VIDEO VIVY!

Leszek Czajka, ulubiony fryzjer gwiazd, szczerze o trudach swojego zawodu!

Co daje mu praca?

Olga Figaszewska 20 grudnia 2018 16:59

Jeden z najsłynniejszych polskich fryzjerów, ambasador marek L’Oréal Professionnel i Kérastase, twórca fryzur uczestników Idola i Tańca z Gwiazdami. Leszek Czajka przez trudną chorobę przewartościował swoje życie, zmienił priorytety. Jak rozpoczęła się jego przygoda z fryzjerstwem? Co daje mu praca? O tym opowiedział Katarzynie Piątkowskiej.

Czym się różni ten Leszek, który siedzi przede mną dzisiaj, od tego sprzed kilku lat?

Przez lata budowałem swoją markę. Podejmowałem się wielu zadań, które wymagały ode mnie pracy na kilku etatach, uczenia się. Dziś ze swoim doświadczeniem mogę pozwolić sobie na komfort wyboru tego, co chcę robić. Ale to nie znaczy, że spocząłem na laurach. Podtrzymanie poziomu, który osiągnąłem, jest o wiele trudniejsze, bo oczekiwania wobec mnie są większe. Przyjechałem do Warszawy z Zakopanego, zaistniałem, stworzyłem markę. Po prostu sam sobie zafundowałem wszystko, co złe i co dobre.

Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że mógłbyś zostać fryzjerem?

Nigdy. Właściwie zostałem nim przez przypadek. Oczywiście miałem do czynienia z nożyczkami. Tylko nie fryzjerskimi (śmiech). Ale już w dzieciństwie miałem takie zapędy i lubiłem się nimi bawić. Pamiętam taką historię, jak moja prababcia siadywała ze swoją „kumoską” na drewnianym góralskim łóżku i „godały” sobą zajęte. Spod ich góralskich chust zwisały małe, cieniutkie mysie ogonki splecione w warkocz. Wziąłem więc nożyczki i sąsiadce tę chustę pociąłem w frędzle. Później po prostu przymierzyłem się do warkoczyka. Chlasnąłem tylko raz, warkoczyk spadł i tyle. Oczywiście piekło się rozpętało. Podobno sąsiadka chciała biec do naszego domu z ciupagą. I to był mój pierwszy popis i pierwszy bob w życiu (śmiech).

Mówisz gwarą!

„Godom”. Czasem jakieś słowo wrzucę, a jak jestem u siebie w górach, to się przestawiam, „godom po górolsku”. Jak nie mówić po góralsku, pochodząc stamtąd? Tam chodziłem do szkoły hotelarskiej. Większość uczniów to były dziewczyny. To na nich ćwiczyłem nowe fryzury i pierwsze amatorskie cięcia. Ale tak naprawdę to, że zostałem fryzjerem, zawdzięczam pani Marcie, właścicielce salonu w Zakopanem. Pamiętam, jak posadziła mnie na fotelu, zaproponowała napój, umyła głowę. Wszystko tak po amerykańsku, bo ona właśnie stamtąd wróciła. Siedzę na tym fotelu. Strzyże mnie piękna kobieta, zarzuca bujną grzywą, roztacza swój czar. Będąc pod jej ogromnym wrażeniem, powiedziałem: „Świetnie to pani zrobiła”. „Czyżbyś się na tym znał?”, zapytała kokieteryjnie, a ja jej na to, że nie, ale strzygę koleżanki w internacie. „O! A może chcesz przyjść na praktykę?”. Bez zastanowienia powiedziałem: „Czemu nie?”. Zacząłem się uczyć, jeździć na indywidualne szkolenia. Tym większa była moja satysfakcja, że za wszystko sam sobie płaciłem, zarabiając jako kelner w hotelu Kasprowy.

Jakie są najdroższe nożyczki, jakie sobie kupiłeś?

Przyjechały aż z Australii i samego cła zapłaciłem kilka tysięcy złotych. Ale to nie jest ważne, ile zapłacisz. Mam bzika na punkcie tego, co robię, i jeżeli mam uprawiać mój zawód na najwyższym poziomie, muszę inwestować. W siebie, w salon, w sprzęt. Cenię sobie jakość. Podrabianej elegancji, podrabianego stylu, podrabianych żyrandoli, podrabianych nożyczek czy ciuchów nie lubię.

Mówiłeś, że wszystko Ci przychodziło z łatwością, że byłeś „wybrańcem”.

Tak, ale było to okupione ciężką pracą. Żeby dojść do celu, trzeba wiedzieć, gdzie się idzie. Ja wiedziałem. Oczywiście nie obyło się bez przeszkód, ale we mnie drzemie taka siła, która powoduje, że przeszkoda mnie nie zniechęca, tylko jeszcze bardziej nakręca do działania. Przez to osiągałem dużo więcej, niż zakładałem. Ktoś powie: „Cóż można osiągnąć, będąc fryzjerem?”. Można. Pokonałem drogę z maleńkiej Tylmanowej do Warszawy, Paryża, Londynu, Nowego Jorku. Na moim fotelu zasiadały nie tylko polskie gwiazdy, ale również światowe sławy, takie jak Andie MacDowell, Isabella Rossellini czy księżna Sarah Ferguson. Jestem człowiekiem, który zrealizował marzenia. Który swój zawód wykonuje z pasją.

(...)

Widziałam szczęście na Twojej twarzy, gdy strzygłeś klientkę.

Tak, bo to dla mnie ogromna satysfakcja, kiedy widzę szczęście na twarzy mojej klientki. Dla mnie nie jest ważne to, czy na fotelu siedzi znana postać z telewizji, czy jest to osoba przypadkowa. Każda z nich jest dla mnie gwiazdą. I tak ma się czuć w trakcie wizyty w atelier i po wyjściu z salonu. Po prostu w to, co robię, wkładam całe serce. Teraz szukam takich zaangażowanych wariatów jak ja wśród młodzieży, ale jest ciężko.

Chcą szybko zdobyć sławę i pieniądze? Trafić do show-biznesu?

Trafiają się perełki. Ale jest bardzo dużo ludzi, którzy chcą zostać fryzjerami, bo słyszeli, że można zostać gwiazdą, zarobić parę złotych więcej. To się nie staje od razu. Na to trzeba lat i wytrwałości, a talent jest tu kluczowy. Jak mi ktoś mówi, że odniosłem w życiu duży sukces, uśmiecham się do swoich myśli, bo wiem, ile mnie to kosztowało. Ale było warto. 

To teraz sam sobie szkolisz konkurencję.

Taka jest kolej rzeczy. Kiedyś ja korzystałem z doświadczeń wielkich fryzjerów, którzy byli dla mnie zawodowymi idolami. To od nich chciałem się uczyć, ich naśladować, ich wiedzą się inspirować. Vidal Sassoon, Toni & Guy, Jo Hansford, Frederic Fekkai, Jacques Alexandre to moi mentorzy. Fajnie by było być takim dla innych. Niedawno byłem przewodniczącym jury i gościem specjalnym na Mistrzostwach Polski szkół średnich we fryzjerstwie. Takiego aplauzu, jak tam, gdy wszedłem do auli, nie miałem nigdy. Nawet na wielkich imprezach fryzjerskich. Potem ci młodzi ludzie podchodzili do mnie, pytali, czy mogą umówić się ze mną na spotkanie, czy mogą się u mnie uczyć. Fantastyczna sprawa!

Co w nowej VIVIE! 25/2018?!

Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz o miłości, która przetrwa wszystko. Monika Miller o tragicznej śmierci ojca Leszka Millera Jr. Krystyna Janda w optymistycznej rozmowie, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha. Leszek Czajka o impulsie, który zmienił jego życie. Dramat na norweskim dworze. Poruszająca historia księżnej Mette-Marit. Kim jet kobieta, która pomogła tysiącom ludzi, a sama na pomoc nie może liczyć? 

okładka VIVA! Krystyna Janda, lekka
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

Dziś pomaga mężczyznom, ją umocniła choroba ukochanego: „Diagnoza spadła na nas nagle. Rinke był na granicy życia i śmierci”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARINA ŁUCZENKO-SZCZĘSNA w intymnym wywiadzie chwilę przed narodzinami córeczki. HANNA ŻUDZIEWICZ I JACEK JESCHKE o zmiennych losach ich związku i bajkowym ślubie w Ligurii. MATTEO BRUNETTI: ambasador włoskiej kuchni i polskiej kultury o… włosko-polskich korzeniach. KOBIETY IKONY:  Santor, Kunicka, Rodowicz, Majewska, Sipińska, Sośnicka… – one rządziły zbiorową wyobraźnią w PRL-u.