Tego już w magazynach dla kobiet nie zobaczymy… I dobrze!
Pamiętacie te toksyczne nagłówki?

- Natalia Kędra
Zanim jeszcze Internet zawładnął naszymi myślami, wyznaczając nowe, ale równie nieosiągalne standardy, monopol na tłumaczenie kobietom, jak mają żyć i co mają myśleć, miały kolorowe magazyny. Wiele z nas wychowało się w dekadach 90. i 00., kiedy gazety plotkarskie bezlitośnie oceniały każdy krok sławnych i bogatych (kobiet), a nagłówki z okładek wydawnictw modowych i poradniczych podkreślały, czego w sobie powinniśmy nie lubić albo nienawidzić.
Ciałopozytywne blogerki podkreślają, że nasze “niedoskonałości” nie są obiektywnym wadami, a ich negatywne przedstawianie stało się przede wszystkim narzędziem marketingowym, mającym skłonić nas do zakupu produktów: środków na odchudzanie, odmładzających kosmetyków etc.
Kiedy więc zauważyłyśmy, że jesteśmy niewystarczające albo lepiej - kiedy ktoś pomógł nam to zauważyć? Do Polski toksyczny przekaz przybył dopiero wraz z rozwojem kapitalizmu, na Zachodzie zmiany na gorsze dało się zauważyć wcześniej. Dobrze obrazuje je historia cellulitu, a raczej historia pojęcia, które sprawiło, że zaczęłyśmy postrzegać naturalne nierówności naszej skóry jako stan chorobowy.
Sam termin pojawił się we francuskiej medycynie pod koniec XIX wieku, opisywało jednak stan chorobowy, który dziś nazwalibyśmy cellulitisem. Jako defekt urody zaczęło funkcjonować dopiero w latach 30. i 40., na fali mody na salony piękności, łączące SPA z zabiegami medycznymi, które miały zapewnić klientkom idealnie gładką skórę. Cellulit stał się narzędziem w rękach promotorów nowego typu biznesu.
Kolejne kilkadziesiąt lat minęło, zanim termin użyty w 1933 r. w magazynie “Votre Beaute” trafił do anglojęzycznych mediów, a tym samym do światowego mainstreamu. To “Vogue” (w 1968 r.) wyjaśnił Amerykankom, dlaczego powinny obawiać się nierówności na udach i jak się ich rzekomo pozbyć. Termin spopularyzowała książka z 1973 r., napisana przez, a jakże, właścicielkę salonu piękności w Nowym Jorku. Naturalny dla kobiet układ tkanki tłuszczowej (widoczny nawet na XVII-wiecznych obrazach) zyskał imię, złą sławę i wszedł na stałe do kanonu naszych kompleksów.
Z kolei w latach 80. podobną karierę medialną zrobiły zmarszczki. Pojawiły się specyfiki mające im zapobiec, pojawił się więc problem, z którym jesteśmy zobowiązanie walczyć. W styczniu 1987 r. amerykański “Vogue” straszył, że praca szkodzi na urodę, bo “kontakt ze związanymi z pracą czynnikami środowiskowymi - zanieczyszczeniem powietrza w pomieszczeniu, sztucznym oświetleniem - może wpływać na zdrowie, energię, a nawet wygląd cery”. Dziś nie przeczytamy już sugestii, że kariera zawodowa niszczy naszą urodę, zmiany na lepsze są jednak stosunkowo świeże. Że brałyśmy kilka wątków, które dominowały w kobiecej prasie jeszcze 20 lat temu, a później… same źle się zestarzały.
8 tygodni do bikini
Pamiętacie to odliczanie? Jeśli już dziś zaczniesz ćwiczyć kilka razy w tygodniu i przejdziesz na rygorystyczną dietę, zdążysz doprowadzić się do stanu przyzwoitości jeszcze przed wakacjami! Dzisiejsze trzydziesto- i czterdziestolatki wychowały się na takich komunikatach. Przekaz był jasny - pokazanie na plaży szczupłego, zadbanego ciała jest naszym obowiązkiem, a niespełnienie tego celu - dotkliwą porażką.
Dziś o odchudzaniu pisze się jako o opcji, a nie obowiązku, a zagrożenia szybkiej utraty wagi (żeby zdążyć!), są szeroko opisane. Z mediów słusznie się dowiemy, że zbyt rygorystyczna dieta sprzyja efektów jojo, a głodówki wyniszczają organizm.
Papierosy w stylu glamour
Co ciekawe, obsesja szczupłej sylwetki doskonale sprzedawała nie tylko odchudzające herbatki i produkty light, ale także… papierosy. Reklamy tej używki zaczęły być kierowane do kobiet w latach 20. XX wieku. Papieros był w nich przedstawiany jako antidotum na niezdrowe zachcianki, przede wszystkim ochotę na słodycze. Miały gwarantować zachowanie coraz bardziej pożądane szczupłej sylwetki. Podziałało - sprzedaż reklamowane marki skoczyła o 300 proc.
Co gorsza, producenci nikotyny od dekad starali się trzymać blisko świata mody, kreując wizerunek palaczki jako eleganckiej kobiety wyznaczającej nowe trendy. Projektanci chętnie zgadzali się na tę symbiozę, traktując papierosy jako uzupełnienie swoich stylizacji. Do historii mody przeszedł tu zwłaszcza Saint Laurent, kiedy w 1966 r. adaptował smoking do damskiej sylwetki. Strój ten, zgodnie z nazwą, był dotąd swoisty mundurem mężczyzn spędzających czas w palarniach cygar. Yves widział w nim raczej symbol emancypacji i zrównania płci. Szkoda, że nie miał świadomości, że kobiety znacznie łatwiej popadają w nałóg nikotynowy i trudniej z niego wychodzą…
Choć reklamy papierosów są od dawna nielegalne, znacznie wolniej znikają z magazynów sesje modowe z papierosem w roli stylowego akcesorium. Winne są temu także gwiazdy, które albo same palą, albo zgadzają się pozować z papierosem (jak Kendall Jenner). W ten sposób normalizują tę używkę i niechcący przywracają jej niezasłużony status stylowego akcesorium.

Zrób mu przyjemność
Za rewolucję seksualną po polsku odpowiadały takie magazyny jak tygodnik “Naj” czy miesięcznik “Cosmopolitan”. Kolorowy magazyn na kredowym papierze zakończył działalność w 2019 r., jednak jego spuścizna pozostała - głównie w przekonaniu, że w łóżku najważniejsza jest nauka technik, które rozkochają partnera i utrzymają go przy naszym boku.
“Uwiedź go!” - krzyczał największy nagłówek z okładki z października 2012 r. Dwa miesiące później uczynne redaktorki chciały z kolei nauczyć nas robić makijaż, który zachwyci partnera, zdradzić nam pomysły na nowe, zaskakujące pozycje w łóżku, a także wytłumaczyć, “jak sprawić mu radość ustami”.
Przekazy pisane grubą różową czcionką nie miały wiele wspólnego z emancypacją: w centrum uwagi zawsze był mężczyzna, a jego preferencje i satysfakcja były znacznie ważniejsze od naszej. Dziś media kobiece przywracają nam podmiotowość, pozwalając skupić się na odkrywaniu własnej, zepchniętej kiedyś na margines przyjemności. Dowodem na siłę zmian może być burza, która rozpętała się po wypowiedziach ginekolog-influencerki, która zachwalała seks z rozsądku - inicjowany bez entuzjazmu, w celu zapobiegania zdrady partnera.
Podwójne standardy
Czego nauczyły nas magazyny plotkarskie? Głównie przekonania, że mężczyznom wypada więcej. Gdy oni mają powodzenie, one są zbyt kochliwe. Gdy oni świetnie się trzymają, one się zaniedbały albo “zmieniły się nie do poznania”.
Dziennikarka Sarah Ditum napisała na temat tych podwójnych standardów fascynującą książkę. Przypadki Britney Spears, Paris Hilton, Lindsay Lohan czy Jennifer Aniston poddała analizie, pokazując jak łatwo przekraczano wtedy granice, wchodzono z butami w prywatne życie gwiazd i poddawano je surowej ocenie. Oczywiście tylko, jeśli były kobietami.
Załamanie nerwowe Britney, problemy z płodnością Jennifer czy imprezowy styl życia Lindsay stały się publiczną własnością i przedmiotem drwin prasy, w skali nieporównywalnej z jakimikolwiek konsekwencjami, które spotykały ich kolegów z branży. Brak hamulców i okrutne taktyki tabloidów mają oczywiście znacznie dłuższą tradycję, a ich najsłynniejszą ofiarą jest księżna Diana, której ostatnie lata życia upłynęły na ucieczkach przed paparazzi i mierzeniem się z ciągłą oceną jej romantycznych wyborów.

Na szczęście współczesne standardy każą dziennikarzom i fotografom oszczędzać dzieci gwiazd, potwierdzać sensacyjne informacje u źródła i autoryzować wypowiedzi. Celebrytki odzyskały prawo do zachowania minimum prywatności i kształtowania swojego własnego wizerunku. Czy zawsze dobrze z niego korzystają? A może zapraszają swoich fanów w jeszcze bardziej prywatne sfery życia? To już pozostawiamy ocenie obserwatorów w mediach społecznościowych.
Zobacz także
Galeria
Pokazywanie elementów od 1 do 3 z 12
Akcje
Pokazywanie elementów od 1 do 4 z 17
Fale, tafla, zwiększona objętość. Air Wand to domowy stylista włosów!
Współpraca reklamowa