WYWIADY VIVY!

Grażyna Torbicka: „Największą siłą, która może wpłynąć na bieg wydarzeń są kobiety”

„Ich solidarność, ich siła. Ich głos jest szeroki”

Piotr Najsztub 23 kwietnia 2020 06:23

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Piotra Najsztuba z Grażyną Torbicką. Wywiad ukazał się w maju 2018 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Grażyna Torbicka wywiad

Klasa, styl, ikona kobiecości. Najsłynniejsza polska dziennikarka filmowa, ambasadorka L’Oréal Paris. Piękność, która kocha kino. Czy nie boi się przemijania? Co myśli, gdy patrzy na swoją mamę? Czy sądzi, że światem będą rządzić kobiety? Jak wygląda jej życie po telewizji i jak jej się udało… nie popaść w alkoholizm? Piotr Najsztub pyta ostro. Grażyna Torbicka odpowiada z wdziękiem. Takiej rozmowy jeszcze nie było!

Najbardziej mnie uderza we współczesnym kinie masowym to, że bohaterowie supermeni są autoironiczni, wręcz kpią z własnych słabości, ale i nadzwyczajnych mocy. Boję się, że za chwilę bohaterowie horrorów zaczną do nas mrugać porozumiewawczo w scenach mających mrozić nam krew w żyłach. Masz podobnie?

Może to jest jakieś „drugie życie” takiego kina gatunkowego, kolejny etap? A może sami twórcy widzą możliwość takiej zabawy „supermenami”, bo poprzedni schemat już jest wyeksploatowany. Co do horrorów, to film Jima Jarmuscha „Tylko kochankowie przeżyją”, typowy thriller o wampirach, jest właśnie takim przymrużeniem oka. Jest jednocześnie piękny w swojej opowieści o tym, czego nam dzisiaj brakuje. Przełamuje reguły gatunku. Może też inne użycie superbohaterów służy twórcom do nowej opowieści o tym, co dla nas ważne. Bo gdyby to samo opowiedzieć w „normalnej” historii filmowej, to byłoby nie do przełknięcia. Co jest ważne w filmie Jarmuscha? Dźwięk gitary, poezja, spacer w świetle księżyca.

Wydawałoby się to nam zbyt egzaltowane.

Właśnie, a dystrybutor już w ogóle nie wiedziałby, jak ten film reklamować. Dlatego mnie to łamanie reguł gatunkowych nie oburza, jeśli reżyser mnie zaskoczy i „przykuje” do swojego filmu.

 A wychodzisz czasem z kina w trakcie seansu?

Z kina nie. Tak samo nie przerywam oglądania filmów w ramach selekcji do Festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu. Ale ja właściwie nie oglądam filmów na normalnych seansach. Oglądam je na festiwalach albo na pokazach prasowych.

 I wtedy wyjść nie wypada.

Nie o to chodzi. To byłoby nie w porządku. Przekonałam się już wiele razy, że film mi się nie podoba do 50. minuty, a w 60. uważam, że to jest jeden z najpiękniejszych obrazów, jakie widziałam. Ale też nie chodzę na filmy, o których z góry wiem, że nie będą mnie obchodziły.

 Czyli na przykład na ostatnie filmy Patryka Vegi?

Na przykład. 

 Jesteś jedną z osób w Polsce, które oglądają ogromną ilość filmów. Kino często wyprzedza swoje czasy i sygnalizuje, co nas – jako społeczeństwo – czeka. Widzisz na ekranie jakieś zapowiedzi przyszłości?

Nie, ale ja nie oczekuję od filmów, by mnie ostrzegły przed jakimś scenariuszem wydarzeń albo żeby mi pokazały, jaka będzie przyszłość.

 A seriale? Taki „Black Mirror”?

Nie oglądam seriali, głównie z powodu braku czasu. Ostatni, który mnie „złapał”, to „Młody papież” Paolo Sorrentino. Fascynujący! Genialnie Sorrentino opowiedział o instytucji Kościoła, o hipokryzji, braku samokrytycyzmu. W dwa wieczory obejrzałam dziewięć odcinków.

Grażyna Torbicka, VIVA! 10/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 I o to chodzi! A co Ci mówi o świecie coraz większa ilość filmów, których bohaterkami są kobiety? Matriarchat się zbliża?

Nie tylko filmy o tym mówią, także realne wydarzenia społeczne, choćby te dziejące się w Polsce. Największą siłą, która może wpłynąć na bieg wydarzeń, także politycznych, są kobiety. Ich solidarność, ich siła. Ich głos jest „szeroki”, jest głosem człowieka, kobiety, matki, opiekunki, pracownicy, obywatelki.

Grażyna Torbicka, VIVA! 10/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 Uczestniczki akcji #metoo.

Konsekwencją tej akcji są inne ruchy. Jak choćby głosy na tegorocznych festiwalach w Berlinie i w Cannes, gdzie otwarcie się mówi, że parytet powinien być też w instytucjach, które zarządzają życiem artystycznym i filmowym. W tym roku w Cannes, po proteście reżyserek i aktorek z Cate Blanchett i Agnès Vardą na czele, Thierry Frémaux – dyrektor festiwalu – przyznał, że wśród selekcjonerów filmów na festiwal większość to mężczyźni. A przecież wrażliwość kobiet i mężczyzn jest różna, na co innego zwracamy uwagę i to wzbogaca świat, nadaje mu harmonię. Chodzi o równowagę.

 Mizoginizm w przemyśle filmowym jest jednym z najsilniejszych. Choć wcześnie wyszłaś za mąż, miałaś 22 lata, to potem byłaś i jesteś też zgrabną blondynką. Dotykał Cię ten mizoginizm, to przedmiotowe traktowanie? Ktoś Ci mówił: „Tak, jeśli…”?

Były sytuacje, które mi ten świat pokazywały. Kiedy zaczął się ruch #metoo, przyjrzałam się swojemu życiu w tym aspekcie i doszłam do wniosku, że sprawa polega na tym, jak silną kobieta ma osobowość. Niestety.

 A nie na tym, jak jest skonstruowany patriarchalny świat?

Oczywiście taki jest świat, ale są różne etapy. Można próbować zmienić ten świat, ale trzeba to robić etapami. Świat wokół mnie, bo tylko o tym mogę mówić odpowiedzialnie, starałam się zmieniać, uświadamiając sobie, gdzie są niebezpieczeństwa i jakie są moje cele. Celem było zachowanie twarzy, to, że mogę spokojnie spojrzeć na siebie w lustrze. W związku z tym pogodziłam się, że czasami będę musiała wyjść i trzasnąć drzwiami. I znaleźć inną ścieżkę. I tak było.

 Coś Cię w związku z tym ominęło?

Nie, nie mam takiego poczucia.

 Czyli, zgrabna blondynko, pod tym względem szczęśliwie ułożyło się Twoje życie.

Naprawdę nie mogę narzekać. Ale za wcześnie na podsumowania, choć mam tyle lat, ile mam, to wciąż wydaje mi się, że wszystko przede mną.

Elementem Twojej pracy jesteś też Ty jako ciało, to, jak wyglądasz. A przeczytałem, że sportów nie uprawiasz, o dietach nie ma mowy, kosmetyki niezbędne… Czy to świadczy o tym, że nie ma w Tobie strachu przed przemijaniem?

Nie ma kompletnie. Sama się temu dziwię. Może dlatego, że z każdego okresu swojego życia wyciągnęłam jak dotąd maksymalnie dużo. Jedyny strach, jaki mam, to taki, że nie będę sprawna fizycznie, samodzielna. Nie chciałabym być od nikogo w tym sensie uzależniona. 

 Patrzyłaś z bliska na starzenie się pięknej kobiety, swojej matki. I to też nie budziło, budzi w Tobie niepokoju, jak to będzie z Tobą?

To mogło mi tylko dodawać siły i odejmować niepokoju. I nadal mi dodaje, bo moja mama wciąż jest kobietą – i to jest nieprawdopodobne – piękną. Ostatnio przyjechałam po nią samochodem, wsiadła, a ja byłam jej wyglądem oszołomiona! Delikatny make-up, piękna fryzura, pastelowa bluzeczka, słońce świeci i moja mama wygląda, jakby rozkwitała. A więc jeśli wierzyć dewizie „jaka matka, taka córka”, to czym tu się martwić. To banalne, ale tak uważam: młodość jest w nas. Zawsze cytuję Manoela de Oliveirę, który w wieku dziewięćdziesięciu paru lat powiedział, że prawdziwa młodość przychodzi z wiekiem.

 Tylko z wiekiem świat nie chce nas traktować jak młodych.

Nie masz racji! Dziś młodość już nie ma takiego znaczenia. Dwudziestolatka robi sobie operacje plastyczne. Dwudziestopięciolatka koryguje sobie usta. Wiek przestaje mieć znaczenie, a znaczenia nabiera „twarz”. Zawsze to było ważne, tylko był taki moment „dyktatu młodości”.

 Minął?

Absolutnie.

Śmiała teza.

Nie mówię, żeby do roli 20-latki mieli zatrudnić Meryl Streep, ale „dyktat młodości” minął.

I teraz jest dyktat czego?

Prawdy, pewnej szczerości, otwartości, naturalności. 

 Ale ten dyktat szczerości i otwartości ma swoje zygzaki i zakręty, bo coraz więcej czytamy zwierzeń osób znanych, o tym, co im się strasznego przydarzyło, albo jak „upadali”. Robią to, by wzmagać ciekawość na swój temat, utrzymać popularność. A Ty w tej kategorii nic, milczysz.

Bo nie mam potrzeby ogniskowania uwagi szerokich mas. Nigdy tego nie miałam i to mnie zresztą uchroniło w pracy telewizyjnej. Nigdy nie miałam „parcia na szkło”, a jednak ciągle na szkle byłam. Aż w końcu sama zdecydowałam, że już nie chcę i odeszłam z TVP.

 To była trudna decyzja, po tylu latach odejść?

W zaistniałych okolicznościach nie była trudna. Choć zawsze mi się wydawało, że taka będzie. Nie musiałam zmieniać twarzy, żeby zacząć nowe życie.

 I czym jest to nowe życie?

Przede wszystkim samodyscypliną i samodecydowaniem. To jest trudne, bo trzeba się cały czas mobilizować. Nie ma kierownika, który ci mówi, że masz kolejny program. Nagle znajdujesz się na wolności i musisz sobie tę wolność urządzić.

Grażyna Torbicka, VIVA! 10/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 Więc jak to się stało, że na tej trudnej wolności nie stoczyłaś się w alkoholizm?

Było blisko, ale mi się udało. Żartuję.

 A nigdy nie miałaś pokusy napisania scenariusza filmowego?

Scenariusza nie, natomiast zawsze była we mnie pokusa powrotu do tego, od czego zaczynałam – reportaży i filmów dokumentalnych. I chcę do tego wrócić, głównie do dokumentu.

 O czym?

Na pewno o bohaterze, nie o temacie, nie o zjawisku. I muszę nad tym przysiąść. Ale to bardzo dobra sytuacja, że jest coś przede mną. Jak już będę czuła, że mnie nudzi to, co robię, i na horyzoncie zamajaczy brak pomysłów, to mam jeszcze jedną scieżkę do sprawdzenia.

Więc rozumiem, że porannych egzystencjalnych lęków nie masz?

Jestem taką osobą, że nawet jeśliby się taki lęk pojawił, to postaram się go wziąć za rogi, walczyć z nim z nadzieją, że mnie to wzmocni.

 Czy Ty nie jesteś zbyt pozytywna?

Jestem, jaka jestem.

 A może to wynik jakiejś terapii? Chodziłaś?

Mój mąż jest dla mnie czystą terapią.

 Jest kardiologiem, terapeutą najwyżej chałupniczo…

Ale on nie jest moim kardiologiem, tylko mężem.

Chyba bada Ci serce od czasu do czasu?

Badał mnie, zanim się poznaliśmy.

Czyli ostatni raz badałaś serce jako 20-latka?! Niewiarygodne… 

A na prawdziwą terapię jestem zamknięta. Medium dobrym też nie jestem. Pamiętam, jak w dzieciństwie bawiliśmy się w taką zabawę, że trzeba było zrobić 10 oddechów, po czym koleżanka naciskała na mostek i się odjeżdżało. I ja się nigdy temu nie poddałam.

 Bo Ty nie lubisz tracić kontroli nad sobą.

Nie lubię.

 Czemu?

Dlatego, że ja lubię kontrolować sytuację. Ale nie doszukuj się w tym drugiego dna, że gdybym straciła kontrolę, upiła się nieprzytomnie, to coś by ze mnie wyszło, nie. Nic by się nie wydarzyło poza tym, że szybko bym zasnęła. Po prostu. Jestem przezroczysta.

Grażyna Torbicka, VIVA! 10/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 To przedsionek depresji…

A dziękuję, to fantastyczne! Zgłoszę się do ciebie, jak mnie dopadnie.

 A jeśli jeszcze masz takie poczucie, że kiedy pada deszcz, to pada też na wskroś przez Twoje ciało…

Niestety dla ciebie, to nie mój przypadek. Raczej kiedy świeci słońce, to mam poczucie, że świeci we mnie. Ten deszcz… Nie próbuj mnie wprawiać w stany lękowe…

 Ja tylko badam teren, bo on jest na razie jak lodowisko, szukam miejsc bardziej bagiennych.

We mnie ich nie ma. 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam…”, mówi AGNIESZKA MACIĄG. Kraśko, Olejnik, Rodowicz, Rusinek, Szczygieł, Wojciechowska… o emocjach i rodzinnych relacjach w izolacji domowej. JACEK SANTORSKI radzi, jak nie zwariować w czasie pandemii. Zmierzch zachodniej cywilizacji? Beata Pawlikowska w egzystencjalnych rozważaniach w dobie koronawirusa.