Marek Jackowski
Fot. Prończyk/AKPA
Wspomnienie

Jedenaście lat temu Marek Jackowski zostawił fanom ostatnią wiadomość. Śmierć zastała go niedługo później...

Dziś mija kolejna rocznica śmierci muzyka

Marcjanna Maryszewska 18 maja 2024 12:50
Marek Jackowski
Fot. Prończyk/AKPA

Dziś, 18 maja mija kolejna rocznica śmierci Marka Jackowskiego, założyciela kultowego zespołu Maanam. Był legendą polskiej sceny muzycznej z głową pełną pomysłów do realizacji. Tamtego feralnego dnia zostawił wiadomość fanom, jej treść napawała optymizmem. "Życzę miłej, gorącej soboty i niedzieli" — pisał rozweselony Jackowski. Parę godzin później już nie żył.

Marek Jackowski tuż przed śmiercią zwrócił się do fanów

Był sobotni, majowy poranek, rok 2013. Tamtego dnia Marek Jackowski obudził się z zamiarem pracy w swoim ukochanym studio. Czuł się świetnie, na zdrowie nie narzekał — w zasadzie nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. 

Były mąż Kory Jackowskiej, z którą niegdyś występował w zespole Maanam, miał akurat przed sobą kolejny muzyczny projekt do realizacji. "Drodzy przyjaciele i korespondenci! Jeżeli nie odpisuję to znaczy, że pracuję w studio. Zaległości nadrobię w wolnej chwili. Tymczasem życzę miłej, gorącej soboty i niedzieli" — zwrócił się do fanów za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Niedługo po tej wiadomości fatalnie się poczuł...

Kora, Marek Jackowski, 12.07.1994 r.

Kora, Marek Jackowski, 12.07.1994 rok, zespół Maanam, sesja w plenerze
Fot. Andrzej Swietlik / Forum

Jeszcze tego samego dnia swój wpis zamieściła Kora. Jej słowa wstrząsnęły całą Polską: "Pragniemy się z wami podzielić bardzo smutną wiadomością. Dziś zmarł Marek Jackowski. Wielki muzyk. Wspaniały kompozytor. Cudowny człowiek. Łączymy się w bólu z rodziną, przyjaciółmi i fanami. Niech spoczywa w pokoju...", pisała zrozpaczona artystka. Okazało się wówczas, że nagła śmierć muzyka nastąpiła w wyniku zawału serca. 

Marek Jackowski pracował do ostatnich chwil. Miał plany związane z legendarną grupą

Uroczystości pogrzebowe odbyły się w błyskawicznym tempie. Ostatnie pożegnanie Marka Jackowskiego miały miejsce we Włoszech zaledwie dzień później. Taką decyzję podjęła jego ówczesna żona Ewa, z którą aż do śmierci mieszkał pod Neapolem. Para wychowywała razem trójkę nastoletnich córek: Biankę, Palomę i Sonię. Rodzina była dla artysty bardzo ważna.

"Więź z tatą była jedyna w swoim rodzaju. Wręcz magiczna, rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło, że na siebie spojrzeliśmy. Tata miał ogromny spokój, nie widziałam go nigdy zdenerwowanego. Był najlepszym rodzicem, jaki mógł się nam przytrafić. To była taka aura w domu" — wspominała Paloma w rozmowie z Faktem.

Marek Jackowski z żoną Ewą i córkami, Viva! maj 2000

Marek Jackowski z żoną Ewą i córkami, Viva! maj 2000
Fot. UP! FOTO STUDIO

Muzyk zostawił po sobie wiele niezapomnianych hitów, jednak wielu projektów nie zdążył zrealizować przed śmiercią. Odszedł 18 maja, tuż przed zaplanowanymi koncertami w Polsce. Miał również plany dotyczące Maanamu. "Marek zdradził mi, że nazwa Maanam jest zamknięta w dobrym sejfie na czas nieokreślony. I nie wiadomo, czy jeszcze go kiedyś otworzy. Jego nagłe odejście wszystko przekreśliło" — wyznał Faktowi Michał Szulim, wokalista zespołu Plateau, z którym Marek Jackowski pracował przez ostatnie lata swojego życia. Poznali się w 2011 roku, kiedy były mąż Kory otrzymał od grupy zaproszenie na trasę czwartej płyty zespołu "Projekt Grechuta".

Trudno uwierzyć, że mija jedenaście lat, odkąd Marka Jackowskiego nie ma już wśród nas...  

Marek Jackowski

Marek Jackowski
Fot. Jan Bogacz/PAP

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

Mają własny sad, kurnik i kaplicę. Tak wygląda wymarzony dom Wojciecha Modesta i Agnieszki Amaro

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JULIA WIENIAWA o tym, co odmieniło jej życie, kobietach, które dają jej moc, i… festiwalu w Cannes. JADWIGA JANKOWSKA-CIEŚLAK: pogodziła się z życiem, tylko ze śmiercią męża nie może się uporać do tej pory. JACEK DUBOIS w fascynującej rozmowie o zawodzie adwokata, zbrodni, karze i pisarskiej pasji. ZBIGNIEW WODECKI: Kraków jego śladami.