Wygląda jak morze, ale nim nie jest. To idealne miejsce na city break lub fantastyczny urlop!
Kiedy staje się na jego brzegu, łatwo zrozumieć, dlaczego Węgrzy z dumą nazywają Balaton swoim morzem. Ta ogromna tafla wody, mieniąca się w słońcu niczym opal, kryje w sobie znacznie więcej niż tylko plaże. To kraina winnic, barokowego przepychu i legend, które czuć w każdym podmuchu wiatru. „Węgierskie morze” potrafi oczarować…

- Elżbieta Pawełek
Choć Balaton jest słodkowodnym jeziorem, określenie "Magyar tenger", „węgierskie morze”, przylgnęło do niego z kilku powodów. To morze ma 77 km długości i 12 km szerokości pomiędzy najbardziej oddalonymi brzegami, jego linia brzegowa liczy 230 km, a powierzchnia ma blisko 600 km kwadratowych, co czyni go największym jeziorem w Europie Środkowej. Jest ono prawdziwym skarbem natury – żyje tu blisko 1400 gatunków zwierząt, w tym 50 gatunków ryb i 200 gatunków ptaków.
Na brzegach wznoszą się wygasłe wulkany, pełne fantastycznych tworów skalnych. Ale to, co urzeka najbardziej, to kolor wód, który zmienia się zależnie od pory dnia i pogody, przybierając barwy od delikatnie turkusowej przez zieloną i szafirową po brunatną, czerwoną i złotą. Ta zmienność zachwyciła malarzy, którzy z lubością uwieczniali Balaton na swoich płótnach. Zachwyciła też nas, choć pogoda akurat nie była najlepsza.
Królewski kurort Keszthely
Naszą podróż zaczęliśmy w Keszthely, zachodniej stolicy jeziora. 20-tysięczne miasto z zabytkowym centrum chlubi się Pałacem Festeticsów, trzecią co do wielkości rezydencją na Węgrzech. Mówi się, że ród Festeticsów tak bardzo kochał luksus i naukę, że stworzył bibliotekę Helikon, liczącą ponad 80 tysięcy woluminów. Podczas II wojny światowej jeden z radzieckich oficerów był tak zachwycony tym widokiem, że kazał zamurować wejście do biblioteki, by uchronić ją przed grabieżą własnych żołnierzy. Dzięki temu dziś można podziwiać ją w nienaruszonym stanie. Spacerując po ogrodach pałacowych, można poczuć się jak w węgierskim Wersalu. Keszthely przyciąga setki turystów dystyngowanym urokiem i bliskością plaż Balatonu, choć nie mniejszym magnesem jest pobliski kurort Hévíz z termalnym jeziorem…

Hévíz, gigantyczne termalne jezioro
Gdybyście przyjechali tu zimą, ujrzycie coś niezwykłego. Przy minusowych temperaturach ludzie pluskają się w wodzie pod gołym niebem. Ale to nic dziwnego. Hévíz jest największym termalnym jeziorem świata, w którym temperatura wody w zimowe miesiące wynosi około 24 st. C, a latem nawet 38. Woda zaś, dzięki silnemu, podziemnemu źródłu, które bije z głębokiej jaskini, wymienia się całkowicie w ciągu czterech dni. Ma bardzo dużo wapnia, magnezu, kwasu węglowego i siarki, co znakomicie łagodzi dolegliwości narządu ruchu.
Na dnie jeziora zalega gruba warstwa borowiny, wykorzystywanej w zabiegach sanatoryjnych. W okolicy działają nowoczesne hotele z własnym SPA, ale też prywatne pensjonaty w cenach 50-80 euro za pokój 2-osobowy. Na miejscu można skorzystać z niedrogich, termalnych kąpieli w publicznym ośrodku Festetics Fürdőház za ok. 10 euro.

W lawendowym raju Tihany
Ruszając na wschód, nie sposób pominąć półwyspu Tihany, który wbija się w Balaton niczym palec boży. W 1055 roku powstało tu opactwo benedyktyńskie, co potwierdza pierwszy dokument sporządzony w języku węgierskim. Tihany słynie z dwóch rzeczy: lawendy oraz echa. Choć dzisiejsza zabudowa i hałas turystów nieco stłumiły słynne „Echo z Tihany”, legenda głosi, że było ono głosem śpiewającej księżniczki ukaranej za pychę przez króla Balatonu. Mówi się jednak, że kto usłyszy jej piękny śpiew, będzie szczęśliwy. Nasłuchujemy, ale widocznie nie wszystkim pisane jest szczęście. Warto przyjechać tu w czerwcu, kiedy cały półwysep staje się fioletowy, a zapach lawendy roznosi się wszędzie. Węgrzy serwują tu nawet lawendowe lody i lawendowe piwo…
Balatonfüred, czyli węgierskie San Remo
Z Tihany to tylko rzut beretem do Balatonfüred. Jeśli Balaton jest morzem, to Füred jest jego San Remo. To najstarsze uzdrowisko nad jeziorem, ulubiony kurort arystokracji w XIX wieku, gdzie przynajmniej raz w roku wypadało się pokazać. Dziś warto przejść się elegancką Promenadą Tagore, nazwaną tak na cześć hinduskiego noblisty, leczącego tu serce. jest świetnym miejsce na elegancki spacer.
Woda mineralna z Füred jest tak bogata w żelazo i minerały, że po wlaniu jej do szklanki i odstawieniu na chwilę, naczynie pokrywa się rdzawym osadem. Miejscowi śmieją się, że to najtańsza kuracja dla osób z anemią – wystarczy pić prosto z miejskich fontann! Ale czas na żagle.

Balaton, raj żeglarzy i miłośników kąpieli
Port w Balatonfüred to słynna miejscówka fanów żeglarstwa. Widoczne z oddali białe maszty jachtów tworzą gęsty las. To właśnie tutaj odbywają się prestiżowe regaty Kékszalag (Błękitna Wstęga), przyciągające co roku setki załóg. Jest to najstarszy i najdłuższy wyścig żeglarski po jeziorze w Europie. Dzięki temu, że woda jest płytka (ok. 3 metrów głębokości) i szybko się nagrzewa, sezon na windsurfing i kitesurfing zaczyna się tu znacznie wcześniej niż w innych częściach Europy. Zachodni brzeg jeziora, z jego szerokimi przestrzeniami, stał się idealnym poligonem dla początkujących, którzy nie muszą obawiać się głębin przy każdym upadku do wody.
Pływacy też mają tu raj, bo woda jest miękka, niemal aksamitna dzięki dużej zawartości minerałów. A pływać można tu o każdej porze roku, co pokazują Węgrzy wskakujący do przerębli w jeziorze nawet przy -5 st. C. Twierdzą, że dzięki specyficznemu składowi chemicznemu wody, takie kąpiele hartują lepiej niż jakakolwiek szczepionka. Po wyjściu zaś z lodowatej tafli nic nie smakuje bardziej niż gorąca zupa rybacka „halászlé”.

Veszprém, „miasto królowych”
Choć Veszprém leży kilka kilometrów od linii brzegowej, nierozerwalnie związane jest z duchem Balatonu. To jedno z najbardziej urokliwych i najstarszych miast na Węgrzech, nazywane „miastem królowych”, w którym biskup Veszprém miał prawo koronować węgierskie władczynie. Miasto położone jest malowniczo na siedmiu stromych wzgórzach, a widok z wiaduktu św. Stefana zapiera dech w piersiach – tu wychodzą najlepsze zdjęcia.
Większość zabytków skupia się wzdłuż jednej ulicy Var utca. Uwagę przyciąga monumentalna Katedra św. Michała i Pałac Arcybiskupi, będący barokową perełką. Warto tu przyjechać w lipcu na słynny festiwal muzyczny Veszprem Fest czy Festiwal Muzyki Ulicznej. Mówi się, że tutaj bije serce kultury – w 2023 roku Veszprém było Europejską Stolicą Kultury, co widać w odrestaurowanych zaułkach i tętniących życiem kawiarniach artystycznych.
Jedną z najbardziej spektakularnych atrakcji stało się Centrum Cyfrowych Doznań, czyli CODE, powstałe w dawnym kinie. To pierwsze na Węgrzech centrum sztuki cyfrowej, w którym zamiast podziwiać tradycyjne obrazy na ścianach „wchodzi się” do wnętrza dzieł sztuki. Ale równie duże wrażenie robi Dawne Więzienie Zamkowe, jedno z niewielu takich miejsc na świecie, które działało w zamkowych podziemiach w samym centrum miasta do 2003 roku. Po gruntownej renowacji otwarto tam wystawę pt. „W imię wolności”, na której można zwiedzić karcer czy wąskie, klaustrofobiczne cele ze ścianami pełnymi napisów, wydrapanych przez więźniów. Po takiej dawce emocji dobrze robi nam słońce.

Konne galopy i rowerowy „Tour de Balaton”
Okolice Balatonu od wielu lat przyciągają rowerzystów, dla których przygotowano Balatoni Bringakörút, ponad 200-kilometrową ścieżkę rowerową, biegnącej wokół jeziora. Jest dobrze oznakowana, dość łatwa, choć zdarzają się też trudniejsze podjazdy. W tych okolicznościach jazda rowerem to czysta przyjemność – krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie, po drodze można zrobić sobie postój w uroczych miejscach i delektować się przyrodą…
Jeśli jednak odbije się w kierunku zamku w Sümeg, czeka kolejna niespodzianka. Przygotujcie się na huk wystrzałów z muszkietów, galopujące konie i szczęk krzyżujących się mieczy. To tutaj, w słynnej Knight's Arena, odbywają się pokazy, przenoszące widzów prosto w czasy najazdów tureckich. Nie jest to grzeczne przedstawienie. Jeźdźcy z Sümeg to prawdziwi kaskaderzy, którzy potrafią w pełnym galopie podnosić przedmioty z ziemi lub strzelać z łuku do celu, trzymając wodze w zębach.

Wino dla zakochanych…
Nie można jednak zakończyć tej podróży, nie wspominając o tym, co wypełnia kieliszki po dniu pełnym wrażeń. Woda w jeziorze jest wspaniała, ale to „płynne złoto” z okolicznych wzgórz sprawia, że wieczory stają się niezapomniane. Jeśli spojrzy się na północny brzeg Balatonu, widać charakterystyczne wzgórza o płaskich szczytach. To wygasłe wulkany, które tysiące lat temu przygotowały idealne podłoże pod dzisiejsze winnice. Bogata w bazalt, tutejsza ziemia nadaje winom unikalny, mineralny charakter.
Region Keszthely i sąsiedni Badacsony to królestwo białych szczepów. Najważniejszym z nich jest Olaszrizling (Włoski Riesling) – lekki, pachnący migdałami, będący idealnym kompanem do pieczonego sandacza. Prawdziwym unikatem jest jednak szczep Kéknyelű (Błękitna Szypułka), jeden z najstarszych i najtrudniejszych w uprawie, rosnący niemal wyłącznie tutaj. Mówi się o nim „wino dla dżentelmenów”, bo jest eleganckie, powściągliwe, ale z czasem odkrywa niesamowitą głębię. Legenda głosi, że para, która wspólnie wypije butelkę Kéknyelű na wzgórzu Badacsony, zostanie ze sobą na zawsze – mineralność wulkanicznej ziemi ma bowiem „cementować” uczucia.
W okolicach Veszprém i Balatonfüred warto zajrzeć do małych, rodzinnych piwniczek ukrytych wśród winorośli. Często nie mają one szyldów – trzeba wypatrywać gałązki sosny wywieszonej nad drzwiami, co tradycyjnie oznacza: „Mamy świeże wino, zapraszamy!" Z kieliszkiem wina w dłoni zachód słońca nad „węgierskim morzem” wydaje się jeszcze piękniejszy. Egészségedre! Na zdrowie!

1 z 3

TOUR DE BALATON
2 z 3

PÓŁWYSEP TIHANY
3 z 3

LAWENDOWE WINO Z TIHANY