Reklama

„Kiedy Jadwiga powiedziała mi, że jest osobą w spektrum autyzmu, wszystko nagle nabrało sensu” – opowiada mi Aleksander Smolar, politolog i ekonomista, publicysta, działacz polityczny, były prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. W latach osiemdziesiątych byli z Jadwigą Staniszkis kochankami. Jak wspomina Smolar:

Poznałem Jadwigę Staniszkis w połowie lat sześćdziesiątych na uniwersytecie. Była zjawiskową osobą, bardzo piękną, zawsze w czerwonym płaszczu. Już wtedy fascynował mnie jej sposób bycia, ale też to, że mówiła niezwykle teoretycznym, abstrakcyjnym językiem, który dla studentów był często niezrozumiały. Miała ogromną wiedzę, ale trudno jej było nawiązywać zwyczajne relacje z ludźmi.

Zaangażowała się w opozycję, a nasze drogi zbiegły się po wydarzeniach marcowych – braliśmy udział w opozycyjnym seminarium, gromadzącym grono młodych asystentów. Po 8 marca 1968 roku oboje trafiliśmy do więzienia. Gdy wyszliśmy, nasze relacje stały się bliższe. Była osobą niezwykłą, niekonwencjonalną. Postanowiła do mnie kiedyś „uciec”, przyjeżdżając do mnie w góry, gdzie byłem z małą córką. Przez dwa lata byliśmy razem, aż do mojej decyzji o wyjeździe z kraju. To był dla nas trudny okres, pełen dramatycznych rozmów i listów.

Warto pamiętać, że Staniszkis wywodziła się z rodziny o korzeniach prawicowych. Jej ojciec był przed wojną w ONR-ze Bolesława Piaseckiego, a jej matka była szefową kobiecego odłamu Falangi. Ten rodzinny kontekst również miał niewątpliwie wpływ na jej formację.

Jadwiga Staniszkis, Warszawa. 8.07.2004.
Jadwiga Staniszkis, Warszawa. 8.07.2004. fot. PAP Andrzej Rybczyński

Rozmawiała z panem o swojej rodzinie?

Jadwiga nigdy nie mówiła mi wiele o rodzicach. Nie pamiętam, by wspominała o ojcu, o tym, że po wojnie kierował odbudową Szczecina czy Gdyni i że go później aresztowano. Poznałem jej matkę, siostrę i – wiadomo – córkę… Jej brata nie poznałem – wyemigrował już chyba wcześniej do Stanów Zjednoczonych.

Widać, że dobrze ją pan wspomina.

Pod względem intelektualnym imponowała mi swoją siłą i energią, skoncentrowaną na teoretycznych zagadnieniach ustrojowych. To dość częste u osób z zespołem Aspergera – mają zdolność do głębokiego, wręcz obsesyjnego zainteresowania pewnymi dziedzinami. Był w niej też pewien chłód, trudność w nawiązywaniu kontaktu, dystans – nawet do ludzi bliskich. W swojej autobiografii wymieniła paru przyjaciół, w tym mnie, choć przez wiele lat nie utrzymywaliśmy żadnych stosunków. To dla niej typowe. To pokazuje, jak definiowała przyjaźń. Myślę, że w istocie nie miała bli skich osób.

Jaka była w relacji?

Kiedy byliśmy razem, była bardzo uczuciowo zaangażowana i dramatycznie przeżywała nasze rozstanie, zwłaszcza gdy postanowiłem wyjechać z Polski. Reagowała w sposób, który wtedy trudno mi było zrozumieć – natychmiast nawiązywała nowe romanse, o których mi zaraz opowiadała, jakby chciała wzbudzić moją zazdrość. Klucza do jej zachowania dostarczyła mi dopiero ta późniejsza informacja o jej autyzmie…

Inna trudna kwestia to jej zeznania z okresu śledztwa po 1968 roku – nie wsypała was, próbowała grać z tajnymi służbami, ale powiedziała dużo. Widać to też w jej teczkach, które znajdują się w IPN-ie.

Po postawieniu zarzutów przez rok nie odpowiadałem na żadne pytania śledczych, przyjmując jasną, moralną postawę. Jadwiga natomiast dużo mówiła. Czytałem jej zeznania i nie były one specjalnie ładne. Myślę, że wiązało się to ze strachem – bała się, że jej ówczesny mąż, Marek, gość przecież z Partii, może próbować odebrać jej prawa rodzicielskie do małej wtedy Joasi. Po moim powrocie do Polski nasze kontakty były incydentalne, na przykład przy okazji wystąpień medialnych. Zapamiętałem dwie rzeczy z tamtego okresu: kiedy rzuciła mimochodem informację o swoim Aspergerze oraz kiedy podczas dyskusji aluzyjnie wspomniała o zeznaniach, co było dla mnie przykre. Nie wypytywałem jej o to, widząc, że to trudny temat.

Aleksander Smolar, Warszawa, 27.01.2016.
Aleksander Smolar, Warszawa, 27.01.2016. fot. PAP/Tomasz Gzell

Ogromnie się od siebie różniliście. Pan wyjechał do Francji i tam uczył się od klasyków liberalizmu, Stanisz kis orbitowała wokół tradycji od zawsze lewicującej warszawskiej socjologii, później trafiając jednak do prawicy…

Pod wpływem francuskiego środowiska skupionego wokół Raymonda Arona – w którego centrum przez wiele lat pracowałem – ewoluowałem w stronę konserwatyzmu i liberalizmu, odchodząc od marksizmu w sposób naturalny, jak całe moje pokolenie. Jadwiga natomiast pozostawała pod wpływem marksizmu, co mnie zaskakiwało. Cenię jej talent analityczny i to, że jako jedna z nielicznych wśród polskich socjologów sięgała po zachodnią literaturę na temat ustrojów totalitarnych, co dawało jej analizom wymiar porównawczy. Czasem jednak widziałem w nich pewne „wariactwa” – przerysowania, zbytnią dominację abstrakcyjnego modelowania nad kontaktem z rzeczywistością.

Jej późniejsze zbliżenie do prawicy było dla mnie pewną zagadką. Częściowo można to tłumaczyć dziedzictwem rodzinnym, ale myślę, że rolę odegrało też odrzucenie przez liberalno-lewicowe środowisko, które nigdy jej w pełni nie zaakceptowało. Ona sama się na to nie skarżyła, zachowując dystans. Jej sympatia do Jarosława Kaczyńskiego mogła być wyrazem buntu wo
bec tego środowiska.

Tylko że ona nie poszła w końcu jakkolwiek w politykę. A pan – już tak.

Mój powrót do Polski w latach dziewięćdziesiątych był dość niezwykły. Od razu trafiłem w centrum życia politycznego. Najpierw zaprosił mnie minister Skubiszewski, któremu sugerowano, bym został ambasadorem w Paryżu. Stwierdził jednak, że to niemożliwe z powodu mojego francuskiego obywatelstwa. Następnego dnia spotkałem się z Tadeuszem Mazowieckim, który zapro ponował mi stanowisko swojego doradcy. Tak więc po osiemnastu latach nieobecności znalazłem się w samym sercu polskiej polityki. To było oszałamiające doświadczenie. W kwestiach polityki zagranicznej i spraw międzynarodowych miałem szerszą perspektywę niż wielu w ówczesnym obozie władzy, którzy dopiero się uczyli. Nie dotyczyło to oczywiście specjalistów wywodzących się z czasów PRL.

Późniejsze powroty postkomunistów do władzy to była w dużej mierze konsekwencja bolesnej transformacji. Jadwiga opisywała to jako „postkomunizm” – i tak też zwróciła się bardziej do prawicy. To nas rozdzieliło zupełnie, potem wpadaliśmy już na siebie rzadko.

Książka Krzysztofa Katkowskiego „Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis” ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte
Książka Krzysztofa Katkowskiego „Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis” ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte
Jadwiga Staniszkis, Warszawa. 8.07.2004.
Jadwiga Staniszkis, Warszawa. 8.07.2004. fotfot. . PAP Andrzej Rybczyński
Jadwiga Staniszkis, Warszawa, 21.10.1981.
Jadwiga Staniszkis, Warszawa, 21.10.1981. fot. Janusz Fila / Forum
Reklama
Reklama
Reklama