Renata Gabryjelska, VIVA! 21/2020
Fot. Olga Majrowska
TYLKO W VIVIE!

Renata Gabryjelska: „Poszłam za głosem serca, intuicją i nie żałuję. Jesteśmy razem 18 lat”

Gwiazda opowiedziała o miłości i ukochanym mężu

Beata Nowicka 3 listopada 2020 10:27
Renata Gabryjelska, VIVA! 21/2020
Fot. Olga Majrowska

Renata Gabryjelska była na okładkach luksusowych magazynów, dostała główną rolę w filmie Machulskiego „Girl Guide”, zagrała w „Złotopolskich”, w „Tak czy nie?” u boku Lindy i Globisza. Potem wyszła za mąż i… zniknęła z show-biznesu. ,,Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to świat kreował mnie, a nie ja świat. Uświadomiłam sobie, że życie na świeczniku bardzo dużo mi zabiera", mówi. Zaczęła wszystko od początku. Na ekrany kin wchodzi jej świetny debiut fabularny „Safe Inside”. Renata Gabryjelska w rozmowie z Beatą Nowicką opowiedziała o miłości, która odmieniła jej życie i relacji z ukochanym mężem. Co zdradziła?

Renata Gabryjelska o miłości i życiu

Renata Gabryjelska: Modę traktowałam jako fajną przygodę, dzięki której dużo podróżowałam, stałam się niezależna finansowo. Nie pochodzę z zamożnej rodziny, miałam silną potrzebę samodzielności, która mi dawała satysfakcję, że nie muszę wyciągać ręki i prosić rodziców o pieniądze. Studiowałam prawo, zarabiałam, oszczędzałam, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, nauczyłam się angielskiego. Moda była też dla mnie przepustką do filmu. Weszłam w „wielki świat”. Po „Girl Guide” z dnia na dzień przestałam być anonimowa, ale nikt mnie na to nie przygotował. Przyjaźnie nastawiona do świata naiwnie myślałam, że wszyscy są dobrzy, nie widziałam żadnych podstępów, pułapek. Byłam nieodporna na zawiść, bo we mnie nigdy nie było złych emocji. Czasami wydaje nam się, że mamy świat u stóp, a w tym samym czasie spadamy w dół. Często łatwo to przeoczyć.

Po latach powiedziała Pani: „Byłam marionetką na potrzeby show-biznesu. Malowali mnie, przebierali, kazali mówić, co inni chcieli usłyszeć. Mój świat miał być piękny i kolorowy”.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to świat kreował mnie, a nie ja świat. Uświadomiłam sobie, że życie na świeczniku bardzo dużo mi zabiera. Straciłam pierwszą miłość, bo oboje nie unieśliśmy ciężaru życia na oczach milionowej publiczności. Pisano, że jestem „królową życia”, miałam dużo pracy, mnóstwo znajomych, ale w tym świecie nie było miłości, za którą bardzo tęskniłam. Czystej, prawdziwej, czułej, bez stawiania warunków, z dala od fleszy. Czułam się zmęczona, nie na swoim miejscu. Miałam wrażenie, że tracę kontrolę nad własnym życiem, chciałam być bardziej sprawcza.

Któregoś dnia spotkała Pani Stanisława Tyczyńskiego i… wszystko rzuciła.

Chciałam zacząć żyć inaczej, byłam na to gotowa. Szukałam tego. Kiedy pojawił się Staszek, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Kilka miesięcy i byliśmy po ślubie (śmiech).

Nikt Wam nie dawał szansy. Po pierwsze, z powodu tego krótkiego czasu znajomości, po drugie, z powodu różnicy wieku, która nie jest bardzo duża, ale byliście pionierami.

Nie myślałam o tym w ten sposób, ale może ma pani rację… Teraz takich par jest mnóstwo. Wtedy poszłam za głosem serca, intuicją i nie żałuję. Nie dręczyły mnie żadne wątpliwości. Miałam 30 lat i uznałam, że jestem na tyle dojrzałą dziewczyną, że nie potrzebuję więcej czasu, nie muszę niczego sprawdzać ani udowadniać. Myślę, że Staszek też to poczuł, pojawiła się między nami niesamowita więź. To nie była fanaberia, przygoda na chwilkę. Decyzja była spontaniczna, ale jesteśmy razem 18 lat, kawał czasu.

Osiemnaście lat małżeńskiej sielanki?

(Śmiech). To dużo miłości, czułości, wspólnych marzeń, pracy, pasji. Być z drugim człowiekiem przez tyle lat to również – choć zabrzmi jak truizm – mozolna robota. Pełna wyrzeczeń, trudnych momentów, a niekiedy przykrych chwil. Bardzo łatwo, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, zrezygnować, powiedzieć: „Mam dość, to koniec”, a o wiele trudniej walczyć.

– Bo najprościej poddać się i mieć wreszcie święty spokój.

Przychodzi taki moment, kiedy jedna strona ciągnie związek, bo jej bardziej zależy. Problem w tym, że to działa tylko przez jakiś czas. Potem przychodzą różne, czasami złe emocje i łatwiej odpuścić. Utrzymanie równowagi, wzajemności jest najważniejsze. No i przede wszystkim przyjaźń. Trzeba się lubić. Wtedy jest na czym budować.

Cały wywiad z Renatą Gabryjelską w nowej VIVIE! nr 21/2020. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 29 października, a także na stronie hitsalonik.pl.  

Renata Gabryjelska, VIVA! 21/2020
Fot. Olga Majrowska

Martyna Wojciechowska, VIVA! 21/2020 okładka
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Wideo

Trendy na wiosnę 2021. Najmodniejsze makijaże na wiosnę 2021.

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

HALINA ROWICKA I ANNA KALCZYŃSKA Jak odnaleźć się w życiu po odejściu ukochanej osoby i czy matka i córka mogą się przyjaźnić. MARIA DĘBSKA o niezależnych kobietach: matce reżyserce, ikonie lat 60. Kalinie Jędrusik, którą zagrała, i o... sobie. MARIUSZ WILCZYŃSKI – malarz, performer, twórca animacji. Jego animowany film „Zabij to i wyjedź z tego miasta” to absolutny światowy hit! Pierwsza w historii Stanów Zjednoczonych kobieta wiceprezydent – KAMALA HARRIS zmienia świat. GRZEGORZ SKAWIŃSKI Życie rockmana w czasach pandemii. W cyklu PODRÓŻE: Czy w tym roku poszusujemy i gdzie – top lista najsłynniejszych zimowych kurortów.