Artur Żmijewski, "Viva!" styczeń 2016
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM
Tylko u nas

Artur Żmijewski: "Jestem oczami moich rodaków, żeby nieść pomoc tym ludziom"

Weronika Kostyra 15 stycznia 2016 13:14
Artur Żmijewski, "Viva!" styczeń 2016
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Artur Żmijewski nie obnosi się z tym, że jest wrażliwy na ludzką niedolę. Kilka dni temu przekazał na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy rekwizyt z popularnego serialu "Ojciec Mateusz", w którym gra główną rolę – czarny rower tytułowego księdza. Mało kto wie, że od 10 lat jest Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF. „To, co zobaczyłem, czego doświadczyłem, zostanie we mnie na zawsze”, mówi. O tym, jak zmieniła go Afryka opowiedział Beacie Nowickiej w najnowszej "Vivie!".

 

Pomoc drugiej osobie często oznacza duży wysiłek, poświęcony czas, oddaną energię. Nie każdy jest na takie poświęcenie gotowy. Od prawie 10 lat jest Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF. I to nie malowanym, tylko naprawdę zaangażowanym.

Ktoś w UNICEF pomyślał, że ja mógłbym w tej sprawie pomóc, a ja się zastanowiłem i stwierdziłem: dlaczego nie? Robię coś pożytecznego. Rzeczywistość mnie przerosła. W Sudanie Południowym, Etiopii, Mali widziałem dzieci, które naprawdę umierają z głodu, z braku lekarstw i robi to wstrząsające wrażenie. Pojechałem, żeby zobaczyć i opowiedzieć ludziom, jak tam jest. Chciałem prosić ich o pomoc, więc musiałem być wiarygodny, żeby ludzie mogli mi uwierzyć, bo tego nie da się sobie wyobrazić. Gdy patrzysz na dwuletniego człowieczka, szkielecik obciągnięty skórą, który leży na łóżku, a obok siedzi ojciec, który trzyma to dziecko za rękę i nie wie, czy ono będzie jeszcze na tym świecie przez pięć godzin czy przez trzy dni – ale na pewno nie dłużej – to w innej skali człowiek uświadamia sobie stratę, jakiej doznaje ten ojciec.

Które z tych dzieci zapamiętał najbardziej?

W Mali, w Sikasso, poznałem Abimatę, dwutygodniową dziewczynkę, która urodziła się jako wcześniak. Jej mama przy porodzie zmarła i mała jest karmiona kubeczkiem z dzióbkiem, bo nie ma smoczków. Dostaje mleko w proszku rozpuszczone w zanieczyszczonej wodzie. Ale to, czy Abimata przeżyje, zależy przede wszystkim od tego, czy będzie miał się nią kto zaopiekować. W tej chwili opiekuje się nią pani, która stoi nad grobem, ponieważ ma 50 lat, a średnia wieku w Mali dla kobiet wynosi 53 lata. Dla mężczyzn dwa lata mniej. Tam ogromna część ludzi za dach nad głową ma mały kawałek domku ulepionego z kamieni i gliny, pokrytego wielkim osiągnięciem zachodniej cywilizacji, czyli blachą falistą. Dzięki niej w czasie ulew nie leje im się na głowę, za to słychać niemiłosierne dudnienie deszczu, ale kiedy jest gorąco, wnętrze nagrzewa się niemal do temperatury wrzenia. W naszych warunkach klimatycznych zwierzęta żyją lepiej niż tam ludzie. To pokazuje ogrom nieszczęścia.

Artur Żmijewski,
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 

Czy załamał się, kiedy zobaczył to po raz pierwszy?

Ludzie świata zachodniego jeżdżą za granicę po to, żeby zwiedzać najwspanialsze zabytki. A my jeździmy po to, żeby oglądać najprawdziwsze życie. Niewyretuszowane. Pomaga się tym, którzy sobie nie radzą, w związku z tym oglądam miejsca najgorsze, najbrzydsze, najsmutniejsze i to jest rzecz, której nie brałem pod uwagę, kiedy dawno temu zaangażowałem się w pomoc. To, co zobaczyłem, czego doświadczyłem, zostanie we mnie na zawsze. Mam już inną perspektywę. Wie pani, że w regionie Sikasso ponad 84 procent mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa?

W tym kontekście nasz świat jawi się jako syty, bogaty i bezpieczny. Czy Artur Żmijewski wraca stamtąd z poczuciem bezsilności?

Nie. Na tym polega moje zadanie. Jestem oczami moich rodaków, żeby nieść pomoc tym ludziom. Muszę poczuć te zapachy, nie odwracam wzroku od ludzi umierających na ulicy. Muszę to zobaczyć. Na przykład szpital, gdzie się dowiedziałem, że największy problem, z jakim się borykają, to brak środków, którymi mogą leczyć dzieci. Malarię leczy się antybiotykami, ale ich nie ma. W jednej sali, w której są cztery łóżka, na każdym leży po dwoje dzieci. Obok kucają dwie matki. Połowa dzieci w każdej takiej sali jest w stanie terminalnym i umiera na malarię. Półtora metra dalej, na materacyku leży dziecko z wbitym wenflonem, które urodziło się jako wcześniak. Za inkubator służą mu trzy żarówki i w zależności od tego, czy ma być mu cieplej czy chłodniej, pielęgniarka te żarówki wkręca lub wykręca. Za drzwiami, na korytarzu stoją stoły, gdzie na kocach leżą kolejne dzieci, a obok czuwają ich matki. Wokół szpitala, w strugach deszczu, na matach siedzą ludzie, którzy są członkami rodzin tych dzieci i tych matek, ponieważ nie ma salowej, nie ma kuchni, a ktoś musi te matki z dziećmi żywić i zapewnić elementarne środki czystości.

Ludzie są bardziej skłonni do pomocy, kiedy to nieszczęście ma konkretną „twarz”. Do naszego serca – i kieszeni – bardziej przemówi historia dwutygodniowej Abimaty niż tragiczna, ale beznamiętna informacja, że 100 tysięcy ludzi w wyniku powodzi straciło dach nad głową.

Wie pani, że w Mali rocznie umiera 100 tysięcy dzieci? Tyle mają takie miasta jak Koszalin, Legnica czy Opole czy Tarnów. Proszę sobie wyobrazić, że nagle znikają wszyscy mieszkańcy jednego z nich. Marzenia tych ludzi są takie, żeby z dnia na dzień przeżyć. Za litr paliwa można wysłać SMS, żeby im pomóc. Tyle kosztuje jedna pełna porcja terapeutycznej żywności dla dziecka, które wychodzi z niedożywienia. Koszt litra paliwa w Polsce, czyli około 4–5 złotych. Za te same pieniądze można kupić antybiotyki, szczepionki, które oznaczają realną pomoc dla tych dzieciaków.

Artur Żmijewski,
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 

Czy te wyjazdy zmieniły aktora? To nie jest Afryka do podziwiania.

Trochę jest, bo jak się trafi na porę deszczową, to bujna afrykańska zieleń jest tak zachwycająca, że widok zapiera dech w piersiach. Ale w kontraście do tej zieleni widzi się góry śmieci zasypujące całe miasta, bo nie ma kto ich sprzątać, a poza tym w tych górach odpadków można znaleźć rzeczy, które pozwolą przeżyć.

Cały wywiad z Arturem Żmijewskim w najnowszej "Vivie!", w kioskach.

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.