Olga Figaszewska 17 marca 2017 10:15
1/5
Kasia Cerekwicka, VIVA! 2015
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM
1/5

Kasia Cerekwicka kończy 37 lat!

 

„Czasami śmieję się, że kiedyś marzyłam, żeby z koleżankami prowadzić rozmowy jak bohaterki »Seksu w wielkim mieście« i to się spełniło. Wystarczyło przekroczyć magiczną trzydziestkę i wtedy baby zaczynają gadać o życiu w sposób otwarty, przyznając się do porażek i błędów”, mówiła nam w 2015 roku.

 

Polecamy też: Wyjątkowa sesja na wyjątkowy jubileusz 20-lecia VIVY! Zobaczcie, które gwiazdy stanęły przed naszym obiektywem

 

Silna kobieta o mocnym głosie, wokalistka, która jak nikt inny potrafi śpiewać o uczuciach. Zadebiutowała 20 lat temu, wgrywając „Szansę na sukces”. Niedługo później wystąpiła na opolskiej scenie by ponownie zwyciężyć w konkursie Debiutów. A w 2006 roku utwór „Na kolana” nuciła cała Polska. Wydawała płyty, grała koncerty, kręciła teledyski, była w szczytu popularności. Miała tłumy fanów i wielbicieli. I nagle, cięcie… Zniknęła. W 2015 roku wydała album „Między słowami”. Ostatnio znów zrobiło się o niej głośno. Kilka miesięcy temu wystąpiła w Operze Leśnej podczas koncertu Tribute to Frank Sinatra.


Dwa lata temu VIVIE! opowiedziała o zmianach, które zaszły w niej w ostatnich latach. – Kiedyś kariera była na pierwszym miejscu, teraz staram się zachować balans – wyznała. Zmieniły jej się priorytety i zyskała wewnętrzny spokój. „W dojrzałości jest siła” - powiedziała dziennikarce.

 

Wokalistka gościła na łamach VIVY! kilka razy, na różnych etapach kariery. Przypomnijmy archiwalną sesję Kasi Cerekwickiej z 2015 roku. Co powiedziała o swoich pasjach, kompleksach i babskiej solidarności?  Dowiedzcie się z naszej galerii.

 

Zobacz też: Kożuchowska, Górniak, Rusin... Tak zmieniły się przez 20 lat. Zobacz zdjęcia VIVY!

 

2/5
Kasia Cerekwicka, VIVA! 2015
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM
2/5

Kasia Cerekwicka nagrywała płyty, nagrywała teledyski, miała tłumy fanów i... zniknęła na 5 lat. Dlaczego?

Nadszedł moment w moim życiu, kiedy poczułam, że albo coś zmienię, albo już nie wrócę na scenę. Nie było to spowodowane niczym konkretnym: żadną porażką czy rozczarowaniem. Jestem obecna na rynku muzycznym od 1996 roku, więc myślę, że to było po prostu wypalenie zawodowe, które zdarza się w moim wieku. Pomyślałam, że teraz chcę sobie pożyć, ponieważ całe młodzieńcze życie: nastoletnie i czas studiów, kiedy wszyscy balowali, leniuchowali na wakacjach, ja nagrywałam jedno demo za drugim, jeździłam z koncertu na koncert, śpiewając w chórkach wspomagających różne polskie wokalistki. Byłam cały czas do ich dyspozycji. Kiedy moja najbliższa przyjaciółka brała ślub, nie było mnie obok niej, bo grałam. Nawet lekarze mają w sylwestra wolne, a my musimy wiecznie gonić. Nie za karierą, tylko za pieniądzem i za utrzymaniem się na powierzchni. To zawód, który trwa pięć minut, i każdy chce je wykorzystać. Potrzebowałam się zresetować, nabrać sił, spróbować czegoś nowego - mówiła wokalistka w 2015 roku.

 

Na singlu ze swojej ostatniej płyty „Między słowami” Kasia Cerekwicka śpiewa:

„Nic nas nie złamie – mamy siedem żyć, odrodzimy się. By wyjść z tej matni, musieliśmy przejść przez ogrody łez”. Nie wiem, czy to całkiem nowa ja, bo w środku jestem cały czas taka sama, może trochę starsza, spokojniejsza, dojrzalsza, z odmiennymi poglądami na rzeczywistość, na muzykę. - powiedziała w wywiadzie z 2015 roku i dodała, że ludzie z jej otoczenia zauważają tę przemianę. - Dziś mam 35 lat i ludzie, których spotykam po tej przerwie, mówią: „Boże, Kasia, ale w tobie jest dużo spokoju”. I rzeczywiście, ja też czuję, że już nie muszę niczego nikomu udowadniać. Najważniejsze, żebym to ja była zadowolona, choć trudno być zadowolonym, kiedy jest się megakrytycznym wobec samego siebie. Kiedyś miałam mnóstwo kompleksów, teraz niewiele się zmieniło…

3/5
Kasia Cerekwicka, VIVA! 2015
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM
3/5

O dojrzałości i kompleksach:

 

W dojrzałości tkwi siła. Pojawia się zbawcza refleksja, że nie mogę nie lubić siebie, bo przecież to JA. Tu stoję, przed tym lustrem. Paradoksalnie bardzo dużo siły dał mi program „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, ponieważ po raz pierwszy polubiłam siebie naprawdę: swoją twarz, figurę, szczególnie kiedy wcielałam się w Adele i dodano mi jakieś 20 kilogramów. Jest coś magicznego w tym, kiedy przez kilka odcinków człowiek nosi maskę, szczególnie udając mężczyznę. Po programie, jeszcze z resztkami kleju na brodzie, z opadającą ze zmęczenia powieką, patrzyłam na siebie z czułością: jaka jestem ładna tu, pod spodem.

 

Polecamy też: „Gdy go zobaczyłam, oblałam się rumieńcem. To mi zostało do dzisiaj”. Jaki jest mąż Julii Pietruchy?

 

O sile przyjaźni:


Pozmieniały się priorytety, kobiety mają zupełnie inną rolę, jeszcze większą i więcej zadań. Za dużo obecnie spoczywa na ich barkach. I w ogóle stwierdzam, że najtrwalsza w życiu jest przyjaźń, nasza babska solidarność. Wystarczyło przekroczyć magiczną trzydziestkę i wtedy baby naprawdę zaczynają gadać o życiu w sposób otwarty, bezpośredni, przyznając się do swoich porażek i błędów. Dzięki przyjaciołom mam wsparcie i w momentach nawet wytężonej pracy nie czuję się sama. Kiedyś rzeczywiście czułam się bardzo samotna. Cieszę się, że przez ostatnie lata udało mi się niektóre relacje naprawić, zbudować zupełnie nowe. Przedwczoraj moja koleżanka powiedziała: „Słuchaj, znamy się od trzech lat i dla mnie to jest szok, kiedy widzę cię w telewizji”. Nie znoszę słowa „gwiazda”, ale ona mnie nigdy nie odbierała jako artystkę, byłam dla niej zwykłą dziewczyną, z którą uczyła się do testów ze statystyki. I to lubię w moich przyjaciołach, że nie mam u nich taryfy ulgowej.

4/5
Kasia Cerekwicka, VIVA! 2015
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM
4/5

Kasia Cerekwicka o sobie i początkach kariery:

Wszystko można o mnie powiedzieć, tylko nie to, że coś odpuszczam. Jak już się uprę, nie ma odwrotu. Gdybym składała broń, dawno już przestałabym śpiewać. Zamknęłabym się w jakimś biurze i parzyłabym herbatę dla szefa. I wiodłabym samotne życie. (...)

Tak mogło być, gdybym została w Koszalinie, gdzie się urodziłam i mieszkałam przez 17 lat. Ale nie mogłam do tego dopuścić. Wiedziałam, że żyjąc tak całkiem normalnie, od 8 do 16, nie wytrzymałabym. Pamiętam, jak mi mówiono: „Dziewczyno, daj sobie spokój z muzyką! Piosenkarki z ciebie nie będzie. Nie wyglądasz na artystkę. O, Kayah, to jest artystka, ale nie ty”. Miałam wtedy poważny kryzys, ale wiedziałam, że muszę go pokonać, nie poddawać się. Nie mam wyjścia. Miałam jasno sprecyzowane cele: śpiewać, śpiewać i śpiewać. Dlatego zdecydowaliśmy z rodzicami, że rzucam wszystko i jadę do Warszawy, do teatru Buffo. - Powiedziała w 2007 roku.

5/5
Kasia Cerekwicka, VIVA! 2015
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM
5/5

Kasia Cerekwicka w poprzednich wywiadach mówiła, że nie lubi swojego nosa...

O tak, kiedyś nosiłam się z zamiarem, aby go zoperować. Nawet mnie o to posądzano. Podczas programu przerobiłam wszystkie kształty świata, ale zawsze pod koniec dnia wolałam ten swój. Nigdy nie byłam fanką operacji plastycznych i raczej już nie będę. Zaakceptowałam siebie. Czuję, że teraz jest mój najlepszy czas, tak emocjonalnie, duchowo. Wreszcie jestem w odpowiednim miejscu, wiem, co robię i nie ma w tym chaosu, improwizacji.

 

Polecamy też: Agata Steczkowska zaprasza na swoje urodziny! Czy uwierzycie, że kończy 50 lat?

 

Kasia Cerekwicka o swoim domu:

Tak, powiem ci, że to jest moje miejsce na ziemi. Moja oaza. Miejsce, w którym czuję się cudownie i jestem szczęśliwa. Moje mieszkanie jest bardzo słoneczne, a ja potrzebuję słońca, więc żartuję, że mam mieszkanie antydepresyjne. Każdy, kto tu przychodzi, czuje się natychmiast jak u siebie w domu. Dobra energia. Poczułam to, wchodząc tu pierwszy raz i decydując się na kredyt na 30 lat. Mam fantastyczny widok na warszawski Manhattan. Chociaż cierpię na lęk wysokości, uwielbiam patrzeć na świat i ludzi, którzy przemieszczają się tam, na dole, jak malutkie punkciki. Wtedy wszystko nabiera właściwych proporcji.

Wideo

Czy to już koniec matowych pomadek

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Po raz pierwszy Joanna Krupa z mamą! Rozmawiają o kobiecości, mężczyznach i… mężach!