy do Chorwacji całą rodziną. Cieszyłam się życiem, każdą chwilą. Nie opuszczała mnie nadzieja. Chciałam się nachapać na zapas, na wszelki wypadek.

- A ból głowy?
Natalia Wodyńska-Stosik: Ból głowy był nie do zniesienia. Właściwie nie ustawał. Balsamem była mała Marysia i to, że mieszkaliśmy u rodziców, gdzie czułam się bezpiecznie. Oczywiście były gorsze chwile, nie mogłam znieść świadomości, że nagle ktoś otworzy mi głowę i będzie majstrował w moim mózgu… Bałam się, że stracę wzrok albo że zrobią ze mną coś takiego, po czym nie będę już sobą, nie będę potrafiła kochać, będę inną matką. A już tak na sam koniec, parę dni przed pójściem do szpitala, złapałam infekcję. Musiałam czekać jeszcze tydzień, bo nie mogliby mnie znieczulić, tak kaszlałam.

- Myślała pani o najgorszym?
Natalia Wodyńska-Stosik: Pakowałam swoje rzeczy i myślałam, że może powiem, gdzie co położyłam, bo gdybym ja już z tego szpitala… Starałam się nie panikować, ale każdy by się bał w takiej sytuacji.

Nawet urodzony optymista.

- A kiedy było najciężej?
Natalia Wodyńska-Stosik: Przed  samą operacją, jak już wiedziałam, że to jest nieuchronne, że będzie. I potem kiedy leżałam w szpitalu przez tydzień. Bałam się tego, jak zareaguje Marysia. To była nasza pierwsza rozłąka. Wróciłam do domu cała w bandażach, opuchnięta, wszystkie kolory na twarzy, chustka na głowie... Ale ona się do mnie przytuliła i tylko się na mnie patrzyła, czuła, że mama wróciła. I ja czułam, że ona czuje.

- Ale chyba zaraz pojawiła się druga ciąża...?
Natalia Wodyńska-Stosik: Po operacji musiałam na siebie uważać, przez osiem tygodni nie mogłam podnosić Marysi, ale po trzech miesiącach byliśmy już na nartach, troszeczkę sobie zjeżdżałam. A potem był pierwszy wspólny weekend, pojechaliśmy z Pawłem do Berlina sami, bez Marysi. Wróciliśmy i Ania była już w brzuszku. Urodziła się w 2014, w styczniu. Szybciej, niż planowaliśmy, szybciej, niż lekarze pozwalali. Ale Ania nie chciała czekać. (śmiech)

- Ekspresowa rekonwalescencja! Mało tego, dwa tygodnie po porodzie poszła pani na trening!
Natalia Wodyńska-Stosik: Tak. Poszłam pływać, a po pięciu tygodniach po raz pierwszy poszłam pobiegać. Moje trzy i pół kilometra, pamiętam to dobrze.

Polecamy też: Jest szansa na wybudzenie Oli ze śpiączki! Ewa Błaszczyk z drugą córką Manią o walce o jej zdrowie

4 / 6
natalia-wodynska-stosik-365441-GALLERY600-52be38d

Maciej Zienkiewicz

natalia-wodynska-stosik-365441-GALLERY600-52be38d

- A ten pierwszy moment, kiedy pojawiła się myśl o tym, żeby wystartować w triathlonie?
Natalia Wodyńska-Stosik: Decyzję o udziale w triathlonie podjęłam pod koniec drugiej ciąży, rok po operacji. Na początku nie wiedziałam, czy w ogóle mi się to uda. Czy pozwoli mi na to zdrowie, czy będę umiała zachować równowagę w codziennym życiu. Planowaliśmy sezon startowy, pytałam Pawła o jego kolejny start, a on mówi: „A może teraz ty?”. Podchwyciłam to od razu, bo „do odważnych świat należy”, tak zawsze powtarzał mi tata. Pomyślałam, że może warto zrobić coś dla siebie, sprawdzić się w czymś. Kiedyś marzyłam o tym, ale wydawało mi się, że to jest gdzieś daleko ode mnie, nieosiągalne.

- Chciała sobie pani coś udowodnić?
Natalia Wodyńska-Stosik: Że jestem silna. To też był taki symboliczny moment odcięcia się od choroby, zamknięcie tamtego rozdziału, odbyła się operacja, guz został wycięty i zaczynam na nowo. W ciąży przytyłam 20 kilogramów. Karmiłam Anię i trenowałam. Ania przybierała na wadze, ja traciłam na wadze. Dla każdej młodej matki takie pół godziny dla siebie to jest po prostu coś fantastycznego. Paweł zawiesił swoje treningi, żeby mnie wesprzeć. Myślę, że z jego strony to było poświęcenie, bo triathlon to jego pasja, on to uwielbia, ale powiedział, że teraz moja kolej. Bywało tak, że przerywałam trening rowerowy, on przychodził z płaczącą Anią, ja karmiłam i jechałam dalej. Tak rozumiem partnerstwo.

- Niektórzy ludzie mówią, że wcale nie chcą wymazywać dramatycznych wydarzeń z pamięci.
Natalia Wodyńska-Stosik: Ja też nie, bo to jest lekcja życia. Tu chodziło raczej o to, by sobie udowodnić, że naprawdę wyzdrowiałam.

- Podeszła pani do tego zgodnie z duchem czasu. Na Facebooku szybko powstał profil „TriMama”. To był strzał w dziesiątkę.
Natalia Wodyńska-Stosik: Fanpage w szybkim tempie zdobył 20 tysięcy zwolenników. Myślę, że ludzie doceniają to, gdy próbujesz z czymś walczyć, czemuś się przeciwstawić, coś osiągnąć. Po prostu chcą wyrazić swoje poparcie dla tego, co robisz.

- A pani płynęła na fali: „Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, będą pot, krew i łzy, ale ja się nie poddam! Bo ja się nie poddaję. Wygrałam już tę najważniejszą walkę w życiu i coś mi mówi, że znowu dam radę!”, mówiła pani na łamach Akademii Triathlonu. Wcześniej pani biegała?
Natalia Wodyńska-Stosik: Troszkę. Jeszcze przed dziećmi czasem jakąś „dyszkę” przebiegłam rekreacyjnie. Potem chciałam biegać z Marysią, żeby wrócić do formy po porodzie. Guz mi to uniemożliwiał, bolała mnie głowa. Próbowałam, ale od razu wracałam. Ciągnęło mnie, sport zawsze był obecny w moim życiu, biegałam na sześćdziesiątkę w podstawówce, grałam w kosza, w tenisa.
 
- Triathlon, kiedyś trójbój, jawi mi się jako szczególnie trudna dyscyplina sportowa, wymagająca ogromnej wytrzymałości i siły.
Natalia Wodyńska-Stosik: Ale ja jestem przykładem, że nie! Naprawdę, pani też mogłaby wystartować. Jest wiele dystansów, krótszych, dłuższych, można do siebie dopasować. Ja to traktuję jako przygodę. Z pływaniem, rowerem i bieganiem. Nie będzie przegranych. Gwarantuję.

- Ale że pani po takiej chorobie, po tych dziesięciu miesiącach wyczerpującego bólu, czekania na operację, miała siłę, żeby rzucić się na taką dyscyplinę sportu! Zastanawiam się, co jest tajemnicą sukcesu?
Natalia Wodyńska-Stosik: Nasze życie jest wariackie, nie udałoby się tego spiąć, gdyby nie nasze rodziny. Moi rodzice, Pawła rodzice, oni są na miejscu, pomagają przy dziewczynkach. Tajemnica tkwi w tym, że to się lubi. Każde z nas chce mieć trochę swojej przestrzeni, czasu dla siebie. Dlatego ja wstaję o piątej rano na basen. Paweł idzie biegać o północy.


Polecamy też: Daria Widawska: „Płakać już przecież nie będę”. Od czasu choroby inaczej patrzy na świat

5 / 6
natalia-wodynska-stosik-365440-GALLERY600-9e142a6

Maciej Zienkiewicz

natalia-wodynska-stosik-365440-GALLERY600-9e142a6

- Co takiego jest w tym sporcie, że panią tak ciągnie? Chodzi o endorfiny? (śmiech)
Natalia Wodyńska-Stosik: Czasami się nie chce, ale wiem, że jak włożę te buty i wyjdę trochę pobiegać, to od razu będzie inaczej. Zacisnę zęby i pójdę na basen o świcie, bo później mam ogromną satysfakcję, czuję, jak mi rosną płetwy! Czuję moc.

- Kim są triathloniści? Co to za ludzie?
Natalia Wodyńska-Stosik: Stereotyp to mężczyzna przechodzący kryzys wieku średniego.  Na zawodach spotykamy 17-latków, na których start zgodę musieli wyrazić rodzice, ale i 65-latków. Motywacje są bardzo różne. Dla jednych to poszukiwanie adrenaliny, walka z samym sobą lub ściganie się z kolegą. Są też tacy, którzy chcą się pokazać, bo triathlon jest „cool”. I chyba w tym tkwi sukces, wszyscy jesteśmy inni i dlatego można powiedzieć, że tworzymy triathlonową społeczność. Na zawodach witasz się z wszystkimi, czy to debiutant, czy mistrz Polski. Atmosfera jest niesamowita. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, z którymi trzymamy się już nie tylko na zawodach. A każde „Dawaj, TriMama!” powoduje szybsze bicie serca i nogi same niosą. Marzy mi się start z córkami... Może za 15 lat? Na moją pięćdziesiątkę.

- Ludzie teraz czasem nie potrafią się zatrzymać, sport wypełnia całe ich życie, zachowują się jak narkomani. Czy u pani nie ma symptomów szaleństwa? (śmiech)
Natalia Wodyńska-Stosik: Nigdy się w tym nie zatraciłam. Widać to po moich wynikach. (śmiech) Ale wiem, jak sport może zawładnąć życiem. Sami mieliśmy dosyć ciężki sportowo zeszły rok. Paweł przygotowywał się do startu w pełnym dystansie Ironmana (3,8 kilometra pływanie, 108 kilometrów na rowerze i na koniec maraton). Zrobił sobie taki prezent na 34. urodziny. Wiedziałam, że to jest dla niego najważniejszy start życia. Było ciężko, bo czasami to już były dwa treningi dziennie, ale udało się zachować równowagę, bo na przykład jak miał w niedzielę trzy godziny treningu na rowerze, to wstawał bardzo wcześnie, żeby wrócić o dziesiątej, gdy w domu życie rodzinne dopiero się zaczynało. Musimy tak manewrować, żeby rodzina nie ucierpiała.

- Macie tę hierarchię wartości ustawioną jednakowo?
Natalia Wodyńska-Stosik: Gdyby to się miało odbywać kosztem rodziny, to ja bym się wycofała. Paweł też. To ma być fun, zabawa.

- Pani rekord?
Natalia Wodyńska-Stosik: To nie jakieś superrekordy, ale dla mnie każdy start to moje zwycięstwo. Dystans ¼: 950 metrów w wodzie, 45 kilometrów na rowerze i 10 kilometrów biegu. Zrobiłam to w trzy godziny i 17 minut. Dwa lata temu. Przygotowywałam się pół roku. Po miesiącu zrobiłam kolejny triathlon w Gdyni, tylko krótszy dystans. To był duży zastrzyk energii, przełamałam kolejną barierę, pokonałam jakąś swoją słabość. Zobaczyłam, że jednak ten trud, to poranne wstawanie na basen zaowocowało. Wielka satysfakcja. Nawet małymi kroczkami można dojść do celu. Czasami nie wypełniałam tego planu treningowego, ale mówiłam sobie: „Zrobię to głową i sercem, bo to jest fajne”.


Polecamy też: Anna Lewandowska: „Zawsze muszę mieć pazur". Gdzie się ubiera, z kim przyjaźni, czy ma kompleksy?

6 / 6
magdalena-cielecka-na-okladce-urody-zycia-364449-GALLERY600-6e56c6b

Tomek Tyndyk

magdalena-cielecka-na-okladce-urody-zycia-364449-GALLERY600-6e56c6b

Wywiad z autorką bloga "TriMama" ukazał się w najnowszej, sierpniowej "Urodzie Życia".

- Głowa już w ogóle nie boli?
Natalia Wodyńska-Stosik: Czasami, jak każdego. I czasami taki ból głowy powoduje lekkie spięcie. Czasami niestety ten typ guza może dać wznowę. Często po wielu latach. Dlatego powinnam robić kontrolny rezonans raz do roku. Ale żyję bez tamtego przedoperacyjnego bólu głowy i to jest po prostu super.

- Jak to wszystko zależy od nastawienia, bo przecież można zobaczyć tylko to czarne.
Natalia Wodyńska-Stosik: Niektórzy potrafią na czarnym niebie dostrzec początek świtu, a niektórzy będą całe życie tkwić w czarnej dziurze. Jak mi ogolili głowę do zabiegu, to niektórzy patrzyli na mnie ze współczuciem, ale Paweł powiedział, że wyglądałam jak Demi Moore w jakimś filmie. I to się liczyło.

- Ja bym powiedziała: Kim Basigner. (śmiech)
Natalia Wodyńska-Stosik: Miałam siedzieć i płakać w poduszkę?! To nie w moim stylu. Doceniam to, co mam. Staram się czerpać z życia pełnymi garściami. Tyle wokół nas tych chorób, nieszczęścia, niesprawiedliwości. Trzeba docenić to, co się ma. Angażuję się też w różne akcje charytatywne. Ostatnio zbierałam pieniądze na chorą 11-letnią Alę. W sierpniu dowiedziała się, że ma guza, a w listopadzie jej nie było. Z tym nie mogłam się pogodzić.

- Co powiedzieli lekarze na pani sportowy plan?
Natalia Wodyńska-Stosik:  Zdania były podzielone, ale ja oczywiście posłuchałam młodego pana docenta, chyba sportowca: „Ma pani żyć normalnie. Musi pani słuchać swojego ciała”. I ciało mówiło mi, że mogę.

I nie czuła pani, że po prostu ryzykuje?
Natalia Wodyńska-Stosik: Nie, w życiu! Ja nie jestem ryzykantką. Nie wtedy, gdy mam dzieci. Nic za wszelką cenę. Potrafię odpuścić.

Z najnowszej "Urody Życia" polecamy też: „Po tej scenie ludzie mnie zabiją” - pomyślała Magdalena Cielecka. Ale i tak ją zagrała!

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

Redakcja poleca

Balsam Brązujący do Ciała i Twarzy
Fuemo
Balsam Brązujący do Ciała i Twarzy
PROMOCJA %
Zobacz
Miękkość, Wygoda i Atrakcyjny Styl
W 6 Kolorach
Nike
Miękkość, Wygoda i Atrakcyjny Styl
RABAT
Zobacz
Krem Parasol Słoneczny SPF50
Janda
Krem Parasol Słoneczny SPF50
Promocja!
Zobacz
Stylowe Skórzane Loafersy
Ecco
Stylowe Skórzane Loafersy
Idealne Na Co Dzień
Zobacz
REKLAMA

Zobacz także

Natalia Bacławska, Łukasz Litewka
Newsy
Natalia Bacławska poruszyła Sejm wspomnieniem Łukasza Litewki. „Wzruszające, jak w Pani słowach czuć Pana Łukasza”
Łukasz Litewka z partnerką.
Newsy
Ostatni wieczór Łukasza Litewki nie zwiastował tragedii. Partnerka ujawniła, co działo się w domu
jamniki nowe (66)
Newsy
Miała przeżywać żałobę po odejściu ukochanego. Zamiast tego mówi o „polowaniu” i nękaniu
Natalia Kukulska, Viva! 6/2026
Newsy
Zaśpiewała przebój mamy i nagle ogłosiła koniec. Natalia Kukulska nie kryła emocji
Ida Nowakowska, Viva! Mama 1/2021 rok
Newsy
Ida Nowakowska poprowadzi „halo tu polsat”. U jej boku pojawi się jedna z największych gwiazd stacji
Małgorzata Socha, Viva! 22/2025
Newsy
Małgorzata Socha ze łzami w oczach mówi o dzieciach. Rozłąka mocno ją poruszyła
Tomasz Fornal, Maria Jeleniewska
Newsy
Jeleniewska w końcu powiedziała to o Fornalu. Fani mogą być zaskoczeni
Książę Harry i Meghan Markle
Newsy
Brytyjskie media żyją decyzją Sussexów. Po sześciu latach wszystko się zmienia. Harry i Meghan szykują powrót z dziećmi
Wieniawa
Newsy
Julia Wieniawa pokazała, co działo się przed występem z Bocellim. Strach niemal ją zatrzymał
Janina Dowbor, Joanna Koroniewska.
Newsy
Joanna Koroniewska nie kryje emocji. Jej córka zadebiutowała u boku mamy
Michał Wiśniewski, Anna Świątczak, Etiennette Wiśniewska, Vivienne Wiśniewska
Newsy
Michał Wiśniewski wyjechał z córką z Polski. Tak wygląda jego średnia pociecha
Joanna Jarmołowicz, Warszawa 31.07.2026.
Newsy
Joanna Jarmołowicz dokonała coming outu. U jej boku jest wyjątkowa osoba. „Przestałam się wstydzić”
Hayden Panettiere Appearing On 'Tamron Hall'
Newsy
Po śmierci Hayden Panettiere jej matka wskazała na niego. „Próbowaliśmy się go pozbyć”
Wanda Traczyk-Stawska, Viva! 23/2023
Newsy
Nie żyje Wanda Traczyk-Stawska. Bohaterka Powstania Warszawskiego miała 99 lat
scena z: Jacek Kawalec, SK:, , fot. Gałązka/AKPA
Newsy
Koniec Jacka Kawalca w Budce Suflera. Padły słowa o „cenzurze”, teraz Martyniuk zapowiada pozew
Jan Frycz, Gdynia 20.09.2021 r. 46. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Newsy
Jan Frycz mówił o tym niedługo przed śmiercią. „Ludzie są bardziej samotni”

Akcje

Hanna Żudziewicz, Viva! 12/2024 Jacek Jeschke, Viva! 12/2024
Taniec, emocje i blask gwiazd. GOLDEN STARS TROPHY by Żudziewicz & Jeschke już 22 sierpnia!
Współpraca reklamowa
Wyprawka technologiczna 2.0. Jak wyposażyć ucznia i nie zbankrutować?
Współpraca reklamowa
BREUNINGER
Modowe eksperymenty na jesień, czyli stylowy powrót do biura
Współpraca reklamowa
Hotel Mercure Poznań Centrum
Miejsce, w którym narodziła się tradycja świętowania Dnia Babci
Współpraca reklamowa
wystawa Nabiści 2_fot. MŁK
Francuscy buntownicy w Łazienkach Królewskich. Ponad 90 arcydzieł do obejrzenia na wystawie „Nabiści. Prorocy nowej sztuki”
Współpraca reklamowa
PZU Rafał Majka
Bezpiecznie na rowerze. O odpowiedzialności na drodze rozmawiamy z Rafałem Majką
Współpraca reklamowa
IMG_3365
Okrągły stół KnowHer. Pięć praktyczek biznesu o tym, czego dziś naprawdę potrzebują przedsiębiorczynie
Współpraca reklamowa
HerPrivateHell_SophieThatcher_01
Wychowała się wśród mormonów, dziś wbrew rodzicom gra w filmach grozy. Sophie Thatcher w horrorze „Jej piekło” chwalą wszyscy
Współpraca reklamowa
Le Gosse
Co sprawia, że kolacja zostaje z nami na długo? Chefowie FineDiningWeek® o sztuce mistrzowskich momentów
Współpraca reklamowa
Młoda kobieta na plaży z butelką fizz&go
Co zabrać na plażę? Małe rzeczy, które robią dużą różnicę podczas wakacji
Współpraca reklamowa
viva
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt
  • Regulamin
  • Polityka prywatności
  • Moje zgody
  • Newsletter

Dalsze rozpowszechnianie tekstów, zdjęć i materiałów wideo opublikowanych w serwisie w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.

©BURDA MEDIA POLSKA SP. Z O. O. 2026

Party.pl Glamour.pl Cocolita.pl Mamotoja.pl Mojegotowanie.pl National-geographic.pl Polki.pl Kobieta.pl Przyslijprzepis.pl Elle.pl Wizaz.plStory.pl

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji jest zabronione oraz wymaga uprzedniej, jednoznacznie wyrażonej zgody administratora serwisu – Burda Media Polska sp. z o.o. Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.