Ta hiszpańska wyspa wygląda jak powierzchnia Marsa. Artysta, który tu zamieszkał, postanowił zamienić ją w dzieło sztuki!
Lanzarote to wyspa wulkanów, czarnej lawy i krajobrazu, który nie przypomina żadnego innego miejsca w Europie. Ale to, co sprawia że jest naprawdę wyjątkowa, to jeden człowiek — César Manrique — który pół wieku temu postanowił, że architektura i natura muszą tu mówić jednym głosem.

- Redakcja VIVA!
Są miejsca, które wyglądają pięknie. I są miejsca, które wyglądają jak z innego świata. Lanzarote należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii — i to nie jest poetycka przesada. Czarne pola lawy rozciągające się po horyzont, wulkaniczne kratery jeden obok drugiego, ziemia w kolorach, których nie ma w żadnej europejskiej palecie: rdzawa, grafitowa, ochrowa, miejscami zupełnie biała od soli. NASA używała Lanzarote do testowania sprzętu przeznaczonego na Marsa. Trudno się dziwić.
A jednak — mimo że wyspa wygląda jak powierzchnia innej planety — jest tu coś ciepłego, bardzo ludzkiego i absolutnie niepowtarzalnego. I to coś ma imię i nazwisko: César Manrique.
Człowiek, który stał się wyspą
César Manrique urodził się na Lanzarote w 1919 roku, studiował sztukę w Madrycie i Nowym Jorku, przyjaźnił się z Warholem i Miró. Mógł zostać w Nowym Jorku. Wrócił na wyspę w 1966 roku — i to, co zrobił przez kolejne dekady, nie ma precedensu w historii europejskiej architektury i designu.
Manrique miał jedno obsesyjne przekonanie: że budynki powinny wyrastać z krajobrazu, nie walczyć z nim. Że architektura i natura to nie są przeciwnicy. Że Lanzarote — ze swoją czarną lawą, białymi domami i wiecznie błękitnym niebem — jest już gotowym dziełem sztuki, któremu człowiek może tylko towarzyszyć, nie dominować.
I zaczął budować. Dosłownie w lawie.

Domy w lawie, winnice w kraterach
Pierwszym i najbardziej osobistym projektem Manrique'a był jego własny dom — Fundación César Manrique w Tahíche. Zbudował go w bąblach powietrznych, które pozostały po zastyganiu lawy sprzed pięciu wieków. Pięć podziemnych sal, każda w naturalnej komorze wulkanicznej, połączone tunelami z wydrążonej skały. Przez okrągłe okna w suficie wchodzi światło. Na ścianach rosną rośliny. To jest dom, który nie istniałby nigdzie indziej na świecie — bo tylko Lanzarote ma taką lawę, takie bąble, taki krajobraz.
Jameos del Agua to kolejny projekt — jaskinia lawowa przy oceanie, w której podziemne jezioro łączy się z morzem. Manrique zamienił ją w przestrzeń kulturalną: koncertową salę wykutą w skale, ogród w kraterze, restaurację z widokiem na ocean. I zostawił w jeziorze jej mieszkańców — endemiczne białe kraby, niewidome od milionów lat życia w ciemności.

Mirador del Río to taras widokowy na klifie na północy wyspy — skromny budynek wbudowany w skałę tak precyzyjnie, że z zewnątrz niemal niewidoczny. W środku: panoramiczne okna i widok na sąsiednią wyspę La Graciosa, jeden z najpiękniejszych widoków w całej Hiszpanii.
I winnice. Timanfaya, region winiarski Lanzarote, to miejsce, które trzeba zobaczyć żeby uwierzyć: każda winorośl rośnie w indywidualnym półokrągłym zagłębieniu wydrążonym w czarnej lawie — zwanym zoco — które chroni ją przed wiatrem i zbiera nocną wilgoć. Tysiące małych kraterków w czarnym polu, w każdym jedna roślina. Z lotu ptaka wygląda jak dzieło sztuki abstrakcyjnej.

Czego Manrique nie pozwolił zbudować
Równie ważne jak to, co Manrique zaprojektował, jest to, czego nie pozwolił zbudować. Przez lata był nieformalnym — a potem formalnym — strażnikiem estetyki wyspy. Przekonał władze Lanzarote do wprowadzenia jednych z najsurowszych regulacji budowlanych w Europie: żadnych billboardów, żadnych budynków wyższych niż dwie kondygnacje, żadnych neonów, żadnych hoteli przysłaniających linię horyzontu. Wszystkie domy muszą być białe z niebieskimi lub zielonymi detalami — kolor ustalony dla całej wyspy.
Efekt jest widoczny z każdego punktu: Lanzarote wygląda jak Lanzarote, nie jak każdy inny śródziemnomorski kurort z betonowymi blokami przy plaży.
Jak dojechać i kiedy
Z Warszawy loty bezpośrednie na Lanzarote trwają około 5 godzin. Ceny biletów w dwie strony przy rezerwacji z wyprzedzeniem — od 400 złotych. Wyspa przyjmuje turystów przez cały rok — klimat jest tu tak stabilny, że temperatura rzadko spada poniżej 18 stopni nawet w grudniu.
Najlepszy czas na wizytę to wiosna i jesień — bez letnich tłumów, z pełnym słońcem i temperaturami idealnymi do zwiedzania. Park Narodowy Timanfaya, gdzie można zobaczyć aktywne wulkany, wymaga rezerwacji — warto zrobić to z wyprzedzeniem.
Lanzarote jest wyspą, na której warto wynająć samochód i odkrywać powoli — każdy zakręt drogi otwiera inny widok, każda wioska ma swój charakter. I wszędzie, w każdym budynku przy każdej drodze, można zobaczyć ślad jednego człowieka, który postanowił że jego wyspa będzie dziełem sztuki. I dotrzymał słowa.
