Fani od lat nachodzą jej dom, ale co innego złości ją bardziej. Ewa Wachowicz apeluje: „To brak kultury!”
Posiadanie pięknego domu blisko szlaku turystycznego i nagrywanie w nim znanego programu kulinarnego może mieć swoje plusy i minusy. Jak reaguje Ewa Wachowicz, gdy fani podchodzą pod jej posiadłość? I dlaczego więcej niezrozumienia ma do zupełnie innego zachowania?
Ewa Wachowicz dzieli swoje życie pomiędzy Kraków a najdłuższą wieś w Polsce położoną u podnóża Babiej Góry. Gwiazda Polsatu mieszka na dwa domy i korzysta z uroków przemieszczenia się między miastem, a terenami zielonymi. W najnowszej rozmowie dotknęliśmy tematu minusów tego, że część widzów „Ewa Gotuje” wie, gdzie jest jej beskidzki dom. Znacznie mniej komfortowo restauratorka czuje się jednak w innej sytuacji…
Ewa Wachowicz o turystach pod jej domem i przeszkadzaniu w restauracji
Turyści odwiedzający Beskidy szukają zwykle pięknych terenów pod górskie wędrówki. Ale część z nich w plan swojej wycieczki dorzuca też zobaczenie, gdzie i jak mieszka Ewa Wachowicz. O ile przyglądanie się temu miejsca z daleka nie przekracza żadnych granic, o tyle wejście na posesję już takim aktem jest.
Mimo wszystko sama gwiazda Polsatu opowiada o takich jednostkowych przypadkach z uśmiechem i zrozumieniem. „Kilka razy zdarzyło się, że ludzie, którzy poszli sobie na spacer w górach, schodzili ze szlaku i podchodzili pod mój dom. Robią sobie tam na przykład zdjęcia – co wiem od moich sąsiadów. Ale miałam też taką sytuację, że był sobotni wieczór, siedzimy sobie z mężem przy kominku i nagle jest dzwonek do drzwi. Ktoś więc musiał już przekroczyć naszą furtkę. Mój mąż poszedł otworzyć, ja zaglądałam zza niego, bo byłam bardzo ciekawa, kto to może być o tak późnej porze”, opowiada VIVIE.pl Ewa Wachowicz. „Przed nami stanęło małżeństwo i pani mówi tak: „Ja bardzo przepraszam, wiem, że naruszyłam prywatność. Wiem, że weszłam na teren państwa posesji, ale jestem ósmy raz w Zawoi, jestem ósmy raz pod pani domem. Widzę, że się światło świeci; widzę, że państwo są. Błagam panią o zdjęcie, bo jestem ogromną fanką, przyjechałam aż z Poznania”. No i jak to odmówić?”, dodaje z uśmiechem.


Nasz reporter zapytał, jak Ewie Wachowicz udaje się zachować pogodę ducha i pozytywny odbiór takich sytuacji, podczas gdy inni na jej miejscu mogliby być oburzeni. „Dzięki Bogu ludzie szanują, jak gdyby te najważniejsze moje granice. Faktycznie to była taka pierwsza sytuacja, że ktoś je jednak przekroczył, bo wszedł na moją posesję, ale pani była tak sympatyczna i szybko wytłumaczyła, dlaczego. Zrobiła to z takim uśmiechem i z taką szczerością, że właściwie mnie tym ujęła i nie było dla mnie problemu”, powiedziała przed kamerą VIVY.pl i wspomniała, że tak prawdziwie złości ją co innego.
„Zdarzają się gorsze sytuacje. Najtrudniejsza sytuacja dla mnie to jest chyba w restauracji. U mnie w „Zalipiankach” zawsze mówię, że można przyjść, zrobić sobie ze mną zdjęcie. Dla mnie to jest absolutnie naturalne. Ale jeśli jest taki moment, że ja jem, że mam coś nabite na widelec – a wiemy jak wygląda człowiek w trakcie jedzenia; jakie robi różne miny i tak dalej – to przerywanie jest niekomfortowe”, usłyszeliśmy podczas ramówki Polsatu.
Właścicielka krakowskiej restauracji ma nawet przykład sprzed kilku dni. „Miałam ostatnio taką sytuację, że pan podchodzi i mówi: „niech sobie pani nie przeszkadza, ja tylko zrobię selfie”. No to uważam, że to jest brak kultury”, punktuje! „Bo tak jak mówię, zawsze można podejść do kelnera, można zapytać menadżera, można do mnie też podejść, gdy nie jem i to zdjęcie zrobimy. Zawsze kiedy goście chcą, to takie pamiątki wykonuję chętnie. Jest to element mojej pracy. Ale jednak ten moment, kiedy ja jestem z rodziną, z przyjaciółmi, coś jemy… Wtedy wypadałoby najpierw przeprosić i zapytać. Zawsze jeżeli jest taka sytuacja, to jak kończę jeść i podchodzę”, wyjaśnia grzecznie w rozmowie z Rafałem Kowalskim z VIVY.pl.
Ewa Wachowicz apeluje: „Kochani moi, uwielbiam wszystkich moich fanów, kocham was bardzo, ale róbmy to wszystko z klasą i z wyczuciem”. Mamy nadzieję, że jak najwięcej gości usłyszy jej prośbę.
Całe wideo – z wieloma innymi wątkami – już na naszym YouTubie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
