Zakończyła karierę, teraz mówi o zadowoleniu. Aleksandra Mirosław wprost o tym, czym chce się teraz zająć
Wygrywała zawody, biła rekordy świata i wydawało się, że nic nie jest w stanie jej zatrzymać. Tymczasem za kulisami trwała cicha walka, o której niewielu wiedziało. Teraz Aleksandra Mirosław po raz pierwszy mówi o decyzji, która zmieniła wszystko i opowiada o powodach, dla których postanowiła odejść wtedy, gdy świat wciąż widział ją na samym szczycie.

Aleksandra Mirosław przez lata była symbolem siły, determinacji i perfekcji w świecie wspinaczki sportowej. Dziś otwiera zupełnie nowy rozdział życia. I robi to w swoim stylu. W pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu zakończenia kariery olimpijska mistrzyni opowiada o emocjach, które towarzyszyły jej w najtrudniejszych momentach, o walce ze stanami lękowymi i o planach na przyszłość.
Dlaczego Aleksandra Mirosław zdecydowała się zakończyć karierę?
Decyzja o zakończeniu kariery nie była impulsem ani nagłym zwrotem akcji. Aleksandra Mirosław przyznaje, że dojrzewała do niej od dawna. Jak podkreśla, została podjęta wspólnie z jej zespołem, a przede wszystkim z trenerem Mateuszem Mirosławem, który prywatnie jest jej mężem. „To była dobrze przemyślana decyzja. Zapadła już dawno" mówi na łamach magazynu Zwierciadło.
Od początku kariery wiedziała, że chciałaby zakończyć ją w momencie, gdy nadal będzie na szczycie. Nie chciała schodzić ze sportowej sceny z powodu kontuzji, problemów finansowych czy braku formy. Dla niej ważne było jedno: mieć poczucie, że sama decyduje o momencie zamknięcia tego rozdziału. „Czuję się dobrze z tą decyzją, co nie oznacza, że łatwo było ją podjąć. Kiedy usiadłam przed kamerą i zaczęliśmy nagrywać moje oświadczenie, nagle dotarło do mnie, że this is it: uświadomiłam sobie, że zamykam kawał życia, że kończy się rozdział, który dużo mnie nauczył i ukształtował jako człowieka", dodaje.
Dziś mówi wprost o zadowoleniu. „Nie nazwałabym tego ulgą. To raczej zadowolenie, że odchodzę na moich warunkach, z pełną szczerością wobec siebie, kibiców, partnerów i sponsorów", wyjaśnia. Choć była przygotowana na tę decyzję, moment nagrywania oficjalnego oświadczenia okazał się niezwykle emocjonalny. Dopiero wtedy dotarło do niej, że zamyka jeden z najważniejszych etapów swojego życia.
CZYTAJ TEŻ: Tak wyglądały powroty Ryszarda Kapuścińskiego do domu. Córka zapamiętała jeden niezwykły rytuał

Walka ze stanami lękowymi
Za sukcesami często kryje się ogromna presja. W przypadku Aleksandry Mirosław była ona szczególnie silna. Od 2018 roku dominowała w swojej dyscyplinie. Wygrywała zawody i wielokrotnie biła rekord świata. To sprawiło, że oczekiwania wobec niej rosły z każdym kolejnym startem. Przełom nastąpił podczas Mistrzostw Świata w Bernie w 2023 roku. To właśnie tam po raz pierwszy doświadczyła stanu lękowego. W półfinale odpadła od ściany i tym samym straciła szansę na zdobycie kwalifikacji olimpijskiej na tej imprezie.
To doświadczenie było dla niej szokiem. „Bardzo dobrze pamiętam moment, kiedy odpadłam od ściany. Poszłam do Mateusza i strasznie chciałam coś czuć: złość, smutek, rozpacz, rozczarowanie, cokolwiek, a nie czułam nic. Żadnych emocji, jakby dusza opuściła ciało. Zamarłam. Byłam w totalnym zamrożeniu. Mateusz spojrzał mi wtedy w oczy i zobaczył pustkę. Po pewnym czasie przyznał, że był wtedy przerażony moim stanem. Potem przyszło poczucie winy. Tyle poświęciliśmy na przygotowania i nie udało się. Czułam, że zawiodłam, bo nie zdobyłam biletu do Paryża. Do następnego startu kwalifikacyjnego w Rzymie zostały cztery tygodnie. To był najmroczniejszy okres w mojej karierze. Fizycznie było wszystko dobrze, miałam formę, ale podchodziłam do ściany ze łzami w oczach, nie mogłam złapać oddechu przed biegiem i po nim. Rano wstawałam z myślą, że nie chcę trenować. Często płakałam. Towarzyszyły mi bezsilność, smutek, pustka. Chciałam po prostu zniknąć. Funkcjonowałam wtedy tylko dzięki Mateuszowi, to on przez te cztery tygodnie sprawiał, że wstawałam z łóżka, szłam na trening, trzymałam dietę i pilnowałam suplementacji. To był trudny czas i dla niego, i dla mnie. Zwłaszcza że nie wiedzieliśmy jeszcze, co się ze mną dzieje", zwierza sie na łamach magazynu Zwierciadło.
CZYTAJ TEŻ: Mieli rozstać się definitywnie, a tu takie wieści. Przełom w relacji Tomasza Karolaka i Violi Kołakowskiej

Projekty Aleksandry Mirosław po zakończeniu kariery
Choć kończy sportową karierę, Aleksandra Mirosław nie zamierza zwalniać tempa. Już od kilku lat rozwija projekty związane z aktywnością fizyczną dzieci. W Lublinie działa Akademia 6.02, która oferuje zajęcia ogólnorozwojowe z elementami wspinaczki. Celem nie jest wyczynowy trening, lecz zachęcanie najmłodszych do ruchu i dobrej zabawy.
Drugą inicjatywą są 6.02Up! Games – zawody dla dzieci, które chcą spróbować swoich sił w rywalizacji sportowej. Inwestuje również w start-up ReClimb, który tworzy interaktywne ścianki wspinaczkowe dla najmłodszych.„Myślę, że nie będę się nudzić na sportowej emeryturze. Już od wielu lat mój menedżer dba o to, żebym po skończonej karierze mogła rozwijać projekty, które są bliskie mojemu sercu. Chciałabym zająć się popularyzacją aktywności fizycznej wśród dzieci. Już działa w Lublinie moja Akademia 6.02 dla dzieci i jest duża szansa na to, że będziemy mieć filie w największych miastach. Fundamentem są zajęcia ogólnorozwojowe z elementami wspinaczki, stawiamy na to, żeby dzieci się po prostu ruszały, ćwiczyły, nie chodzi o profesjonalne trenowanie. Drugi projekt, również bliski mojemu sercu to 6.02Up! Games – zawody dla dzieci, które chcą spróbować swoich sił, zobaczyć, jak wygląda rywalizacja i dobrze się przy tym bawić.W ogóle uważam, że sport juniorski powinien być zabawą, na stres i presję przyjdzie czas. Inwestuję również w start-up ReClimb, czyli interaktywne ścianki wspinaczkowe dla dzieci. W zeszłym roku zrobiliśmy na nich cykl zawodów Orlen Liga Wspinaczkowa – gdzie dzieci rywalizowały w drużynach, ucząc się współpracy, zaufania i budując relację. Wszystkie te aktywności nie mają na celu znalezienia następczyni Oli Mirosław, chcemy raczej pokazać, że aktywność i ruch mogą być fajną zabawą. A jeśli po drodze trafi się wybitny talent, wtedy pomogę skierować go w odpowiednie ręce i do ludzi, którzy będą potrafili się nim zaopiekować", mówi.
Czy w przyszłości zobaczymy ją w roli trenerki? Sama przyznaje, że raczej nie. „Nie mam odpowiedniej wiedzy", mówi otwarcie. Zdecydowanie bliższa jest jej rola mentorki. Chce dzielić się doświadczeniami, także tymi trudnymi, które ukształtowały ją jako człowieka. Bo, jak podkreśla, właśnie z najtrudniejszych momentów można wynieść najwięcej.
CZYTAJ TEŻ: Anita Zając pokazała zdjęcia sprzed metamorfozy. Fani nie mogą uwierzyć, że to ta sama osoba
Źródło: Zwierciadło.
