Życzyła rodzicom rozstania, mówi o domowym piekle. Później trafiła do klasztoru: „Byłam nieustannie karana”
Los sprawił, że związek jej rodziców nie przetrwał próby czasu. Sama tego jednak chciała. W wyniku kolejnych decyzji jej mamy, małą Małgorzatą Potocką zaczęły się opiekować zakonnice. Jak wspomina tamten czas?
Dziś Małgorzata Potocka jest przede wszystkim znaną aktorką. Prywatnie jednak już zawsze będzie też córką scenografa Ryszarda Potockiego i reżyserki oraz dokumentalistki Marii Chybowskiej. O tym, jak wyglądało jej dzieciństwo; dlaczego opiekę nad nią przejęły siostrę zakonną i co stało się ze związkiem jej rodziców, opowiedziała w najnowszym „Bez Tabu”.
Małgorzata Potocka o domu rodzinnym i wychowywaniu się w klasztorze
W najnowszej rozmowie Marioli Bojarskiej-Ferenc z Małgorzatą Potocką pada nagle pytanie: dlaczego aktorka będąc małą dziewczynką marzyła o tym, by jej rodzice się rozstali. Odpowiedź rozpoczęła się od wspomnienia tego, jaka atmosfera panowała w jej domu. „To było piekło domowe. Byłam zakochana w swoim ojcu; bywa tak, że córki mają konflikt z matką. Ja dopiero teraz swoją matkę naprawdę doceniłam i zrozumiałam. Ale po latach, to już jest za późno. […] A wtedy wydawało mi się, że moja mama go nieustannie krzywdzi i że moja mama ciągle ma do ojca pretensje. Ciągle się kłócili, ona rozpoczynała zawsze ten konflikt. A ja byłam za mała, żeby zrozumieć, że życie dwojga ludzi jest bardzo skomplikowane. Być może mój ojciec nie spełniał po prostu tego, czego ona oczekiwała?”, mówi aktorka przed kamerami VIVY.pl.
Dziś zauważa, że jaj mama też była poturbowana przez los. „Całe życie miała depresję. Nie była kompatybilna z rzeczywistością. […] To była skomplikowana sieć emocjonalna, której ja wtedy kompletnie nie rozumiałam. Ona miała pretensje do ojca, a ja miałam pretensje do niej. No i z tego się bierze piekło rodzinne. Aż w końcu ona się z nim rozstała”, powiedziała.

Chwilę później zapadła decyzja, że Małgorzata Potocka będzie zaopiekowana przez siostry zakonne żyjące w klasztorze. „Dla mnie to nie było normalne, bo ja generalnie nie chciałam nigdzie wyjeżdżać, tym bardziej nie chciałam być poddana żadnej dyscyplinie. I na tamten okres się w ogóle nie nadawałam do żadnego klasztoru. Ten okres wspominam różnie. Wtedy z przekleństwem, dzisiaj z sentymentem, do dzisiaj spotykam się od czasu do czasu z tymi niezwykłymi siostrami. Tam się bardzo zmieniło. Zmienił się światopogląd. Nie ma kar”, opowiada o miejscu, które znajdowało się i znajduje nadal w Nowym Sączu.
Co wtedy ją najbardziej uwierało? „Nieustannie miałam karę. Musiałam sprzątać na przykład cały refektarz, całe korytarze, łazienki. To nie była robota dla małej dziewczynki, tylko dla serwisu sprzątającego”, wspomina smutno…
Cała rozmowa już na naszym YouTubie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
