Tylko w VIVA! Bez Tabu: Paulina Smaszcz zachwyca się nowym partnerem. „Mój przystojny sportowiec!”. Zdradziła swoją nową definicję miłości
Paulina Smaszcz promienieje i wcale tego nie ukrywa. W najnowszym odcinku programu VIVA! Bez Tabu po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o mężczyźnie, który pojawił się w jej życiu. Nie zdradziła jego imienia, ale z uśmiechem nazwała go „przystojnym sportowcem”. Jeszcze więcej powiedziała o tym, co ich połączyło i dlaczego właśnie przy nim odzyskała spokój, którego tak długo szukała.
W szczerej rozmowie w VIVA! Bez Tabu z Mariolą Bojarską-Ferenc Paulina Smaszcz otworzyła się nie tylko na temat nowego związku, ale także zmian, jakie zaszły w jej życiu. Opowiedziała o mężczyźnie, którego z uśmiechem nazywa „przystojnym sportowcem”, zdradziła, co najbardziej ją w nim urzekło, i wyznała, dlaczego dziś zupełnie inaczej rozumie miłość. Nie zabrakło też osobistych refleksji o partnerstwie, rodzinie i codzienności, która – jak sama przyznaje – daje jej dziś poczucie spokoju i szczęścia.
„Powiedzmy, że przystojny sportowiec”
Mariola Bojarska-Ferenc nie ukrywała ciekawości. Skoro Paulina Smaszcz coraz częściej mówi o tym, że jest szczęśliwa, trudno było nie zapytać o mężczyznę, który stoi za tą zmianą.
– „Nie pokazujesz, no ale przecież jakieś imię. Może nazwijmy go po imieniu” – zaproponowała prowadząca.
Paulina tylko się uśmiechnęła.
„To powiedzmy, że przystojny sportowiec”.
To określenie nie było przypadkowe. Chwilę później wyjaśniła, że właśnie sport i wszystko, co się z nim wiąże, ukształtowały charakter jej partnera.
„Ja uważam, że sport, i sama to dobrze wiesz, totalnie kształtuje charakter. I umiejętność funkcjonowania w świecie porażki, jak i wielkiego sukcesu. Nie odbija ci się sodówka, ćwiczysz dalej. Upadniesz, musisz wstać. Ja uwielbiam to”.
W tych kilku zdaniach zawarła wszystko to, co dziś najbardziej ceni w drugim człowieku – pokorę, konsekwencję i odporność na życiowe zakręty.

„Zmieniłam definicję słowa miłość”
Rozmowa szybko zeszła na temat relacji i tego, jak bardzo zmieniło się podejście Pauliny Smaszcz do miłości. Dziś nie szuka wielkich deklaracji ani idealnych scenariuszy.
„Ja w ogóle, wiesz, zmieniłam definicję słowa miłość. Lojalność, szacunek, wsparcie, zrozumienie, nieobgadywanie się, umiejętność komunikacji, intymność, ale też umiejętność porozumiewania się, nawet w trudnych sytuacjach, i nieponiżanie drugiej osoby. To jest miłość”.
To właśnie komunikacja wracała w tej rozmowie jak refren. Kiedy Mariola Bojarska-Ferenc zapytała wprost, co najbardziej urzekło ją w obecnym partnerze, odpowiedź padła natychmiast.
„Umiejętność komunikacji”.
Smaszcz nie ma też wątpliwości, że prawdziwy związek nie może opierać się na przemilczeniach. Oboje doskonale znają swoją przeszłość i – jak podkreśla – właśnie dzięki temu budują relację na zaufaniu.
„Ale oczywiście, nie wyobrażam sobie, żeby nie znał. Ja jego historię też doskonale znam”.
Nie planuje ślubu. Liczy się tylko „tu i teraz”
Choć jest zakochana, nie snuje planów wybiegających daleko w przyszłość. Dziś chce przede wszystkim dobrze przeżywać każdy dzień.
„Ja uważam, że ja już nie mam czegoś takiego, że ja już szukam, że związek, że coś tam. Tu i teraz. Tu i teraz zróbmy wszystko, żeby ten związek był najlepszy na świecie”.
To podejście nie wzięło się znikąd. Życiowe doświadczenia sprawiły, że inaczej patrzy na czas i wspólne chwile.
„Ja już wiem, co to znaczy, wiesz, nie chodzić, być w pieluchach, być chorą osobą, którą wszyscy opuszczają. Ja sobie już nie odpuszczę żadnego dnia. Ja nie robię planów, co będzie za tydzień. Może mam w kalendarzu wpisany casting z Mariolą, ale ja nie mówię: »Boże, może za rok to się pobierzemy, za trzy lata coś tam«. W ogóle ja nie robię takich planów”.
W tych słowach nie ma rozczarowania. Jest za to ogromna świadomość, że szczęście buduje się każdego dnia, a nie w odległej przyszłości.

„Jestem szalona w miłości”
Podczas rozmowy nie zabrakło również bardziej osobistych pytań. Gdy Mariola Bojarska-Ferenc poruszyła temat intymności, Paulina nie ukrywała emocji. „Ja jestem teraz szalona. Tak. Jestem szalona w miłości.”
Przyznała, że wreszcie pozwala sobie spełniać marzenia, które przez lata odkładała na później. „Ja po prostu spełniam teraz swoje marzenia.”
To widać także w ich codzienności. Partner Pauliny uwielbia gotować i – jak zdradziła – często zaskakuje ją wyjątkowymi potrawami. „On właśnie gotuje takie rzeczy. Na przykład w Sylwestra były nóżki krabowe, pyszna zupa rybna. Bo on jest sportowcem, więc odżywia się bardzo zdrowo.”
Sama śmieje się, że kuchnia nie jest jej największą pasją, choć ma swoje popisowe dania. „Ja jestem świetna w sałatach. To wiesz, że ja robię świetne sałaty. Nie przepadam za gotowaniem, ale robię świetne sałaty i mięso.”
Tak wygląda ich życie. „To jest czas dla siebie”
Najbardziej poruszający okazał się jednak opis zwyczajnych rodzinnych wieczorów. To właśnie one – bardziej niż spektakularne gesty – sprawiają, że Paulina czuje się szczęśliwa.
„W Danii jest tak, że o 18.00, choćby skały sr*ły, jesz kolację. Przyjeżdża cała rodzina, przyjeżdża jego syn, czasami przyjaciele. O 18.00 siadasz do stołu. I to są świeczki, jest obrus, tak jak ja zawsze marzyłam, serwetki. To wszystko jest takie, że spędzasz razem czas”.
To właśnie ten wspólny rytuał zrobił na niej ogromne wrażenie.
„To jest czas dla siebie. Każdy ma szansę rozmawiać. Ja tego tak bardzo chciałam, żeby to był czas dla siebie”.
Nie chodzi o wystawne kolacje czy idealnie nakryty stół. Najważniejsze jest to, że nikt nie ucieka wzrokiem w telefon, a rozmowa staje się najważniejszym punktem dnia.
„Franek go uwielbia”
Dla Pauliny równie ważne jak własne szczęście są relacje nowego partnera z jej rodziną. I tutaj również nie kryje radości.
„Franek go uwielbia, mają te same zainteresowania, grają golfa razem, więc to jest cudowne. Grają razem w tenisa. Więc mają świetną komunikację, dzwonią się i tak dalej”.
Jak podkreśla, podobnie wyglądają jej relacje z synem partnera. „Ja mam też bardzo dobrą komunikację z jego synem, bo on też ma syna z pierwszego małżeństwa”.
Jednocześnie oboje postawili sobie jasne granice i nie próbują zastępować dzieciom biologicznych rodziców. „Natomiast najważniejsze jest to, ja nie udaję matki jego syna, a on nie udaje ojca mojego syna”.
To właśnie wzajemny szacunek, szczerość i uważność na potrzeby drugiej osoby wybrzmiewają z tej rozmowy najmocniej. Paulina Smaszcz nie opowiada o bajkowej miłości ani nie kreśli idealnego obrazu związku. Mówi o codzienności, rozmowie, wspólnych posiłkach i partnerstwie. I właśnie dlatego historia o jej „przystojnym sportowcu” brzmi tak autentycznie.
___________________________________________________________________________________________________
Cały wywiad obejrzysz na naszym kanale YouTube.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

