Reklama

Kiedy trzy lata temu znajomi zaczęli wracać z Gruzji z oczami błyszczącymi jak po najlepszych wakacjach życia, nie rozumiałam. Gruzja? To daleko, to skomplikowane, to nieoczywiste. A potem pojechałam. I zrozumiałam wszystko. Tbilisi to miasto, które nie stara się być czymś, czym nie jest. Nie goni za zachodnią sterylnością, nie ukrywa swojej historii za wypolerowaną fasadą. Stara architektura stoi obok graffiti, kawiarniane tarasy wychodzą na zniszczone dziedzińce, a z tych dziedzińców widać minarety i kościoły jednocześnie. To miasto z charakterem — i to charakter, którego nie da się udawać.

Dlaczego Tbilisi teraz?

Gruzja przyjmuje rocznie kilkanaście milionów turystów — i liczba ta rośnie z roku na rok. Ale Tbilisi nie stało się jeszcze tym, czym stał się Dubrownik: pięknym miastem-muzeum, po którym chodzi się ramię w ramię z tłumem selfie-stick. Jeszcze jest tu autentycznie. Jeszcze można zgubić się w uliczkach Starego Miasta bez mapy i bez angielskich napisów na każdym rogu.

To okno otwarte jest — ale nie wiadomo jak długo. Hasztag #tbilisi przekroczył na Instagramie miliard postów. W Google Trends Polska zapytania o "Gruzja wakacje" i "Tbilisi co zobaczyć" rosną kwartalnie od dwóch lat. Polska linia lotnicza uruchomiła nowe połączenia bezpośrednie — znak, że rynek dostrzegł popyt.

Jak dotrzeć i ile to kosztuje?

Z Warszawy, Krakowa i Gdańska można dolecieć do Tbilisi bezpośrednio — czas lotu to około 3,5 godziny. Ceny biletów w dwie strony przy rezerwacji z kilkutygodniowym wyprzedzeniem wahają się między 600 a 1200 złotych — porównywalnie z lotem do Grecji w szczycie sezonu.

Ale tu zaczyna się przewaga Gruzji: gdy już wyląduje się w Tbilisi, koszty życia są w innej galaktyce niż Europa Zachodnia. Dobry hotel w centrum — 150–250 złotych za noc. Kolacja dla dwojga w świetnej restauracji z winem — 80–150 złotych. Taksówka przez całe miasto — 15–25 złotych. Kawę w najmodniejszej kawiarni w Starym Mieście wypija się za 8 złotych.

Tydzień w Tbilisi, łącznie z lotem, hotelem i jedzeniem do syta — spokojnie mieści się w budżecie, który w Barcelonie starczyłby na cztery dni.

Co zobaczyć — poza oczywistościami

Stare Miasto Tbilisi i twierdza Narikala to obowiązki, o których piszą wszystkie przewodniki. Ale Tbilisi ma warstwy, które odkrywa się dopiero po zejściu z turystycznego szlaku.

Dzielnica Marjanishvili to odpowiednik Użupisu w Wilnie albo Montmartre'u w Paryżu — artystyczna, trochę zaniedba, pełna murali, małych galerii i kawiarni, w których projektanci siedzą z laptopami i nikt nie patrzy z dezaprobatą na godziny spędzone przy jednej kawie. Rynek Dezertirka to targ, na który warto przyjść rano — nie po zakupy, ale po doświadczenie. Stosy owoców, które w Polsce są rarytasem, tu kosztują grosze. Staruszki sprzedające domowe wino w plastikowych butelkach. Zapach świeżego chlebu z pieca tonuri.

I sama architektura: balkony Starego Tbilisi — drewniane, ażurowe, malowane na kolory, które peelują i łuszczą się pięknie jak na filmie Kusturicy — to jeden z najbardziej fotografowalnych motywów we współczesnej turystyce. Każdy zaułek, każde podwórko, każda brama to kadr, który zatrzymuje się sam.

Stare miasto w Tbilisi
Stare miasto w Tbilisi Adobe Stock

Jedzenie i wino — powód sam w sobie, żeby pojechać

Gruzja to kraj, w którym wino produkuje się od 8000 lat — i który wynalazł metodę fermentacji w glinianych amforach zakopanych w ziemi (qvevri), wpisaną dziś na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Gruzińskie wino pomarańczowe — produkowane z białych winogron z długą maceracją na skórkach — to smak, którego nie znajdziesz nigdzie indziej. Taniczny, złożony, bursztynowy w kolorze.

A jedzenie: chaczapuri (chleb łódka z serem i jajkiem), chinkali (pierogi z rosołem w środku), mtsvadi (szaszłyk na ogniu), pkhali (kulki z zielonych warzyw i orzechów włoskich). Kuchnia gruzińska to nie ciekawostka kulinarna — to doświadczenie, które zmienia myślenie o tym, co można zrobić z prostymi składnikami.

W restauracji Culinarium Khasheria w Starym Mieście podają gruzińską kuchnię w nowoczesnym wydaniu — to miejsce, które pojawia się we wszystkich europejskich zestawieniach restauracji wartych podróży.

Gruzińska kuchnia zachwyca
Gruzińska kuchnia zachwyca Adobe Stock

Jedno miasto — setki powodów

Tbilisi nie jest miastem na jeden wyjazd. To miejsce, do którego wraca się po więcej — bo za każdym razem odkrywa się coś nowego. Nową dzielnicę, nową winnicę za miastem, nową kawiarnię, która właśnie otworzyła się w stuletniej kamienicy.

Lot zajmuje 3,5 godziny. Bilety są. Pokoje w hotelach są. Jedyne pytanie to: kiedy rezerwujesz?

Historyczne centrum Tbilisi
Historyczne centrum Tbilisi Adobe Stock
Reklama
Reklama
Reklama