To miasto jest różowe. Dosłownie. I większość Europejczyków nigdy o nim nie słyszała!
Erywań jest zbudowany z różowego tufu wulkanicznego i o zachodzie słońca całe miasto płonie w kolorach, których nie widać nigdzie indziej na świecie. Armenia czeka na odkrycie. Loty bezpośrednie z Warszawy, wino z sześciu tysięcy lat tradycji i historia, przy której Europa wydaje się młoda.

- Redakcja VIVA!
Jest taki moment w Erywaniu, tuż przed zachodem słońca, kiedy staje się na tarasie widokowym Kaskady i patrzy na miasto rozciągające się poniżej i wtedy wszystko dosłownie robi się różowe. Nie metaforycznie. Dosłownie: budynki, chodniki, fontanny, mury. Cały Erywań jest zbudowany z lokalnego tufu wulkanicznego — różowego kamienia wydobywanego z okolicznych gór od tysiącleci — i kiedy zachodzące słońce pada na tę strukturę, miasto zamienia się w coś, co trudno opisać słowami i czego żadne zdjęcie nie odda w pełni.
Erywań jest jedną z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych stolic świata — starszą od Rzymu, starszą od Aten. Armenia była pierwszym krajem na świecie, który przyjął chrześcijaństwo jako religię państwową — w 301 roku naszej ery, ponad dekadę przed Konstantynem. I jest krajem, w którym wino produkuje się od sześciu tysięcy lat, co czyni go jednym z najstarszych regionów winiarskich na Ziemi.
Większość Europejczyków nigdy tam nie była. I to jest właśnie ten moment, żeby to zmienić.
Miasto, które zaskakuje na każdym kroku
Erywań jest miastem pełnym kontrastów, które działają razem lepiej niż osobno. Sowiecka architektura sąsiaduje z kawiarniami na poziomie Kopenhagi. Starożytne kościoły stoją obok nowoczesnych galerii sztuki. Bazary z suszonymi owocami i przyprawami, które pachną jak Bliski Wschód, są dwie ulice od restauracji z menu degustacyjnym i naturalnym winem z lokalnych winnic.
Kaskada — monumentalna klatka schodowa z ogrodami tarasowymi, rzeźbami i kawiarniami — to jedno z tych miejsc, gdzie spędza się godzinę i wychodzi po czterech. Na każdym poziomie inne widoki, inne instalacje artystyczne, inny powód, żeby się zatrzymać. A na szczycie widok na Ararat — świętą górę Armenczyków, która leży już po tureckiej stronie granicy i której Armenia nie może dotknąć, ale którą widzi każdego dnia.
Garni i Geghard — świątynia z I wieku i klasztor wykuty w skale — to godzina drogi od centrum i obowiązek absolutny. Klasztor Chor Wirap z widokiem na Ararat to jedno z tych miejsc, przy których aparat pracuje bez przerwy, bo każde ujęcie jest lepsze od poprzedniego.

Wino, które zmienia wyobrażenie o winie
Armenia produkuje wino od sześciu tysięcy lat. Nie jest to marketingowe hasło — to fakt archeologiczny potwierdzony odkryciem winiarni w jaskini Areni-1, datowanej na około 4100 rok przed naszą erą. Najstarsza winiarnia świata jest w Armenii.
Lokalne szczepy — Areni Noir, Voskehat, Kangun — są nieznane poza regionem i właśnie dlatego są odkryciem. Areni Noir to ciemne, taniczne czerwone wino z nutami czereśni i granatu, które przy pierwszym kieliszku zaskakuje, a przy drugim rozumiesz, dlaczego Ormianie piją je od sześciu tysięcy lat.
W Erywaniu jest kilkanaście winiarni i wine barów, gdzie można degustować lokalne wino z sommelier, który traktuje je jak Burgundię — z szacunkiem i historią. I kosztuje to ułamek tego, co degustacja w Bordeaux.
Koniak armeński to osobny rozdział — produkowany od XIX wieku, eksportowany do całej Europy i ceniony przez koneserów bardziej niż niejeden cognac. Fabryka Ararat w centrum miasta ma wycieczki z degustacją, które warto zaplanować na jeden z dni pobytu.
Jedzenie, które zatrzymuje
Kuchnia ormiańska jest jedną z najstarszych i najbardziej niedocenianych kuchni Bliskiego Wschodu i Kaukazu. Dolma — liście winogron nadziewane ryżem, mięsem i ziołami — to danie, które każda ormiańska rodzina robi inaczej i każda twierdzi, że jej przepis jest jedyny słuszny. Chasz — wywar z nóżek wołowych z czosnkiem — jada się tradycyjnie tylko w niedzielne poranki i tylko z dużą ilością lavash, cienkiego ormiańskiego chleba pieczonego na kamieniu.
Lavash sam w sobie jest wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO — i pieczywo, które jada się w Erywaniu, różni się od tego sklepowego jak niebo od ziemi. Świeże, ciepłe, elastyczne, z delikatnym aromatem dymu.
Rynek Malatia w centrum Erywania to jedno z tych miejsc, gdzie chodzi się bez listy zakupów i wraca z torbami pełnymi rzeczy, których się nie planowało kupić — suszonych moreli, orzechów włoskich w miodzie, lokalnych serów i przypraw.
Jak dojechać i ile kosztuje
Z Warszawy do Erywania latają bezpośrednie samoloty — czas lotu około 3,5 godziny. Ceny biletów w dwie strony przy wcześniejszej rezerwacji od 500 do 900 złotych.
Koszty życia w Erywaniu są niskie w europejskiej skali — kolacja dla dwojga z winem w dobrej restauracji to 100–160 złotych. Kawa w kawiarni specialty w centrum — 8–12 złotych. Nocleg w butikowym hotelu w centrum — 200–350 złotych za noc. Taxi przez całe miasto — 15–25 złotych.
Najlepszy czas: maj, czerwiec i wrzesień. Erywań latem bywa gorący — temperatura powyżej 35 stopni nie jest rzadkością. Wiosną i wczesną jesienią jest idealnie.
Dlaczego teraz
Armenia jest na radarze podróżników, którzy szukają autentyczności i są zmęczeni miejscami, które zostały zaprojektowane pod turystów. Erywań nie jest jeszcze Tbilisi — nie dotarła tu jeszcze fala "digital nomadów" i boutique hotele są wciąż w mniejszości. Ale to się zmienia.
