Wszyscy znajomi pytają, gdzie byłam. A ja spędziłam weekend w miejscu, do którego jedzie się 3 godziny z Warszawy
Stare miasto jak z bajki, kawiarnie na poziomie Kopenhagi, ceny jak 10 lat temu w Polsce. Wilno przeżywa właśnie swój najlepszy moment — i większość Polaków wciąż go omija.

- Redakcja VIVA!
Jest takie pytanie, które słyszę po każdym wyjeździe do Wilna: "Ale gdzie właściwie byłaś? Bo to wygląda jak Paryż, ale z jakimś innym światłem." I mam ochotę odpowiedzieć: właśnie o to chodzi. Wilno wygląda jak miasto, do którego powinno się lecieć samolotem, kupować drogie bilety z wyprzedzeniem i planować tygodniowy urlop. A tymczasem z Warszawy jedzie się tu trzy godziny pociągiem lub autobusem. I kosztuje to mniej niż jedna kolacja w dobrej warszawskiej restauracji.
Litewska stolica przeżywa w 2026 roku absolutny renesans. Nowe kawiarnie specialty, restauracje z gwiazdkami Michelin, galerie sztuki i butikowe hotele w barokowych kamienicach. A do tego ceny, które przypominają Polskę sprzed dekady.
Dlaczego Wilno teraz?
Wilno zawsze było piękne. Ale przez lata było też niemodne — kojarzono je z wycieczkami szkolnymi i sentymentalnymi podróżami śladami historii. To się zmieniło. Miasto zainwestowało w gastronomię, kulturę i design, przyciągając pokolenie, które podróżuje z aparatem w ręku i szuka autentyczności zamiast all inclusive.
Stare Miasto wpisane na listę UNESCO to jeden z największych barokowych zespołów architektonicznych w Europie Środkowej. Ale prawdziwe odkrycie to Užupis — artystyczna dzielnica, która ogłosiła się niezależną republiką z własną konstytucją, herbem i "ministerstwem szczęścia". Jej uliczki, murale i małe galerie to materiał na kilkadziesiąt rolek na Instagramie.

Gdzie spać, jeść i co zobaczyć — nieoczywisty przewodnik
Na nocleg warto wybrać jeden z butikowych hoteli w samym centrum Starego Miasta — ceny zaczynają się od 300 złotych za noc za pokój dwuosobowy w miejscu, które w Paryżu kosztowałoby trzy razy tyle. Dzielnica Užupis ma kilka pensjonatów i apartamentów z widokiem na rzekę Wilenię, które są absolutnym hitem na Airbnb.
Jedzenie to osobny rozdział. Wilno ma dziś jeden z najciekawszych rynków restauracyjnych w całym regionie Bałtyku. Restauracja Džiaugsmas — jedna z tych, o których mówi się w europejskich przewodnikach kulinarnych — serwuje litewską kuchnię w nowoczesnym wydaniu: cepelinai (pierogi z mięsem w cieście ziemniaczanym) podane jak danie fine dining, zupy z lokalnych warzyw, desery z leśnych owoców. Kolacja dla dwojga z winem — około 250 złotych. W Warszawie za taką kwotę nie wyjdziesz z dobrej pizzerii.
Na kawę trzeba zajrzeć do Croissant Rouge przy Pilies gatve — miejsca, które co roku pojawia się w europejskich rankingach najlepszych kawiarni specialty. Croissanty, które tu serwują, rywalizują z najlepszymi paryskimi. Kolejka jest, ale warto.
Jak dojechać i ile to kosztuje?
Najwygodniej autobusem — Flixbus i PolskiBus mają kilkanaście połączeń dziennie z Warszawy, Białegostoku i Suwałk. Czas jazdy: 3–4 godziny, cena biletu w dwie strony: 80–150 złotych przy wcześniejszej rezerwacji. Samochodem: trasa przez Suwałki i granicę w Ogrodnikach to około 3,5 godziny.
Lot do Wilna z Warszawy trwa co prawda zaledwie godzinę — ale gdy doliczyć czas na lotnisko, odprawę i dojazd do centrum, autobus okazuje się często szybszy od drzwi do drzwi.
Wilno jest małe — Stare Miasto można obejść pieszo w jeden dzień. Ale ci, którzy zostają na weekend, wracają z jedną myślą: za krótko.
To okno się zamyka
Wilno jest na ustach europejskich podróżników od dwóch lat. Za kolejne dwa może stać się tym, czym stał się Kraków dla zachodnich turystów — pięknym, ale zatłoczonym i coraz droższym miastem, do którego przyjeżdżają głównie grupy z Airbnb. Teraz jest jeszcze ten moment, kiedy można je mieć prawie dla siebie.
Trzy godziny z Warszawy. Weekendowy wypad. I zdjęcia, o które wszyscy będą pytać: "Ale gdzie właściwie byłaś?
