Innsbruck: Cesarski blask i górska adrenalina. Witaj w stolicy Alp!
Innsbruck to jedyne miejsce, gdzie prosto z barokowej kawiarni trafisz na alpejski szczyt. Odkryj stolicę Alp, w której cesarski splendor Habsburgów spotyka się z adrenaliną na stokach Kühtai i futurystyczną architekturą Zahy Hadid. Poznaj miasto, w którym do biura chodzi się z nartami.

- Elżbieta Pawełek
Szacunek do tradycji i cesarskiego splendoru, jaki panuje w tej alpejskiej stolicy, nie przeszkadza nikomu w zdobywaniu kolejnych szczytów. Innsbruck to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie do biura chodzi się z nartami i w garniturze. Ale wyznawcy zasady „No sports” też znajdą coś dla siebie: wspaniałe muzea, klimatyczne kawiarnie i górskie panoramy.

Złoty Dach i echo Habsburgów
Sercem 120-tysięcznego miasta nad rzeką Inn jest Altstadt (Stare Miasto). Spacerując wąskimi uliczkami, niemal słyszy się stukot kół cesarskich powozów. Nad wszystkim czuwa słynny Złoty Dach (Goldenes Dachl) – 2657 pozłacanych miedzianych gontów, lśniących w zimowym słońcu dokładnie tak samo, jak za czasów cesarza Maksymiliana I. Z niedużego balkonu na drugim piętrze kamienicy pod Złotym Dachem cesarz Maksymilian miał zwyczaj obserwować ulicznych artystów, czasem też w masce zakrywającej twarz mieszał się w ich tłum, bo lubił tańczyć… To tutaj czar cesarskiego miasta czuć najmocniej. Gotyckie i barokowe fasady kamienic kryją przytulne kawiarnie i restauracje serwujące Tiroler Gröstl – sycące danie, które od wieków dawało siłę miejscowym góralom.

Cesarskie apartamenty
Jeśli zechcecie zajrzeć do cesarskich apartamentów, czas ruszyć w kierunku Hofburga. Wystawne sale pałacu cesarskiego to dzieło Marii Teresy rozkochanej w baroku i rokoko. Z pałacu rodzina cesarska miała tylko kilka kroków do kościoła Hofkirche, gdzie zbierała się na niedzielnych mszach, ślubach i pogrzebach. Uwagę zwraca masywny sarkofag Maksymiliana I, ponoć pusty, ozdobiony scenami z jego życia i posępny orszak żałobników liczący 28 olbrzymich postaci z brązu. To Habsburgowie, książęta i różni dostojni żegnający cesarza, w tym król Artur, legendarny władca Anglii, zaprojektowany przez samego Albrechta Durera. Dzieło uchodzi za największy skarb Tyrolu.
Od Zahy Hadid na szczyt Nordkette
Wystarczy jednak spojrzeć w górę, by poczuć zew natury. Dzięki futurystycznej kolejce Hungerburgbahn, wyglądającej jak lodowe rzeźby porzucone w środku miasta, a zaprojektowanej przez legendarną Zahę Hadid, ruszamy w górę na Nordkette. Jedziemy wyżej i wyżej i nagle… bum! To jest ten moment, w którym elegancja ustępuje miejsca adrenalinie. Całe miasto mamy u naszych stóp. Z wysokości 2200 m n.p.m rozciąga się niezwykła panorama 360 st. na okoliczne góry i poszarpane szczyty parku narodowego Karwendel. Dobrzy jeźdźcy mogą zmierzyć się tu ze słynną rynną Hafelekar – jednym z najbardziej stromych stoków narciarskich w Europie o nachyleniu 70 proc. Niektórzy nawet żartują, że przy takiej stromiźnie jazda może się zakończyć na balkonie w Innsbrucku. Ale to test dla najlepszych freeriderów, nie znających słowa „lęk” . A po wszystkim? Aperol w „Cloud 9”, barze z lodu, gdzie spotykają się śmiałkowie.

Skocznia Bergisel: ikona odwagi
Nie można mówić o Innsbrucku bez wspomnienia o skoczni Bergisel. To dominujące nad miastem architektoniczne arcydzieło, zaprojektowane również przez Zahę Hadid, przypomina o olimpijskiej historii regionu. I rokrocznie podgrzewa emocje podczas skoków narciarskich. Wjazd na platformę startową skoczków jest sporym przeżyciem. Ale największe zdziwienie wywołuje to, co z niej widać - miejski cmentarz. Zakrawa to na czarny humor, być może jednak na skocznię nie było lepszego miejsca w mieście. Wizyta nie byłaby do końca pełna bez zajrzenia do tutejszej kultowej kawiarni – duży wybór kaw i przepyszne ciasta.
Kühtai, narciarska mekka
Czas jednak wyruszyć do wysokogórskiego azylu w Kühtai, by w totalnej ciszy chłonąć majestat Alp. Innsbruck okazuje się doskonałą bazą wypadową – dojedziemy na miejsce autobusem w 40 minut. Kühtai jest najwyżej położoną wioską narciarską w Austrii (2020 m n.p.m.), co oznacza gwarancję śniegu i słońce nad chmurami. Jest to narciarski plac zabaw - szerokie stoki są tak dobrze wyratrakowane, że aż miło się skręca. Powietrze jest tu rzadsze, a widoki na trzytysięczniki sprawiają, że można poczuć się jak na dachu świata. A kiedy słońce chowa się za szczytami, Kühtai rozbłyskuje światłami reflektorów, pozwalając cieszyć się jazdą pod gwiazdami.

Układ tras w narciarskie "U"
Kühtai ma genialny układ. Wyciągi rozchodzą się na dwie strony doliny, tworząc naturalną nieckę. Dzięki temu zawsze jeździ się w słońcu: Rano można zacząć od północnych, nasłonecznionych stoków a po południu przenieść się na południowe. Nie jest to miejsce dla zupełnych nowicjuszy, mało jest płaskich „oślich łączek", ale bardziej zaawansowani, ambitni narciarze też będą w siódmym niebie.

Trasa nr 1 Hohe Mut: szeroka, szybka i idealnie wyprofilowana. To miejsce, gdzie można sprawdzić, jak głęboko wchodzimy w skręty.
Czerwona "dwunastka" z KaiserBahn: długa, urozmaicona, z pięknymi widokami na zaporę wodną i jezioro Speicher Längental.
Trasy przy GaisKoge: idealne dla początkujących, ale także dla bardziej doświadczonych narciarzy , ceniących sobie długie zjazdy w otoczeniu malowniczych trzytysięczników. Wymarzone również dla miłośników sportowej jazdy.
Znajdzie się też coś dla fanów adrenaliny i nocy
K-Park (snowpark) : jeden z lepszych w Tyrolu. Ma sekcje dla początkujących, ale też ogromne hopki i superpipe dla tych, którzy lubią latać.
Nocne szusowanie: W każdą środę i sobotę (zazwyczaj 19:30–22:00) trasy przy wyciągu Hochalterbahn są oświetlone. Śnieg w nocy staje się niesamowicie szybki, a jazda pod gwiazdami to zupełnie inny poziom frajdy.
Freeride: Kühtai słynie z bezpiecznych i łatwo dostępnych terenów off-piste. Wystarczy zjechać metr w bok z wyznaczonej trasy, by poczuć głęboki puch.
Jeśli ma się karnet Ski free (często dodawany do noclegów w wybranych terminach), można korzystać z tras kompletnie za darmo. Warto też wiedzieć, że karnet z Kühtai działa również w sąsiednim Hochoetz, co łącznie w obu ośrodkach daje ponad 80 km tras.

Ze Swarovskim na stoku
W alpejskiej stolicy jest tyle atrakcji, że można się świetnie bawić, nawet nie jeżdżąc na nartach. Podczas wizyty przyda się Innsbruck Card na bezpłatne wstępy do muzeów i gratisowe przejazdy. Najwygodniej przemieszczać się autobusem Hop-on&Hop-off, który ma postoje przy największych atrakcjach. W ten sposób zdążymy i wypić kawę w panoramicznej restauracji na skoczni Bergisel, i zamówić deser w legendarnej kawiarni Café Sacher, i zrobić zakupy w słynnym sklepie Swarovski. W oczy bije blask tysięcy kryształków. Na ladach broszki, delikatne motyle i łabędzie, długopisy i okulary ozdobione kawałkami kryształów. To nie koniec, bo można zamówić kryształową aplikację na kasku narciarskim i kombinezonie. Czemu nie? W końcu, raz się żyje. Jeszcze lepiej wypuścić się do Kryształowych Światów Swarovskiego (Swarovski Kristallwelten) w pobliskim Wattens, gdzie na zwiedzających czeka surrealistyczne muzeum i ogrody pełne kryształów.
W Innsbrucku jest wszystko, czego dusza zapragnie. Można spędzić popołudnie na zakupach w butikach przy zabytkowej Maria-Theresien-Straße czy na zwiedzaniu pałacu Habsburgów, a wieczorem zjeżdżać na sankach lub nartach oświetloną trasą w blasku księżyca. To jedyne takie miejsce w Alpach, gdzie korona cesarska ma kształt alpejskiej grani.
