Elżbieta Pawełek 29 czerwca 2017 12:30
1/8
Sławomir Mrożek i Susana Osorio, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
1/8

Sławomir Mrożek przez całe życie często zmieniał miejsce zamieszkania. Ostatnie 30 lat życia spędził z żoną Susaną Osorio i to z nią podróżował i po świecie, i przez zakręty życia. Mieszkali w Meksyku, Paryżu, Krakowie i w Nicei. Przeżyli wielkie sukcesy i wielkie ucieczki, i radość, i choroby, i utratę pamięci. Zawsze ratowała ich miłość. Dwa lata przed śmiercią pisarza zaprosili nas do swojego domu w Nicei. O wywiad z Mrożkiem przez  rok starała się dziennikarka VIVY! Elżbieta Pawełek. W końcu się udało!

 

Dzisiaj w rocznicę urodzin zmarłego niemal cztery lata temu pisarza i dramaturga przypominamy ich historię.

 

Sławomir Mrożek nie miał nigdy ani potrzeby udzielania wywiadów, ani utrzymywania kontaktów ze światem zewnętrznym. „To prawda, że raczej unikam ludzi, ale nie z nielubienia, tylko dlatego, że jestem na ludzi wrażliwy i dla mnie każde spotkanie, nie mówiąc już: uwikłanie, choćby najbłahsze i najbardziej codzienne, jest szokiem”, wyznał w „Listach”. Zawsze uważał, aby zbytnio nie zbliżać się do innych. Nawet wyjście po gazetę do kiosku było dla niego straszne, bo musiał opuścić swój świat, odezwać się do kogoś obcego. Nie lubił ludzi zbyt pewnych siebie. Krąży anegdota, jak na przyjęciu dopadły go dwie panie, żartowały, zadały mnóstwo pytań, w końcu zamilkły w oczekiwaniu na odpowiedź. A on na to odezwał się grzecznie: „Do widzenia”. Odwrócił się i wyszedł.

 

Jego żonie, Susanie Osorio, udało się pokonać tę barierę. Jak się poznali i jak wyglądał ich związek? Meksykanka mówiła, że po 20 latach od ich pierwszego spotkania wciąż była zakochana w nim tak mocno jak wtedy, gdy go poznała. Mówiła, że to ciągle jest miłość szczenięca, niezrównoważona, z tych pierwszych chwil: „Wychodzę, wracam, widzę go i wzdycham jak nastolatka z rozkoszy. Staję przed lustrem i myślę: Co zrobić, żeby mu się jeszcze bardziej podobać, jak go oczarować?”.

 

I kiedy on nagle stracił zdolność mówienia i pisania w wyniku udaru, codziennie była przy nim w krakowskim szpitalu. Klaskała z nim w ręce, niby dla zabawy, i liczyła od jednego do dziesięciu, a gdy miał dobry humor, od dziesięciu do jednego. Przyniosła mu puzzle z mapą Europy dla dzieci do siedmiu lat, pomagając potem, w ramach ćwiczeń, złożyć ją w całość. Puszczała mu muzykę, wierząc, że któregoś dnia odzyska mowę. Odzyskał.

 

Polecamy: Kochał góralskie wesela i nie nosił sutanny. Przypominamy rozmowę z ks. Józefem Tischnerem.

2/8
Sławomir Mrożek i Susana Osorio, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
2/8

Czy pamiętali pierwsze spotkanie? „Jasne że pamiętamy”, mówił Sławomir Mrożek z lekką chrypką w głosie, nieco przeziębiony. Wystarczył błysk w oku u jednego i drugiego i tak się zaczęło. Poznali się w Mexico City w 1979 roku. Należał wówczas do pięciu najbardziej wziętych dramaturgów w świecie, miał na swoim koncie kilka poważnych sztuk, w tym słynne „Tango” i „Emigrantów”, przetłumaczone na kilkanaście języków. Ona była młodą asystentką reżysera w jednym z tamtejszych teatrów, który wystawiał jego sztukę. „Nie byłam już taka młoda, miałam 28 lat, a za sobą nieudane małżeństwo”, wspomina Susana. „Faktem jest, że »Emigranci« odnieśli kolosalny sukces w Meksyku, wystawialiśmy ich 200 razy. Byliśmy więc Mrożkowi ogromnie wdzięczni i zaprosiliśmy go do naszego teatru. Tak się złożyło, że jako jedyna w całym zespole nieźle mówiłam po angielsku i miałam go powitać”. Siedziała w holu hotelowym, do którego co chwila ktoś wchodził. Nagle w drzwiach stanął postawny mężczyzna i na uśmiech filigranowej Meksykanki (przy wzroście 155 centymetrów ważyła 48 kilogramów) odpowiedział uśmiechem. Domyśliła się, że to on. A ponieważ była bardzo nieśmiała, chciała uciec gdzie pieprz rośnie lub zapaść się pod ziemię. Ale nie uciekła.

Osiem lat później wzięli ślub w Paryżu, gdzie wówczas mieszkał Mrożek. Przed ceremonią uparł się, żeby zobaczyć jej suknię. Tłumaczyła, że to przynosi pecha, ale dała za wygraną. W końcu to on za nią płacił. Była piękna, z czarnego jedwabiu, dopasowana, do samej ziemi. Spodobała się Sławomirowi.
„Dobrze mi było w niej, a poza tym wedle tradycji hiszpańskiej kobiety szły do ołtarza w czarnych sukniach. No i byłam za stara na białą sukienkę, zbliżałam się do czterdziestki”.
Przed ślubem Sławomir został poddany ogniowej próbie: musiał zaśpiewać hiszpańską serenadę i złożyć oficjalne oświadczyny na ręce matki wybranki. Wyszło na jaw, że nieźle zna hiszpański repertuar i ma piękny głos. Wkrótce wysłał długi list do matki Susany. Była wzruszona, od razu wyraziła zgodę. Na weselu goście nie dowierzali, że Mrożek po 20 latach samotnego życia – od śmierci pierwszej żony Marii – w wieku prawie 60 lat powtórnie się ożenił.

3/8
Sławomir Mrożek i Susana Osorio, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
3/8

Bycie osobą publiczną było dla niego problemem, chętnie skryłby się w lisiej norze przed całym światem. „Przy pewnym wysiłku można udać przed sobą, że się nie istnieje. Mianowicie z pomocą wyobraźni, która sobie wyobraża, że jej nie ma”, napisał przed laty.


„Są tacy, co twierdzą, że przeżyli ze sobą złoty okres i potem nic. A nam jest dobrze ze sobą przez cały czas. Dziś był dobry dzień, wczoraj też i tydzień temu. Nasza belle époque wciąż trwa”, mówiła Susana. Najbardziej cementują związek trudne momenty. Ten pierwszy zdarzył się w Meksyku, dokąd wyjechali z końcem 1989 roku. W środku gór, na całkowitym odludziu, w pół drogi między miastami Mexico City a Pueblą, budowali hacjendę. Nazwali ją  „Epifania”, czyli objawienie. Była ich przeznaczeniem, oni zaś pełni nadziei na przyszłość. Z robotnikami, służbą i gośćmi świętowali postawienie wiechy na pierwszym budynku. Niedługo potem Sławomir poczuł się bardzo źle. Susana zarządziła jazdę do szpitala. Pamięta, że droga do Mexico City, która zwykle zabiera dwie godziny, wydawała się nie mieć końca. Mąż co chwila tracił przytomność, na miejscu zdiagnozowano tętniaka aorty. Był o włos od śmierci. Po operacji została mu blizna od szyi do pasa kryjąca rurę z teflonu, czyli sztuczną aortę.

 

Dopiero po kilku latach Sławomir Mrożek wrócił do pisania, wydał „Wdowy” i znakomitą „Miłość na Krymie”, za którą dostał prestiżową nagrodę w Paryżu. Nieoczekiwane zamieszki w Meksyku sprawiły, że dalsze życie na ranczu stało się niebezpieczne. W nocy z Susaną pełnili dyżury z pistoletem w ręku, zaczęli poważnie myśleć o wyjeździe. „Paryż czy Kraków?  Wybieraj”, zapytał Mrożek przy śniadaniu 10 kwietnia 1996 roku. „Kraków”, odparła po krótkim namyśle. „Chciałam mieszkać w kraju, z którego pochodzi przynajmniej jedno z nas, żeby nie przeżywać wyobcowania jak wielu emigrantów. Miałam rację, bo ludzie w Polsce bardzo nam pomogli”.

 

Polecamy: Kochał góralskie wesela i nie nosił sutanny. Przypominamy ciekawą rozmowę z ks. Józefem Tischnerem

4/8
Sławomir Mrożek, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
4/8

Afazja, która dorosłego człowieka przemienia w roślinkę – efekt nagłego udaru mózgu. Można oddychać, jeść, rosnąć, ale nic się nie pamięta, nie mówi. Dokładnie zdarzyło się to 15 maja 2002 roku, przed południem. Sławomir Mrożek siedział przy stole i pisał, gdy nagle zaczął tracić przytomność.

"Spotworniałe przedmioty nie dawały się zatrzymać, rozdymały się w nieskończoność, to kurczyły niemal do zaniku", jak wspominał potem w autobiograficznej książce „Baltazar”, której pisanie miało być dla niego ćwiczeniem pamięci i języka. Wcześniej były długie tygodnie, miesiące i lata żmudnych zajęć, uczenia się na nowo znaczeń słów i liczb. Siedział z terapeutką w pustym pokoju i układał klocki, oglądał z nią infantylne obrazki, każdego dnia osiągając jakiś mały cel. Jak to wytrzymał? „Bo ona była ładna”, wyznał rozbrajająco.

5/8
Sławomir Mrożek i Susana Osorio, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
5/8

Sławomir Mrożek żartował, że odkąd jest emerytem i przestał pisać, zamienił się w rannego ptaszka. „Co mam robić? Biblia jest już napisana, a poetą nie jestem...”.  Lekarze powiedzieli mu, że dzięki wymianie aorty stał się o 10 lat młodszy. „Ta wymiana to jest dla mnie błogosławieństwo”, przyznaje. Zoperowali go w klinice w Monako, która stoi naprzeciw książęcego pałacu. „Spokojnie leżąc na łóżku, obserwowałem pałac księcia Alberta. Czy mogę zdradzić sekret? Otóż moja teflonowa aorta, która służyła mi 20 lat, została wymieniona na świńską”. Jednak młodość jako taka go nie pociągała: „Chroń mnie, Boże, od tego, żebym miał być młodym jeszcze raz. (Modlitwa wysłuchana)”.

6/8
Sławomir Mrożek i Susana Osorio, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
6/8

Codziennie Sławomir Mrożek samotnie wyruszał swoją trasą w kierunku morza. Szedł dziarsko, nie zważając nawet na czerwone światła, kiedy na ulicy było pusto, zgrabnie lawirował między motocyklistami. „Zasuwam tak, jak mogę”, mówił. Lekarz zalecił mu godzinny spacer dla zdrowia.

Gdy pytało się go, co robi w Nicei, zwykle odpowiadał: „Nic nie robię! Siedzę sobie i patrzę”. Patrząc z boku, można było sądzić, że Mrożkowi na niczym nie zależało, ale to nieprawda, uważa Andrzej Nowakowski, który przez trzy lata chodził za nim krok w krok i robił zdjęcia, czego pisarz serdecznie nie znosił. W efekcie powstał niezwykły album fotografii zatytułowany „Sławomir Mrożek”.

Nowakowski: Czytając Mrożka, zawsze podejrzewałem, że te teksty są zapisem wiecznego tułacza po bezdrożach samotności. Reszta to literacki kostium.

7/8
Sławomir Mrożek, Viva luty 2011
Copyright @Bart Pogoda
7/8

„On jest bardzo specyficzny, jak kupuje coś, to tylko w znanych mu miejscach, sam decyduje, co chce. Ceni ubrania dobrej jakości, ale jak widać, najbardziej lubi nosić ciągle to samo”, mówiła Susana. Sławomir Mrożek po afazji utracił zdolność liczenia i myślenia abstrakcyjnego. Stan umysłu zawsze go zajmował, zwykle był wobec siebie bardzo krytyczny: „Mój umysł jest jak księżyc. Jedna strona jasna, druga ciemna. Pełna gruzełków, nieużyteczności. Moje życie jest jak łatanina. Łatka tu, łatka tam. (...) Dzisiaj będzie jak wczoraj, mniej więcej. Wciąż bliżej końca, którego nie można sobie wyobrazić, ale który nadejdzie”, napisał w „Dziennikach”. Żył w niepewności, czy ryzyko związane z wymianą aorty wynosi 60 czy 16 procent. Myliły mu się liczby. „Odkąd dotarło do niego, że chodzi o to niższe, od razu się uspokoił”, powiedziała Susana.

8/8
Susana Osorio i Sławomir Mrożek
Copyright @Bart Pogoda
8/8

„Ja już nic nie muszę”, mówił Sławomir Mrożek. Czy tęsknił za Polską? „Muszę powiedzieć, że nie. Gdyby była, wróciłbym do kraju. Kiedy generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, mocno mnie to poruszyło. Byłem wtedy we Francji, bez Susany, na paszporcie francuskim. Przystąpiłem do akcji protestacyjnej. Dzisiaj Polska nie jest zagrożona, stała się silniejsza ekonomicznie. Przynajmniej jednym krajem nie muszę się przejmować”.

 

Ich całe życie to były skoki z jednego miejsca w drugie, zmiana krajów, domów, adresów, nieustająca wędrówka ludów. „Ja już zgłaszam się do ostatniej wędrówki w moim życiu. Nie wiem jak Susana, bo jest ode mnie znacznie młodsza”, powiedział. Za co podziękował jej po 30 latach?
„Za co?”, uśmiechnął się, szukając właściwych słów. „Po 30 latach za wszystko. Łącznie ze wszystkim. Proszę to wydrukować”.

 

Tekst: Elżbieta Pawełek

 

Polecamy: Kochał góralskie wesela i nie nosił sutanny. Przypominamy ciekawą rozmowę z ks. Józefem Tischnerem

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Wydanie de Luxe VIVA!, a w nim: ANJA RUBIK o tym, jak się czuje w roli singielki i o planach na przyszłość. Intymna sesja KINGI KORTY z synkiem GREYSONEM i inspirująca rozmowa na temat późnego macierzyństwa. Skandalista i geniusz – ELTON JOHN. RODZINA KOKCZYŃSKICH, właścicieli Park Cafe w Konstancinie, o tym, jak stworzyć „fajne miejsce”.