Reklama

Jeszcze niedawno dominował minimalizm: gładkie tafle i proste cięcia. Dziś wahadło trendów wychyla się w zupełnie inną stronę. „Retro blowout” inspirowany latami 80. wraca do łask, przynosząc ze sobą objętość, ruch i spektakularne uniesienie u nasady. To fryzura, która nie tylko przyciąga spojrzenia, ale też dodaje pewności siebie – i co ważne, w nowoczesnym wydaniu jest znacznie bardziej subtelna niż jej pierwowzór.

ZOBACZ TAKŻE: Perfumy z tą kwiatową nutą to świeżość w duchu pure elegance. Raz je poczujesz i przepadniesz.

Powrót objętości: więcej niż nostalgia

Dzisiejszy „retro blowout” nie jest kopią dawnych stylizacji. Zamiast sztywnych konstrukcji i nadmiaru lakieru pojawia się lekkość, miękkość i naturalny ruch. To bardziej interpretacja niż rekonstrukcja – fryzura, która zachowuje ducha lat 80., ale wpisuje się w współczesne podejście do pielęgnacji i stylizacji włosów.

Blowout w stylu lat 80. zdominował TikToka

Nie da się ukryć, że ogromny wpływ na powrót tego stylu mają social media. TikTok i Instagram pełne są tutoriali pokazujących, jak osiągnąć efekt uniesienia u nasady bez wychodzenia z domu. Hasła takie jak „big hair” czy „voluminous blowout” biją rekordy popularności.

Do trendu przyczyniają się również gwiazdy. Miley Cyrus, Beyoncé czy Doja Cat chętnie sięgają po fryzury z wyraźną objętością, udowadniając, że „retro blowout” może mieć wiele odsłon – od rockowej nonszalancji po elegancki glamour.

Nie bez znaczenia pozostaje też wpływ seriali i estetyki lat 80., która regularnie wraca do popkultury. Charakterystyczne, pełne objętości fryzury znów stały się symbolem stylu i pewności siebie.

Miley Cyrus
Miley Cyrus Kevin Mazur/Getty Images

Na czym polega „retro blowout”?

Sekret tej fryzury tkwi w uniesieniu włosów u nasady i nadaniu im objętości na długościach, przy jednoczesnym zachowaniu miękkości i ruchu. Kluczowe elementy to:

  • wyraźnie podniesione korzenie włosów

  • sprężyste, ale nieprzerysowane fale

  • lekko wywinięte końcówki

  • naturalny efekt „jak po wyjściu z salonu”

CZYTAJ TEŻ: Dzień po Oscarach wszyscy mówią o tym trendzie. Margaret już go nosi

To stylizacja, która wygląda efektownie, ale nie sprawia wrażenia ciężkiej czy sztucznej. Właśnie ta równowaga między objętością a lekkością stanowi o jej nowoczesności.

Nowoczesne techniki zamiast dawnych trików

To, co odróżnia dzisiejszy „retro blowout” od fryzur sprzed dekad, to przede wszystkim technologia i podejście do włosów. Kiedyś objętość budowano za pomocą trwałej ondulacji, tapirowania i dużej ilości lakieru. Dziś stawia się na:

  • lekkie pianki i spraye teksturyzujące

  • modelowanie na szczotce i suszarce

  • delikatne unoszenie włosów u nasady zamiast agresywnego tapirowania

  • kosmetyki chroniące strukturę włosa

Efekt? Włosy wyglądają zdrowo, są elastyczne i pełne życia, a fryzura nie traci formy po kilku godzinach.

Dla kogo jest ten trend?

Jedną z największych zalet „retro blowout” jest jego uniwersalność. Pasuje praktycznie każdemu – niezależnie od długości czy typu włosów. Można go dopasować do:

  • krótkich bobów, którym dodaje objętości

  • średnich długości, by podkreślić warstwowość

  • długich włosów, nadając im spektakularny ruch

Co więcej, fryzura świetnie sprawdza się zarówno na co dzień, jak i na większe wyjścia. W wersji casualowej jest lekko niedbała, a w eleganckiej – dopracowana i pełna blasku.

Dlaczego „retro blowout” robi taką różnicę?

Objętość ma niezwykłą moc – potrafi całkowicie odmienić proporcje twarzy i dodać charakteru stylizacji. Uniesienie u nasady sprawia, że włosy wyglądają na gęstsze, zdrowsze i bardziej dynamiczne.

To także fryzura, która działa jak niewidzialny lifting. Otwiera twarz, dodaje świeżości i sprawia, że cała stylizacja nabiera energii. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się o niej jako o jednym z najbardziej efektownych trendów sezonu.

„Retro blowout” udowadnia, że czasem warto sięgnąć do przeszłości – ale tylko po to, by stworzyć coś zupełnie nowego.

Reklama
Reklama
Reklama