Zachwyciła w filmie „Dom dobry", teraz wraca z kolejną rolą. Agata Turkot pierwszy raz tak szczerze o kulisach popularności i wielkim sukcesie
Jedna rola zmieniła wszystko. Film, który miał poruszyć widzów, uruchomił lawinę reakcji i sprawił, że o Agacie Turkot zaczęła mówić cała Polska. Teraz aktorka wraca w nowej, jeszcze bardziej niepokojącej historii. „Piekło kobiet” przenosi nas do Warszawy lat 30. W międzyczasie pojawia się pytanie: czy przez niemal sto lat naprawdę coś się zmieniło?

Po ogromnym sukcesie filmu „Dom dobry” Agata Turkot wraca z nową rolą w serialu „Piekło kobiet”. Aktorka, która coraz częściej pojawia się w najważniejszych polskich produkcjach, opowiada o nagrodzie im. Zbyszka Cybulskiego, sile kobiecej solidarności i o tym, dlaczego historie o przemocy są tak potrzebne.
Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego i sukces filmu „Dom dobry”
Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego za rolę w filmie „Dom dobry” była dla Agaty Turkot momentem szczególnym. „Miałam poczucie, że coś się domknęło, odpuściło napięcie, zeszło powietrze. Ilość gratulacji, jakie dostałam dzień po, była oszałamiająca, chyba jeszcze większa niż po premierze", wspomina aktorka na łamach magazynu Zwierciadło. Dzień po gali jej telefon niemal nie przestawał wibrować. Gratulacje spływały z każdej strony. Jak podkreśla Agata Turkot, to wyróżnienie traktuje nie tylko jako osobisty sukces, ale też jako docenienie całego zespołu, który pracował przy filmie.
Przypomnijmy, że „Dom dobry” okazał się jednym z najgłośniejszych wydarzeń polskiego kina. Na seanse poszło 2,5 miliona widzów, a temat przemocy domowej wywołał szeroką dyskusję społeczną. Organizacje pomagające kobietom odnotowały ogromny wzrost zgłoszeń. W samym listopadzie liczba telefonów wzrosła o 223 procent. „Robiliśmy ten film w konkretnej sprawie", mówi aktorka. „Nie tylko po to, żeby opowiedzieć wciągającą historię z wiarygodnymi bohaterami, ale też po to, by poruszyć niebo i ziemię, przerwać zmowę milczenia wokół przemocy domowej", dodaje.

Niespodziewana popularność Agaty Turkot
Sukces filmu sprawił, że artystka zaczęła pojawiać się niemal wszędzie. Zarówno w mediach, jak i w rozmowach widzów. „Z jednej strony ogromnie mnie cieszyło, wiadomo, z drugiej było jednak bardzo dziwne, kiedy włączałam social media, przewijałam feed i widziałam albo siebie, albo Tomka Schuchardta, albo Wojtka Smarzowskiego zarówno u moich znajomych, jak i u ludzi, których nie znam. To nie trwało dzień, dwa, tylko naprawę długo", mówi w wywiadzie dla Zwierciadła. „Żyjemy w czasach, w których jednocześnie żyje przeogromna liczba sławnych, popularnych osób. Do tego najbardziej rozpoznawalni są ci, których ja akurat nie znam, bo są popularni z powodów dla mnie niezrozumiałych lub takich, których po prostu nie śledzę. Ale tak, ludzie mnie rozpoznają, nawet w Warszawie, gdzie ktoś, kto zagrał w filmie, nie robi takiego wrażenia, bo tu co krok wpada się na kogoś znanego z ekranu", dodaje.
Jak podkreśla, starała się jednak patrzeć na tę popularność z dystansem. „Ale jeżeli już przesyt samą sobą musiał się w moim życiu wydarzyć, to bardzo dobrze, że wydarzył się w kontekście tego właśnie filmu. Moja twarz wyskakująca z każdej lodówki nie była tak naprawdę moja, ona była twarzą tego tematu, zachętą do rozmowy. Tak przynajmniej starałam się to traktować", kontynuuje.
„Piekło kobiet”. Nowy serial z Agatą Turkot
Niedługo po zakończeniu pracy nad „Domem dobrym” aktorka rozpoczęła zdjęcia do serialu „Piekło kobiet”, którego akcja rozgrywa się w Warszawie lat 30. Agata Turkot wciela się w postać Heleny, bohaterki mierzącej się z systemową przemocą wobec kobiet. Inspiracją dla serialu jest wydany w 1930 roku zbiór felietonów Tadeusza Boya-Żeleńskiego „Piekło kobiet”, poświęcony prawu kobiet do antykoncepcji, aborcji i decydowania o własnym ciele. „Minęło prawie 100 lat i rzeczywiście niewiele się zmieniło, smutne to i straszne. W serialu pokazujemy Warszawę lat 30., absolutnie nie starając się wybielać tych czasów i tych ludzi. Na przykład bardzo wyraźny i ważny jest tu wątek alkoholowo-narkotykowy, sądzę, że adekwatnie do tego, jak wyraźny i ważny był wtedy", przyznaje aktorka.
Helena jest postacią złożoną. Z jednej strony próbuje walczyć o swoją niezależność, z drugiej zmaga się z uzależn*eniem i rozczarowaniem małżeństwem. "Doszłam do wniosku, że bierze się właśnie z tej niemiłości, nieumiejętności znalezienia wsparcia i ciepła w małżeństwie, w którym Helena jest. I to miłość ją z tego wyciąga", mówi Turkot.
Choć historie, które opowiada na ekranie, są często trudne i bolesne, aktorka wierzy, że niosą ważne przesłanie.
Źródło: magazyn Zwierciadło.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jim Carrey odciął się od ludzi i zrezygnował z aktorstwa. Niedawno zaskoczył metamorfozą. Aż trudno uwierzyć, jak dziś wygląda jego życie
