Reklama

Hola! Cómo estás?! (Hej! Jak się masz?!)”, krzyczy do mnie szeroko uśmiechnięty starszy mężczyzna z solidnym wąsem. Ubrany jest w stalowy mundur z pagonami, białe lniane spodnie, sznurowane podkolanówki i solidne czarne buty. Na głowie ma wojskową czapkę rogatywkę, a na brzuchu skórzany pasek, do którego przypięte są kabury na pistolety. Jesteśmy przed wejściem do domu muzeum Gabriela Garcíi Márqueza w miejscowości Aracataca na kolumbijskich Karaibach. A mój nowy kolega to ucieleśnienie postaci pułkownika Aureliano Buendía, stworzonej przez pisarza w „Stu latach samotności”.

Dom jest nieduży, bielony. To tu początek miało Márquezowskie Macondo, fikcyjne miasto, które po dwóch latach wędrówki wybudowali bohaterowie kultowej powieści. Przechodzę przez furtkę i zanurzam się w świecie Gabo – jak Márquez nazywany jest w Kolumbii. Na ścianie budynku napis po hiszpańsku: „Dla nas liczyła się tylko jedna rzecz na świecie: stary dom dziadków w Aracatace, w którym miałem szczęście się urodzić”. To cytat z autobiografii pisarza „Życie jest opowieścią”. Budynek nie jest oryginalnym domem, w którym w 1927 roku urodził się Márquez, ale jego kopią. Ten pierwszy został zburzony po pożarze. Ale miejsce się zgadza. To tu mały Gabo spędził pierwsze osiem lat życia. I to tu znajdziemy mnóstwo tropów, przenoszących nas na karty jego powieści.

72 nocniki Melquíadesa

Na patio zobaczyć można słynne wielkie drzewo z poplątanymi gałęziami i korzeniami – to do niego przywiązany był założyciel Macondo, José Arcadio Buendía. A później to je nawiedzał jego duch. Tutaj też zmarł jego syn.Nieco dalej zadaszona jadalnia na świeżym powietrzu, drewniany stół, kilka krzeseł, obok pełen kwiatów ogród. Wewnątrz nanizane na oś korytarza niewielkie pokoje. Sypialnia dziadków Gabito: pułkownika Nicolása Márqueza i jego żony Tranquiliny Iguarán. Pokój dzienny, kuchnia, spiżarnia i wreszcie pokój Gabo. Nad wykonaną z metalowych prętów kołyską kolejny cytat z jego autobiografii: „Pokoje były proste i niczym się od siebie nie różniły, ale wystarczyło jedno spojrzenie, aby uświadomić sobie, że w każdym z niezliczonych szczegółów kryje się kluczowy moment mojego życia”. Nieopodal dostrzec można też niepozorny budynek, który był wzorem powieściowego warsztatu Melquíadesa, a więc Cygana wagabundy („z krzaczastą brodą i rękami jak łapki wróbla”), w którym przetrzymywano jego 72 nocniki.
Ściany budynków, tak jak blisko sto lat temu, są białe. Nicolás Márquez celowo kazał je pobielić, by ukochany wnuk miał po czym rysować – co uwielbiał. W tym czasie on sam zamykał się w kantorku i tworzył misterne figurki złotych rybek ze szmaragdowymi oczami – podobne sceny również bez trudu znajdziemy na stronach sagi o rodzinie Buendía, którą słynny chilijski poeta Pablo Neruda nazwał „najważniejszym dziełem literatury hiszpańskojęzycznej od czasów »Don Kichota«”.

Pułkownik Márquez, uczestnik kolumbijskiej wojny domowej, był tym, który wywarł największy wpływ na światopogląd przyszłego noblisty. To po nim odziedziczył on zainteresowanie polityką, historią i stosunkami społecznymi. Jednak to jego babcię Tranquilinę Iguarán Cotes uważa się za osobę, dzięki której Gabo został pisarzem. To jej opowieści z pogranicza świata rzeczywistego i fantazji, jej osobliwe sny, przesądy i obsesje (zwłaszcza ta dotycząca śmierci) obudziły w nim czołowego przedstawiciela literackiego gatunku nazwanego realizmem magicznym. W powieściowym Macondo mieszają się wątki abstrakcyjne z tymi, które nawiązują do burzliwej kolumbijskiej historii i codzienności. Ona też miała ogromny wpływ na kształtowanie się oryginalnego stylu literackiego i języka pisarza. „Opowiadała rzeczy nadprzyrodzone i fantastyczne, ale mówiła o nich z całkowitą naturalnością. Gdy w końcu uchwyciłem ton, którego musiałem użyć, usiadłem do biurka na 18 miesięcy i pracowałem każdego dnia”, tłumaczył po latach Márquez, wspominając pracę nad książką, która uczyniła go sławnym na całym świecie. Innym razem dodawał: „Chciałem utrwalić środkami poetyckimi świat mojego dzieciństwa, które spędziłem w wielkim, bardzo smutnym domu, z siostrą jedzącą ziemię, babką odgadującą przyszłość i licznymi krewniakami; nosili oni te same imiona i szczęście było dla nich równoznaczne z szaleństwem”.
Wydaje się znajome? Miłośnicy powieści (ale też serialu Netflixa) błyskawicznie znajdą tu odniesienie do postaci Rebeki, która nocami wymykała się do ogrodu, by żywić się czarnoziemem, a także jej krewnych noszących imiona José Arcadio, Arcadio, Aureliano Drugi, Aureliano Smutny i tak dalej. Nie przypadkiem niektóre wydania „Stu lat samotności” opatrzone były skomplikowanym drzewem genealogicznym, by połapać się w tym niezwykłym uniwersum.

Owoc mezaliansu

„Kiedy jestem pytany o swoją tożsamość, odpowiadam, że czuję się Latynosem z dowolnego kraju. Co nie zmienia faktu, że zawsze tęskniłem za swoją ojczyzną. Kiedy któregoś dnia wróciłem do Aracataki, zdałem sobie sprawę, że materiałem, z którego tworzyłem, było to wszystko, co znajdowało się pomiędzy rzeczywistością a nostalgią. Aracataca dała mi tę świadomość”, mówił Márquez. „W gruncie rzeczy nie jestem ani nie będę nikim więcej niż jednym z 16 dzieci telegrafisty z Aracataki”, dodawał, przyznając, że był owocem namiętnej miłości, ale też mezaliansu, który zresztą opisał w powieści „Miłość w czasach zarazy”.
Dom telegrafisty Narodowej Administracji Pocztowej, w którym pracował ojciec Márqueza, stoi przy ulicy Dziewiątej pod numerem 5–30. To tu potajemnie spotykali się skromny telegrafista Gabriel Eligio García i Luisa Santiaga Márquez Iguarán, córka pułkownika, a więc osoby cieszącej się w okolicy wielkim prestiżem. I to jej rodzice zajęli się wychowaniem Gabito w początkowych latach. Sam Gabriel przyszłą żonę Mercedes Barchę poznał jako nastolatek, gdy ta miała zaledwie dziewięć lat. Już wtedy postanowili, że będą małżeństwem. Czy historia nie wydaje się państwu znajoma? W „Stu latach samotności” poznajemy tragiczną historię Pięknej Remedios, w której jako dziewięciolatce zakochuje się dorosły Aureliano Buendía. I która jako dziecko zostaje jego żoną, a potem szybko i gwałtownie umiera. Na szczęście w prawdziwym życiu zarówno Gabriel, jak i Mercedes dożywają sędziwego wieku. Oczywiście jako małżeństwo.
Dom telegrafisty to dziś muzeum. Nadal wygląda tak, jak w latach 20. i 30. XX wieku, a więc w czasach wczesnego dzieciństwa pisarza. Wewnątrz sporo portretów przyszłego noblisty, a także jego siedzący pomnik z brązu, u którego stóp zobaczyć można maszynę do pisania. Również z brązu.

Ulica Turków

Będąc w Aracatace, trzeba odwiedzić plac Simóna Bolívara, największego bohatera Kolumbii i świata latynoskiego, nie przypadkiem nazywanego El Libertador (Wyzwoliciel). Podobnie jak miejski plac w fikcyjnym Macondo to centrum lokalnego życia. To tu odbywają się wiece i spotkania przedwyborcze, koncerty, spektakle, a także głośne karaibskie festyny, jak Fiesta Del Río (Święto Rzeki). W „Stu latach samotności” Arcadio Drugi organizował na placu przyjęcia i walki byków. W prawdziwym życiu tym samym przed II wojną światową zajmował się jeden z wujków młodego Gabo. Na środku placu poza pomnikiem Bolívara (a więc powieściowego przywódcy Liberałów) stoi pomnik czytającego książkę Márqueza. Przy okazji warto zajrzeć do kościoła San José. Ten przybytek to miejsce, którego odpowiednik nieraz pojawia się na kartach „Stu lat samotności”. W rzeczywistości fikcyjnej królował tu ojciec Nikanor, w rzeczywistości – ochrzczono tu zarówno Gabriela Garcíę Márqueza, jak i wielu członków jego rodziny. Podobnie jak w powieści, gdzie ksiądz z ambony zatwierdza do wyświetlania (lub potępia) filmy, tak w dzieciństwie Gabo podczas kazań dowiadywał się, które z cudów – niemej jeszcze – kinematografii będzie mógł zobaczyć w niedalekim Teatro Olimpia, pierwszym w mieście kinie. Warto też zajrzeć na ulicę Turków. Garcia Márquez również pisał o niej w powieściach. Nie przypadkiem. Duże grupy imigrantów z Bliskiego Wschodu przybywały do Kolumbii na początku XX wieku, ale też później. Sklepy zakładali w okolicach obecnego skrzyżowania ulic Ósmej i Drugiej, tworząc duże centrum handlowe. Dziś te rewiry nie różnią się zbytnio od reszty miejskiej tkanki. Ciekawostką jest, że libańskim imigrantem był dziadek – od strony ojca – gwiazdy muzyki pop, Shakiry. Ona sama urodziła się już w Barranquilli, jednym z największych kolumbijskich miast. Ale i García Márquez miał z Barranquilli dobre wspomnienia. To tutaj jako nastolatek zadebiutował jako dziennikarz; jego reportaże ukazywały się w lokalnej gazecie „El Heraldo”. Z czasem także w ukazującym się w Cartagenie dzienniku „El Universal”.

To w miejscowości Aracataca na kolumbijskich Karaibach miało swój początek Marquézowskie Macondo, fikcyjne miasto stworzone przez pisarza w kultowych „Stu latach samotności”.Dom muzeum Garcíi Márqueza w Aracatace co roku odwiedzają tysiące turystów.
To w miejscowości Aracataca na kolumbijskich Karaibach miało swój początek Marquézowskie Macondo, fikcyjne miasto stworzone przez pisarza w kultowych „Stu latach samotności”.
Dom muzeum Garcíi Márqueza w Aracatace co roku odwiedzają tysiące turystów. ALAMY LIMITED

Karaibska dusza

Północna Kolumbia była w sercu Márqueza do śmierci. Nie przypadkiem, gdy w roku 1982 odbierał w Sztokholmie literacką Nagrodę Nobla, jako jedyny nie przywdział fraka, a karaibską koszulę guayabera.
Pisząc o stworzonym przez Márqueza uniwersum Macondo, jego biografowie wskazują też niedaleką miejscowość Ciénaga. A także okolice miasta Santa Marta i gór Sierra Nevada de Santa Marta. To one miały stanowić inspirację dla miejsc, przez które – niczym biblijni Żydzi szukający ziemi obiecanej – przez długie dwa lata idą przyszli jego mieszkańcy. W tych okolicach dochodziło do licznych krwawych potyczek pomiędzy konserwatystami a liberałami. A przecież oddziałami tych ostatnich dowodzi charyzmatyczny pułkownik Aureliano Buendía (w rzeczywistości: dziadek Nicolás Márquez).

Kronika zapowiedzianej śmierci

Od 11. roku życia Gabo z rodzicami mieszkał już w gminie Sucre. I ona również znajduje się na literackiej mapie noblisty. Tu miały miejsce zdarzenia opisane w „Kronice zapowiedzianej śmierci”. W dużym skrócie: w czasie nocy poślubnej pan młody stwierdza, że jego żona nie jest dziewicą, zwraca ją rodzicom i próbuje unieważnić ślub. Dziewczyna wyznaje, kto jest sprawcą jej hańby, a jej bracia – zgodnie z kodeksem honorowym – muszą dokonać zemsty, zabijając uwodziciela. Po cichu liczą, że ktoś jednak ich powstrzyma. Na skutek przedziwnego splotu okoliczności do zabójstwa dochodzi.

Również Sucre postanowiło zdyskontować światowy sukces noblisty, tworząc „Drogę magiczną jego śladami”, nazywaną też „Drugą stroną Macondo”. Spacer po tym szlaku turystyki kulturowej warto rozpocząć na promenadzie Macondo. Następnie można przejść pod dom, w którym mieszkał Cayetano Gentile Chimento, który był jakoby pierwowzorem Santiago Nasara z „Kroniki zapowiedzianej śmierci”. Gentile został tu brutalnie zamordowany w 1951 roku przez dwóch braci. I było to tak zwane zabójstwo honorowe, bracia zeznali później, że ich siostra oddała się seniorowi Gentile przed ślubem z innym mężczyzną. Kolejny punktem jest dom, w którym mieszkała rodzina Mercedes Barchy, żony Gabo. Z kolei w „Alei śmierci” stoi dziś popiersie Márqueza, a także znanej z „Kroniki…” Mamy Grande. Zdaniem niektórych „gabologów” tu również mieszkała pracownica seksualna Pilar Ternera, która rozprawiczyła przyszłego noblistę w wieku lat 15. Co ciekawe, postać o nazwisku Pilar Ternera występuje również w „Stu latach samotności”. To w niej zakochuje się młody José Arcadio Buendía; z tego romansu rodzi się kolejny José Arcadio, zwany po prostu Arcadio. Pilar sypia również z bratem starszego José Arciadia, Aurelianem – późniejszym pułkownikiem – i jemu również rodzi syna, Aureliano José.

El Bogotazo

Czas dojrzewania w życiu Márqueza ukształtował jego dalszą drogę. Jak po latach przyznawał, zdał sobie wówczas sprawę z tego, co najbardziej w życiu lubi: czytanie książek i seks. Z tego brało się wiele jego późniejszych decyzji życiowych. Przełomem w życiu Gabo było rozpoczęcie nauki na Uniwersytecie Narodowym w Bogocie. Studiował prawo, a jednocześnie zaczął publikować w prestiżowej gazecie „El Espectador”. Na tych łamach ukazywały się jego korespondencje między innymi z Paryża, Barcelony, Meksyku, Caracas czy Nowego Jorku. Tu powstawała jego pierwsza powieść „Szarańcza”. W kolumbijskiej stolicy do dziś zachowało się sporo miejsc, które są z nim kojarzone. Zaczynam od Parque de los Periodistas (parku Dziennikarzy) imienia Gabriela Garcíi Márqueza w dzielnicy La Candelaria. Márquez lubił tu przesiadywać z książką. Parę kroków stąd wciąż istnieje Café Pasaje, kawiarnia w starym stylu. Niewiele się tu zmieniło od lat 40. i 50. XX wieku, kiedy nad filiżanką kawy czy kieliszkiem koniaku przesiadywał tu Gabo Márquez. Do dziś przy małych okrągłych stolikach, na czerwonych krzesłach rezydują tu wiekowi panowie, grający w szachy czy warcaby i sączący znakomitą kolumbijską kawę. Tak jakby czas się tu zatrzymał… W tym roku Café Pasaje obchodzi 88. urodziny i przyznać trzeba, że – poza odwiedzinami Gabo – było miejscem znaczącym dla historii Kolumbii także z całkiem innego powodu. 9 kwietnia 1948 roku niedaleko tej kafejki śmiertelnie postrzelono uwielbianego przez liberalną część społeczeństwa kandydata na prezydenta Kolumbii Jorge Eliécera Gaitána. To wydarzenie zapisało się w dziejach tego kraju jako El Bogotazo i, jak przyznają historycy, odwróciło jego historię. Wtedy zaczęła się kolejna wojna domowa pomiędzy konserwatystami a liberałami. Podobno to właśnie w Pasaje krwawiący Gaitán wypił ostatnią w swoim życiu szklankę wody. Młody Gabo miał szansę obserwować te historyczne wydarzenia z bliska. I nie pozostały one bez wpływu na jego twórczość.

Wyrazem uwielbienia dla noblisty jest też usytuowane w La Candelarii przy ulicy Jedenastej Centrum Kultury Gabriela Garcíi Márqueza. Są tu zbiór pamiątek po pisarzu i wielka księgarnia, gdzie poza bodaj wszystkimi wydaniami dzieł Gabo znajdziemy też hiszpańskojęzyczne przekłady książek Wisławy Szymborskiej, Zygmunta Baumana czy Ryszarda Kapuścińskiego. Márquez miał okazję poznać tego ostatniego – spotkali się w ukochanej przez Kolumbijczyka Cartagenie.

Márquez, który Cartagenę ukochał ponad wszystko, pisał o niej, że uwodzi jak żadne inne miasto. To tu rozgrywa się akcja powieści „Miłość w czasach zarazy”.W Cartagena de Indias do dziś, nieopodal nadmorskiej promenady, stoi dom Márqueza. Przypomina nieco… duży bunkier.
Márquez, który Cartagenę ukochał ponad wszystko, pisał o niej, że uwodzi jak żadne inne miasto. To tu rozgrywa się akcja powieści „Miłość w czasach zarazy”.
W Cartagena de Indias do dziś, nieopodal nadmorskiej promenady, stoi dom Márqueza. Przypomina nieco… duży bunkier. ALAMY LIMITED

Miłość w czasach zarazy

Cartagena de Indias jest moim ostatnim przystankiem w podróży śladami Márqueza. Zabytkowymi ulicami idą czarnoskóre kobiety w sukniach w kolorach kolumbijskiej flagi i krwawoczerwonych chustach, na głowach niosą metalowe tace z owocami. Obok pokrzykują sprzedawcy hormigas culonas, czyli kolumbijskie „mrówki wielkodupczaste”, miejscowy rarytas. Cartagena do dziś zachowała kolonialny wdzięk. Nie wszyscy turyści chcą wiedzieć, że ma ona też swoją mroczną historię, a architektoniczne (i wszelkie inne) bogactwo zawdzięcza handlowi niewolnikami. W XVIII wieku był to największy w obu Amerykach port przeładunkowy dla ludzi zniewolonych w Afryce i wysyłanych stąd w głąb kontynentu. Echa tego słychać również w twórczości Márqueza, który Cartagenę ukochał ponad wszystko. Pisał o niej, że położona jest „na obrzeżu czasu” i że uwodzi jak żadne inne miasto. To tutaj, obok nadatlantyckiej promenady, stoi jego dom. Brązowa elewacja, niewiele okien, przypomina duży bunkier. Żadnych oznaczeń, że to dom laureta Nagrody Nobla. W Cartagenie rozgrywa się akcja Márquezowskiej „Miłości w czasach zarazy”. Florentino Ariza do szaleństwa zakochuje się w 18-letniej Ferminie Dazie. Ona jednak go odrzuca jako przeciętniaka. Florentino wybiera życie samotnika. Wszystko zmienia się, gdy są już blisko kresu życiowej drogi. Miłość wybucha mimo wieku obojga i wszelkich przeciwności. I jest to już miłość inna, mądra i dojrzała. „Życie jest mądrzejsze od nas wszystkich”, puentuje w tej powieści Márquez. I chyba trzeba mu uwierzyć, myślę, stojąc przed jego popiersiem na dziedzińcu cartageńskiej katedry La Merced, gdzie złożono połowę prochów pisarza. Druga część została w Meksyku, gdzie zmarł.

La Candelaria district, Bogota, Colombia, South America
La Candelaria, najstarsza część Bogoty, pełna kolorowych kolonialnych domów i miejsc związanych z noblistą. Florian Kopp Agencja: IMAGEBROKER RF
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...