Anna Karwan, Ania Karwan
Fot. Dawid Klepadło
TYLKO U NAS!

Ania Karwan szczerze o nowych wyznaniach, sile marzeń i sukcesie

„Długo szukałam swojego zadania w życiu”

Olga Figaszewska 30 grudnia 2019 19:51
Anna Karwan, Ania Karwan
Fot. Dawid Klepadło

Artystka kompletna. Posiada niesamowitą wrażliwość, zdolność opisywania rzeczywistości i… ten zjawiskowy głos. A mimo to, Ania Karwan na docenienie czekała osiemnaście lat. Teraz nadszedł jej czas! Zachwyciła publiczność swoją debiutancką płytą, a utwór ,,Słucham cię w radiu co tydzień" nuci dziś cała Polska. Po sukcesie na deskach opolskiej sceny zdobywa kolejne szczyty i ustawia wysoką poprzeczkę na polskiej scenie muzycznej. Ania Karwan nie boi się wyzwań. Wkrótce zobaczymy ją w kolejnej edycji Tańca z Gwiazdami, gdzie powalczy o Kryształową Kulę. Co zdradziła nam na temat swojej muzycznej drogi i pokonywania własnych słabości? Czy sukces ją zmienił? Jak odnajduje się w tym zwariowanym świecie?  

Po Opolu w redakcji oszaleliśmy na punkcie Twoich piosenek. I to uzależnienie trwa do dziś. Na pewno widziałaś na Instagramie.

Widziałam to InstaStory i bardzo za to dziękuję . Kiedy zobaczyłam waszą relację szczerze się ucieszyłam. Co za uczucie - czytać VIVĘ! przez całe swoje życie, a teraz redakcja magazynu słucha moich piosenek. To urocze.

Czy tak wyobrażałaś sobie swoją drogę, karierę? Na docenienie czekałaś 18 lat.

Myślę, że nikt z nas nie umie sobie wyobrazić tego, co będzie. Można planować, marzyć, a życie zrobi swoje. Znasz przysłowie „Pokaż Bogu swój plan ? Głośno się zaśmieje”. Tylko widzisz, mnie to pasuje. Robię tyle ile umiem, staram się, pracuję, przekraczam własne granice, ale sytuacje, które nie zależą ode mnie – oddaję Górze. A ponieważ wiem, że chce dla mnie najlepiej, to wszystko, co mnie spotyka – nawet porażka – jest po coś. Wszystko, co mnie spotkało ukształtowało mnie w kogoś, kim teraz jestem. Zarówno jako człowieka, kobietę, mamę, wokalistkę. To musiało tyle trwać. Tak miało być.

Zaczynałaś śpiewając w knajpie. Początki nie są łatwe.

Za to wiele uczą. Po ukończeniu XL LO im. Stefana Żeromskiego w Warszawie pracowałam w restauracji. Wieczorami grywałam koncerty i nad ranem wracałam do domu autobusem trzydzieści dwa przystanki na Bródno, gdzie wtedy mieszkałam, żeby o 9:00 wstać i na 11:00 być z powrotem w pracy. Nie widziałam w tym niczego nadzwyczajnego i zdawałam sobie sprawę, że inni ludzie mają ciężej.

To się nazywa pasja!

Pasja pasją. Praca kelnerki wówczas była kompromisem. Nie dostałam się do szkoły muzycznej i na studia bo... nie dojechałam na egzamin z koncertu. Dzisiaj uśmiecham się na wspomnienie o tym. Moje życie to jedna wielka fabuła.

Ale ja wychodzę z założenia, że nic nie dzieje się bez powodu.

Nigdy nie ma przypadków. Nagle, kiedy po pewnym czasie złoży się to swoje życie w całość i obejrzy pod lupą, to okazuje się, że jesteś pięknie przez ten los prowadzona, tylko trzeba złapać ten wiatr i płynąć z falą, a nie gimnastykować się z Panem Bogiem.

I teraz jesteś triumfatorką tegorocznych Premier w Opolu. Mogę się jedynie domyślać, jak było to dla Ciebie ważne przeżycie. Dostrzeżono Twój talent i wrażliwość.

Stoisz na tej scenie i patrzą na Ciebie miliony. To ogromna odpowiedzialność. Przyznaję się do jednej rzeczy, nie wiem czy kiedykolwiek to komuś powiedziałam, ale kiedy moje nazwisko zostało wyczytane jako zwycięzca nagrody ZAiKSu to nie wiedziałam co się dzieje. Przegapiłam ten moment na próbie, że takie nagrody w ogóle będą. Nie przeczytałam do końca regulaminu festiwalu. Wiedziałam, że będzie do wygrania nagroda jury i publiczności. W momencie, kiedy przedstawiciele Zarządu wyczytali, że najlepszą piosenką jest „Słucham Cię w radiu co tydzień”, a zaraz po tym jest to najlepszy tekst, byłam w szoku. Wróciłam do szeregu i pytałam Olgę Bończyk, czy się nie rozmazałam, bo popłakałam się ze wzruszenia. Wtedy Piotr Rubik wyszedł na scenę, by ogłosić zwycięzcę głównej nagrody. I ponownie szok, że nagroda należy do mnie.

Wykorzystałaś czas na krótką przemowę i piękne słowa skierowane do córki.

Nie było tego w planach, ale zaryzykowałam czas antenowy i zdecydowałam się powiedzieć dwa słowa do mojej córki, która bardzo przeżywała ten festiwal i to, że jej nie ma przy mnie. Musiałam też powiedzieć tym wszystkim ludziom, którzy piszą do mnie, że od wielu lat nic im nie wychodzi, że mi też się nie udawało, a jednak w końcu coś się zmieniło. Poczułam, że jestem przykładem na to, że tylko wytrwałość w marzeniach doprowadza do tego sukcesu. Dostałam od Boga dar, misję. Chcę być przykładem dla ludzi, którzy nie mają sami tyle siły. Chcę, żeby czuli ode mnie wsparcie i siłę.

Twoją siłą jest muzyka.

To przekaz, o który mi chodziło. Nie chciałam nigdy śpiewać plastikowej muzyki, bo nigdy nie byłabym w stanie się w niej odnaleźć. Miałam takie próby. Pisałam piosenki tylko po to, żeby w coś tam się wpasować. To się nie sprawdziło. Okazuje się, że muszę śpiewać o rzeczach trudnych, by ludziom było łatwiej i muszą być to kompozycje, w którym mój głos znajdzie ujście.

I kto, by pomyślał, że do The Voice of Poland poszłaś pożegnać się z karierą?! To było trzy lata temu.

Chciałam podziękować za wszystko co mnie w życiu spotkało. Poznałam wielu pięknych artystów, wspaniałych ludzi. Miałam co wspominać, dlatego poszłam do The Voice powiedzieć: ,,Przepraszam i dziękuję. Wybaczcie mi, kocham Was wszystkich, ale nie dam tak dłużej rady”. Przyszłam powiedzieć, że jestem naga, nic nie mam i nic nie wiem. Cieszę się, że nie zrobiłam tego w zaciszu swojego domu. I nie, nie chodziło mi o splendor, zrobienie afery przed kamerami. Chciałam podziękować autorytetom muzycznym. Stało się nieoczekiwane dla mnie. Ja - z moim brakiem pewności siebie kompletnie nie spodziewałam się, że ktoś się odwróci. Natomiast program odwrócił bieg zdarzeń. To najpiękniejszy zwrot w mojej karierze.

To jak smakuje ten sukces z perspektywy czasu?

Doskonale, jak połączenie marakui z papają (śmiech).

Dla mnie jesteś połączeniem kruchości i siły. Słuchając Twoich piosenka potrafię przejść przez różnorodne emocje, zapachy, smaki, flashbacki. Uspokajasz i wyciszasz. Dlatego może ja lubię wracać do Twoich utworów. Czasami pojawia się uśmiech, czasem się wzruszam...

Aż przeszły mnie dreszcze! Ta płyta miała być takim lekarstwem na wylizanie ran. Dla mnie była. Trochę egoistycznie ją zrobiliśmy. Wszyscy byliśmy skupieni na tym, żebym to ja powstała z kolan. A wiesz, czemu targają Tobą takie emocje? Bo widocznie są w Tobie pewne rzeczy, które nie są przepracowane.

Ale nie będziesz mi robić terapii? (śmiech). To ja dziś przyszłam Cię “przepytywać”.

Kto wie! Jedna z dziennikarek ostatnio popłakała się podczas rozmowy (śmiech).

Mówiłaś, że ten album jest dla Ciebie samej terapią, a utwór ,,Czarny świt” na Ciebie mocno oddziałuje. Wciąż tak jest?

Bardzo. Godzina druga czy trzecia w nocy to moje ulubione pory do refleksji. Raz na jakiś czas włączam swoje teledyski, żeby zobaczyć, jak się zmieniam. Jako drugi zawsze włączam ,,Czarny świt”. Wtedy zdarza mi się zapłakać. Patrzę na siebie z perspektywy czasu, jak bardzo byłam nieszczęśliwa, zraniona, jak mocno miałam obolałe serce. Mam ochotę siebie samą przytulić. Cieszę się, że praca nad sobą daje mi takiego kopniaka do działania. Kiedy przepracowujesz ten czas śmiało możesz samej sobie podziękować. Od ,,Czarnego świtu” prawie rok. To tylko rok, a nie lata. A ja dziś jestem innym człowiekiem. Kiedy wydawałam ,,Słucham Cię w radiu co tydzień”, zaczynał się pewien przełom, stawałam się bardziej uśmiechnięta i radosna. Ale taka największa radość, która nastąpiła w moim życiu nastąpiła przed Opolem, kiedy jechałam tam z nastawieniem, że jadę spełnić marzenia i zaśpiewać na legendarnej scenie, a nie sięgnąć po wygraną.

Poczułaś się już wolna.

Tak. Praca z lękiem jest w ogóle niesamowitą przygodą. W chwili, gdy jesteśmy uwiązani do strachu nie jesteśmy w stanie korzystać życia. Dopiero dziś żyję. W pewnym momencie pozwoliłam zapłakać mojej duszy. Ja się wręcz na swojej płycie rozebrałam.

Na tej płycie podajesz się słuchaczom jak na tacy.

Wykonałam emocjonalny ekshibicjonizm. W chwili jej robienia wybrałam się na terapię i zdałam sobie sprawę, że nie mogę być artystką w życiu. Mogę nią być na scenie. Mam 34 lata, jestem matką, prowadzę dom, płacę rachunki, nie szarpię się już z rzeczywistością. Życie ma być harmonią i radością. Doświadczyłam tego dopiero kiedy płyta ukazała się na rynku.

Przepracowałaś swoje stany lękowe, przeszłaś autoterapię. Mówiąc o tym głośno pomagasz osobom, które również cierpią i nie mają siły się pozbierać.

Cierpiałam na depresję kilkanaście lat. Dziś ludzie wpadają w poważną pułapkę samotności. Żyją oglądając social media. Tylko zauważ, że to one sprawiają, że czujemy się coraz bardziej samotni. Spędzamy czas ze swoim telefonem, oglądamy czyjeś życie, tęskniąc za miłością, przyjaźnią, zabawą i spełnieniem zamiast wziąć się do roboty. Mam świadomość, że sama napędzam ludzi to tego, by mnie stale oglądali , ale jeśli już to robią, to niech dowiedzą się chociaż czegoś, co udało mi się przeżyć, przerobić i wyciągając wnioski dawać nadzieję, że wszystko jest do naprawienia, nadrobienia. Pokazuje im, jak nie tęsknić za życiem, tylko nim żyć. Jeśli ktoś weźmie sobie do serca to co piszę, to znaczy, że moja misja została wypełniona.

Jesteś odważna i inspirująca.

Pracuję nad tym. Długo szukałam swojego zadania w życiu. Myślałam, że to śpiewanie, ale myliłam się. Na końcu mojego życia, chcę wiedzieć, że wszystkie doświadczenia, które mnie dotknęły, z których wyszłam, będą lekcją nie tylko dla mnie, ale i ludzi. Jestem fanką postawy, by uczyć się również na cudzych błędach. Jeśli zostałam przez Pana Boga na ziemi postawiona, żeby można było na mojej podstawie budować się od nowa, to jestem szczęśliwa. To wielki dar. Chcę mówić o ważnych rzeczach. W wieku sześciu lat oznajmiłam, że zostałam dotknięta palcem Bożym i będę musiała wykonać coś wielkiego. Sąsiadki mojej mamy łapały się za głowę, że coś jest chyba ze mną nie tak…

Nadal trudno jest Ci się odnaleźć w dzisiejszym świecie?

Zbudowałam swoją rzeczywistość. Kiedyś czułam, że nie pasuję tutaj ze swoim konserwatywnym podejściem i wrażliwością. Dziś czuję swobodę wypowiedzi, zaakceptowałam siebie samą i znalazłam dla siebie to miejsce. Wręcz jestem podekscytowana tym, że jestem staroświecka. Ludzie z wartościami powinni natychmiast wziąć się do roboty i ratować nasz świat.

Jaka jest Ania Karwan?

Silna, stabilna, ciekawa świata, wrażliwa, radosna, spokojna. Jestem kobietą, która oprócz marzenia o spełnianiu pasji marzyła o macierzyństwie. A nie jestem też dzisiejszą mamą. Natomiast zrobiłam wszystko co w mojej mocy, by moja córka poczuła się bezpieczna. Jestem kobietą z krwi i kości, potrafię się denerwować, ale podstawą jest bliskość i miłość. Jestem ludzka, spełniam się zawodowo i prywatnie, jako kobieta i matka. I wiem jedno. W naszym świecie brakuje empatii. Myślałam do pewnego momentu, że wszyscy są tacy, jak ja. Uśmiech, empatia, otwartość. Trzeba uważać, być czujnym obserwatorem. Im bardziej wierna jesteś samej sobie tym szybciej ci, którzy cię hejtują odejdą. Dobro zawsze wyprzedzi nienawiść i zazdrość.

Niedawno zdobyłaś się na szczere wyznanie dotyczące tematu DDA.

Tak. I mam jeszcze kilka takich tematów.

Oddając swój głos ważnym problemom, mają one szansę na większy rozgłos.

Tak. Brałam kiedyś udział w kampanii społecznościowej ,,Kocham, szanuję”. Po raz pierwszy wyszłam wtedy medialnie z problemami. To było zanim zaistniałam artystycznie, ale nie miałam jeszcze siły przebicia. Niewiele osób chciało słuchać. Wtedy za punkt honoru postawiłam sobie zadanie - uzdrawiania ludzi przez muzykę, a swoją popularność wykorzystuję teraz do mówienia o sprawach, które są trudne i biorę pełną odpowiedzialność za to, że komuś może się to bardzo nie spodobać. Mam wiele tematów, które chcę poruszyć tak, aby ujrzały światło dzienne.

Anna Karwan, Ania Karwan
Fot. Dawid Klepadło

Ale zmierzam do tego, że nie każdy, by się na to odważył.

To był spontaniczny krok. Zrobiłam relację na Instagramie po przeczytaniu artykułu. W końcu studiuję ten temat od wielu lat. Przeszłam terapię. Ale nie spodziewałam się, że na trzech stronach dostanę tak skondensowane informacje na temat tego syndromu. Znalazłam też na swojej półce książkę opisującą problem DDA i postanowiłam go opisać z punktu widzenia osoby, która z nim sobie poradziła.

Przypuszczam, że odzew był ogromny.

Kilka tysięcy wiadomości. Odkopywałam się z nich kilka tygodni. Poświęciłam się tym ludziom najbardziej od momentu Opola i The Voice of Poland. Spędziłam noce na odpisywaniu i szukaniu kontaktów do terapeutów z całej Polski. Nas, czyli osób DDA jest kilka milionów. I bardzo ubolewam nad tym, że jest to takie normalne zjawisko - jestem dzieckiem alkoholika, jestem dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej, a za chwilę ktoś mówi: ,,Tak, jak cała Polska”.

To cały czas temat tabu.

Powinniśmy się wstydzić, że nasz naród pije za dużo wódki, a nie, że szukamy pomocy. Terapeuci mają być naszymi przyjaciółmi, a nie powodem do wstydu. Wybaczyłam wszystkim, którzy przyczynili się do mojej krzywdy. Każdą z tych osób pokochałam z całego serca. To wszystko zasługa terapii, pracy nad sobą. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby głośno mówić o swoich doświadczeniach z pozycji osoby, która to przepracowała i jest szczęśliwa.

To są trudne sytuacje. Bo jedne osoby boją się wyciągnąć rękę po pomoc, a drugie po prostu ją odrzucają.

Całe życie powtarzałam, że nie chcę pomocy, a w środku mnie krzyczało dziecko. I tak dorastałam. Dopiero jako dorosła kobieta w wieku 33 lat, będąc w związku dowiedziałam się, że jestem niedojrzała emocjonalnie. Ja się potrafię dojrzale wypowiadać, wyglądać czy śpiewać. Ale przy moim ówczesnym partnerze zachowywałam się jak rozkapryszona nastolatka. Uważałam, że to mężczyzna ma mi zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Okazało się, że ja po prostu atakuje swojego ukochanego jak dziecko, które nie dostało zabawki. Zrozumiałam, że nie jestem dobrym partnerem. Świat się ułożył tak, że ten związek się rozpadł, ale ostatnie miesiące, lata mojej samotności pokazały mi, że dobrze się stało. Jestem już dorosła. Dziś wiem, że nikt mi nie wypełni moich deficytów z dzieciństwa, żaden mężczyzna, niezależnie od tego jak by się starał.

Bo wtedy zawsze będziesz sobie przypominać o tym, czego nie otrzymałaś.

I będziesz się tego cały czas domagać. Dlatego sami musimy to sobie dać sami. Mam potrzebę wypłakania, to wypłakuję się sobie i przytulam się we własne ramię. Teraz wiem, że to ja jestem sama dla siebie miłością, zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Stałam się tak pełna, że nie potrzebuję nikogo. Nie muszę z kimś być, a chcę być. Jeśli w moim życiu pojawi się miłość to pokocham ją taką jaką jest, a nie zacznę ją zmieniać, krytykować i oceniać.

A o kim jest ,,Słucham cię w radiu co tydzień”? Ile razy padło już to pytanie? Milion?

Wiele (śmiech). Nigdy nie przyznałam się, o kim jest ta piosenka. Interpretacja dowolna… Cała moja płyta jest jak otwarta książka, można wysnuć wiele teorii na ten temat i jest to jeden jedyny moment, którego nigdy nie ujawnię, chociaż mówię często i szczerze o moich przeżyciach.

14 sierpnia mieliśmy przyjemność posłuchać Cię w ramach koncertów # iDance i "I love to dance" na TOP Of The TOP Sopot Festival 2019. Jakie zawodowe wyzwania są przed Tobą?

Przede mną dwie trasy koncertowe – jedna z chórem TGD i druga moja – trasa koncertowa „Wszystko”. Jak już wiecie – mam też przed sobą wielkie wyzwanie w postaci tańca. Wiosną rusza 11 edycja „Tańca z gwiazdami”, w której wezmę udział.

Masz rzeszę fanów, którzy identyfikują się z Tobą, Twoją twórczością. To widać podczas tych muzycznych spotkań. Co z nich wyciągasz? Czerpiesz od nich tę energię?

Znam artystów, którzy czerpią energię od fanów. Ja im tę energię daję. Pamiętam jeden moment po koncercie z pierwszej, wiosennej trasy. Stałam po występie dwie godziny z fanami. Trzysta osób w kolejce po zdjęcie, autograf. Ale ja znam swoje miejsce. Jestem dostępna dla moich fanów. Oczywiście i ja czerpię z tego wielką satysfakcję i radość, więc wszystko to działa w dwie strony.

Sama masz taką osobę, na której autograf albo spotkanie wywołałoby takie emocje? 

Jessie Ware. Mój fanclub zorganizował mi prezent w postaci jej winyla, na którym napisała mi życzenia urodzinowe. Nie mogłam tego dnia pojechać do ATM-u bo sama miałam wtedy koncert, a ona występowała w The Voice. Przyjechała potem w marcu. Przeglądając Instagrama zobaczyłam, że będzie o 13.00 na Pradze. Wsiadłam w samochód. Wparowałam do kawiarni z płytą, dobiegłam do niej. Opowiedziałam, że właśnie pracuję nad płytą. ,,Ania, powodzenia w nagrywaniu Twojej debiutanckiej płyty”, dopisała. Zrobiłam sobie z nią zdjęcia. Mówię Ci to i mam ciarki. Wiadomo, że ja nie jestem Jessie Ware, ale kiedy ktoś odczuwa ekscytację na spotkanie ze mną to jestem totalnie spełniona. Trzeba się cieszyć z tego, jaką się ma rolę w życiu i cały czas pamiętać, że nie blask fleszy jest ważny. Cierpliwość w dążeniu do sukcesu i postawa po jego osiągnięciu.

A czyja muzyka wpływa na Ciebie kojąco?

Muzyka filmowa, medytacyjna. Ostatnio zapętliłam soundtrack ,,A Star is Born”. Absolutnie niesamowity. Tu jest prawdziwa Lady Gaga! Moja historia z nią zaczęła się od tego, że obejrzałam dokument na Netflixie o jej życiu. Zrozumiałam, że to jestem ja. Moje ciało też cierpiało podobnie. Jej emocjonalność jest mocno zbliżona do mojej z tym, że ja czuję bardziej uziemiona. Moje dziecko jest kotwicą, dlatego mam łatwiej. Zwariowałam na punkcie piękna Lady Gagi, szerokich kompozycji i uważam, że Bradley śpiewa jak rasowy wokalista. Cenię też polską muzykę. Dawid Podsiadło wciąż na podorędziu. Oprócz tego słucham w kółko Blauki, Sanah, muzyki brazylijskiej, medytacyjnej, na odpowiednich częstotliwościach. One usprawniają mózg, podwyższają energetykę i wibracje, leczą DNA dźwiękiem. Jestem fanka muzykoterapii i nie każdy wie, że interesuję się też fizyką kwantową.

Tego się po Tobie nie spodziewałam!

A widzisz, a tu okazuje się, że fizyka kwantowa łączy się z naszymi emocje. Jestem uzależniona od kupowania książek. Często zaglądam do nich, żeby zobaczyć, co chcą mi powiedzieć. Wyciągam wnioski, analizuję… Wyciszają mnie.. Uspokaja mnie też spacerowanie przy muzyce. Poprzez chodzenie wyrabiam sobie rytm myśli, kreuję, jak coś ma wyglądać i wczuwam się w to tak, jakby to już trwało. Uruchamiam w ten sposób ich materializację.

A co powiedziałabyś na duet z Kortezem?

Poczekamy co przysienie los. Uwielbiam jego twórczość, jego głos przenosi mnie w głąb duszy.

To spójrz na komentarze internautów pod ,,Czarnym świtem”. To też ich marzenie (śmiech).

Nie widziałam tego wcześniej. W takim razie jeśli tyle osób też to słyszy, to nasze spotkanie jest tylko kwestią czasu.

Ja czekam!

Pamiętaj, że jeśli rzucisz prawdziwe pragnienie w czasoprzestrzeń ONA ZMATERIALIZUJE SIĘ. 

Ania Karwan
Fot. Instagram

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

WERONIKA ROSATI o życiu w Los Angeles i córce: „Moment, w którym zaczęło się moje drugie życie, to narodziny córki”. AGNIESZKA I PIOTR GŁOWACCY: Para popularnych aktorów, rodzice bliźniaków, opowiadają o „podwójnym” szczęściu i o dojrzewaniu do miłości. JOHN PORTER: Najsłynniejszy Walijczyk mieszkający od 46 lat w Polsce mówi: „Jestem lekkim socjopatą”. Dlaczego? Ponadto HISTORIE NIEZWYKŁYCH WIĘZI MATEK I CÓREK oraz opowieść o MEMPHIS, mieście bluesa, grilla i Presleya.