Mirek Breguła, Mirosław Breguła, wokalista zespołu Universe
Fot. Pawel De Ville/East News
NIEZWYKŁE HISTORIE

„Przepraszam, nie chciałem tak żyć”. Dramatyczna historia śmierci Mirosława Breguły z zespołu „Universe”

Życie mocno doświadczyło artystę...

Damian Brillowski 22 lipca 2023 19:11
Mirek Breguła, Mirosław Breguła, wokalista zespołu Universe
Fot. Pawel De Ville/East News

Życie mocno doświadczyło wokalistę zespołu „Universe”. Od małego był świadkiem, jak jego ojciec nadużywał alkoholu i stosował przemoc fizyczną. Trauma z dzieciństwa odcisnęła mocne piętno na życiu dorosłego Mirosława Breguły. Brak docenienia przez branżę muzyczną, walka z alkoholizmem, odejście żony, czy rak krtani, nie mogły skończyć się dobrze. Finał tej historii poruszył tysiące ludzi, którzy ze łzami w oczach i czerwonymi różami w ręku żegnali ukochanego artystę podczas jego ostatniej drogi. Poznaj niezwykle poruszającą historię jakże skrytego i niedocenionego muzyka. 

[Ostatnia aktualizacja tekstu: 10.02.2024 rok]

Mirosław Breguła: trudne dzieciństwo, strata mamy 

Mirosław Breguła przyszedł na świat 10 lutego 1964 roku w mieście Świętochłowice na Górnym Śląsku. Już jako dziecko spotkał go potężny cios, jego ukochana mama zmarła na białaczkę. Chłopiec miał wtedy zaledwie sześć lat. Niestety na wsparcie ze strony ojca nie mógł liczyć. Mężczyzna zrozpaczony po odejściu żony nadużywał alkoholu i stosował wobec małego przemoc. Pewnego razu doszło do sytuacji, w której głodne dziecko mimo zakazu udało się do dziadków. Podczas wizyty babcia zaszyła małemu dziurę w spodniach, co niestety zostało zauważone przez ojca. Mężczyzna do tego stopnia się wściekł, że za karę pobił syna, a ten w konsekwencji wylądował na cztery miesiące w szpitalu. 

Po tym incydencie opiekę nad dziewięcioletnim dzieckiem przejęli dziadkowie. W ich domu chłopiec czuł się na tyle swobodnie, że zaczął rozwijać pasję do muzyki. To właśnie dziadek uczył go pierwszych niemieckich szlagierów. „Nauczył mnie masy niemieckich piosenek, a że jestem ze Śląska, to były one idealnym materiałem na środowe przedstawienia w Klubie Emerytów w Chorzowie. Takim oto sposobem Miruś Breguła lat dziewięć stał się cudownym dzieckiem Chorzowa śpiewającym niemieckie »szlagiery« typu: »Wenn du noch eine Mutter hast« albo »Ich bau dir ein Schloss«”, zdradził muzyk w rozmowie z Ewą Sobkowicz. 

Oczywiście, na nauce śpiewu się nie skończyło. Razem z dziadkiem zaczęli wspólnie grać za pieniądze. W meloniku na głowie i z mandoliną w ręce występował przed zgromadzoną publicznością. Nie miał żadnych oporów przed publicznymi występami. W ten oto sposób chłopiec połknął bakcyla do koncertowania. 

Mirek Breguła, Mirosław Breguła, wokalistka zespołu Universe
Fot. Pawel De Ville/East News

Mirosław Breguła, wokalista zespołu "Universe"

Mirosław Breguła: droga do muzycznej kariery 

W wieku 17 lat do młodego Mirka uśmiechnął się szczęśliwy los. W „Dzienniku Zachodnim” przeczytał, że w Katowicach powstaje Studio Piosenki. Na miejscu poznał Henryka Czicha. I to właśnie z nim w 1982 roku założył zespół muzyczny „Universe”. Nazwa grupy nie była przypadkowa. Mężczyźni zainspirowali się utworem pt. „Across the Universe" wykonywanym przez „The Beatles”. Breguła od dziecka był zafascynowany twórczością zespołu, a w szczególności Johna Lennona. Wspólnie z kolegą uznali, że w ten sposób oddadzą hołd brytyjskiej grupie muzycznej. Fascynacja Beatlesami była tak duża, że postanowili nagrać piosenkę pt. „Mr. Lennon”. Ballada okazała się wielkim przebojem. Dzięki niej „Universe” zajął drugie miejsce podczas XX Krajowego Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu.

Zespół na początku nie był akceptowany przez ówczesne wytwórnie muzyczne ani tym bardziej przez krytyków. Żadna firma fonograficzna nie chciała nawiązać współpracy z muzykami i wydać ich debiutanckiej płyty, pomimo sukcesów, jakie odnosili. Nawet po zdobyciu nagrody publiczności na festiwalu w Opolu w 1988 roku, za piosenkę „Tacy byliśmy” nie otrzymali żadnej propozycji współpracy.

ZOBACZ: Jako Modern Talking odnieśli gigantyczny sukces i rzucili świat na kolana. Prawda o ich relacji wyszła na jaw po latach

„Przepraszam, nie chciałem tak żyć”... Dramatyczna historia śmierci Mirosława Breguły z zespołu „Universe”
Fot. Krzysztof Świderski/PAP

Zespół Universe na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, 20.06.1992.

Zdołowani faktem, że ich muzyki nie można nigdzie kupić, postanowili zawiesić swoją działalność. Wrócili dopiero w 1991 roku za sprawą wydania pierwszej autorskiej płyty. Na albumie pod nazwą „The Best Of” muzycy zamieścili wszystkie utwory nagrane na przestrzeni lat m.in. „Wołanie przez ciszę”. Już rok później ponownie triumfowali podczas festiwalu w Opolu z piosenką „Daj mi wreszcie święty spokój”, wygrywając konkurs premier. Do 2000 roku zespół „Universe” nagrał 11 albumów.

Niestety podpisanie umowy z firmą fonograficzną nie rozwiązało problemu. Pomimo świetnej sprzedaży płyt, promocja zespołu w mediach pozostawiała wiele do życzenia. Twórczość muzyków w ogóle nie trafiała do tzw. mainstreamu, o co grupa miała wielki żal do wytwórni. W końcu Mirosław Breguła postawił na rozwój kariery solowej, lecz i ta nie była spełnieniem jego marzeń. Zważywszy, że od wielu lat zmagał się z uzależnieniem od alkoholu.

CZYTAJ TAKŻE: Rafał Bryndal zmagał się z chorobą, pięć lat temu stracił żonę. W jego życiu nastąpiły spore zmiany

Mirek Breguła, Mirosław Breguła, wokalista zespołu Universe
Fot. Pawel De Ville/East News

Mirosław Breguła, wokalista zespołu "Universe"

Mirosław Breguła: uzależnienia, walka z nałogiem

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wokalista zdradził wówczas, od kiedy zmaga się z chorobą alkoholową i jaki miała ona wpływ na jego życie. „Miałem 20 lat. Po roku, dwóch picia było już bardzo źle. Zacząłem chodzić na mityngi AA. Jedno, drugie spotkanie, a na trzecie już nie przychodziłem. Z pełną świadomością. Pierwszą terapię zawdzięczam żonie Lidzi, tylko dzięki niej zacząłem się leczyć. To było wtedy, gdy po raz pierwszy podniosłem rękę na Lidkę. Pierwszy i ostatni. Wtedy dotarło do mnie, że coś jest nie OK. I od razu poszedłem się leczyć. Kiedy ręka zawisła w powietrzu, zdałem sobie sprawę, że ten moment już nadszedł”, szczerze wyznał cztery miesiące przed śmiercią. 

Gdy na 9 lat udało mu się zapomnieć o piciu, stał się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. „Prywatnie jestem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Mam dwóch wspaniałych synów, strasznie zazdrosną, ale cudowną żonę, mam gdzie mieszkać, robię to, co lubię, jeszcze mi za to płacą, więc nie może być lepszej sytuacji”, przyznał dumny z siebie i rodziny.

Niestety podczas abstynencji, małżeństwo muzyka się rozpadło. Wokalista nie krył z tego powodu żalu. „Nie mogę pojąć, że nasze małżeństwo rozsypało się właśnie, kiedy nie piłem”, wyznał. Z małżonką Lidią doczekał się dwóch synów.

Po rozwodzie z powrotem zaczął pić. Z każdym dniem było coraz gorzej. Walka z nałogiem była na tyle uciążliwa i wyniszczająca, że doprowadziła muzyka na samo dno. „Od półtora roku niczego nie napisałem. Od trzech lat nie pamiętam dnia, kiedy bym nie pił. Jestem na dnie”, wyznał tuż przed śmiercią. 

Muzyk przed śmiercią stracił ochotę na jakiekolwiek występy. Nie ukrywał, że ludzie chcą słuchać ciągle tego samego, dlatego nie widział sensu w tworzeniu nowych piosenek. „Mógłbym napisać jeszcze siedemdziesiąt wartościowych piosenek, a i tak ludzie będą zawsze śpiewali »W taką ciszę«, »Żółta żaba«, »Zagraj Lenona« i tak dalej. W jakim celu pisać następne rzeczy? Robię to 25 lat zawodowo. Może się odechcieć”, stwierdził wokalista. Jakby tego było mało, rok przed śmiercią dowiedział się, że ma raka krtani. To tylko jeszcze bardziej zdołowało artystę i pogrążyło w mrokach alkoholizmu.  

Mirek Breguła, Mirosław Breguła, wokalista zespołu Universe, Chorzów, 12.02.2007 rok
Fot. ADRIAN SLAZOK/REPORTER

Mirosław Breguła, wokalista zespołu "Universe", Chorzów, 12.02.2007 rok

Mirosław Breguła: śmierć artysty 

28 października 2007 roku zagrał ostatni koncert w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, podczas „Festiwalu Stróżów Poranka". Na scenie towarzyszył mu lider zespołu PIN — Andrzej Lampert. Pięć dni później (tj. 2 listopada) Mirosław Breguła popełnił samobójstwo, wieszając się na klatce schodowej tuż przed swoimi drzwiami. Zwisające ciało znalazł sąsiad. W dniu śmierci miał 43 lata. W liście pożegnalnym, którego treść w całości nigdy nie została ujawniona, napisał: 

„Przepraszam — to najgłupsze słowo, jakie mogę napisać. Przepraszam, nie chciałem tak żyć…”.

Pomimo że od dłuższego czasu nie utrzymywał z nikim kontaktu, to informacja o śmierci artysty była wielkim ciosem zarówno dla rodziny, przyjaciół, jak i fanów. 7 listopada w kościele pw. św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym odbyła się ceremonia pogrzebowa, w której uczestniczyło około 5 tys. osób. Prochy zostały pochowane na kościelnym cmentarzu. Fani pożegnali muzyka czerwonymi różami. Kwiatów było tak dużo, że utworzyły ponad 3-metrowy mur. 

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Choroba spadła na nich niespodziewanie. Trzy dni po śmierci mamy Katarzyna Skrzynecka musiała poprowadzić „Taniec z gwiazdami”

W 2010 roku, z okazji trzeciej rocznicy śmierci w Chorzowie Starym odsłonięto obelisk upamiętniający znanego muzyka. Rzeźbę tworzą dwie granitowe tablice postawione w pionie i oddzielone między sobą szczeliną. Na jednej z nich widnieje cytat z piosenki Mirosława Breguły: „Gdzieś tam, za rzeką, jest łatwiej niż tu, lecz wolę ten kamień, bo mój". Na drugiej wyryto gitarę. 

Mimo że artysty nie ma już wśród nas, jego piosenki pozostają nieśmiertelne, a postać Marka Breguły wspominana jest na polskiej scenie muzycznej do dziś. Podczas koncertu "Czas ołowiu" na tegorocznym 60. KFPP w Opolu przypomniano postać Mirka Breguły. Na opolskiej scenie hołd oddał muzykowi Piotr Kupicha, lider grupy Feel. Nazwał muzyka "pięknym artystą, bardzo wrażliwym". 

Grób Mirosława Breguły, wokalisty zespołu Universe, Chorzów, 02.11.2008 rok
Fot. Maciej Jarzebinski / Forum

Grób Mirosława Breguły, wokalisty zespołu Universe, Chorzów, 02.11.2008 rok

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

Bogna Sworowska o pracy w modelingu kiedyś i dziś…

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

FILIP CHAJZER w poruszającej rozmowie wyznaje: „Szukam swojego szczęścia w miłości, w życiu, na świecie…”. GOŁDA TENCER: „Ludzie młodzi nie znają historii. Patrzą do przodu (…). A ja robię wszystko, by ocalić pamięć”, mówi. JAN HOLOUBEK i KASPER BAJON: reżyser i scenarzysta. Czego nie nakręcą, staje się hitem. A jak wyglądają ich relacje poza planem filmowym? MONIKA MILLER od lat zmaga się z depresją i chorobą dwubiegunową, ale teraz za sprawą miłości pierwszy raz w życiu jest szczęśliwa.