Zniknęła z "Na dobre i na złe" w kluczowym momencie. Jedna myśl nie dawała jej spokoju
Ewa Skibińska w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim wraca do momentów, w których decydowała się odejść z popularnych seriali "Na dobre i na złe" oraz "Pierwsza miłość". Aktorka szczerze opowiada o lękach, ambicjach i przekonaniach, które towarzyszyły jej w tamtym czasie. Dziś patrzy na te decyzje z zupełnie innej perspektywy.
Choć dla wielu aktorów udział w hitowym serialu to spełnienie marzeń, dla Ewy Skibińskiej był to moment wewnętrznych rozterek. Jak przyznaje, przez lata nie dostrzegała wagi projektów, w których brała udział. Kierowała się emocjami, poczuciem niespełnienia i potrzebą zmian, które – jak wierzyła – mogły otworzyć przed nią nowe zawodowe drzwi.
Ewa Skibińska o odejściu z "Pierwszej miłości" i "Na dobre i na złe". Ujawnia kulisy decyzji
Ewa Skibińska nie ukrywa, że w czasie pracy przy "Na dobre i na złe" nie miała świadomości, jak ważny jest to projekt. "Nie miałam wtedy agenta, który by mi powiedział: Ewa, ale ty grasz w takim serialu, on już jest kultowy, on jest ważny, to ci daje popularność" – wspomina. Zamiast satysfakcji pojawiały się wątpliwości i poczucie, że powinna szukać czegoś więcej.
Po pięciu latach pracy w serialu zaczęła zadawać sobie trudne pytania: "Pięć lat jestem w serialu, takim popularnym, trzeba coś zmienić, może gdzieś jakieś ważniejsze rzeczy na mnie czekają, a ja tracę swój czas?". Towarzyszyło jej także poczucie, że działalność serialowa może być postrzegana jako mniej wartościowa artystycznie: "Bo to jest jednak komercja, co ja robię, czy to jest dobra droga w moim życiu".
Aktorka w rozmowie z dziennikarzem otwarcie mówi o swoich rozterkach: "Czy ja nie trwonię swojego talentu, czasu? Czy może ktoś mi czegoś nie daje, dlatego że zdecydowałam się grać w serialu?”. Z dzisiejszej perspektywy przyznaje jednak: "To jest wszystko nieprawda. Ja teraz wiem, czym to się rządzi i na czym to polega".
Historia powtórzyła się przy "Pierwszej miłości". Również po pięciu latach aktorka zdecydowała się odejść. W tle tych decyzji wciąż obecna była potrzeba zmiany i przekonanie, że rezygnacja może otworzyć nowe drzwi. "Muszę coś zostawić, muszę z czegoś zrezygnować, żeby otworzyły się nowe możliwości, żeby jak to się u nas w branży mówi, zadzwonił telefon. A czy tak jest? Nie wiem. Czasami nie trzeba wcale z niczego rezygnować i telefon nagle dzwoni" – wyznała.

Ewa Skibińska o angażu do "Na dobre i na złe": "Pomyślałam, że dam zaporową stawkę"
Kulisy angażu do "Na dobre i na złe” pokazują, jak bardzo ambiwalentne były jej decyzje. Skibińska przyznaje: "Jak powiem, że chcę tyle i tyle za dzień zdjęciowy, to mnie na pewno nie wezmą”. Była to próba uniknięcia pracy w serialu, choć – jak sama dodaje – przyszła na zdjęcia próbne i walczyła o rolę.
Liczyła na to, że decyzja producentów zdejmie z niej odpowiedzialność: "Pomyślałam sobie, że jak dam zaporową stawkę, to oni powiedzą, no jednak nie". Stało się jednak inaczej – produkcja zaakceptowała warunki.
Jak podkreśla dziś, pieniądze nie były kluczowe: "Chodziło tylko o lęk przed tym, że stanę się aktorką serialową". Dodaje też z charakterystyczną szczerością, że cała sytuacja była dla niej dość trudna: "To nie jest mój typowy styl działania, szczerze mówiąc. Ja mam w sobie dużo pokory".
Całe wideo znajdziecie na naszym YouTubie. Zapraszamy do oglądania.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

