TYLKO W VIVIE! Krzysztof Czeczot ujawnia sekret z młodości. Tak próbował udowodnić swoją wartość
Zamiast łatwych sukcesów były ławka rezerwowych, encyklopedie i cicha determinacja. Dziś aktor i reżyser przyznaje, że to właśnie te momenty nauczyły go cierpliwości i gotowości na najważniejsze „tak” w życiu.

Krzysztof Czeczot w rozmowie z Beatą Nowicką dla „VIVY!” wraca do czasów, gdy zamiast pewności siebie towarzyszyły mu kompleksy i potrzeba udowodnienia własnej wartości. W szczerym wyznaniu zdradza, jak dziecięce doświadczenia i małe zwycięstwa ukształtowały jego drogę.
Krzysztof Czeczot o tym, co ukształtowało go w dzieciństwie. Wywiad VIVA!
[...]
– Omnibus, czyli osoba mająca wiadomości z różnych dziedzin. Przysłowiowa zarozumiała mądrala. Był Pan w dzieciństwie omnibusem?
Nie byłem zarozumiały, raczej pełen kompleksów, dlatego dobrze się uczyłem. Potrzebowałem pokazać, że jestem wartościowy. Kiedy tata rozwiązywał krzyżówki, wertowałem Encyklopedię PWN. Ciężką, czterotomową, w płóciennej okładce. To był mój pierwszy kontakt z przyjemnością szukania odpowiedzi. Lubiłem się uczyć i właściwie nic się nie zmieniło. Wiedza poszerza horyzont, uczy niuansu, pozwala lepiej rozumieć świat i ludzi.
- TYLKO W VIVIE!. Krzysztof Czeczot był na dnie i pożyczał pieniądze. Ten jeden moment zmienił wszystko

– Największe olśnienie?
W podstawówce moją ogromną pasją była piłka nożna. Ciągle jest, ale już z pozycji kibica. Najczęściej siedziałem na ławce rezerwowych. Byłem niezbyt przebojowy, z lekką nadwagą, w okularach. Nie należałem do ulubieńców przewodników stada. Ale kiedy dostawałem szansę, wykorzystywałem ją. Byłem tym, który wchodzi na 15 minut i zmienia wynik meczu. Lubię zdanie, które celnie opisuje moją drogę: „Całe życie kolekcjonujemy »nie« po to, żeby być gotowym, kiedy padnie »tak«”. Odmowa, porażka bolą mnie oczywiście, ale też bardzo budują, motywują, uzbrajają w cierpliwość. Kolejne olśnienie to muzyka. Czasy liceum: Hey, Nosowska, Grzegorz Turnau, Staszek Sojka. To była dla mnie nie tylko muzyka, ale też rodzaj wrażliwości i mądrości, do której chciałem dorosnąć. Staszek mieszkał niedaleko kawiarni, w której dziś rozmawiamy. Jedno z ważniejszych olśnień kryje się w tekście piosenki „Tolerancja”, że „życie nie tylko po to jest, by brać. Życie nie po to, by bezczynnie trwać. I aby żyć, siebie samego trzeba dać”.
[...]
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 9 kwietnia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.