Reklama

Rozmowa z Rafałem Kowalskim odsłania mniej oczywistą stronę Bagiego — nie tylko przedsiębiorczość, ale też umiejętność nauki na własnych potknięciach. Influencer nie ukrywa, że początki były dalekie od perfekcji, a podejmowane decyzje częściej wynikały z pasji niż chłodnej kalkulacji.

Bagi o stracie pieniędzy: „Robiłem rzeczy z zajawy, a nie żeby zarabiać”

"Decyzje biznesowe nie zawsze się opłacają. Na czym straciłeś najwięcej pieniędzy?" - brzmi pytanie z Kuli VIVY!, na które Bagi odpowiada bez zawahania.

"Na swojej marce odzieżowej. Kiedyś straciłem bardzo dużo pieniędzy. No, ale nie żałuję. Nauczyłem się jak produkować ubrania i wiem jak to teraz robić" — przyznaje Bagi, wracając do jednego z najbardziej kosztownych etapów swojej drogi. To właśnie wtedy, jak sam mówi, działał bardziej sercem niż rozumem. Projekt był dla niego przede wszystkim zajawką, a nie przemyślanym przedsięwzięciem biznesowym.

"Nie liczyłem dobrze pieniędzy, robiłem tak bardzo, bardzo z zajawy po prostu rzeczy, a nie żeby zarabiać pieniądze. No i tak straciłem kasę po prostu" — dodaje bez owijania w bawełnę.

Dziś jednak patrzy na tamten moment z dystansem. Strata nie jest dla niego powodem do wstydu, lecz ważną lekcją, która ukształtowała jego podejście do kolejnych projektów.

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026 Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Bagi i reakcje rodziny: od niezrozumienia do dumy

Droga Bagiego od początku budziła w jego rodzinie mieszane uczucia. "Czy twoi rodzice, dziadkowie zawsze rozumieli, czym ty się w ogóle zajmujesz?" — brzmiało pytanie do młodego przedsiębiorcy. "Na samym początku nie rozumieli" — mówi wprost. Szczególnie zapadła mu w pamięć sytuacja związana z pierwszą poważniejszą inwestycją.

"Pierwszy raz jak przyszedłem do swojego domu z drogimi butami, które chciałem odsprzedać drożej, to mój tata mi powiedział, że w naszym domu nie będzie butów za 900 zł. I prawie kazał mi je jakby zwrócić do sklepu" — wspomina.

Przełom przyszedł dopiero wraz z konkretnym wynikiem.

"Natomiast finalnie jak je sprzedałem za 1300 zł, zarobiłem swoje pierwsze 400 zł na butach, no to już powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny" — opowiada Bagi.

Bagi i jego droga do sukcesu. Od koszulek z Anglii do pracy w pizzerii

"Mój pierwszy biznes to była sprzedaż koszulek streetwearowych" — wspomina. Model był prosty, ale skuteczny: sprowadzanie limitowanych ubrań z Anglii i sprzedaż ich na polskich grupach na Facebooku. "Zarabiałem tak nie wiem ze 100–120 złotych per koszulka" — dodaje.

Zanim jednak pojawiły się pierwsze zarobki, była codzienna nauka pracy. "Pomagałem babci wysłać paczki" — mówi Rafałowi Kowalskiemu. "Babcia sprzedawała wtedy części do telewizorów razem z moim śp. dziadkiem. [...] Natomiast to nie był mój biznes, tylko to był biznes moich dziadków. Myślę, że tam się nauczyłem roboty" — ujawnia.

Kolejnym etapem była praca w gastronomii. "Najpierw było pomaganie babci, potem był mój biznes, a potem była praca w pizzerii, bo praca w pizzerii wynikła z tego, że mój tata kazał mi pójść do pracy w gastro, żebym poznał wartość pieniądza" — wspomina.

Ten etap okazał się równie ważny jak pierwsze sukcesy. Pozwolił mu zrozumieć, ile wysiłku stoi za każdą zarobioną złotówką — i dlaczego warto nimi zarządzać z większą uważnością.


Całe wideo znajdziecie na naszym YouTubie. Zapraszamy do oglądania.

https://youtu.be/BzeaB-gZ18Y

Mikołaj "Bagi" Bagiński.
Mikołaj "Bagi" Bagiński. Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Reklama
Reklama
Reklama