Reklama

Są miejsca, które reklamują się same. Ich nazwy powtarzają się w rankingach, przewodnikach i relacjach z wakacji. I są takie, które nie muszą. Nie mają gigantycznych resortów, klubów przy plaży ani setek tysięcy oznaczeń w mediach społecznościowych. Nie kuszą hasłami „must see” i nie walczą o uwagę neonami. A mimo to – albo właśnie dlatego – przyciągają tych, którzy szukają czegoś więcej niż wakacyjnego folderu. Tych, którzy zamiast gotowego scenariusza wolą ciszę, przestrzeń i krajobraz, który nie został jeszcze oswojony przez masową turystykę.

El Hierro nie próbuje nikogo uwodzić. Nie udaje modnego kierunku ani nie stara się nikomu przypodobać. Jest surowa, wulkaniczna i autentyczna. I właśnie w tym tkwi jej siła. Tu natura wciąż gra pierwsze skrzypce, a człowiek pozostaje jedynie gościem. Bo nadal m mało kto o niej słyszał...

Islandzkie krajobrazy w ciepłym wydaniu

El Hierro to najmniejsza i najbardziej na zachód wysunięta z Wysp Kanaryjskich. Gdy patrzy się na jej linię brzegową z lotu ptaka, trudno uwierzyć, że to południe Europy. Monumentalne klify Los Gigantes de El Hierro wznoszą się setki metrów nad Atlantykiem, jakby ktoś wyrwał fragment islandzkiego wybrzeża i przeniósł go na szerokość geograficzną Afryki Północnej. Czarne pola lawy wyglądają jak księżycowy pejzaż, zastygły w chwili erupcji. Drogi wiją się serpentynami między skalnymi ścianami, a ocean uderza o brzeg z siłą, która przypomina, kto tu naprawdę rządzi.

Naturalne baseny skalne wykute przez wodę przypominają islandzkie fiordy w miniaturze – tylko że zamiast ośmiu stopni mamy przyjemne 22–24 przez większość roku. Właśnie ten kontrast jest tu najbardziej uderzający. Surowy krajobraz północy spotyka się z łagodnym klimatem subtropików. Nie ma tu śniegu ani lodowców, ale dramatyzm natury jest równie intensywny. Słońce podkreśla fakturę lawy, a światło zmienia kolory skał od grafitu po głęboki brąz.

Cliffs with volcanic stones in the village of Tamaduste on the island of El Hierro, Canary Islands, Spain
Klify El Hierro pokazują, jak wielką potęgą jest natura. Un ai/Adobe Stock

Koniec świata, który naprawdę istnieje

Przez wieki El Hierro uważano za zachodni kraniec znanego świata. To tutaj przebiegał tzw. południk zerowy, zanim zastąpiono go Greenwich. Wyspa funkcjonowała w wyobraźni Europejczyków jako symbol „końca mapy”, miejsca, za którym zaczyna się już tylko bezkres oceanu.

Dziś nadal ma w sobie coś z tej izolacji. Mieszka tu niewiele ponad 10 tysięcy osób. Nie ma wielkich centrów handlowych, autostrad ani tłumów wycieczkowiczów z aparatami skierowanymi w tę samą stronę. Są za to serpentyny wijące się przez góry, punkty widokowe, z których ocean wygląda jak nieskończona tafla stali, i miasteczka z białymi domami kontrastującymi z czarną lawą.

Wieczorami cisza jest niemal namacalna. Słychać wiatr, fale i odległe dźwięki natury. Nie ma hałasu klubów ani świateł, które zagłuszają gwiazdy. Niebo nad El Hierro bywa jednym z najczystszych w Europie – obserwacja konstelacji bez miejskiego zanieczyszczenia światłem to doświadczenie, które zostaje w pamięci na długo.

Na El Hierro nie ma kurortów. To miejsce dla wędrowników i wielbicieli dzikiej przyrody.
Na El Hierro nie ma kurortów. To miejsce dla wędrowników i wielbicieli dzikiej przyrody. dudlajzov/Adobe Stock

Naturalne baseny zamiast plaż z leżakami

El Hierro nie jest klasyczną wyspą plażową. Zamiast szerokich, złotych plaż z rzędami parasoli znajdziesz tu piscinas naturales – kamienne niecki wypełnione krystalicznie czystą wodą Atlantyku. Charco Azul czy La Maceta wyglądają jak minimalistyczne instalacje współczesnych architektów, choć w rzeczywistości stworzyły je fale i czas.

Kąpiel w takim miejscu to zupełnie inne doświadczenie niż w turystycznym kurorcie. Woda jest przejrzysta, chłodniejsza niż w basenie hotelowym, ale niezwykle orzeźwiająca. Fale rozbijają się o skalne ściany, tworząc naturalny spektakl. To kontakt z żywiołem w jego czystej postaci.

Naturalny basen La Cal Eta na wyspie El Hierro - kąpiel w takiej nieco to punkt obowiązkowy.
Naturalny basen La Cal Eta na wyspie El Hierro - kąpiel w takiej nieco to punkt obowiązkowy. Santos/Adobe Stock

Pod powierzchnią Oceanu który jest tuż obok, zaczyna się jeden z najbardziej spektakularnych podwodnych światów Europy. El Hierro uchodzi bowiem za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na kontynencie. Wulkaniczne dno morskie, podwodne jaskinie i skalne formacje przyciągają zarówno amatorów, jak i profesjonalistów. Bo to miejsce, gdzie natura nie została jeszcze podporządkowana masowej turystyce.

Najbardziej ekologiczna wyspa Europy?

El Hierro jest również symbolem zrównoważonej przyszłości. To tutaj powstał innowacyjny system energetyczny łączący farmy wiatrowe i elektrownię wodną, który pozwala wyspie w dużej mierze korzystać z odnawialnych źródeł energii. Dla wielu podróżników to ważny argument – można tu odpoczywać, mając poczucie, że krajobraz nie jest niszczony przez nadmierną infrastrukturę.

Rezerwat biosfery UNESCO obejmuje niemal całą wyspę. Trekking przez lasy wawrzynowe, spacery po polach zastygłej lawy czy wędrówki wzdłuż klifów to aktywności, które zastępują tu klasyczne „zwiedzanie”. El Hierro nie oferuje listy zabytków do odhaczenia. Oferuje doświadczenie przestrzeni.

ałowiec kanaryjski (Juniperus phoenicea) w Rezerwacie Przyrody El Sabinar.
ałowiec kanaryjski (Juniperus phoenicea) w Rezerwacie Przyrody El Sabinar. Adobe Stock

Alternatywa dla Teneryfy i Lanzarote

Podczas gdy Teneryfa, Gran Canaria czy Lanzarote przeżywają turystyczne oblężenie, El Hierro pozostaje spokojne. Nie ma tu ogromnych hoteli wznoszących się nad linią brzegową ani całych dzielnic zaprojektowanych pod masową rozrywkę. Nie ma kolejek do punktów widokowych ani plaż, na których trudno znaleźć kawałek piasku tylko dla siebie. Zamiast tego są małe pensjonaty prowadzone przez rodziny od pokoleń, apartamenty z widokiem na ocean i restauracje, w których menu zależy od tego, co danego dnia przyniosło morze.

Tutaj kolację jada się powoli. Świeże ryby, grillowane warzywa, lokalny kozi ser i wino z wulkanicznych upraw smakują inaczej, gdy za plecami słychać ocean. Rytm dnia wyznacza światło – poranne mgły unoszące się nad klifami, ostre południowe słońce podkreślające fakturę lawy i zachody, które zamieniają niebo w odcienie miedzi i różu. Nikt się nie spieszy. Nawet wiatr wydaje się tu łagodniejszy.

El Hierro to kierunek dla tych, którzy chcą poczuć przestrzeń – prawdziwą, fizyczną i mentalną. Dla osób zmęczonych nadmiarem bodźców i informacyjnym szumem. Dla tych, którzy na wakacjach nie szukają programu animacyjnego, lecz ciszy. Dla miłośników fotografii, natury i długich spacerów bez konkretnego celu. Dla podróżników, którzy wolą słuchać fal niż playlisty z beach baru.

To także miejsce dla tych, którzy chcą zobaczyć Kanary sprzed lat – zanim stały się jednym z najpopularniejszych kierunków w Europie. Wyspę, gdzie wciąż można znaleźć zatokę tylko dla siebie i punkt widokowy, na którym jedynym towarzystwem będzie ocean.

Punkty widokowe zachwycają i nie ma tam tłumów.
Punkty widokowe zachwycają i nie ma tam tłumów. Gerd/Adobe Stock

Dlaczego warto polecieć właśnie teraz?

Klimat Wysp Kanaryjskich nie bez powodu bywa nazywany „wieczną wiosną”. Średnie temperatury utrzymują się tu przez cały rok na poziomie około 20–24 stopni. Zimą, gdy w Europie Środkowej temperatury spadają poniżej zera, na El Hierro można spacerować w lekkiej koszuli i obserwować fale rozbijające się o czarne skały. Latem natomiast wyspa pozostaje przyjemnie ciepła, ale bez skrajnych upałów, które coraz częściej dotykają południe kontynentu.

To sprawia, że El Hierro jest atrakcyjne o każdej porze roku. W styczniu i lutym staje się ucieczką od zimy. Wiosną zachwyca intensywną zielenią i kwitnącą roślinnością. Jesienią oferuje ciepły ocean i spokojniejszą atmosferę po wysokim sezonie.

Dojazd jest prostszy, niż się wydaje – wystarczy lot na Teneryfę, a stamtąd krótki przelot lokalnym samolotem lub rejs promem. Ta dodatkowa przesiadka działa jak naturalny filtr. Na El Hierro docierają głównie ci, którym naprawdę zależy. Ci, którzy nie szukają najgłośniejszego miejsca w sieci, lecz najbardziej autentycznego.

Może właśnie dlatego wyspa wciąż zachowała swój charakter. I może właśnie dlatego teraz jest najlepszy moment, by ją zobaczyć – zanim stanie się kolejnym oczywistym wyborem.

Niektóre widoki na El Hierro przypominają te z Bali.
Niektóre widoki na El Hierro przypominają te z Bali. Curioso.Photography/Adobe Stock

Jak dostać się na El Hierro?

Paradoksalnie to właśnie niewielka niedostępność sprawia, że El Hierro wciąż pozostaje spokojne. Na wyspę nie ma bezpośrednich lotów z Polski, ale dotarcie tu jest prostsze, niż się wydaje. Najpierw trzeba dolecieć na Teneryfę — najlepiej na lotnisko Tenerife Norte. Stamtąd kilka razy dziennie kursują małe samoloty lokalnych linii Binter, a lot trwa zaledwie około 40 minut. Alternatywą jest prom z portu w Los Cristianos na południu Teneryfy; rejs zajmuje około 2–2,5 godziny i sam w sobie jest już częścią przygody, bo pozwala zobaczyć wulkaniczne wybrzeża z perspektywy oceanu. Ta dodatkowa przesiadka działa jak naturalny filtr — na El Hierro docierają głównie ci, którzy naprawdę chcą tu być. I może właśnie dlatego wyspa wciąż zachowała swój surowy, autentyczny charakter.

Europejska Islandia bez zimna

El Hierro bywa porównywana do Islandii, Madery sprzed lat czy Azorów. Ma podobny dramatyzm krajobrazu, ale pozostaje cieplejsza, bardziej kameralna i wciąż nieodkryta przez masową turystykę. To miejsce dla tych, którzy chcą zobaczyć „koniec świata” bez konieczności pakowania zimowej kurtki. Może właśnie dlatego coraz więcej podróżników wpisuje ją na swoją listę.

Na El Hierro widoki zapierają dech.
Na El Hierro widoki zapierają dech. Pierre Villecourt/Adobe Stock
Reklama
Reklama
Reklama