Anna i Robert Lewandowscy, VIVA! grudzień 2014
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
Tylko w VIVIE!

Co Robert Lewandowski mówi po meczu do żony? "Poproszę naleśniczki z jabłkami". Ciekawe, o co dziś poprosi?

Katarzyna Piątkowska 11 października 2015 23:30
Anna i Robert Lewandowscy, VIVA! grudzień 2014
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Właśnie przeszedł do historii piłki nożnej. Dzięki strzałowi Roberta Lewandowskiego Polska awansowała do Euro 2016. Ale nasz najlepszy piłkarz od kilku tygodni był w najwyższej formie. Wcześniej w meczu Bayernu z Wolfsburgiem strzelił pięć bramek w ciągu dziewięciu minut. Swoim wyczynem Robert Lewandowski pobił kilka rekordów Bundesligi.

 

Dziennikarze telewizji Sport1 przygotowali nawet sondę, w której do wyboru są trzy kandydatury. A wszystkie łączy to samo... imię i nazwisko. Tak więc do wyboru jest "Robert Lewandowski za najszybciej strzelonego hat-tricka w historii Bundesligi", "Robert Lewandowski za najszybciej strzelone cztery gole w historii Bundesligi" i "Robert Lewandowski za najszybciej strzelone pięć goli w historii Bundesligi".

 

Pewne jest, że w polskich gazetach Robert Lewandowski ma zapewniony tytuł najlepszego piłkarza na lata. Zwłaszcza po fantastycznym meczu z Irlandią. Jak będzie świętował awans Polski do Euro 2016? Ciekawe, czy tak jak rok temu, kiedy Robert strzelił cztery bramki Realowi Madryt...

 

"Jest zbyt skromny, żeby to szczęście żywiołowo okazywać"

 

W wywiadzie, którego Robert Lewandowski razem z żoną Anną udzielili "Vivie!" w grudniu 2014 roku, wspominali właśnie ten mecz. Wtedy król strzelców strzelił cztery bramki legendarnemu Realowi Madryt.

 

Anna i Robert Lewandowscy, VIVA! grudzień 2014
Fot. Zuza Krajewska/LAF

Ania: Staram się być na każdym meczu Roberta, ale jak nie mogę, oglądam go. Kiedy Robert strzelał karnego w meczu z Realem Madryt, nie wierzyłam, że może paść czwarta bramka. Wtedy odwracałam się, będąc na trybunach. Mieliśmy w tym czasie dom pełen gości, wszyscy się bardzo emocjonowali. I wszyscy byli wzruszeni, a Robert spokojnie, jak to on, przyjechał po meczu i powiedział, że zjadłby naleśniczki z jabłkami. 

Robert: To, co stało się tego wieczoru, docierało do mnie powoli, wraz z opadającą pomeczową adrenaliną. Oczywiście radość była ogromna, ale świętowanie już nie tak duże, bo trzeba było zacząć koncentrować się i przygotowywać do kolejnych meczów.

Ania: Widać było, jak Robert jest szczęśliwy, ale i zbyt skromny, żeby to szczęście żywiołowo okazywać.

"Pamiętam, że zobaczyłem piękną blondynkę…"

 

Ania i Robert poznali się na Mazurach. Mówią, że w ich życiu jest dużo pozytywnych zbiegów okoliczności - od tego, że znaleźli się na jednym obozie, po miejsce w którym ćwiczyli i jak się okazało wspólne studia. 

Robert: Mogłem nie jechać na obóz integracyjny, gdzie spotkałem Anię. Mogłem nie zdążyć… Ale dojechałem na jeden dzień.

Pamiętam, że zobaczyłem piękną blondynkę… Ania trochę się zmieniła przez te lata (śmiech). Oczywiście, że na korzyść. Wydoroślała. Ja zresztą też. Ostatnio oglądałem swoje zdjęcia sprzed trzech lat i już zauważyłem w sobie zmiany.

Ania: Nasze pierwsze spotkanie było zabawne. Robert myślał, że gram w tenisa albo tańczę w balecie. Kiedy się dowiedział, że trenuję karate, z początku nie uwierzył. Powiedział mi, że ma na imię Andrzej. Umówiliśmy się w kawiarence przy Chmielnej. I okazało się, że ćwiczymy w tym samym miejscu…

Robert: …ale też zaczęliśmy w tym samym czasie studiować. Dużo było tych zbiegów okoliczności.

Ania: I treningi mieliśmy w tym samym czasie i w tym samym miejscu w Pruszkowie. Nie mogliśmy się rozmijać. Dziś mówię, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo gdyby Robert nie przeszedł z Legii do Znicza, nie wiadomo, czybyśmy się lepiej poznali.

Anna i Robert Lewandowscy, VIVA! grudzień 2014
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

 

Są najpopularniejszą parą w Polsce. Rok temu pobrali się i oboje twierdzą, że to było jak dotąd najważniejsze wydarzenie w ich życiu.

Ania: Dla mnie, jako katoliczki, ślub ma wielkie znaczenie. Jest wyjątkowy, na całe życie, jednoczy i tworzy rodzinę. Po ślubie poczułam, że rzeczywiście jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy rozumieją się bez słów, którzy żyją dla siebie wzajemnie, wspierają się na każdym kroku. 

"Czas pokaże, czy będziemy dobrymi rodzicami"

 

Choć na razie skupiają się na swoich karierach, oboje marzą by zostać rodzicami. Ania wspomina, że gdy pokazała mamie zdjęcie Roberta ta powiedziała jej, żeby zadała sobie pytanie, czy chciałaby, żeby został ojcem jej dzieci. 

Ania: To ważna rada dla kobiety, bo chcemy mieć dzieci, jak każde małżeństwo. 

Robert: Czas pokaże, czy będziemy dobrymi rodzicami.

Ania: Na pewno będziemy uczyć je szacunku dla ludzi i pokory, i że nie wszystko im się należy. 

 

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BEATA TADLA: „Obiecaliśmy sobie z Rafałem, że nie będziemy opowiadać o naszym związku w mediach. Rafał nie jest osobą publiczną”. Dlaczego SZYMON MAJEWSKI mówi o sobie: „dożywotni maminsynek”? Aneta Hickinbotham produkowała głośną „Ostatnią rodzinę”, nominowane do Oscara „Boże Ciało” i pracowała przy filmie „Troja”. Dlaczego została producentką, a nie… lekarzem? A także oscarowe zaskoczenia i karnawałowe szaleństwo w Rio.