Reklama

Naszą podróż zaczynamy niedaleko Placu Felliniego, przy eleganckim bulwarze Principe Amedeo, w pobliżu którego znajdował się rodzinny dom reżysera przy Cesari Clementi 2. To tutaj młody Federico chłonął świat. Gapił się na eleganckie damy, przyjeżdżające do kurortu i ekscentrycznych dżentelmenów, którzy później zaludnili ekrany w „Amarcordzie”. W dorosłym życiu tęsknił za atmosferą tego miejsca. „Rimini to wymiar pamięci”, mawiał. W drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku Rimini było prowincjonalnym, nadmorskim uzdrowiskiem, a nie renomowanym kurortem szczycącym się plażą równie długą co Miami Beach. Życie toczyło się monotonnie i nudno. Latem pojawiali się przybysze z wielkich miast, wzbudzając fantazję mieszkańców innością. Klimat takiego miasteczka odmalował potem reżyser w swoim filmie „Wałkonie”.

Ucieczka z cyrkiem

Ojciec Felliniego był komiwojażerem, który wdzięk prowincjonalnego bon vivanta łączył z mieszczańskimi cnotami umiaru i rozsądku. Trudnił się sprzedażą artykułów kolonialnych. Matka zaś zajmowała się wychowaniem Federica oraz jego młodszego rodzeństwa. Legenda głosi, że jako dziecko Federico uciekł z domu z wędrownym cyrkiem, choć zdaniem biografów była to tylko jedna z jego autokreacji. Podobno zniknął na kilka godzin, a nawet tygodni, mając siedem lub 12 lat. Zrozpaczeni rodzice mieli zawiadomić policję, która znalazła zbiega. Jeden szczegół pozostaje niezmienny – Federico opiekował się tam zebrą. Ale jego miłość do cyrku stała się legendarna: „Gdyby nie wynaleziono kina, zostałbym dyrektorem cyrku, który łączy technikę, precyzję i improwizację”, mówił. Wówczas jednak nie zdobyłby pięciu Oscarów za swoje genialne filmy.

Federico Fellini z ukochaną żoną, aktorką Giuliettą Masiną, w jego rodzinnym mieście, 1986 rok.
Federico Fellini z ukochaną żoną, aktorką Giuliettą Masiną, w jego rodzinnym mieście, 1986 rok. L. CENDAMO/GETTY IMAGES

Świątynia iluzji: Kino Fulgor

Tworzył swoje życie niczym własne filmy. Jego biografia stała się dziełem poetyckiej wyobraźni, co krytyków doprowadzało do rozpaczy. On sam mówił, że byłoby rzeczą okropną powtarzać to samo przez całe życie. Jedno jest pewne – urodził się 20 stycznia 1920 roku w Rimini, w domu przy Dardanelli 10, gdzie widnieje pamiątkowa tablica. Mały Federico był dzieckiem leniwym, jak twierdzą przyjaciele. Nie żywił zapału do nauki, książek nie pochłaniał. Za to lubił się wygłupiać i zwracać na siebie uwagę, odgrywając małe rólki na użytek rodziny i kolegów. Być może nigdy nie zainteresowałby się filmem, gdyby nie legendarne Kino Fulgor, mieszczące się w Pałacu Valloni przy Corso d’Augusto. Siedząc na kolanach ojca, Federico obejrzał tam pierwszy film „Maciste w piekle”. I również tam przeżył pierwszy miłosny zawód. Z zapałem też szkicował na serwetkach karykatury widzów, by zarobić na bilety, a wiele lat później zarabiał jako uzdolniony karykaturzysta w jednym z rzymskich magazynów. Dziś wnętrze Kina Fulgor, zaprojektowane przez trzykrotnego zdobywcę Oscara Dantego Ferrettiego, ocieka złotem i czerwonym aksamitem. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak mogłoby wyglądać w sennym marzeniu maestra. Fellini mawiał, że kino jest jak kościół, tylko zamiast modlitw słychać w nim chrupanie orzeszków. Koniecznie trzeba tu zajrzeć, a najlepiej zobaczyć seans. Usiąść w złotych fotelach i poczuć się jak młody Federico, odkrywający w ciemnościach potęgę kłamstwa, które mówi prawdę…

Dzielnicę Rimini SanGiuliano w czasach dzieciństwa Felliniego zamieszkiwali rybacy i drobni rzemieślnicy. Dziś to najbardziej malowniczy zakątek miasta.
Dzielnicę Rimini San Giuliano w czasach dzieciństwa Felliniego zamieszkiwali rybacy i drobni rzemieślnicy, a dziś to najbardziej malowniczy zakątek miasta. JACEK913/ADOBE STOCK

Zamek Sismondo: forteca snów

Kino Fulgor jest tylko częścią niezwykłego Muzeum Federica Felliniego w centrum Rimini i obowiązkowym must see w tym mieście. To „muzeum bez ścian”, rozproszone między renesansowym Zamkiem Sismondo, wspomnianym już kinem i Placem Malatesty. Przypomina multimedialną machinę, która wciąga widza w sam środek rozgrzanej głowy reżysera, gdzie granica między jawą a snem jest cieńsza niż pasek celuloidu. Główna część muzeum mieści się w XV-wiecznej twierdzy Castel Sismondo. Wybór tego miejsca okazał się genialny w swojej ironii – surowe, ceglane mury obronne skrywają najbardziej ulotne i surrealistyczne wizje Felliniego. W wysokich salach unoszą się gigantyczne ekrany, na których Anita Ekberg, piękność grająca u Felliniego, wchodzi do Fontanny di Trevi, a klauni śmieją się do zwiedzających. Są też magiczne szafy, z których po otwarciu szuflad wylewają się światło i dźwięk – fragmenty scenariuszy, rysunki reżysera, kostiumy. Nowoczesną technologię wykorzystano, by oddać hołd „felliniesque”, czyli temu, co dziwne i piękne zarazem. Wchodzimy do sali wypełnionej sztuczną mgłą, nawiązującą do „Amarcordu”. Nasze ruchy rozganiają opary, odsłaniając projekcje na ścianach. W innej części wystarczy dmuchnąć w stronę mikrofonu, by na ekranie zawirowały postacie z filmów i piasek z plaży „zasypał” obraz. Dzięki multimediom każdy odwiedzający na chwilę staje się statystą w wielkiej, niekończącej się produkcji pod tytułem „Życie”. Można zajrzeć do słynnej „Księgi snów” Felliniego, które męczyły go całe życie i które przenosił na papier, szkicując je zaraz po przebudzeniu na polecenie swojego psychoanalityka. To pozwala lepiej zrozumieć jego obsesje: kult kobiety matki, cyrk, morze i wieczne poszukiwanie duchowości w kiczu.

Zamek łączy się z Kinem Fulgor poprzez Plac Malatesty, nazywany przez mieszkańców „Placem Snów” – w określonych godzinach pojawia się na nim kurtyna mgły, na której wyświetlają się twarze aktorów Felliniego. Na środku placu zwraca uwagę konstrukcja przypominająca cyrkową arenę, nawiązująca do finałowej sceny z „Osiem i pół”, gdzie wszyscy bohaterowie tańczą w radosnym korowodzie. Muzeum Felliniego to hołd dla jego wyobraźni, która nie zna granic, tak jak bezgraniczne jest jego ukochane morze w Rimini. Bajecznie piękne o poranku i podczas zachodów słońca.

W porcie Rimini, miejscu nadmorskich eskapad młodego Federica, dziś nie cumują już zwykłe rybackie łodzie.
W porcie Rimini, miejscu nadmorskich eskapad młodego Federica, dziś nie cumują już zwykłe rybackie łodzie. MADEO99/SHUTTERSTOCK
Most Tyberiusza,słynne miejsce do zwiedzania w Rimini o świcie, oddziela miasto od „dzielnicy Felliniego” San Giuliano.
Most Tyberiusza, słynne miejsce do zwiedzania w Rimini o świcie, oddziela miasto od „dzielnicy
Felliniego” San Giuliano. ALEXUGALEK/ADOBE STOCK

Kursal i Molo di Rimini

Można sobie wyobrazić, jak wyglądały nadmorskie eskapady młodego Federica. Tam, gdzie tętni dziś plażowe życie, znajdował się dawny „kursal”, luksusowy dom kuracyjny i salon towarzyski. Choć czas zmienił to miejsce, wciąż można tu poczuć ducha „Wałkoni” – na tarasach i murkach przesiadywali młodzi mężczyźni, patrząc w stronę horyzontu i czekając, aż życie wreszcie się zacznie. Czekał też na swoją szansę Fellini. Na samym końcu nadmorskiej drogi pojawia się Molo di Rimini, przez miejscowych nazywane czule La Palatą. Ma w sobie coś z melancholii. Zimą, w oparach gęstej mgły, motocyklista z „Amarcordu” gazował tutaj swoją maszynę, a mieszkańcy wypatrywali legendarnego liniowca Rex. Na końcu mola stoi latarnia morska Faro, będąca dla mieszkańców Rimini stałym punktem świata, co sezon zmieniającym się pod dyktando turystów. Właśnie tutaj Fellini kazał swoim bohaterom szukać odpowiedzi na egzystencjalne pytania, których nie odważyli się zadać za dnia.

Liczne murale na ścianach dzielnicy San Giuliano upamiętniają geniusz reżysera Federica Felliniego.
Liczne murale na ścianach dzielnicy San Giuliano upamiętniają geniusz reżysera Federica Felliniego. V. GHISELLINI/SHUTTERSTOCK

Grand Hotel i pokój 315

Niedaleko nabrzeża lśni elegancki Grand Hotel. Dla chłopca ze skromnej rodziny, jakim był Federico, stał się symbolem zakazanego luksusu, światem białych smokingów, egzotycznych podróżników i rajem na ziemi, który podglądał przez dziurkę w płocie. To podglądanie zainspirowało potem najsłynniejsze sceny w „Amarcordzie”. Fellini wspominał, że hotel wydawał mu się gigantycznym statkiem, który przybił do brzegu Rimini z innej planety. Tutaj słynna Gradisca z „Amarcordu” marzyła o wielkim świecie. To po części marzenia samego Felliniego, któremu dziecięca nostalgia za czymś nieosiągalnym towarzyszyła do końca życia.

Kiedy stał się już sławny i wracał do Rimini, mógł w końcu przekroczyć próg swojego „zakazanego zamku”. Zawsze zatrzymywał się w apartamencie 315. Nie lubił zmian. Pokój musiał być zawsze ten sam, z widokiem na Adriatyk i z biurkiem, przy którym szkicował postacie do nowych filmów. Tak bardzo kochał to miejsce, że obsługa hotelowa do dziś wspomina, jak dzwonił do nich z Rzymu tylko po to, by zapytać, czy „morze wciąż szumi tak samo”. Grand Hotel stał się dla niego kotwicą łączącą go z przeszłością. Wśród duchów własnych wspomnień czuł się bezpiecznie. Fellini kochał ten hotel najbardziej poza sezonem, kiedy były puste korytarze, przykryte prześcieradłami meble i przygaszone światła jesienią… Ta melancholijna atmosfera przenika wiele scen w filmie „Wałkonie”. Apartament 315 do dziś zachował się w niemal niezmienionym stanie i można go wynająć! W menu hotelowej restauracji są też ulubione dania reżysera – proste, lokalne smaki Emilii-Romanii, które kochał bardziej niż wykwintne dania z kawiorem.

Niezwykłe Muzeum Federica Felliniego to „muzeum bez ścian”, rozproszone między renesansowym Zamkiem Sismondo i innymi częściami Rimini.
Niezwykłe Muzeum Federica Felliniego to „muzeum bez ścian”, rozproszone między renesansowym Zamkiem Sismondo i innymi częściami Rimini. ALEXBUESS/ADOBE STOCK
Scena z oscarowego filmu Felliniego „Amarcord” jakby żywcem przeniesiona z wnętrza Kina Fulgor w Rimini.
Scena z oscarowego filmu Felliniego „Amarcord” jakby żywcem przeniesiona z wnętrza Kina Fulgor w Rimini. ALAMY/BE&W

Murale w Borgo San Giuliano

Spacer po Rimini to jak wędrówka po planie filmowym. Wystarczy przejść do urokliwej dzielnicy Borgo San Giuliano, by zobaczyć murale wypełnione scenami z filmów Felliniego. To dawna dzielnica rybacka, oddzielona od reszty miasta starożytnym Mostem Tyberiusza. Kiedyś było to biedne miejsce, zamieszkiwane przez rybaków i drobnych rzemieślników. Dziś to najbardziej malowniczy zakątek Rimini i żywa galeria sztuki pod gołym niebem. Co ciekawe, mimo że dziś jest „dzielnicą Felliniego”, reżyser nigdy nie nakręcił tu ani jednej sceny. To miejsce było dla niego zbyt realne. Wolał budować swoje Rimini w rzymskim studiu Cinecittà z dykty i papier mâché.

Jednak to mieszkańcy Borgo po śmierci maestra w 1993 roku oddali mu najpiękniejszy hołd. Zaczęli malować na fasadach swoich domów murale przedstawiające sceny i postaci z jego filmów. Spacerując labiryntem brukowanych uliczek, mamy wrażenie, że filmowa taśma ożyła i przykleiła się do murów. Na jednej ze ścian pyszni się rudowłosa piękność Gradisca z „Amarcordu” w swoim czerwonym płaszczu, będąca symbolem męskich tęsknot. Jest też Marcello Mastroianni z charakterystycznym melancholijnym spojrzeniem z „Osiem i pół” czy „Słodkiego życia”. Są Gelsomina i Zampanò, tragiczna para z „La Strady”, spoglądająca na przechodniów z muru nieopodal małego placu, przypominając o cyrkowej duszy reżysera. Niektóre murale przedstawiają samego Felliniego z ukochaną żoną i muzą Giuliettą Masiną. Niektóre pokazują go przy pracy w charakterystycznym kapeluszu i z nieodłącznym megafonem, przez który wydawał polecenia i klął jak szewc. Często wpadał w gniew, po czym przechadzał się wielkimi krokami dla uspokojenia i wracał już uciszony.

Siedząc na kolanach ojca, Federico obejrzał tam pierwszy w życiu film. Dziś Kino Fulgor jest częścią Muzeum Federica Felliniego.
Siedząc na kolanach ojca, Federico obejrzał tam pierwszy w życiu film. Dziś Kino Fulgor jest częścią Muzeum Federica Felliniego. ROBERT HARDING/BE&W

Festival de’ Borg

Borgo to nie tylko muzeum poświęcone Felliniemu, to społeczność. Każdy dom ma tu swoją historię, często wypisaną na ceramicznych tabliczkach przy drzwiach – obok nazwiska właściciela widnieje nazwa łodzi, która należała do rodziny, lub przezwisko przodka. Mówi się, że Fellini uwielbiał tutejsze trattorie, lokalne restauracje nie za ich wystrój, ale za ludzi. Podobno postać rzeźbiarza w jednym z jego filmów była inspirowana prawdziwym mieszkańcem Borgo, który potrafił kłócić się z morzem tak głośno, że słychać go było za Mostem Tyberiusza.

Co dwa lata dzielnica zamienia się w wielką scenę podczas Festa de’ Borg. Na ulicach ustawiane są stoły, leje się lokalne wino sangiovese, a na murach pojawiają się nowe obrazy. To moment, w którym granica między turystą a tubylcem znika tak, jak w filmach Felliniego znikała granica między prawdą a zmyśleniem. Warto tu zajrzeć, by odpocząć od zgiełku plażowych bulwarów i zjeść najlepszą pod słońcem piadinę, tradycyjny placek z nadzieniem. A każdy zakręt będzie gotowym kadrem filmowym. Borgo to dowód na to, że Fellini nie umarł. Przeprowadził się na kolorowe ściany i z góry obserwuje, jak kolejne pokolenia marzycieli gubią się w jego świecie…

Tekst Elżbieta Pawełek

Artykuł pojawił się w najnowszym numerze VIVY! 13/2026

Must see dla wszystkich miłośników twórczości geniusza kina – immersyjne Muzeum Federica Felliniego w Rimini.
Must see dla wszystkich miłośników twórczości geniusza kina – immersyjne Muzeum Federica Felliniego w Rimini. MASSIMO DALLAGLIO/ALAMY/BE&W
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...