Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Aleksander Jalosinski / Forum
NIEZWYKŁE HISTORIE

Małżeństwo było dla niej inspiracją do tworzenia satyry. Historia miłości Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota 

Jej dialogi z mężem uczyniły ją sławną

Dorota Falkowska 6 września 2023 14:45
 Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Aleksander Jalosinski / Forum

"Szczerze mówiąc, to ja piszę o sobie. Te wszystkie kretynki i idiotki w felietonach to ja", wyznała bez ogródek Stefania Grodzieńska-Jurandot w wywiadzie dla Polskiego Radia w 1988 roku. Na artystycznej scenie dała się poznać jako fantastyczna satyryczka, pisarka, autorka licznych książek – zbiorów felietonów i skeczy, a także tancerka i aktorka. Uważała, że występowanie na estradzie to przywilej młodych, więc z czasem opuściła scenę na rzecz pisania.

"Okazało się, że jestem strasznie kochliwa: kochałam taniec, kochałam radio, kochałam teatr, a jeszcze dodatkowo kochałam ludzi. Z teatrem koniec. Z tańcem dawno koniec. Radio od dawna kocham sporadycznie […]. Ludzi kocham wybiórczo", pisała o sobie. Zabawę słowem uwielbiała równie mocno, co jej mąż, Jerzy Jurandot. Para przeżyła wspólnie wiele szczęśliwych lat. Jak potoczyło się życie Stefanii Grodzieńskiej-Jurandot?

[Ostatnia aktualizacja treści 29.03.2024 r.]

Kim była Stefania Grodzieńska-Jurandot?

Stefania Nina Grodzieńska urodziła się kilka tygodni po wybuchu I wojny światowej, 2 września 1914 r. w Łodzi. Jej matka, Eleonora Ney, studiowała prawo w Genewie, miała zaledwie 17 lat, gdy poślubiła swojego wykładowcę. Odeszła od niego niedługo przed poczęciem ich dziecka. Wróciła wtedy do Łodzi, do swojej rodziny, gdzie urodziła Stefanię, a kilka tygodni później z niemowlęciem przy piersi wyjechała do Moskwy. Grodzieńska mówiła o sobie „emigranckie dziecko", przez kolejnych 9 lat mieszkała w Rosji i Niemczech, aż ostatecznie po tej kilkuletniej tułaczce Eleonora Ney odesłała ją pod opiekę dziadków do Polski. Mała Stefcia zapamięta, że ta decyzja wyszła od jej ojczyma - Litwina, Miszy, którego jej matka poślubiła niedługo po przyjeździe do Moskwy i była w nim na zabój zakochana. 

Za nic nie chciałabym, aby ktokolwiek sądził, że mam choć cień żalu do mojej matki za rozłączenie ze mną. Nigdy w życiu nie znałam osoby równie czarującej, łączącej łagodność z poczuciem humoru, urodę z inteligencją, lekkomyślność z wykształceniem, radość życia w najgorszych okolicznościach z nostalgią w najlepszych”, wspominała swoją mamę pisarka na łamach książki "Już nic nie muszę", Łódź 2000.

Z kilkuletniej tułaczki mała Stefania przywiozła ze sobą pasję do tańca, już jako niespełna trzylatka zachwyciła się rosyjskim baletem, zwłaszcza primabaleriną Jekateriną Geltzer. Niedługo potem zaczęła naukę tańca, a kiedy przyjechała do Polski, dziadek zafundował jej lekcje baletu w szkole Ireny Prusickiej. Były to dla Stefanii jedyne momenty odskoczni od codziennych trosk, z którymi jako córka emigrantki, nieufna, nie znająca języka polskiego i tęskniąca za mamą, mierzyła się na co dzień. 

Zobacz też: Żyją skromnie, są dla siebie całym światem. Bożena i Lech Janerkowie - nierozłączni od ponad 40 lat

Stefania Grodzieńska

Małżeństwo było dla niej inspiracją do tworzenia satyry. Historia miłości Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stefania Grodzieńska: tancerka rewiowa i satyryczka 

W wieku 16 lat przeprowadziła się do Warszawy. Stały za tą decyzją dwa powody: pierwszy — wyrzucono Stefanię z łódzkiego gimnazjum i to bezpowrotnie, dostała też wilczy bilet do wszystkich innych szkół, a stało się to za sprawą afery ze szkolną gazetką. Nastolatka opatrzyła ją tytułem: ,,Pokój narodom” i zarzucono jej "szczucie na prawdziwych polskich patriotów". Drugim powodem były przenosiny szkoły baletowej pani Ireny Prusickiej, do której regularnie uczęszczała z Łodzi do stolicy. Stefania bez wahania ruszyła do dużego miasta wraz za swoją nauczycielką.

Ostatecznie zdobyła wykształcenie baletowe, ale nigdy nie została primabaleriną. W stolicy rozpoczęła pracę jako tzw. girlsa — tancerka rewiowa. Występowała w Teatrze Cyganeria i Teatrze Kameralnym, ale największą radość sprawił jej angaż w Cyruliku Warszawskim, gdzie dyrektorem artystycznym był legendarny już wtedy węgierski konferansjer Fryderyk Járosy. Kiedy Stefania dowiedziała się, że artysta ją zatrudnia, kazała mu się ze szczęścia kopnąć. 

„Nie zajmuję się w tym teatrze pracami fizycznymi, od tego są maszyniści. Panie Ressau! Jak pan przyszprajsuje tę zastawkę, to niech pan kopnie nową artystkę!", usłyszała wtedy od zniesmaczonego jej prośbą Járosego (cytat za rp.pl). Jeszcze wtedy nie wiedział, że ta drobna osóbka stanie się jego bardzo bliską przyjaciółką i utalentowaną satyryczką, z którą będzie bawił ze sceny tłumy. 

Czytaj też: W latach 70. cała Warszawa huczała o tym związku. Jerzy Kamas złamał serce Wiesławie Niemyskiej

Stefania Grodzieńska

 Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stefania Grodzieńska i Jerzy Jurandot: historia miłości 

Kilka lat później dostrzegł ją na scenie Jerzy Jurandot, trzy lata starszy od Stefanii, ale z całkiem imponującym jak na swój wiek dorobkiem artystycznym. Młody chłopak był już wtedy autorem uznanych skeczy i tekstów piosenek. Drobna Stefania wpadła mu w oko, a nietrudno jej się było wśród innych tancerek wyróżnić, nie była wysoką blondynką, jak reszta z nich. Miała drobną figurę i ciemne włosy ukryte pod blond peruką podczas występów. 

,,Kiedy go poznałam, miał dwadzieścia parę lat, ale jako autor piosenek i tekstów kabaretowych ścigał już niedoścignionych mistrzów – Tuwima i Hemara. W <<Cyruliku Warszawskim>> (Kredytowa 14) należał do elity teatralnej. Ja byłam girlsą. Na girlsy mówiło się girlasy. Pamiętam dokładnie datę 15 maja 1937 roku. W tym dniu z girlasa stałam się tancerką solistką. Ale rozdział społeczny między nami był nadal bardzo wielki”– pisała Stefania Grodzieńska w swojej biografii.

Ludzie dawali jej odczuć tę społeczną przepaść pomiędzy nimi, za kuluarami szeptano: "co on widzi w tym girlasie?", ale Jerzy i Stefania starali się tym nie przejmować. Przeżywali razem najpiękniejszy czas zakochania, a życie Grodzieńskiej szło do przodu także w sferze zawodowej. Była bardzo szczęśliwa. Wisienką na torcie tego okresu były zaręczyny jej Jurka, dość nietypowe. 

W tamtym czasie wydał książkę pt. "Niedobrze panie Bobrze”, zadedykował ją: ,,Żonie” i przyniósł jeden egzemplarz Stefanii. Rozpętała się z tego niemała afera, ona zaczęła mu zarzucać, że powinien jej był powiedzieć, że jest żonaty, on jej na to, że nie jest, ale zamierza być za kilka tygodni, z nią, ze Stefanią. Zaskoczona wykrzyczała mu w odpowiedzi, że się zgadza i pobrali się miesiąc później, a kolejne miesiące spędzili w kawalerce przy ul. Poznańskiej 12.

Stefania jako odwieczna sublokatorka, ze wzruszenia, że ten kawałek podłogi jest wyłącznie jej i męża i że nie musi już z nikim konsultować zagotowania wody, ucałowała podłogę swojego nowego mieszkania. Tego szczęścia starczyło im na półtora roku. Potem wybuchła wojna, a mieszkanie zajęli niemieccy żołnierze. 

Zobacz również: Dzieli ich 12 lat, są z zupełnie innych światów. Mąż Henryki Krzywonos-Strycharski napisał o niej wyjątkową książkę

Jerzy Jurandot

 Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stefania Grodzieńska-Jurandot: czasy wojny, córka

Stefania Grodzieńska była Żydówką, jak jej matka, Żydem był także jej mąż. Oboje trafili za mury warszawskiego getta, choć nie musieli. Zrobili to ze względu na rodziców Jurandota, chcieli móc się tam nimi opiekować i pomóc im w ucieczce. Ostatecznie nie udało się, getto opuścił tylko Jerzy z żoną, co dokładnie stało się z jego rodzicami, nie wiadomo. 

Jedyna córka Jurandotów, Joanna, która urodziła się 28 maja 1946 r., wspominała, że rodzice bardzo rzadko wracali do dwóch lat spędzonych za murami getta, a jeśli przyszło im nazwać to miejsce wprost, używali określenia "wesołe miasteczko". I choć starali się nie pokazywać, że ten czas zostawił w nich głęboką ranę i iść przez życie z lekkością, jaką mieli w sobie przed wybuchem wojny, nosili w sobie traumę i ich córka o tym wiedziała. Słyszała, jak ojciec jeszcze wiele lat po wojnie krzyczał przez sen, a matka nigdy nie wyrzucała jedzenia w obawie, że się zmarnuje. Zachowywała nawet okruszki starego chleba i mówiła, że jest wielka różnica pomiędzy zwrotami: "być głodnym" a "mieć na coś apetyt". 

Stefania w latach 50. odzyskała poczucie niezależności, w końcu zamieszkała z rodziną we własnym domu – na Starym Mokotowie, w willi przy ul. Słonecznej 40. Jej małżeństwo z Jerzym Jurandotem przynosiło jej wiele radości, a także inspiracji do tworzenia dowcipnych tekstów, które były potem wykorzystywane na teatralnych deskach, w prasie i radio. Ich długie rozmowy, sprzeczki i dialogi typowe dla życia małżeńskiego stały się kopalnią materiałów na kolejne satyry. Stefania postrzegała swoje małżeństwo jako relację, która nieskończenie ją rozwija, a przy tym jest źródłem miłości. 

Ale nie wszystko w związku Jurandotów było bez skazy. Ich córka Joanna wspominała, że ojciec nie był wiernym mężem. Miał kobiety na boku, był kochliwy, ale Stefania nie robiła mu z tego powodu awantur. "Mamie to nie przeszkadzało, wiedziała, że nigdy jej nie skrzywdzi, a jeśli ma takie potrzeby, to trudno, w końcu niczego jej nie odbiera. Nigdy nie doszło do żadnych przykrości, zresztą jego panie również pozostawały z nim zaprzyjaźnione i nikt nie zgłaszał pretensji. W domu się o tym nie mówiło, ale nie jak o mrocznej tajemnicy, tylko byłby to temat w złym guście", opowiadała córka Jurandotów. 

Jedyne dziecko Jerzego i Stefanii potrafiło patrzeć na ojca krytycznym okiem, czego nie praktykowała jej matka. Joanna widziała w rodzicu mężczyznę, który w sprawach domowych zawsze wyręczał się żoną i przyzwyczaił się do tego, że jest obsługiwany. Kiedy Joanna zrobiła mamie wyrzuty o to, że ojciec ani razu nie zrobił sobie sam herbaty, usłyszała w odpowiedzi: "Jeśli ma się do czynienia z takim człowiekiem, to robienie herbaty naprawdę nie jest wysoką ceną". 

Stefania i Jerzy byli małżeństwem przez 42 lata, ich związek zakończyła śmierć Jurandota, który doznał udaru i przez kolejnych 6 lat życia wymagał ciągłej opieki. Stefanii w opiece nad ukochanym pomagała zaufana gosposia-  Lodzia Kurzawa. 

Czytaj też: „Byłem gotowy przekopać pół świata, żeby zdobyć jej numer”. Od 12 lat tworzą szczęśliwe małżeństwo

Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska, Warszawa, lipiec 1969 r. 

 Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Aleksander Jalosinski / Forum

Stefania Grodzieńska-Jurandot: ostatnie lata życia 

Mimo osamotnienia po stracie męża Stefania Grodzieńska-Jurandot zachowała typową dla siebie pogodę ducha i poczucie humoru, które pomagało przetrwać nawet te najcięższe chwile. W jednej ze swoich książek opisała, że przez całe życie była zadziwiająco sprawna fizycznie, aż do 22 sierpnia 1998 roku, kiedy to poślizgnęła się we własnej kuchni i upadła.

"Żyję normalnym życiem, choć poznałam blaski i cienie niepełnosprawności’’, podsumowała. Ostatni etap życia artystki był naznaczony trudnością z chodzeniem, nie mogła już liczyć na swoją samodzielność, zamieszkała więć wśród swoich bliskich w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Stefania Grodzieńska-Jurandot zmarła 28 kwietnia 2010 roku w Konstancinie-Jeziornej.  

Zobacz też: Wielogodzinne rozmowy i terapia małżeńska. Akop Szostak i Sylwia Szostak długo walczyli o związek, rozstali się w zgodzie

Stefania Grodzieńska-Jurandot, 1984 r. 

 Jerzy Jurandot i Stefania Grodzieńska historia miłości małżeństwo biografia
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródła: rp.pl, ypsilon.org.pl, culture.pl

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

„Miałem szczęście do kobiet”… Jerzy Stuhr o mamie i babci w ostatnim wywiadzie dla VIVY.pl

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA SOKOŁOWSKA zdobyła sympatię widzów jako Zuza w „Przyjaciółkach”. Wytańczyła Kryształową Kulę. Teraz przyszedł czas na realizowanie swoich projektów i marzeń. URSZULA DUDZIAK I GRZECH PIOTROWSKI: dwie silne osobowości, dwa pokolenia. Diwa jazzu i wirtuoz saksofonu połączyli siły w niesamowitym projekcie „WE” dla pokoju na świecie. KRZYSZTOF MIRUĆ: architekt z wykształcenia, osobowość telewizyjna, z zamiłowania projektant wnętrz o swojej drodze do sukcesu.