Artysta, poeta, legenda. Śmierć Jima Morrisona wciąż skrywa wiele tajemnic...
Wokalista The Doors zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach...
Odszedł w wieku zaledwie 27 lat w Paryżu. Choć oficjalnie podano, że przyczyną śmierci było zatrzymanie akcji serca, okoliczności jego zgonu do dzisiaj skrywają wiele tajemnic. Jim Morrison uznawany jest za legendę rocka i twórcę ponadczasowego, który zmienił oblicze muzyki. A okoliczności jego odejścia tę pozycję jedynie umacniają... Dziś mija 77 lat od narodzin artysty.
Śmierć Jima Morrisona - kontrowersje, niedomówienia
Nie radził sobie ze sławą, mimo że ta największa, przypadającą na lata działalności z The Doors, trwała zaledwie sześć lat. Uciekał w narkotyki i alkohol, brał udział w orgiach, został oskarżony o sianie zgorszenia, gdy – rzekomo – w trakcie jednego z koncertów miał się obnażyć i symulować masturbację.
Czytaj też: Zbieg okoliczności czy pechowa liczba? Czym jest Klub 27 i kto do niego należy?
Ostatnie miesiące życia Jima Morrisona to pasmo nieszczęść. Prawdopodobnie planował rozstać się z zespołem, który przyniósł mu nieśmiertelną popularność. Zdecydował się wyjechać wraz z „kosmiczną przyjaciółką” i partnerką Pamela Courson. Tam wpadł w alkoholowy i narkotykowy cug. Wypijał od dwóch do trzech butelek whiskey dziennie.
Znaleziono go w wannie 3 lipca 1971 roku nad ranem. Co wydarzyło się dzień wcześniej? Jak wyglądały ostatnie godziny życia legendy rocka? O tym dowiesz się, oglądając powyższy materiał wideo...