TikTok zmienił sposób, w jaki planujemy wakacje. "Dupe destinations" to trend, który oszczędza tysiące złotych!
Zamiast Santorini — Milos. Zamiast Wenecji — Comacchio. Zamiast Barcelony — Walencja. "Dupe destinations" to największy trend podróżniczy 2026 roku: świadome wybieranie tańszych, spokojniejszych i często piękniejszych odpowiedników słynnych miejsc. I działa.

- Redakcja VIVA!
Hasztag #dupedestinations przekroczył na TikToku miliard wyświetleń. Pod każdym filmem ten sam schemat: twórca stoi na tle zapierającego dech widoku i mówi "to nie jest Santorini, to nie jest Wenecja, to nie jest Bali" — i podaje nazwę miejsca, o którym większość widzów nigdy nie słyszała. Komentarze: "gdzie to jest?", "rezerwuję teraz", "dlaczego nikt o tym nie mówi?"
"Dupe" to angielskie słowo oznaczające podróbkę — ale w tym kontekście nie ma pejoratywnego znaczenia. Chodzi o miejsce, które daje to samo doświadczenie estetyczne, emocjonalne i klimatyczne co słynny oryginał — tylko bez tłumów, bez przepełnionych hoteli i bez cen, które w ostatnich latach w najbardziej obleganych miejscach Europy urosły do absurdu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Oto pięć par, które w 2026 roku robią największą furorę.
Zamiast Santorini — Milos
Santorini jest piękne. Jest też w lipcu tak zatłoczone, że słynne niebieskie kopuły w Oia fotografuje się w kolejce — dosłownie, ustawiając się za innymi turystami czekającymi na to samo ujęcie. Ceny hoteli z widokiem na kalderę to kilkaset euro za noc w szczycie sezonu.
Milos leży kilkadziesiąt minut promem od Santorini i ma białe wioski, turkusową wodę i skalne plaże — w tym Sarakiniko, księżycowy krajobraz białych skał przy morzu, który na zdjęciach wygląda jak inny planet. Ceny: połowa tego co Santorini. Tłumy: ułamek. Piękno: takie samo, a miejscami większe.

Zamiast Wenecji — Comacchio
Wenecja jest Wenecją i nie ma swojego duplikatu. Ale jeśli chodzi o estetykę kanałów, kolorowych kamienic i łodzi sunących między domami — Comacchio w Emilii-Romanii robi to samo w skali, która jest przyjemna zamiast przytłaczająca.
Miasteczko zwane "małą Wenecją Adriatyku" ma siódmowieczną historię, trzy połączone mostami wyspy i kanały tak spokojne, że można je przepłynąć kajakiem bez umawiania wycieczki. I praktycznie żadnych zagranicznych turystów. I węgorze — lokalna specjalność, której w Wenecji nie zjesz.

Zamiast Barcelony — Walencja
Barcelona stała się ofiarą własnego sukcesu — drogie Airbnb, turystyczne restauracje na każdym rogu i lokalne stowarzyszenia z transparentami proszącymi turystów o wyjazd. Walencja jest tym, czym Barcelona była 20 lat temu: żywa, autentyczna, z niesamowitą architekturą i jedzeniem — i bez poczucia, że jesteś częścią przemysłu turystycznego.
Paella pochodzi z Walencji, nie z Barcelony. Ciudad de las Artes y las Ciencias — futurystyczny kompleks Calatravy — jest jednym z najpiękniejszych budynków w całej Hiszpanii. Plaże są bliżej centrum niż w Barcelonie. A ceny — wyraźnie niższe.

Zamiast Dubrownika — Kotor
Dubrownik jest na każdej liście "must-see Europy" i właśnie dlatego jest nie do zniesienia w sezonie. Kotor w Czarnogórze ma te same mury obronne, to samo Adriatyczne morze i tę samą średniowieczną architekturę — z górami jako tłem, bo zatoka Kotorska wygląda bardziej skandynawsko niż śródziemnomorsko i jest jedynym fiordem na południe od Norwegii.
Ceny w Kotorze: wyraźnie niższe niż w Chorwacji. Tłumy: znacznie mniejsze. Widok z murów na zatokę: jeden z najpiękniejszych w basenie Morza Śródziemnego.

Zamiast Bali — Lombok
Bali jest ofiarą dokładnie tego samego co Barcelona i Dubrownik: własnej sławy. Uluwatu i Seminyak to dziś świat instagramerów, drogich villi i ruchu ulicznego, który nie pasuje do wyobrażenia tropikalnego raju.
Lombok leży tuż obok Bali — godzina promem — i ma te same ryżowe tarasy, te same plaże i ten sam klimat. Bez tłumów. Bez "influencer corners" na każdej plaży. Z wulkanem Rinjani, jednym z najpiękniejszych do trekkingu w Azji Południowo-Wschodniej. I z cenami, przy których Bali wydaje się drogie.

Czy dupe zawsze znaczy gorsze?
Nie — i właśnie o to chodzi w tym trendzie. "Dupe destination" to nie miejsce drugiej kategorii. To często miejsce, które jest po prostu inne niż słynny oryginał — i które daje podróżnikowi coś, czego oryginał już dawno nie może dać: ciszę, autentyczność i poczucie odkrycia.
Bo najpiękniejsze chwile w podróży zdarzają się rzadko w miejscach, w których stoją kolejki do selfie. Zdarzają się wtedy, gdy nikogo nie ma i widok należy tylko do ciebie.